Andrzej Betlej: Powrót do źródeł. Krakowianie chcą na nowo zobaczyć Wawel

Czytaj dalej
Fot. Anna Stankiewicz
Anna Piątkowska

Andrzej Betlej: Powrót do źródeł. Krakowianie chcą na nowo zobaczyć Wawel

Anna Piątkowska

- Moja wizja tego miejsca jako Wawelu otwartego i przyjaznego realizuje się w nawet najdrobniejszych aspektach. Każdy może dziś zrobić zdjęcie w komnatach, a matki z dziećmi znajdą ustronne i spokojne miejsce do karmienia. To drobiazgi, które tworzą atmosferę tego miejsca - mówi prof. Andrzej Betlej. Z dyrektorem Zamku Królewskiego na Wawelu rozmawiamy o idei Wawelu otwartego i atrakcjach, jakie czekają na zwiedzających na wawelskim wzgórzu.

Dane GUS pokazują, że w ubiegłym roku Małopolska, a zwłaszcza Kraków, przyciągnęły blisko 42 proc. ogólnej liczby odwiedzających polskie galerie i salony sztuki, i co piątego zwiedzającego krajowe muzea. Idąc na spotkanie z panem, na dziedzińcu spotkałam tłumy zwiedzających. Turyści wrócili na Wawel.

Wrócili. Z jednej strony okres wakacyjny przypomina bardzo mocno analogiczny czas sprzed pandemii - to bardzo pozytywna wiadomość dla nas - zwłaszcza, że wciąż zwiedzanie Zamku i ekspozycji musi odbywać się w reżimie covidowym. Jednak dzięki poszerzeniu oferty Zamku Królewskiego na Wawelu, jesteśmy w stanie prawidłowo i z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa regulować wzmożony ruch turystyczny na Wawelu. Proponujemy turystom nowe, interesujące ekspozycje, pokazy oraz wiele wydarzeń towarzyszących, w tym koncerty i niezwykle bogaty program edukacyjny. Nasza aktywność pozwala nam więc osiągnąć zadowalające wyniki, zbliżone do 2019 roku, choć pierwsze miesiące tego roku jeszcze nie zapowiadały takiej frekwencji.

Turystyka międzynarodowa będzie potrzebowała jeszcze sporo czasu, by wrócić do stanu sprzed pandemii. Kto dziś odwiedza Wawel?
Około 70 - 80 procent odwiedzających to turyści z Polski. Nastąpiło więc odwrócenie proporcji sprzed pandemii, kiedy na Wawelu dominowali turyści zagraniczni. Patrzę na ten zwrot z wielką radością, bo mówiąc o turystach polskich, mówię także o krakowianach, którzy wrócili do nas, bo chcą na nowo zobaczyć Wawel. Obserwujemy piękny powrót do źródeł. Porównując frekwencję, którą osiągnęliśmy dzięki rodzimym turystom do innych rezydencji za granicą, radość jest dodatkowa. W ubiegłym miesiącu odwiedziłem dwie miejscowości w Niemczech, gdzie znajdują się rezydencje, a którym nie udało się zdynamizować wewnętrznego ruchu turystycznego.

