Beethoven, Amadeus i pamięć o tych, którzy odeszli

Czytaj dalej
Fot. Waldemar Wylegalski
paf

Beethoven, Amadeus i pamięć o tych, którzy odeszli

paf

Chwilę przed dniem Wszystkich Świętych w CSK odbędzie się koncert poświęcony pamięci zmarłych lublinian. Zagra orkiestra Amadeus. O wspominaniu muzyką klasyczną tych, którzy odeszli, rozmawiamy z organizatorem wydarzenia Krzysztofem Bielewiczem.

Panie Krzysztofie, przyznam, że podchodziłem do tego wywiadu, jak pies do jeża. Może niepotrzebnie, ale jednak spiąłem się przy wymyślaniu taktownych pytań, w końcu mówimy o koncercie, którego jednym z celów jest upamiętnienie zmarłych niedawno postaci lubelskiego świata artystycznego. W tym Pana żony, Marleny. Czy Pan również podchodzi do niedzielnego wydarzenia bardzo poważnie, czy jest to raczej miła okazja do celebracji miłości?
Trudne pytanie. Finalnie niedzielne wydarzenie dotyczy wielu osób, ma rozmach, choćby przez wzgląd na salę w CSK, jednak początkowo myślałem o tym koncercie w prosty sposób. Moja córka Marysia, która gra na wiolonczeli w Amadeusie, dostała tam etat jeszcze za życia Marleny, mojej żony. A przecież moja żona Marysię grającą na wiolonczeli na koncercie słyszała jedynie raz. Kiedy więc Marlena odeszła, wiedziałem, że chcę zrobić koncert poświęcony jej pamięci. Że zorganizuje rodzaj muzycznego spotkania przyjaciół, znajomych, które odbędzie się w imieniny mojej żony. I to w zasadzie byłą pierwsza myśl. W tym celu pojechałem do Warszawy, na koncert Amadeusa, kiedy dyrygentka orkiestry, Agnieszka Duczmal obchodziła 70. urodziny. Słuchając wówczas Amadeusa, obserwując reakcję widowni, przekonałem się, że nie chcę żadnego innego wykonawcy. Że to jest ta muzyka i ta orkiestra, z którą chcę, by moi znajomi i przyjaciele spędzili wspólnie czas. Dorota Gonet, Beata Dąbrowska i moja Marlena bardzo się lubiły, szanowały i wspierały. Wszystkie trzy zachorowały na tę samą chorobę nowotworową. Pomagały sobie w czasie choroby. Wszystkie zmarły w podobnym wieku i walczyły z chorobą podobnie długo, po kilka lat.

Uroczysty koncert odbędzie się w najbliższą niedzielę (23 października) o godz. 17.00 w Centrum Spotkania Kultur, w sali operowej. Wystąpi Orkiestra Kameralna Amadeus, pod batutą Agnieszki Duczmal. Bilety 70 - 90 zł.

Niebywałe. Trochę jak siostry, prawda?
Kiedy odeszły, uświadomiłem sobie, że nie mogę tego koncertu potraktować jedynie jak mojego spojrzenia i mojego wspomnienia. Zrozumiałem, że dobrze byłoby zachęcić inne rodziny, by na plakatach znalazły się też nazwiska zmarłych z ich rodzin. Wróciłem więc pamięcią do osób, które były w lubelskim środowisku artystycznym ważne. Takim, które odeszły zbyt wcześnie, jak Marcin Różycki. Takim jak Andrzej Molik, którego bardzo ceniłem za życie towarzyskie i uważałem za kogoś niezwykle dla środowiska ważnego. Kiedy odszedł Andrzej Kot, wybitny grafik, przypomniałem sobie, że grafika reklamująca mój salon fryzjerski „Łysol” z 1989 roku jest Kotem inspirowana. I że po jego śmierci powinien znaleźć się na tej liście. Zwłaszcza, gdy zobaczyłem album jego prac przygotowany przez Jarka Koziarę. Ostatni na liście był Krzysztof Borowiec, którego osobiście nie znałem. A który dla środowiska teatralnego lat 70. i 80. był niezwykle ważny, przynajmniej z tego, co mówią mi państwo Cwalinowie, mnie wtedy w Lublinie nie było. Wiem od nich, że jego Grupa Chwilowa była niezwykle ważna dla lubelskiej sztuki. Wiele osób, które dziś dyrektorują lubelskim instytucjom, było z Grupą związanych. To spotkanie przy muzyce więc w jakimś sensie trochę jest celebracją miłości. Bo i muzyka temu pomaga, i wspaniali wykonawcy. Oby dźwięki muzyki klasycznej poruszyły umysły, przeniosły nas w nieco inną przestrzeń. Teraz, przed dniem Wszystkich Zmarłych, jest nam, rodzinom tych, którzy odeszli, to potrzebne. To ważna chwila, bo wciąż tęsknimy, ból jest wciąż silny. Zmarli dali nam w końcu wiele za życia za sprawą swej mądrości i miłości.

