Artystyczna Łódź: Bodo, Kiepura, Negri, Smosarska. Na ich występy przychodziły tłumy

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Anna Gronczewska

Artystyczna Łódź: Bodo, Kiepura, Negri, Smosarska. Na ich występy przychodziły tłumy

Anna Gronczewska

27 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Teatru. Przed wojną na łódzkich scenach występowali znakomici artyści, często o światowej sławie. Czasem przyjeżdżali tu kręcić filmy, ale nie robili tego tak często jak po wojnie, kiedy w Łodzi powstała Wytwórnia Filmów Fabularnych.

Historia łódzkiego teatru zaczyna się już w latach 40. XIX wieku. Wtedy do Łodzi przyjechał prowincjonalny zespół teatralny dyrektora Marjentowicza. Został zaangażowany na kilka przedstawień przez bogatego obywatela łódzkiego Drewnowicza. Jak podawała przedwojenna „Ilustrowana Republika” pierwsze przedstawienie miało miejsce 6 stycznia 1844 r. Odbyło się w dużej, drewnianej szopie znajdującej się na Starym Mieście. Ale te niezbyt dobre warunki nie odstraszały publiczności.

- Przedstawienia gromadziły codziennie takie tłumy, że wiele osób odchodziło od kasy bez biletów - pisała „Ilustrowana Republika”. - Teatr Marjentowicza zrobił w Łodzi prawdziwą furorę!

Być może to wielkie zainteresowanie teatrem sprawiło, że Drewnowicz chciał założyć w Łodzi stałą scenę teatralną. Nie udało się tego dokonać. A łodzianie dwa lata czekali na kolejny występ teatralny. Do Łodzi przyjechał teatr Pietrzykowskiego. Przedstawienia odbywały się w zabudowaniach fabrycznych Ludwika Geyera. Po kilkunastu dniach i ten teatr opuścił miasto.

W 1854 roku przyjechał tu teatr prowadzony przez panią Rybicką. Ale jego spektakle nie zyskały uznania łódzkiej publiczności. Podobnie jak wizyta teatru Barańskiego, który występował w jednym z domów przy ul. Piotrkowskiej.

W 1857 roku do Łodzi przyjechał z krakowski teatr Anatola Pfajfra. Dał 10 przedstawień, które też cieszyły się ogromna popularnością. Pfajfrowi też spodobało się w Łodzi i od tego czasu regularnie ją odwiedzał.

- Zachęcony tym Fryderyk Sellin wybudował w 1864 r. przy ul. Konstantynowskiej (dziś Legionów) budynek teatralny, skompletował zespół artystów i zaczął przedstawienia na własną rękę - pisała „Ilustrowana Republika”. - Od tego czasu Sellin sprowadzał do Łodzi znakomitych artystów, którzy w dużej mierze przyczynili się do popularności przedstawień teatralnych. I tak w 1867 roku do Łodzi przyjechał Anastazy Trapszo. Bywał tu znany wówczas teatr Grabowskiego, Łuby. W tym czasie w Łodzi powstał też teatr niemiecki.

- Do jego powstania przyczynił się bogaty mieszkaniec Łodzi August Hentschel - wyjaśniali dziennikarze „Ilustrowanej Republiki”. - Sprowadził tu dyrektora Reinelta i razem z nim skompletował zespół liczący 11 osób. Inauguracja pierwszej stałej sceny niemieckiej miała miejsce 19 maja 1867 r. Dyrekcja starała się, by zainteresowanie teatrem nie słabło. Akurat z Paryża do Petersburga jechał znany w Europie czarnoskóry, amerykański aktor Ira Aldridge. Skorzystano z okazji i zaproszono go do Łodzi na trzy spektakle. Niestety, odbyło się tylko jedno przedstawienie z udziałem amerykańskiego artysty. 60-letni aktor, gdy przyjechał do Łodzi był już chory. I po dwóch dniach, 7 sierpnia 1867 roku zmarł. Został pochowany na Starym Cmentarzu przy ul. Ogrodowej. Na jego pogrzeb przyszły tłumy łodzian.