To chyba w ogóle problem tego rodzaju instytucji, że najtrudniej przyciągnąć do nich miejscowych turystów, bo oni przecież kiedyś już byli na Wawelu, w Zamku Królewskim w Warszawie czy na Zamku w Malborku. Co przyciągnęło krakowian na Wawel?
Żadna instytucja muzealna nie może trwać w stagnacji. Czy rzeczywiście z pełną świadomością możemy powiedzieć, że na Wawelu już byłem? Słysząc takie deklaracje, od razu pytam: a widziałeś arrasy? Nie widziałeś, bo wystawy arrasów, którą dziś pokazujemy nie mogłeś zobaczyć wcześniej ani ty, ani twoi rodzice, ani dziadkowie. Może zobaczą ją twoje wnuki. „Wszystkie arrasy króla. Powroty 2021–1961–1921” to wystawa, która trafia się raz na sto lat. A namioty tureckie? Przypomnę, że zostały zamknięte ponad 20 lat temu, teraz można je zobaczyć w całej okazałości na ekspozycji „Sztuka Wschodu. Namioty tureckie”. Mamy też inne, poza arrasami, wystawy czasowe: „Cranach na Wawelu”, „Matejko. Od wielkiego dzwonu” (pokaz specjalny arcydzieła Jana Matejki z okazji 500-lecia zawieszenia dzwonu Zygmunt). Otworzyliśmy też Ogrody Królewskie, rezerwat archeologiczny, mamy również nową wystawę stałą „Wawel odzyskany”, a przez cały okres letni odbyła się na Zamku niezliczona liczba zajęć dla dzieci, dorosłych i seniorów. W ciągu ostatnich lat zmienił się nawet dziedziniec, który został odnowiony. Zmieniliśmy także system sprzedaży biletów. Nie musimy już stać w długich kolejkach, wystarczy zrobić zakup online. Myślę, że różnorodna oferta na najwyższym poziomie to klucz do sukcesu instytucji kultury, choć tak naprawdę nie mierzy się go w liczbie odwiedzających.

A co jest miarą sukcesu?
Wartość inicjatyw, która po nas pozostanie. Pragniemy tworzyć wystawy, które zostaną zapamiętane nie tylko przez odwiedzających, ale takie, które pozostawią swój trwały ślad w historii w postaci „pomników”. To możliwe dzięki towarzyszącym im wydawnictwom i pamiątkom zwracającymi się ku przyszłości.

A gdybym poprosiła o przykład?
Oczywiście, arrasy.

To wystawa, z której wizją przyszedł pan na Wawel.
Tak, przyszedłem z wizją wielkiej gali, gdzie pokazujemy wszystkie zachowane arrasy Zygmunta Augusta znajdujące się w polskich zbiorach. Pokazujemy je, można powiedzieć, na nowo, ponieważ zostały one na nowo zaaranżowane i opisane. Za pośrednictwem arrasów opowiadamy nie tylko skomplikowaną, emocjonującą historię zbioru, ale tworzymy też opowieść o ludziach, którzy stali za kolekcją. Mam na myśli nie tylko fundatora Zygmunta Augusta, ale też tych, którzy ratowali obiekty i przyczynili się do ich zachowania i przetrwania. Zwracamy też szczególną uwagę na rolę prac konserwatorskich.

Arrasy, namioty tureckie, Skarbiec Królewski, co jeszcze zobaczymy?
Już we wrześniu zorganizujemy pokaz naszych najnowszych, wyjątkowych nabytków. Dzięki dotacji MKDNiS udało nam się zakupić cztery obrazy z pierwotnej kolekcji Lanckorońskich – naszą misją jest, by ta kolekcja była jak najpełniej prezentowana na Wawelu. W listopadzie planujemy wystawę malarstwa niderlandzkiego pod tytułem „Nie tylko Bruegel i Rubens. Malarstwo Niderlandów na Wawelu”, na której pokażemy nowożytne malarstwo niderlandzkie i flamandzkie. Będą to obrazy z naszych zbiorów oraz wypożyczone z Muzeum Narodowego w Gdańsku. Zachęcam również do zobaczenia Komnat Królewskich. Wszyscy pracujący na Wawelu mają pełną świadomość, że zamek, całe wzgórze ma swoją wyjątkową historyczną semantykę, ale chcemy też w sezonie 2021/2022 pokazać zwiedzającym rzeczy nowe i wyjątkowe. Już niedługo będziemy na nowo aranżowali wnętrza komnat i apartamentów królewskich (sukcesywnie zamykając na kilka miesięcy kolejne piętra, żeby wprowadzić najnowsze systemy elektryczne czy przeciwpożarowe). Ale już w połowie przyszłego roku zobaczymy Zamek „na nowo”, z bardziej rozbudowaną i odnowioną ekspozycją. 30. czerwca zainaugurujemy otwarcie nowego Zamku, ale jednocześnie otworzymy Nowy Skarbiec Królewski. Obecnie tworzą go trzy sale, a po zmianach będzie ich dwanaście, całe północne skrzydło z nowoczesną ekspozycją.

