Bitwa pod Osuchami. „Leśni” z Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich w niemieckim kotle

Czytaj dalej
Fot. Zdjęcie wykonane przez Edwarda Buczka
Bogdan Nowak

Bitwa pod Osuchami. „Leśni” z Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich w niemieckim kotle

Bogdan Nowak

Polscy partyzanci walczyli dzielnie, bohatersko czasami wręcz brawurowo, ale ich los był tragiczny. Niemieckie oddziały frontowe liczyły przecież 30 tys. uzbrojonych po zęby żołnierzy. W ramach operacji „Sturmwind” w czerwcu 1944 r. utworzony został ogromny kocioł, w którym znalazła się Puszcza Solska, a także m.in. cześć Lasów Janowskich. Otoczone zostały głównie oddziały AK i BCH. Nie zapomniano o ich poświęceniu.

O tym jak sytuacja wówczas wyglądała dowiadujemy się m.in. ze wspomnień Konrada Bartoszewski ps. „Wir” (był por. rezerwy WP, komendantem rejonu AK Józefów w obwodzie biłgorajskim). Uznawany jest on za jednego z najzdolniejszych dowódców polskiego podziemia niepodległościowego.

„Na początku czerwca 1944 r. nadeszły pierwsze meldunki o koncentracji nowych silnych jednostek Wehrmachtu w rejonie Zamościa, Biłgoraja, Tomaszowa Lub. i Krzeszowa” - pisał Konrad Bartoszewski. „Wydawało się to uzasadnione zbliżaniem się frontu. Niebawem jednak rozlokowanie niemieckich jednostek wojskowych zaczęło budzić podejrzenie, że są to przygotowania do zakrojonej na dużą skalę akcji oczyszczającej zaplecze frontu”.

Śmierć Kaliny

Obawy nie były bezpodstawne. Jednostki frontowe Wehrmachtu zajęły wówczas tzw. pozycje wyjściowe do wielkiej operacji wojskowej. Niemieckie oddziały liczyły 30 tys. żołnierzy. Utworzony został ogromny kocioł, w którym znalazła się m.in. Puszcza Solska i cześć Lasów Janowskich. „Wbrew jednak oczekiwaniom akcja, która rozpoczęła się 9 czerwca, skierowała się na kompleks Lasów Janowskich, położonych na zachód od Biłgoraja” - pisał Bartoszewski. „Według opinii jednych działania nieprzyjaciela miały ograniczyć się jedynie do kontroli większych dróg leśnych, według opinii innych - i ta okazała się niestety prawdziwa - działania nieprzyjaciela nie były niczym innym jak wielką obławą na oddziały partyzanckie”.

Do bitwy doszło 14 czerwca na Porytowym Wzgórzu. Niemców odparto, a w nocy udało się partyzantom wyrwać z kotła i przedostać do Puszczy Solskiej. Jak się okazało, w tej nowej matni znalazły się oddziały m.in. Konrada Bartoszewskiego ps. „Wir”, Józefa Steglińskiego ps. „Cord”, Adama Haniewicza ps. „Woyna”, Jana Kryka ps „Topola”, Józefa Mazura ps. „Skrzypik” oraz m.in. Stanisława Basaja ps. „Ryś”. Liczyły one w sumie ok. 1,2 tys. ludzi. Do owego rejonu dotarli również partyzanci sowieccy oraz z Armii Ludowej.

„Przez tydzień trwało pewne odprężenie, ale już 18 i 19 czerwca zaczęły napływać nowe wiadomości o ponownej koncentracji i przegrupowaniu sił nieprzyjaciela - notował „Wir”. „20 czerwca nie mogło być już wątpliwości, że pacyfikacja rozpocznie się lada dzień, ale nie było już możliwości wyjścia z otaczającego nas pierścienia bez walki”.

Jednak w nocy z 23 na 24 czerwca Rosjanie, bez porozumienia z partyzantami AK i BCh, sforsowali Tanew w sąsiedztwie miejscowości Kozaki. Udało im się przedrzeć przez zacieśniający się pierścień okrążenia. Także partyzanci AL wyrwali się niemieckiego kotła w rejonie Górecka Kościelnego. Major Edward Markiewicz ps. „Kalina”, dowódca zgrupowania AK i BCh nie dążył jednak do walki. Sądził być może, że po wycofaniu zgrupowania w głąb puszczy, uda się partyzantom przetrwać w jej uroczyskach.

