„07 zgłoś się”, czyli kultowy serial PRL-u o milicjancie

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta
Katarzyna Sklepik

„07 zgłoś się”, czyli kultowy serial PRL-u o milicjancie

Katarzyna Sklepik

Czwartek 25 listopada 1976 roku wykreował w polskiej telewizji nowego bohatera - Sławomira Borewicza. Kobiety za nim szalały. Mężczyźni zazdrościli mu powodzenia i brawury.

Szarmancki, elokwentny, dowcipny miał w sobie zachodni luz. Modnie się ubierał, używał markowej wody toaletowej, znał język angielski. Ideał, choć… milicjant.

„07 zgłoś się” - był i jest nadal jednym z najpopularniejszych polskich seriali kryminalnych. Po 40 latach od emisji pierwszego odcinka, propaganda sukcesu milicji obywatelskiej już nas tak z ekranu nie razi. Raczej bawi. Podobnie jak kultowe teksty porucznika Sławomira Borewicza, które na stałe weszły do naszego języka. „Myślenie ma kolosalną przyszłość. W milicji także” - mawiał.

Co ciekawe, choć w każdym z 21 odcinków pojawiają się gwiazdy polskiego kina, to jednak żaden z aktorów nie chciał podjąć się roli błyskotliwego milicjanta. Dlaczego? Bali się zaszufladkowania, podobnego jakie spotkało Stanisława Mikulskiego jako Hansa Klossa, czy Janusza Gajosa w roli Janka Kosa. To za sprawą przypadku, a właściwie bystrej sekretarki planu ze „Znaków szczególnych”, dziennikarz telewizyjny Bronisław Cieślak dostał propozycję zagrania porucznika... Boleckiego. Tak miał pierwotnie nazywać się bohater czteroodcinkowego serialu kryminalnego wyreżyserowanego przez Krzysztofa Szmagiera.

Po krótkiej rozmowie, reżyser dał się namówić na zmianę nazwiska bohatera i tytułu. - W tym czasie na wszystkich budkach telefonicznych były tabliczki „pogotowie MO ma numer wywoławczy 07”. Stąd tytuł serialu - wyjaśnia Bronisław Cieślak.

Borewicz ze swoją skłonnością do ryzyka, angielskim humorem i numerem wywoławczym 07 części widowni przypomniał Jamesa Bonda. Jednak niewierzący, bezpartyjny prawnik z wykształcenia, styl pracy zbliżony miał raczej do Brudnego Harry’ego. I to też się podobało. Skontrastowany z porucznikiem Antonim Zubkiem (w tej roli Zdzisław Kozień) miał być symbolem zmiany, zwłaszcza że Zubek (czyli Z-ubek) miał być reprezentantem partyjnego betonu, funkcjonariuszem starej daty, zwolennikiem siłowego i bezpardonowego śledztwa. „Krzyżówki to moja żona lubi rozwiązywać. Ja bym ich wszystkich przymknął na 48 godzin i powolutku wszystko by się wyjaśniło” - mówił.

Stąd między innymi pytanie Borewicza: „Jak ja się mogłem z panem zaprzyjaźnić?”. Podobne wątpliwości ma, gdy na miejsce emerytowanego Zubka zatrudniony zostaje jego siostrzeniec - Waldemar Jaszczuk (grany przez Jerzego Rogalskiego): „Jak się pozbyliśmy starego sieczkobrzęka, to teraz będziemy mieli młodego prymusa”.

Z nim też chętnie dyskutował, zwłaszcza, że w wielu kwestiach się różnili. Jaszczuk, podobnie jak jego wuj, wyznawał jedynie słuszną linię... Gdy zaproponował opublikowanie portretu pamięciowego w mediach, licząc na pomoc społeczeństwa, Borewicz mu odpowiedział: - „Staramy się, żeby społeczeństwo mogło na nas liczyć, a nie odwrotnie. Po to między innymi ludzie płacą podatki”. Na to Jaszczuk: - „Słowo „podatki” obce jest socjalistycznej formacji społecznej”. - „Niech pan nie mówi tylko o tym ministrowi Nieckarzowi” - ripostuje Borewicz.

Skoro o ministrach mowa, to warto zwrócić uwagę na fakt, że w odcinku „Wagon pocztowy” w tenisa z Borewiczem gra Mieczysław Wilczek, minister przemysłu w rządzie Mieczysława Rakowskiego.

Ze swoim przełożonym majorem Wołczykiem (w tej roli Zdzisław Tobiasz) ma dziwną nić porozumienia. Szef na wiele mu pozwala, wiedząc, że Borewicz zawsze doprowadza sprawę do końca. Choć, gdy śledztwo utknie w martwym punkcie, też potrafi być uszczypliwy: - „Otwórzcie okno. Myślę, że orłów nie ma, żaden nie wyleci” - wydaje polecenie. Na to Borewicz po skończonej operatywce: - „A pan major drzwiami?”.

Często współpracował z kobietami: sierżant Ewą Olszańską (Ewa Florczak) i jej następczynią - Anną Sikorą (Hanna Dunowska). Obie darzył sympatią, ale ich nie podrywał. Laborantce powiedział wprost: „Dziewczyny, droga pani, to ja lubię wytrawne”.

Rozwiedziony, nadal przeżywał rozwód z Joanną (w tej roli Izabela Trojanowska). Często romansował, ale niewiele z tych miłostek wynikało. Stomatolożka, stewardesa, lekarka, dziennikarka, pielęgniarka, historyczka sztuki czy właścicielka butiku wszystkie były piękne i wszystkie go opuściły. „Kiedy cię znowu zobaczę?” - pytał. „Nie wiem, może nigdy. Nie planuj takich rzeczy, bo skończysz tragicznie, czyli małżeństwem. Oczywiście nie ze mną” - odpowiedziała Monika Tokarzewska, psychiatra, z którą się spotykał.

