Azoty Puławy. Trener Kurowski mówi o swoim zespole

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Kaczanowski
Krzysztof Nowacki

Azoty Puławy. Trener Kurowski mówi o swoim zespole

Krzysztof Nowacki

Powtarzam chłopakom, że w pojedynkę nikt z nas nic nie znaczy. Ale jako zespół możemy osiągnąć sukces - mówi trener piłkarzy ręcznych Azotów Puławy Marcin Kurowski. Jego drużyna po raz trzeci z rzędu zdobyła brązowy medal mistrzostw Polski.

Ostatni mecz sezonu piłkarzy ręcznych Azotów Puławy na długo pozostanie w pamięci kibiców. Reprezentant Lubelszczyzny w PGNiG Superlidze mężczyzn wręcz wyrwał z rąk rywali brązowy medal.

- Po meczu w Kwidzynie, który przegraliśmy sześcioma bramkami, od razu wiedziałem, że będzie dobrze. Widziałem emocje zawodników, słyszałem ich rozmowy, ogromny niedosyt i sportową złość. Wiedziałem, że te wszystkie emocje skumulują się w meczu rewanżowym w Puławach - wspomina trener Marcin Kurowski.

Drużynę przed meczem należy odpowiednio zmotywować i zmobilizować. Ale nie przesadnie, bo często gdy za bardzo się chce, to wychodzi na odwrót. Przed rewanżem trener zarówno pobudzał zawodników do walki, jak i jednocześnie tonował nastroje. - Ten mecz decydował, czy sezon zakończymy z medalem, czy bez. Należało poruszyć towarzystwo, żeby na boisku nie było za spokojnie, ale apelowałem również o spokój i chłodną głowę - dodaje.

I udało się. Drużyna zjednoczyła się, przez 60 minut żyła meczem, a zawodnicy wzajemnie się mobilizowali. Azoty odrobiły z nawiązką straty z pierwszego spotkania i w Puławach znowu świętowano zdobycie brązowego medalu mistrzostw Polski. Sukces nie był efektem tylko doskonałej gry w ostatnim meczu sezonu. To wynik ciężkiej pracy przez cały sezon, nie tylko nad techniką i taktyką, ale również w budowaniu zdrowych relacji między zawodnikami.

Jest także czas na wspólną kawę

Bo szczypiorniści muszą tworzyć zespół, w którym jeden za drugiego pójdzie w ogień. - Pod koniec sezonu zawodnicy są już oczywiście trochę zmęczeni sobą i przebywaniem na boisku. Wspólnie szukamy wtedy sposobów, żeby trochę od siebie odetchnąć. Ale w trakcie sezonu musi być czas, aby wyjść poza halę całą drużyną, usiąść wspólnie przy kawie, pożartować, pośmiać się i swobodnie pogadać. Trzeba rozluźnić nieco atmosferę, gdy widać, że napięcie i presja są zbyt duże. Trener czasem musi posłuchać zawodników, innym razem postawić na swoim. To szukanie złotego środka - przyznaje szkoleniowiec, który przez cały sezon jest także kimś w rodzaju psychologa.

Zawodnicy mają przecież własne rodziny, dzieci i poza halą żyją takimi samymi problemami jak każdy z nas. - Zdarza im się nieprzespana noc, po której mają dwa treningi. Czasami zawodnik nic nie powie, bo chce jak najlepiej wykonywać swoją pracę, ale widać, że coś jest nie tak. Wtedy potrzebna jest szczera rozmowa w cztery oczy, ponieważ głowa nabita problemami rodzinnymi rzutuje na treningu i mecze - przyznaje Kurowski.

W drużynie byli zawodnicy pięciu narodowości. Wszyscy szybko odnaleźli się w nowym środowisku. - Ważne dla nas jest, żeby w Puławach dobrze czuł się nie tylko zawodnik, ale także jego najbliżsi, żona i dzieci. Zawodnicy najwięcej czasu spędzają ze sobą. Zdarza się, że wyjeżdżamy na mecz i nie ma nas długo. Wtedy żony, narzeczone są zdane na siebie. Rolą klubu jest, żeby integrować rodziny zawodników, żeby nie czuły się samotne i mogły na siebie liczyć - podkreśla Kurowski.

Polityka nie wpływa na sport

Nieformalną rolą szkoleniowca jest więc także pogodzenie różnych, często niełatwych charakterów, znajdowanie rozwiązań problemów rodzinnych, a nawet musi być czujny na wydarzenia na świecie. Bramkarzami Azotów są Walentyn Koszowy z Ukrainy oraz Vadim Bogdanow z Rosji. - Na początku okresu przygotowaw-czego zawołałem obu na rozmowę. Powiedziałem im, że muszą robić wszystko, żeby drużyna osiągała jak najlepsze wyniki. Że jeśli zobaczę między nimi jakieś niesnaski z innych powodów niż sportowe, to wtedy inaczej będziemy rozmawiać. Nic takiego jednak się nie stało. Obaj świetnie się dogadują i tylko można sobie życzyć, żeby i w polityce udawało się tak porozumieć - mówi Kurowski.

W zespole musi być dyscyplina. Nie ma mowy o spóźnianiu się na treningi, a w drużynie jest też wewnętrzny regulamin dotyczący m.in. zachowania podczas treningów i meczów. - Inaczej traktuje się niesportowe zachowanie wynikające z emocji, w ferworze walki, a inaczej, gdy ktoś robi coś złośliwie czy z głupoty. Staramy się działać wychowawczo, mimo że mamy bardzo doświadczonych wiekowo zawodników, to człowiek uczy się całe życie - podkreśla szkoleniowiec.

W wakacje bez szaleństw

Wspólne świętowanie sukcesu i oficjalne zakończenie sezonu piłkarze ręczni Azotów mają już za sobą. Część zawodników udała się na zgrupowania drużyn narodowych, pozostali jeszcze spotykają się na lekkich treningach. Przed nimi zasłużone wakacje.

Nie mogą jednak całkowicie zatracić się w urlopowych przyjemnościach. Sporty ekstremalne są wykluczone, bo grożą kontuzją. W lipcu wszyscy muszą być gotowi do treningów przed nowym sezonem. - Mogą oczywiście poświęcić tydzień na całkowite leniuchowanie i przez ten czas nic nie robić. Potem jednak muszą o siebie zadbać. Zresztą sam dobrze wiem, że po kilku dniach człowiekowi brakuje ruchu i sportu. Każdy wtedy chętnie siada na rower, idzie pograć w tenisa czy piłkę nożną - mówi Marcin Kurowski.

Po wakacjach drużyna spotka się w zmienionym składzie. Kilku zawodników do Puław już nie wróci, a zastąpią ich nowi gracze. Znowu więc niezbędna będzie wspólna integracja. Sprawdzonym sposobem jest kilkudniowy wyjazd do Zakopanego. W polskich górach zespół ma dobre warunki do treningu siłowego, a jednocześnie jest czas, aby w miłych okolicznościach dobrze się poznać.

Krzysztof Nowacki

Dziennikarz działu sportowego Kuriera Lubelskiego

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.