Stało się jednak coś, co nadal trudno wytłumaczyć. 24 czerwca Markiewicz przekazał dowództwo swojemu zastępcy, Mieczysławowi Rakoczemu ps. „Miecz”, po czym zniknął w lesie. Tam zginął od kuli. Według części historyków „Kalina” popełnił samobójstwo. Inni twierdzą, że był ofiarą jednego z sowieckich oficerów NKWD. To był poważny cios. Jednak dzielnych partyzantów on nie złamał. Postanowili wyrwać się z okrążenia.

A więc Osuchy

„Rotmistrz Miecz zaproponował mi opracowanie planu przebicia się tej nocy” - wspominał „Wir”. „Już wcześniej zastanawiałem się nad tym, a teraz byłem przekonany, że najwłaściwszym miejscem byłyby Osuchy. Zdawałem sobie sprawę z ryzyka tego planu, zważywszy, że znajdą się tam dziś w nocy silne jednostki nieprzyjaciela (…). Przewidywałem jednak właściwe dla większego zgrupowania zmniejszenie czujności, co w konsekwencji zwiększało szansę udanego zaskoczenia”.

„Wir” uznał także, że samo położenie Osuch będzie sprzyjało partyzanckiemu atakowi. „W tym miejscu rzeka płynęła już po równinie, pozwalało to uniknąć forsowania głębokiej doliny, w jakiej płynęła na całej przestrzeni puszczy” - tłumaczył. „Plan jednak miał przeciwników i nie został zaakceptowany”.

Oddziały partyzanckie próbowały wydostać się z okrążenia na własną rękę. To się nie udało. Grupy „Skrzypika” i „Topoli”, które chciały sforsować kocioł w okolicach uroczyska Maziarze, natknęły się na pola minowe. Leśni zostali też przez Niemców ostrzelani. Partyzanci musieli wycofać się, ponosząc duże straty. W tej sytuacji zapadła decyzja.

„A więc Osuchy” - wspominał „Wir”. „Trudny, szybki marsz. Przed nami ok. sześć kilometrów leśnej drogi w zupełnych ciemnościach. A do tego najkrótsza noc w roku. Teraz dopiero pojąłem całe ryzyko tego przedsięwzięcia. Czas. Czy starczy go na przygotowanie natarcia? (…) Byliśmy już blisko Osuch (…). W czasie szybkiego marszu zgubił się oddział Woyny, część oddziału Rysia (…). Na odprawę przybył tylko Cord i chyba Igor (chodzi o Józefa Wolańskiego - dop. autor) od Rysia”.

Po krótkiej naradzie partyzanci postanowili iść dalej. „Niedziela 25 czerwca, godzina 2 (…). Nie było też chwili do stracenia” - wspominał „Wir”. „Podałem kierunek natarcia (…). Dopiero nad rzeką padły pierwsze strzały i wówczas silny ogień ze stanowisk niemieckich na skraju lasu przycisnął nas na chwilę do ziemi. Byliśmy jednak do nich zaledwie około 150 m, a więc na odległość szturmową. Teraz wszystko zależało od tego, czy wytrzymamy ten ogień i dostatecznie szybko dotrzemy do stanowisk nieprzyjaciela”.

Partyzantom z grupy „Wira” udało się przedostać do drogi, za którą byli okopani Niemcy. Zadanie ułatwiło zboże, które uniemożliwiało im obserwację. Wtedy leśni zobaczyli karabin maszynowy (oraz jego obsługę), który strzelał gdzieś… na wprost. Niemiecki żołnierz, który z niego celował, nie zdawał sobie sprawy, gdzie są partyzanci i że znajdują się tak blisko. „Uciszyły go” dwa granaty i kilka serii z karabinu.

„Przeskoczyliśmy szosę” - wspominał „Wir”. „Wszystko poszło dziwnie gładko. Zaskoczenie było zupełne, a poza tym zgodnie z przewidywaniami właśnie tu, w pobliżu dużego zgrupowania we wsi, linia stanowisk niemieckich była bardzo słaba”.

Poza oddziałem „Wira”, który wyrwał się z matni, niewielu leśnym udało się przedrzeć przez niemieckie linie obronne. Partyzanci „Rysia” wpadli na pole minowe. Wybuchy ostrzegły Niemców. Doszło do walki. Leśni musieli się wycofać (nie wytrzymali potężnego ognia karabinów maszynowych oraz granatników). Także partyzantom dowodzonym przez „Burzę” oraz „Błyskawicę” natarcie się nie powiodło. Brawurowy atak oddziałów „Woyny” oraz m.in. „Corda” również się nie udał. Partyzanci musieli się wycofać, ponosząc olbrzymie straty.