Wawel chyba nigdy dotąd nie był tak otwarty na najmłodszych, że wymienię tylko gry terenowe, komiks o Wawelu czy wystawę prac Józefa Wilkonia w ogrodach królewskich.
Muzeum bez edukacji nie istnieje. A najmłodsi, których teraz zapraszamy na Wawel, wrócą na Zamek w przyszłości. Propozycja skierowana do nich musi być nieoczywista, bo to niezwykle wymagająca publiczność. Mamy tego świadomość.

Wawel otwarty to także hasło, z którym przyszedł pan na Wawel. Skąd ono się wzięło?
Przez całe życie często przychodziłem na Wawel. Doskonale pamiętam, jak wielkie wrażenie w 1983 roku zrobiła na mnie wystawa z okazji 300-lecia odsieczy wiedeńskiej, prezentowana w przestrzeniach Zamku, a od początku studiów, zważywszy na mojego mistrza i nauczyciela prof. Jana Ostrowskiego, z którym blisko współpracowałem, bywałem na wzgórzu kilka razy w tygodniu. Zostałem dyrektorem Zamku Królewskiego na Wawelu, mając świadomość, jak szybko zmienia się rzeczywistość wokół nas, jakie są oczekiwania dotyczące tego rodzaju miejsc. Objąłem tę funkcję z doświadczeniem, które zdobyłem w Muzeum Narodowym w Krakowie. Niektóre rozwiązania, które wprowadziłem w MNK, postanowiłem również implementować na Wawelu uznając, że wzbogacą one ofertę Zamku. Wcześniej przeprowadziłem szereg rozmów z wawelskim zespołem w celu rozpoznania rzeczywistych oczekiwań. Z rozmów, jakie prowadziłem wynikało także owo oczekiwanie na formułę otwartości muzeum. Moja wizja tego miejsca jako Wawelu otwartego i przyjaznego realizuje się w nawet najdrobniejszych aspektach. Każdy może dziś zrobić zdjęcie w komnatach, a matki z dziećmi znajdą ustronne i spokojne miejsce do karmienia. To drobiazgi, które tworzą atmosferę tego miejsca. Pozwalają kreować nowe inicjatywy, realizować nowe projekty oparte na mocnych fundamentach, jakie Wawel zawdzięcza poprzednim pokoleniom muzealników, w tym profesorowi Ostrowskiemu. Dzięki tym podstawom ja mogę iść krok dalej.

Ale rezerwat bazyliki św. Gereona nie był dotąd dostępny – legenda głosi, że to tam znajduje się mityczny czakram. Nie bał się pan wpuścić tam turystów?
Nie. Zawsze powtarzam, że z mitami trudno i nie warto walczyć, a zwłaszcza tak potężnym jakim jest przekonanie o istnieniu czakramu. Cieszę się, że to miejsce jest po prostu dostępne. Do muzeum przyciąga zwiedzających możliwość przeżycia, nauka, ale też tajemnica. Otwierając rezerwat, czułem, że stworzę możliwość odkrycia tajemnicy, która dotąd znajdowała się za niedostępną ścianą. Chciałem, by zwiedzający spojrzeli na wyjątkową przestrzeń, która jest istotną częścią całej historii Wawelu.