- On ma pecha do kobiet - żona go rzuciła z Arabem, jakaś tam młoda pielęgniarka mówi: „Gościu, ja na panią milicjantową się nie nadaję”, inna wyjeżdża na stypendium do Stanów Zjednoczonych, któraś tam ginie - wylicza Bronisław Cieślak.

Stąd ta jego złośliwość, szczególnie widoczna, gdy spierał się z prokurator Zofią Ołdakowską (Elżbieta Kijowska), z której męskiego stylu lubił drwić.

- „Nie uznaję tego w pracy” - mawiała, gdy całował ją w rękę.

- „A po pracy?” - dopytywał porucznik.

Serial skrzy się od detali codziennego życia PRL. Porucznik Borewicz nosi dzwony, później wranglery i polską kopię amerykańskiej kurtki wojskowej M65, używa Old Spice’a, pije coca-colę, pali marlboro, goli się bezprzewodową maszynką.

Jeździ dużym fiatem, potem polonezem, a nawet mercedesem z kierowcą. Przestępców ściga helikopterem, używa podsłuchów, psów tropiących i gadżetów techniki. W starym oplu przy tylnej szybie siedzi piesek. Tak, ten kiwający główką. W mieszkaniach stoją meblościanki na wysoki połysk, a w willach - antyki, kupowane w Desie. Widzimy, jak wyglądały wtedy pośredniaki, szpitale, zakłady pracy, jak bawili się nowobogaccy i jak działał objazdowy cyrk.

Na ulicach spotykamy handlujących walutą cinkciarzy i koników, u których można kupić bilety do kina. Razem z Borewiczem wchodzimy do nocnych lokali w stolicy i na Wybrzeżu, na dancingi i do garderoby lokalowej prostytutki. Jemy rybę z papierowej tacki i poznajemy od kulis telewizję lat 70., a w niej gwiazdę tamtych czasów - Bożenę Walter. Nie ona jedna zagrała w tym serialu samą siebie, na dworcu w Łodzi w odcinku „Brudna sprawa” widzimy Ewę Wiśniewską, Jolantę Lothe, Andrzeja Kopiczyńskiego, Stanisława Mikulskiego i Krzysztofa Kowalewskiego. A Alicja Majewska śpiewa na dancingu. Z kolei Dorotę Stalińską Borewicz próbuje poderwać w ostatnim odcinku „Przerwany urlop”. Zaproszenie na spotkanie, kwituje tekstem: „Sanacyjna Ordonka w ramionach ludowej władzy. Ciekawa propozycja…”.

W postaci porucznika Borewicza zawarta jest cała PRL-owska schizofrenia. Był niewierzący, ale ochrzczony. Rozwiedziony, ale wziął ślub kościelny. - Oczywiście, że to był kraj, w którym te imponderabilia ustrojowe, te pryncypia, te sztandary były, ale traktowano je machnięciem ręki. Natomiast nikt, a już pod koniec PRL naprawdę nikt w te pryncypia nie wierzył. To był rodzaj samo oszukiwania się - dodaje Bronisław Cieślak. I to też było widać na ekranie.

Choć serial kręcony był głównie w Warszawie, część scen powstała na Wybrzeżu, Mazurach i w Łodzi. Są też zagraniczne epizody z lotniska w Zurychu, Niemiec i Times Square na Manhattanie. W odcinku „Zamknąć za sobą drzwi”, Borewicz w rozmowie z porucznikiem Pawłem Kopińskim (Piotr Fronczewski) wspomina o Poznaniu. To niejedyny wielkopolski akcent. Niemal w każdym odcinku, wśród aktorów pojawiają się poznaniacy (z urodzenia lub miejsca pracy).

Już w pierwszym odcinku Martę Kalinowską, przyjaciółkę Borewicza gra Grażyna Wnuk-Korin, wieloletnia aktorka poznańskiego Teatru Nowego. Szkoda tylko, że dubbingowała ją Jadwiga Jankowska-Cieślak. W epizodach pojawili się także jej kolega z teatru Witold Dębicki (steward) i Tomasz Grochoczyński grający w latach 70. w Teatrze Dramatycznym, a potem Polskim w Poznaniu. Tytułowy wisior skradziono jubilerowi, którego grał Witold Kałuski. Ten wykonawca pieśni patriotycznych także grał w Teatrze Polskim. Opryskliwego milicjanta z drogówki, który wyzwał Borewicza od barana, zagrał poznaniak Teodor Gendera.

W „Dziwnym wypadku” herszta szajki samochodowej zagrał urodzony w Kole Sławomir Linder, który przed wojną ukończył szkołę kadetów w Rawiczu i jako zawodowy oficer pełnił służbę w 55 poznańskim pułku piechoty w Lesznie. W piątym odcinku na ekranie pojawia się absolwentka poznańskiej „klaudynki” Hanna Stankówna w roli historyczki sztuki, pachnącej perfumami Nina Ricci. W tej roli pojawi się jeszcze w odcinku szóstym, a potem zagra zdradzaną żonę doktora Miłosza w „Śladzie rękawiczki”. Aleksandrę Koncewicz - nagrodzoną w 1964 i 1967 roku w plebiscycie „Expressu Poznańskiego” na najpopularniejszego aktora scen poznańskich - oglądać możemy w odcinku „Brudna sprawa” gdzie gra dyrektorkę domu dziecka i w „Wagonie pocztowym”, gdzie wciela się w rolę lekarki.

Katarzyna Sklepik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.