Oprócz Konrada Bartoszewskiego polegli wszyscy dowódcy. „Wir” wyliczył ich ze smutkiem. Zginęli: „Woyna”, „Topola”, „Cord”, „Burza” oraz m.in. „Szczerba”, zastępca „Rysia”. Niemcy dopadli tych, którym nie udało się przedrzeć.

Ujrzałem duży stos

Bronisław Sikora ps. „Klucz” był partyzantem z oddziału Jana Kryka ps. „Topola”. W bitwie pod Osuchami został ranny, ale cudem udało mu się wyrwać z niemieckiego kotła, a potem obławy. Tak to opisywał w swoich wspomnieniach:

„Spotykam większą bajurę bagna. Tam rękami wygrzebuję półmetrowe zagłębienie (…). Kładę się po szyję, a na siebie naciągam błoto, mech, trawę (…). Na kępach sitowia widzę kilku Niemców idących gęsiego, w moim kierunku. Naraz ogłusza mnie głośny wybuch, jakiś metr ode mnie. Poczułem ból z lewej strony szyi (został zraniony odłamkiem). Błyskawicznie zanurzam się w swojej kryjówce (…). Po pierwszym wybuchu targnął powietrzem następny, ale już trochę dalej (…). Podnosząc lekko głowę, widzę z prawej strony kilku pochylonych nisko Niemców. Strzelają przed siebie do kępy łozy, wśród bagna”.

Uzbrojeni po zęby okupanci odeszli w stronę Tanwi. Jednak „Klucz” wyszedł ze swojej kryjówki dopiero pod koniec dnia. Wtedy ruszył w stronę drzew, gdzie m.in. ukrył się „Topola”. Zastał tam okropny widok.

„Topola i Kmicic leżeli jeden obok drugiego, na wznak. Topola bez butów, bluzy wojskowej i rogatywki, jedynie w zielonych spodniach, koszuli i skarpetkach. Kmicic był bez butów i czapki, w porozpinanym mundurze. Obydwaj dostali po piersiach i brzuchach, po kilka śmiertelnych ran” - pisał z żalem „Klucz”. „Udałem się dalej, gdzie był doktor, por. Oldan. Znalazłem go w pobliżu, też na wpół obnażonego. Parę metrów dalej leżał jego mundur z powyrywanymi pagonami. W tym rejonie lasu leżeli zabici Kruk (Edward Mączka), Kujawiak (Henryk Szunert) i jakiś nieznany partyzant. Jakieś 100 metrów dalej, obok rowu wykopanego na głębokość 1,5 metra, też leżeli zabici nieznajomi. Jednym słowem ani jednego, poza mną, żywego ducha”

Po pewnym czasie „Kluczowi” udało się jakoś dotrzeć do niedopalonej gajówki Buliczówka (po drodze widział ciała wielu poległych partyzantów). Tam spotkał Szczepana Kukiełkę z Górecka Starego oraz Stanisława Kusego z Aleksandrowa. Obaj przedstawili się, że są z oddziału BCh „Rysia”. Jednak, gdy „Klucz” wybrał się w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, mężczyźni znikli (nie wiadomo, co się z nimi wówczas stało). Następnego dnia zobaczył coś, o czym nigdy nie mógł zapomnieć.

„Nad rzeczką Sopotem, w takim zakolu (…), ujrzałem na środku duży stos, przeszło 50 zabitych partyzantów (…)” - wspominał „Klucz”. „Obok, jakieś 10-15 metrów (dalej), leżało pojedynczo, na wznak, w równym szeregu, sześciu zabitych żołnierzy, w mundurach angielskich, zrzutowych. (Byli oni) z oddziału Woyny (Adama Haniewicza). Ponieśli śmierć od strzału w tył głowy (…). Osobno, z dala, leżał Pilocik (Wacław Bździuch) z oddziału Wira (…). Chciał zbiec z miejsca egzekucji, ale dosięgła go kula oprawców”.

„Klucz” był wstrząśnięty, załamany (myślał nawet o samobójstwie). W końcu dotarł jednak do wsi Kozaki Osuchowskie. Po wkroczeniu na Zamojszczyznę rosyjskich wojsk, wrócił do rodzinnego Zamościa.

Rozstrzelani i uduszeni

Szacuje się, że w bitwie pod Osuchami życie straciło 650 żołnierzy AK i BCh, 150 z AL i 100 partyzantów radzieckich. Zginęło też ok. 700 Niemców. Osuchy zostały spalone, a wielu mieszkańców wsi okupanci zamordowali. Taki los spotkał także siedem innych miejscowości. W sumie w czasie tej operacji zabito 509 polskich cywilów, a ponad 12 tys. mieszkańców Zamojszczyzny wypędzono z domów.