Czy są jeszcze takie miejsca dotąd niedostępne, do których będziemy mogli wejść?
Są. Jednym z moich marzeń, wpisanym w program, które, mam nadzieję, uda się zrealizować, jest udostępnienie dwóch podziemi. Jedno jest usytuowane niedaleko przy wejściu do Smoczej Jamy, tam znajduje się arcyciekawy rezerwat archeologiczny. Chciałbym, aby został on przekształcony w nową trasę. Większym przedsięwzięciem byłoby udostępnienie niesamowicie bogatych zbiorów lapidarium, które znajduje się pod wschodnim skrzydłem Zamku, kilku sal wypełnionych renesansowymi i barokowymi detalami kamiennymi. Fascynujące jest samo to miejsce. Wchodzimy do piwnic renesansowego Zamku i nagle okazuje, że tworzy je również detal gotycki, który został wtórnie użyty. Tam znajduje się również najstarsza studnia na Wawelu. Udostępnienie tego miejsca wymaga jednak większych nakładów inwestycyjnych, podobnie jak stworzenie nowej przestrzeni dla wystaw czasowych.

Czy Wawel ma jeszcze tajemnice do odkrycia? Niedawne roboty modernizacyjne sieci ciepłowniczej u podnóża zamku, przy okazji których odkryto korytarze, znowu rozpaliły wyobraźnię.
Prace archeologiczne na Wawelu są prowadzone nieustannie. Ostatnie nawałnice sprawiły, że zostało wyrwane z korzeniami, rosnące tuż obok wikarówki jedno ze wspanialszych drzew. Planuję, by Wawel był jeszcze bardziej zielony. Zależy nam na zasadzeniu nowego drzewa w tym samym miejscu, ale w pierwszej kolejności przeprowadzimy badania archeologiczne. Nikt tam jeszcze nigdy nie kopał. Zresztą, gdziekolwiek na Wawelu wbije się łopatę, nawet sadząc kwiaty, zawsze można natrafić na cenne znalezisko, dlatego nawet przy najdrobniejszych pracach remontowych na wzgórzu, muszą zostać przeprowadzone prace archeologiczne.

Od archeologii przejdźmy do nowoczesności – gratuluję projektu „Przez dziurkę od klucza”, z którym wystartowaliście w reakcji na zamknięcie Wawelu w czasie lockdownu.
To zasługa całego zespołu, który pracował pod kierunkiem Magdy Młodawskiej. Jestem dumny, że byliśmy pierwszą instytucją, która wybrała właśnie tę zaskakującą formę upowszechniania zbiorów i jednocześnie prezentacji ich nieoczywistych aspektów – ukrytych lub niekojarzących się bezpośrednio z Wawelem. Nie rezygnujemy z tego formatu.

Luwr przez pandemię stracił 3/4 gości, biły za to rekordy oglądalności ich zbiory online.
My przygotowywaliśmy się do wielkiego otwarcia wystawy arrasów, po czym dwa dni po otwarciu musieliśmy ją zamknąć. Szybko jednak zareagowaliśmy, udostępniając wirtualny pokaz całej ekspozycji. W pierwszym tygodniu po uruchomieniu tej możliwości zwiedzania w takiej formie skorzystało ponad 10 tysięcy osób. Obecnie arrasy można zobaczyć na żywo i taka forma zwiedzania cieszy się największym zainteresowaniem. Ten nieoczywisty Wawel pokazywany przez dziurkę od klucza, wystawa online poświęcona dziejom dizajnu na Wawelu czy opowieść o sztuce współczesnej z wawelskiej kolekcji, spowodowały, że zwiedzający nie tylko przyszli na Wawel, ale też chcieli zobaczyć na żywo te miejsca, które widzieli online. Wirtualne projekty spełniły więc swoją rolę. Nic jednak nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z odbiorcami kultury, którzy – co jest naszym ogromnym osiągnięciem - przybywają do nas wzbogaceni o wiedzę upowszechnianą przez nas wcześniej online.

Andrzej Betlej – historyk sztuki, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor nadzw. w Instytucie Historii Sztuki UJ. Od 2020 dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu.

Anna Piątkowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.