Pamiętam, jak organizował Pan koncert, z którego dochód miał być przeznaczony na leczenie pani Marleny. I pomyślałem sobie, że muzyka towarzyszyła tym chorobom. Mowa zwłaszcza o Pana żonie i jej przyjaciółkach. Połączyła je muzyka w zdrowiu, w chorobie i po śmierci. To ładny symbol.
Tak mi się wydaje. Każda z nich lubiła muzykę klasyczną, program drugi Polskiego Radia.

No właśnie, jakie były preferencje muzyczne osób, którym koncert jest poświęcony? Wiem, jaką muzykę lubiła Dorota Gonet za sprawą jej tekstów. A Pana żona?
Żona słuchała bardzo dużo muzyki. Pracowała w zbiorach muzycznych biblioteki UMCS, więc miała do muzyki dostęp. Sprawa Beaty Dąbrowskiej była oczywista, w końcu kierowała chórem, zajmowała się muzyką zawodowo. I tu ponownie okazuje się, że moje zamiary początkowe nabrały innego znaczenia z czasem. Bo jeśli na wstępie myślałem, że Amadeus jest dobrym wyborem przez wzgląd m.in. na Marysię, to okazało się mieć to głębszy wymiar. A do tego warto pamiętać, że moja żona sama była wiolonczelistką i wiele rad swojej córce udzieliła. Chcę jednak zauważyć, że nawet gdyby Marysia w Amadeusie nie grała, i tak bym z tej orkiestry nie zrezygnował. To wspaniali muzycy o ogromnym doświadczeniu, bardzo stosowni na tę okazję. Prowadzi ich zaś dyrygentka, która ma już swoje lata i nie będzie przecież dyrygować Amadeusem w nieskończoność. Do tego dodam, że Amadeus po raz ostatni był w Lublinie kilkanaście lat temu. Przy okazji: to zaproszenie byłoby niemożliwe, gdyby nie sponsor, Mazda Matsuoka. To duży koszt. Wiadomo, gdzie ich biznes, tam ich biznes, ale zrozumienie dla pewnych projektów, ich poziomu trzeba docenić. Podobnie jak wsparcie Centrum Spotkania Kultur, które jest partnerem tego wieczoru. Wracając do pytania: nie znam upodobań muzycznych pana Kota, choć może powinienem je poznać, Andrzeja Molika miałem kiedyś pomysł upamiętnić występem Czerwonego Tulipana albo Kroke, ale nie sądzę, żeby obraził się za to, że uświetnię jego pamięć muzyką klasyczną.

Jaki będzie repertuar koncertu?
Będzie to „Sonata księżycowa op. 27 nr 2” Ludwiga van Beethovena, w opracowaniu J. Kowalewskiego, „Koncert na skrzypce i orkiestrę smyczkową” Romualda Twardowskiego i Modesta Musorgskiego „Obrazki z wystawy”. Wydaje mi się, że to stosowny repertuar. Ani zbyt smutny, ani zbyt podniosły. Mam też nadzieję, że na wydarzeniu pojawią się nie tylko ci, którzy byli jakoś związani z wymienionymi postaciami, ale też po prostu melomani. Ludzie, którzy chcą posłuchać dobrej muzyki. Zwłaszcza mam nadzieję, że w Centrum Spotkania Kultur zobaczę młodych ludzi.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Kuriera Lubelskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Kuriera Lubelskiego
  • codzienne e-wydanie Kuriera Lubelskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
paf

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.