Bóbr na celowniku. Na nic mu to, że jest pod ochroną

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Sławomir Skomra

Bóbr na celowniku. Na nic mu to, że jest pod ochroną

Sławomir Skomra

W ciągu trzech lat będzie można zabić 410 bobrów żyjących na Lubelszczyźnie. Urząd od ochrony środowiska już pracuje nad odpowiednim dokumentem. Ekolodzy protestują i mówią, że po bobrach na muszce myśliwych znajdą się wilki i żubry.

Mięso z tylnych nóżek odkostnić i dobrze rozbić tłuczkiem. Obtoczyć w mące, jajku i bułce tartej. Smażyć na mocno rozgrzanym oleju z obydwu stron. Podawać z frytkami i zestawem surówek - to przepis na kotlety z bobra, który na swojej stronie internetowej podaje koło łowieckie w Końskich.

Zresztą to jedyne danie z tym gryzoniem w roli głównej, koło w Końskich przytacza jeszcze przepis na ogon, kołdunki czy bobra duszonego w piwie. Jest jedno „ale”: bobry są w Polsce zwierzętami chronionymi i nie można na nie polować. To ma się jednak zmienić.

Castor fiber na celowniku

Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska właśnie przygotowują zarządzenie, na podstawie którego będzie można strzelać do bobrów. Tak samo robi lubelska RDOŚ.

Oficjalnie brzmi to tak „Zezwala się na okres trzech lat od dnia wejścia w życie niniejszego zarządzenia na czynności podlegające zakazom w stosunku do bobra europejskiego (Castor fiber), zwanego dalej »bobrem«, polegające na: umyślnym zabijaniu, umyślnym płoszeniu i niepokojeniu, przetrzymywaniu i posiadaniu okazów, zbywaniu, oferowaniu do sprzedaży, wymianie, darowiźnie oraz wywozie poza granice kraju do 410 osobników bobra na terenie województwa lubelskiego (…)”.

RDOŚ wskazuje dwanaście miejsc i obwodów łowieckich w regionie, gdzie do bobrów będzie można strzelać. Dla przykładu, w gminie Wilków będzie można w sumie odstrzelić 60 zwierząt. Najwięcej ma paść w Biłgoraju, w dolinie rzek Bukowa i Gruszec. Tam ma być odstrzelonych 100 bobrów w ciągu trzech lat.

Myśliwi będą mogli wyjść na łowy od 1 października do 28 lutego, przez „całą dobę” - jak czytamy w dokumencie.

I jeszcze ważna informacja. „Odstrzelone okazy stanowią własność myśliwego dokonującego odstrzału jako częściowa rekompensata kosztów zabicia”.

Trzy dni konsultacji

Paweł Duklewski, rzecznik RDOŚ w Lublinie, jest w stanie określić termin, kiedy zarządzenie wejdzie w życie. - Na razie analizujemy zgłoszone uwagi do projektu dokumentu i przygotowujemy odpowiedź na nie. Merytoryczne i uzasadnione zostaną umieszczone w kolejnym projekcie zarządzenia. Następnie dokument będzie uzgadniany w urzędzie wojewódzkim i potem, w ostatecznej wersji zarządzenia, zostaną określone terminy - wyjaśnia rzecznik.

Co ciekawe, praktyką jest, że różnego rodzaju dokumenty poddaje się pod konsultacje społeczne przynajmniej 21 dni. W przypadku bobrów lubelska RDOŚ przeprowadziła konsultacje od 13 do 17 października. Odliczając dni wolne, to konsultacje trwały całe trzy dni.

Efekt? - W sumie otrzymaliśmy uwagi od trzech organizacji pozarządowych - mówi Duklewski.

Krzysztof Gorczyca, prezes lubelskiego Towarzystwa dla Natury i Człowieka, o konsultacjach RDOŚ dowiaduje się od nas. - Były jakieś echa takich działań w świętokrzyskim czy na Pomorzu, ale nie spotkałem się z powszechną informacją dotyczącą lubelskiego - przyznaje.

Chodzi o pieniądze

A teraz do rzeczy, dlaczego myśliwi mają otrzymać prawo strzelania do bobrów? Chodzi o pieniądze. „Działalność bobrów obok pozytywnych efektów w postaci przywracania właściwych stosunków wodnych oraz zwiększenia różnorodności biologicznej poprzez tworzenie nowych, wilgotnych siedlisk, przyczynia się do powstania coraz większych strat w gospodarce człowieka. Każdego roku za straty powodowane przez bobry Skarb Państwa wypłaca znaczne odszkodowania” - informuje RDOŚ.

Pytanie tylko, czy nie można „sprawy bobrów” rozwiązać inaczej niż strzelaniem? Przecież można wyłapywać zwierzęta, wywozić je w inne miejsca ewentualnie można niszczyć ich żeremia i nory.

Tyle że, zdaniem RDOŚ, te metody są nieskuteczne. Stąd decyzja o odstrzale. - To nie będzie polowanie, ale właśnie odstrzał - mówi nam jeden z lubelskich myśliwych. - Podczas polowania mamy katalog zwierzyny, określone odległości do oddania strzału, wskazany rodzaj amunicji. W przypadku odstrzału bobrów te zasady nie będą obowiązywały. Moim zdaniem, nie należy używać amunicji śrutowej, tylko broń gwintowaną - radzi.

Ekolodzy i obrońcy przyrody, jak tylko dowiedzieli się o planach odstrzału bobrów, zaczęli protestować. Mówią, że te zwierzęta pełnią ważną rolę w kształtowaniu środowiska. Tworzą warunki, z których korzystają inne zagrożone gatunki zwierząt, jak bocian czarny, dublet (niewielki ptak z rzędu bekasowatych) czy orlik krzykliwy.