Były też inne ofiary. Niemcy więzili schwytanych w Puszczy Solskiej partyzantów w obozie przejściowym w Biłgoraju (przetrzymywano tam także ludność cywilną, głównie mieszkańców okolicznych wsi). Więźniowie trafiali także do biłgorajskiego gmachu gestapo, gdzie poddawano ich okrutnym śledztwom. 4 lipca 1944 r. w lesie Rapy dokonano ich egzekucji. Zamordowano wówczas ponad 60 partyzantów.

O tym, w jakich okolicznościach doszło do tej egzekucji, dowiadujemy się z „Protokołu miejsca stracenia i zewnętrznych oględzin zwłok pomordowanych Polaków przez okupantów niemieckich”. Ten cenny dokument został odnaleziony i udostępniony przez prof. Jerzego Markiewicza, wybitnego, zasłużonego historyka. Po raz pierwszy protokół opublikowano w całości w „Zeszycie Osuchowskim” nr 4 (w 2006 r. wydał go Gminny Ośrodek Kultury w Łukowej).

Wynika z niego, że ekshumację pomordowanych partyzantów przeprowadziła 2 sierpnia 1944 r. specjalna Komisja Sądowo-Lekarska powołana przez burmistrza Biłgoraja oraz Komisja Opieki nad Grobami Pomordowanych Polaków. Ciała wydobyto i poddano szczegółowym oględzinom. Stwierdzono, że na wszystkich zwłokach były rany, które powstały na skutek bicia schwytanych partyzantów tępymi narzędziami. Przed dokonaniem morderstwa ofiary skrępowano drutem, jak to określono, w okolicy stawów przedramienno-nadgarstkowych. Tym samym drutem, na kilka godzin przed śmiercią, związano skazanych po pięć osób. Na miejscu stracenia zapędzono ich do dołu, gdzie byli maltretowani w barbarzyński sposób.

Prawdopodobnie niektóre ciosy zadawano im kolbami karabinowymi. To dlatego niektórzy z zamordowanych mieli zmiażdżone twarze i szczęki oraz rozległe pęknięcia czaszki. Pobitych partyzantów rozstrzelano. Użyto do tego broni krótkiej (strzały były zadawane w tył głowy, w okolicę potylicy) oraz maszynowej. Świadczą o tym znalezione na miejscu zbrodni łuski.

„Na jednych zwłokach ran postrzałowych ani obrażeń wewnętrznych nie stwierdzono” - czytamy w protokole. „Zmiany stwierdzone w postaci obrzęku bardzo silnego twarzy, klatki piersiowej (…) świadczą, iż osoba ta upadła w dole i żywcem została zasypana ziemią, a śmierć nastąpiła wskutek uduszenia. Na innych zwłokach stwierdzono pęknięcie sklepienia czaszki wskutek pobicia. Osoba ta (…) wskutek wylewu krwawego do mózgu i opon, będąc nieprzytomna została wrzucona do dołu i zasypana ziemią, ponosząc śmierć również z uduszenia. Poza tym w jednym wypadku stwierdzono ranę postrzałową w okolicy szczytu płuc, której przebieg wskazywał, iż nie mogła być ona śmiertelną. I w tym wypadku, jak świadczą zmiany pośmiertne, śmierć nastąpiła wskutek uduszenia po zasypaniu ziemią”.

Z oględzin wynikało, że niektóre rany zostały zadane „dłuższy czas” przed śmiercią. Nie stwierdzoną jednak, żeby komuś udzielono pomocy lekarskiej. Na ranach ofiar nie było opatrunków. Egzekucję w lesie Rapy uznaje się za ostatni tragiczny akord bitwy pod Osuchami.

Pod patronatem prezydenta RP

O bohaterskich partyzantach i cywilnych ofiarach nigdy na Zamojszczyźnie nie zapomniano. Obchody zbliżającej się rocznicy tej partyzanckiej batalii zaplanowano w Osuchach w niedzielę (26 czerwca). Uczestnicy spotkają się tam o godz. 9.50. Zaplanowano wówczas powitanie zaproszonych gości oraz koncert Chóru „Harmonia” z GOK w Łukowej. O godz. 10.30 odbędzie się msza za poległych partyzantów. Następnie zaplanowano okolicznościowe wystąpienia oraz apel poległych. O godz. 13 rozpocznie się inscenizacja historyczna z udziałem Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Wir”.

Uroczystości odbędą się pod patronatem Andrzeja Dudy, prezydenta RP.

Bogdan Nowak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.