Artystyczna Łódź: Bodo, Kiepura, Negri, Smosarska. Na ich występy przychodziły tłumy
Łukasz Kasprzak Tablica upamiętniająca amerykańskiego aktora zawisła na ul. Piotrkowskiej

Teatr niemiecki nie utrzymał się długo. Z powodu kryzysu finansowego został zamknięty.

- Dopiero w 1882 roku teatr łódzki dostał stałą scenę, która przetrwała po dziś dzień - informowała w 1933 roku „Ilustrowana Republika”. - Początkowo u Sellina, później przy ul. Piotrkowskiej 67, Cegielnianej 63, przy ul. Dzielnej 18 i wreszcie znów przy ul. Cegielnianej (dzisiejsza Jaracza).

Skandal na spektaklu

Z Łodzią, jeszcze przed wojną, związany był słynny Leon Schiller. Naprawdę nazywał się Leon Jerzy Wojciech Schil­ler de Schildenfeld. Pochodził z austriackiej rodziny nobilitowanej przez cesarzową Marię Teresę, która w XIX wieku osiadła na ziemiach polskich. Był synem Izydory z domu Pfau i Leona, właściciela agencji handlowej. Jeszcze przed maturą debiutował jako piosenkarz w krakowskim kabarecie „Zielony balonik”. Następnie występował w teatrze Arnolda Szyfmana. Miał też na swym koncie występy na deskach paryskich teatrów. W 1910 roku z powodu miłosnego zawodu próbował popełnić samobójstwo, ale go odratowano. Powrócił do Polski. Na życzenie ojca skończył krakowską Akademię Handlową. Jednak miłość do teatru zwyciężyła. Był związany z teatrami Poznania, Warszawy, Lwowa i Łodzi. W sezonie teatralnym 1929/ 1930 został reżyserem w łódzkim Teatrze Miejskim. Reżyserował m.in. przedstawienie „Cjankali” napisane przez niemieckiego komunistę Friedricha Wolfa. Wywołało ono wielkie poruszenie nie tylko mieście, ale całej Polsce. Sztuka podejmowała budzący emocje temat. Ukazywała konsekwencje zakazu przerywania ciąż, jednocześnie domagając się jej legalizacji. Opowiadała historię dziewczyny, która zaszła w ciążę. Nie miała jednak środków na utrzymanie dziecka, a także pieniędzy na lekarza, by dokonał aborcji. Sama dokonuje zabiegu i umiera. W wystawionej w Łodzi sztuce Schiller wprowadził jeszcze sceny z manifestującymi robotnikami, którzy śpiewali „Międzynarodówkę”. Sama premiera przedstawienia, która miała miejsce 14 stycznia 1930 roku przebiegła spokojnie. Jednak kilka dni później podczas spektaklu doszło do wydarzeń o których mówiła nie tylko cała Łódź. Jak pisała ówczesna prasa doszło do rzeczy, których nigdy wcześniej nie widział łódzki świat teatralny. Jedną z ról grał w tym przedstawieniu wybitny przedwojenny aktor Michał Znicz. Wystąpił jako gazeciarz. W pewnym momencie zaczął śpiewać piosenkę. Nie zdążył jej jednak dokończyć.

Artystyczna Łódź: Bodo, Kiepura, Negri, Smosarska. Na ich występy przychodziły tłumy
Archiwum Film Polski Leon Schiller był reżyserem w Teatrze Miejskim w Łodzi

- Precz z bolszewią na scenie - zaczęto krzyczeć z widowni. W teatrze powstał tumult. Widzowie wstali z krzeseł. Aktorzy nie wiedzieli, co mają dalej robić. Rozległ się brzęk tłuczonego szkła. Po widowni rozeszła się przykra woń jakiegoś gazu. Zaczęto krzyczeć, przeciskać się w stronę drzwi.

- Przecz z brudami na scenie - krzyczano z galerii. - Nie pozwolimy, by subwencjonowany łódzki teatr wystawiał podobne sztuki. Precz z „Cjankali”. Domagano się też dymisji dyrektora Teatru Miejskiego, którym był Karol Adwentowicz. Tymczasem wrzucony na widownie gaz zaczął powodować łzawienie oczu. W teatrze pojawili się policjanci, którzy zaczęli przywracać porządek. Zatrzymano pięcioro młodych ludzi, których podejrzewano o wszczęcie awantury. Zabrano ich na komisariat, ale wszyscy zaprzeczyli, że mieli jakiś związek z wywołaniem burd w teatrze. Po godzinnej przerwie, pod nadzorem policji, spektakl wznowiono.