Co więcej, do bobrów będzie można strzelać nawet na obszarach chronionych, jak np. Natura 2000. Tak samo ma być na Lubelszczyźnie, np. na terenie dolnego Wieprza czy rzeki Chodelka.

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska przekonuje, że strzelanie do bobrów nie zaszkodzi gatunkom chronionym żyjącym na tych terenach, a prawo - polskie i unijne - na takie działania zezwala.

Krzysztof Gorczyca uważa, że odstrzał bobrów nie jest konieczny. - Pełnią bardzo ważną rolę w środowisku. Wiem, że z punktu widzenia jednostkowego rolnika te zwierzęta wyrządzają mu szkody, ale w całościowym ujęciu bobry w kwestii retencji wód robią więcej niż wszystkie instytucje zajmujące się ochroną przeciwpowodziową. W dobie zmian klimatycznych - susz i obfitych opadów - działania bobrów te nieporządane skutki zmniejszają - tłumaczy Gorczyca.

W 2013 r. straty spowodowane przez bobry na Lubelszczyźnie wyceniono na 634 tys. zł, a w 2015 r. już na ponad 1,1 mln zł. Nie chodzi tylko o to, że przez swoje działania bobry zalewają pokaźne tereny, ale podchodzą do gospodarstw, wyjadają ryby ze stawów i szabrują uprawy rolne.

W 2010 r. Genowefa Tokarska, ówczesny wojewoda lubelski, a dziś posłanka PSL, obarczyła bobry częściową winą za powódź, gdy wylała Wisła. - Bobry mają zwyczaj budować swoje siedliska w miejscach suchych. Niestety, wykorzystują do tego także wały, w których ryją nory - wtórował wojewodzie Leszek Boguta, kierownik Zarządu Zlewni Wisły lubelskiej i Bugu granicznego w Lublinie.

Kto następny?

Według obrońców środowiska naturalnego, strzelanie do bobrów może być początkiem odstrzału innych chronionych gatunków zwierząt. Chodzi o wilki i żubry.

Myśliwi mają otrzymać prawo strzelania do nich na mocy przygotowywanej nowelizacji ustawy Prawo Łowieckie.

W przygotowanym projekcie nowelizacji ustawy jest mowa o tym, że poszkodowany rolnik otrzyma odszkodowanie, ale najpierw musi wystąpić o zezwolenie na odstrzał zwierząt.

Tu też chodzi o pieniądze. W 2014 roku na Podlasiu - mateczniku żubrów - straty wyrządzone przez te zwierzęta wyceniono na 298 tysięcy złotych. Tamtejsi rolnicy otrzymali też 86 tys. zł rekompensaty za zwierzęta zagryzione przez wilki.

O ile województwa lubelskiego kwestia żubrów nie dotyczy, to wilki już są naszą sprawą. Lubelskie wilki? - zapytacie z niedowierzaniem. Tak, to nie pomyłka. Ten wędrujący gatunek leśnego drapieżnika jest spotykany choćby w Lasach Janowskich. Tropy wilków można też spotkać w innych miejscach.

- Dwa tygodnie temu byłam na wycieczce w okolicach Zwierzyńca. Na leśnej ścieżce zobaczyłam ślady łap. Myślałam, że to był pies, ale przewodnik zapewniał, że to wilcze torpy - opowiada nam pani Małgorzata z Lublina.

Pora na dzika

O ile strzelanie do żubrów i wilków nie jest jeszcze przesądzone, to przyszłość dzików maluje się w mrocznych barwach. Politycy zapowiadają, że wkrótce rozpocznie się wielkie polowanie na dziki.

W tym przypadku chodzi nie tylko o wyrządzane szkody, ale głównie o chorobę afrykańskiego pomoru świń. To właśnie dziki przenoszą chorobę, która dziesiątkuje chlewnie. Politycy i rolnicy lamentują, że gdy ASF przekroczy linię Wisły, to wówczas polskie rolnictwo popadnie w prawdziwe kłopoty.

Stąd tysiące myśliwych, leśniczych i leśników właśnie przeczesuje lasy i liczy dziki. 3 listopada do tej akcji włączy się też wojsko. Żołnierze będą chodzić po lasach i zabierać padłe sztuki.

Generalnie scenariusz jest taki: najpierw dowiemy się, ile mamy tych zwierząt, a następnie określimy pulę do wielkiego odstrzału. Takiego rozwiązania domaga się coraz więcej osób. Wśród nich jest nawet radny miejski PiS w Lublinie Stanisław Brzozowski.

Dziki w Lublinie to żadna nowość. Widywane były nawet w centrum miasta, nie mówiąc już o okolicach ul. Poligonowej. „Wydaje się, że bez podjęcia działań wyjątkowych, tego problemu nie da się rozwiązać. Tylko znaczne uchylenie przepisów zabraniających polowania na terenie miasta może skutecznie, przynajmniej na jakiś czas, tę sprawę załatwić. Tylko fizyczna eliminacja, w taki czy inny sposób, wchodzi w rachubę. Albo my, albo dziki. Razem nie ma możliwości egzystować” - napisał Brzozowski do prezydenta miasta.

O strzelaniu na miejscu nie ma mowy, ale ratusz chce łapać dziki do klatek - pułapek i wywozić zwierzęta jakieś 50 kilometrów poza Lublin. Akcja już się rozpoczęła.

„Schwytane dziki będą wywożone poza miasto na teren obwodów łowieckich, dzierżawionych przez koła łowieckie, z którymi gmina Lublin posiada stosowne porozumienia. Będzie to akcja pilotażowa, która pozwoli nam na ocenę skuteczności tej metody odłowu” - informuje biuro prasowe miasta.

Sławomir Skomra

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.