- Całe szczęście, że na przedstawieniu „Cjankali” było niewiele osób - pisała „Ilustrowana Republika”. - Gdyby ludzi było więcej mogło dojść do katastrofy.

Między innymi ten spektakl i związane z nimi ataki sprawiły, że Karol Adwentowicz, wybitny aktor i reżyser teatralny zrezygnował po sezonie z dyrekcji Teatru Miejskiego w Łodzi. Wyjechał do Warszawy, gdzie założył Teatr Kameralny. A dziś na Widzewie - Wschodzie ma swoją ulicę.

Rubinstein wrócił do Łodzi

W połowie lat 30. XX wieku do Łodzi zawitał Józef Schmidt. Ten śpiewak niemiecko - żydowskiego pochodzenia jest dziś zapomnianą postacią. W okresie międzywojennym jego występ stanowił zawsze wielkie wydarzenie. Tenor zaśpiewał na deskach Filharmonii. Łódzka prasa nazwała go „dzieckiem szczęścia”.

- Niefortunny wygląd zewnętrzny i piękny śpiew w połączeniu mógł istotnie pobudzić rzeczoznawców kinowych do skonstruowania znanego filmu „Pieśń zdobywa świat” - pisano w połowie lat 30. w łódzkich gazetach. - Po zdobyciu świata na taśmie swym śpiewem potrzebował Schmidt długo czekać na sprytnego impresaria, który pchnąłby go na estradę i ciągnął z tego zyski.

Zgodnie potwierdzano, że tak zatłoczonej łódzkiej filharmonii nie widziano od czasu występu w niej Jana Kiepury.

- Koncert rozpoczął się z rekordowym, bo 45 minutowym opóźnieniem - pisano. - Stało się tak, bo w ostatniej chwili ustawiono krzesła na estradzie i zajęto się sprzedażą dodatkowych biletów.

Józef Schmidt był absolwentem Królewskiej Szkoły Muzycznej w Berlinie. Ukończył ją w 1924 r. Między 1929, a 1933 rokiem wystąpił w blisko 40 operach nadawanych przez berlińskie radio. Początkowo ze względu na swój niski wzrost- 158 centymetrów - unikał publicznych występów. Przełomem w jego życiu był wspomniany film „Pieśń zdobywa świat”. Schmidt wyjechał do USA i osiadł w Nowym Jorku. Występował między innymi w słynnej Carnegie Hall. Ale przed wybuchem wojny wrócił do Europy. Występował w Belgii. Następnie wyjechał do Francji skąd przedostał się do Szwajcarii. Tam został wydany i jako Żyd osadzony w obozie w Girenbad. Tam zmarł w listopadzie 1942 roku. Miał 38 lat.

Wspomniany Jan Kiepura też śpiewał w Łodzi. Jego przyjazd był jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalno - teatralnych przedwojennej Łodzi. Jego wizytę w mieście, która miała miejsce latem 1928 roku opisywała szczegółowo łódzka prasa. Tenor i towarzyszące mu osoby zajęli trzypokojowy apartament na drugim piętrze Grand Hotelu. Udało się nawet przeprowadzić rozmowę z tenorem.

Artystyczna Łódź: Bodo, Kiepura, Negri, Smosarska. Na ich występy przychodziły tłumy
Archiwum Film Polski Występ Jana Kiepury wywołał entuzjazm łodzian

- Ogromnie się cieszę, że jestem w Łodzi - zapewniał śpiewak reportera „Ilustrowanej Republiki”. - Ten las kominów przypomina mi moje rodzinne miasto Sosnowiec. Tam urodziłem się 26 lat temu, tam ukończyłem gimnazjum, tam odbył się mój pierwszy koncert. W maleńkim teatrzyku „Sfinks” wystawiano wyjątki z „Fausta”. Na gościnne występy mieli przyjechać artyści z Warszawy, ale nie przybyli. Musiałem zastąpić jednego z nich. Afisz jednak przemilczał moje właściwe nazwisko. Wystąpiłem na nim jako... Kierski.

W styczniu 1930 roku z koncertem do swego rodzinnego miasta zawitał sam Artur Rubinstein. „Ilustrowana Republika” informowała, że mistrz do Łodzi przyjedzie prosto z wielkiego tournée po południowej Europie i północnej Afryce. Łódzkim dziennikarzom udało się porozmawiać z wybitnym pianistą. Muzyk nie ukrywał, że bardzo cieszy się, że zagra przed łódzką publicznością. Dzielił się też wrażeniami z europejskiego i afrykańskiego tournée. Opowiedział między innymi o koncercie, który miał miejsce w Palermo na Sycylii.

- Zostałem zaproszony przez arystokratyczną rodzinę włoską - wspominał Artur Rubinstein. - Gdy po koncercie siedliśmy do kolacji nagle ozwały się tony siarczystego obertasa. Aż zbladłem ze zdumienia. Okazało się, że gospodarz nasz, chcąc uprzyjemnić gościom kolacje nastroił swój odbiornik na falę warszawskiej stacji Polskiego Radia, skąd popłynęły dźwięki oberka nadawanego przez orkiestrę taneczną z dancingu. Zachwyt i zdumienie gości nie miało granic. Ja zaś byłem wzruszony do głębi tą nieoczekiwaną melodią wysłuchaną przez międzynarodowe, arystokratyczne towarzystwo wśród sycylijskich cyprysów dzięki Polskiemu Radiu.

Do Łodzi lubił przyjeżdżać Eugeniusz Bodo. W tym mieście spędził dzieciństwo i młodość. Tu jako chłopiec zaliczył swój sceniczny debiut. W czerwcu 1937 roku kręcił w Łodzi film „Skłamałam” w którym partnerowała mu sama Jadwiga Smosarska. Relację z planu zamieścił „Głos Poranny”. Zdjęcia kręcono m.in. na al. Kościuszki.

Artystyczna Łódź: Bodo, Kiepura, Negri, Smosarska. Na ich występy przychodziły tłumy
Archiwum Film Polski Jadwiga Smosarska i Eugeniusz Bodo w kadrze z filmu „Skłamałam”

- Bodo, rasowy apasz, podciąga spodnie - pisał reporter „Głosu Porannego”. - Naciska cyklistówkę, zmienia twarz nie do poznania. Przechadza się oczekując kogoś. Wchodzi do cukierni, czeka jeszcze kilka chwil, jest zniecierpliwiony. W zębach gniecie kawałek papierosa, wreszcie spluwa z fantazją i koniec zdjęć.

Wizyta największych gwiazd polskiego kina w Łodzi wzbudziła wielkie zainteresowanie. Na każdym kroku towarzyszył im tłum wielbicieli. Dumny dziennikarz „Głosu Porannego” informował, że udało mu się chwilę porozmawiać z Jadwigą Smosarską. Tłumaczono, że w filmie „Skłamała” gra sierotę źle traktowaną przez ludzi i los. Przyjechała do Łodzi, bo tu miała znaleźć pracę.

- Wszyscy myślą, że filmowanie to przyjemność, ale to ciężka praca - mówiła reporterowi łódzkiej gazety Jadwiga Smosarska. - Od rana jestem na planie. W taki żar noszę ciężką, czarną suknię ze szminka na twarzy. Już ledwo żyję, a jeszcze czeka mnie tyle pracy. Ludzie cisną się wokoło, chcą zobaczyć. Rozumie ich, ale oni nie są w stanie pojąć mojego zmęczenia.

Ale Jadwiga Smosarska potrafiła docenić swych fanów. Po zakończeniu zdjęć, już z uśmiechem na twarzy, rozdawała im autografy...

W maju 1939 r. na gościnne występy przyjechała znana aktorka Irena Eichlerówna, na stałe związana z Teatrem Narodowym w Warszawie. Reklamowano ją jako najbardziej utalentowaną artystkę romantyczną młodego pokolenia. Gdy odwiedziła Łódź miała 31 lat i była żoną bogatego przemysłowca Bohdana Stypińskiego. Aktorka przeżyła II wojnę światową w Brazylii. Po jej zakończeniu zdecydowała się wrócić do Polski. Występowała m.in. w Łodzi, ale swą dalszą karierę związała z Warszawą. Tam zmarła w 1990 r.

Znacznie wcześniej, bo podczas I wojny światowej w Łodzi występowała słynna Pola Negri, znana już z roli w filmie „Niewolnica zmysłów”. Aktorka pojawiła się imprezie zorganizowanej w łódzkiej Sali Koncertowej. Jak pisze w swojej książce Wacław Pawlak, Pola Negri wykonała na scenie tańce wschodnie wywołując entuzjazm zgromadzonych na widowni panów. Aktorka tańczyła w rytm muzyki granej przez orkiestrę pod dyrekcją Andy Kitschmana.

Artystyczna Łódź: Bodo, Kiepura, Negri, Smosarska. Na ich występy przychodziły tłumy
Archiwum Film Polski Pola Negri występowała w Łodzi podczas I wojny światowej

Już po wojnie Łódź żyła pewną sensacją związaną z tą aktorką. Odnaleziono tu kuzyna słynnej aktorki Poli Negri. Nazywał się Jerzy Krauze i mieszkał w małym pokoju na poddaszu w domu przy ul. Włodzimierskiej 9, czyli dzisiejszej ul. Pietrusińskiego. Pan Jerzy wyjaśnił dziennikarzom, którzy go odwiedzili, że jest bliskim kuzynem słynnej aktorki, która naprawdę nazywała się Apolonia Chałupiec.

- Jej matka i mój ojciec byli rodzeństwem - zapewniał Jerzy Krauze. - Moja kuzynka pochodzi z Lipna, a nie jak mylnie się podaje z Warszawy. Wychowała się tylko w stolicy. I wszyscy myślą, że jest ze stołecznego miasta.

Jerzy Krauze opowiadał, że ojciec gwiazdy był poddanym austriackim, a wywodził się z Siedmiogrodu na Węgrzech.

- Był to człowiek niezwykle uzdolniony - mówił o swym wujku łodzianin. - Nie skończył żadnych szkół, a posługiwał się sprawnie siedmioma językami. Z zawodu był blacharzem, tak jak ja. Wiodło mu się nieźle. Ale z czasem wpadł w złe towarzystwo. Całe dnie spędzał w knajpach, a mieszkał wtedy w Zawierciu. Przepijał wszystkie pieniądze. W domu Chałupców zapanowała bieda.

Jerzy Krauze skarżył się, że matka Poli Negri, która mieszkała w Bydgoszczy, ograniczała kontakty córki z biedną częścią rodziny.

- Raz tylko za pośrednictwem jej matki dostałem od niej 750 dolarów - twierdził łodzianin z ul. Włodzimierskiej. - Ale pieniędzy dla mnie było znacznie więcej. Ja dostałem tylko jedną czwartą tego!

Krauze żalił się, że pisze regularnie do Poli, która mieszka w Ameryce listy, ale nie ma żadnej odpowiedzi.

- Służba Poli chodzi w złoconych frakach, żyją jak królowie, a ja jej najbliższy krewny cierpię biedę - skarżył się Jerzy Krauze. Przyznawał, że śledzi życie kuzynki. Nie zdziwiło go, że poślubiła Rudolfa Valentino.

- Jej pierwszego męża, hrabiego Dębskiego, znałem osobiście - chwalił się Krauze. - Potem słyszałem, że kilkakrotnie wychodziła za mąż, ale nie na długo, bo po poru tygodniach, ewentualnie miesiącach, pożycia małżeńskiego rozwodzili się. Ta moja kuzyneczka nie jest stworzona na żonę.

Jerzy Krauze marzył, by kuzynka Pola odwiedziła Łódź. Wtedy znów mógłby znów ujrzeć jej piękną twarz.

- Teraz wybieram się do kina na „Czarodziejkę”, by chociaż tak nacieszyć się jej widokiem - mówił Jerzy Krauze, łódzki kuzyn Poli Negri.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.