„Bój się i rób”. O tym, jak Renata postanowiła pisać

Czytaj dalej
Fot. Adrian Tomczyk
Adrian Tomczyk

„Bój się i rób”. O tym, jak Renata postanowiła pisać

Adrian Tomczyk

Na początku nie miała nic, a za czynsz płaciła obrazami. Teraz prowadzi swój biznes i pokazuje innym, że warto podążać za pasją. Oto Renata Saba.

Za progiem biura „Renata Pisze” wkraczamy w zupełnie inny świat. Królują w nim kartki, markery, kredki, flamastry. Renata postanowiła wykorzystać swoją umiejętność oryginalnego, artystycznego pisania do tworzenia plakatów i grafik, co w dobie popularności technik cyfrowych okazało się strzałem w dziesiątkę.

Na co dzień wymyślam reklamy dla firm, które wykonuję ręcznie. Tworzę też filmiki „ręcznie pisane”

- opowiada.

Renata nagrywa to, jak rysuje, a przetwarzanie filmu ogranicza do minimum. Firmę rozkręciła dzięki Facebookowi. Jej historia rozchodzi się w mediach społecznościowych, a ona sama staje się wzorem dla wielu kobiet. Dostała nawet zaproszenie do poprowadzenia szkoleń dla Polek mieszkających za granicą, aby motywować je do realizacji własnych marzeń.

„Bój się i rób”. O tym, jak Renata postanowiła pisać
Adrian Tomczyk Renata Saba, założycielka „Renata pisze“.

- Ktoś zagadnął „fajnie piszesz, fajnie rysujesz, może mnie tego nauczysz?”. Odezwało się kilka osób, dla których moja twórczość jest czymś ekstra, zaczęłam robić szkolenia. Paradoksalnie im mniej wiedzy, tym lepiej, dorosłym ludziom podczas zajęć mówię: „Bądź jak dziecko, przypomnij sobie, jak rysowałeś mamę bez proporcji, jak kilka kresek wystarczyło, by powstał rysunek”. Jeżeli ktoś umie narysować okrąg, kreskę i zygzak, to po ośmiu godzinach nauki będzie śmigał po flipcharcie - uważa.

Choć trudno w to uwierzyć, w szkole nauczyciele śmiali się z jej artystycznych marzeń. Wszystko się zmieniło, gdy trafiła do klubu ABC na Czechowie.

- Tam na zajęciach plastycznych dla dzieci poznałam Walentego Wróblewskiego, lubelskiego artystę. Dostrzegł we mnie talent i namówił mnie, żebym zdawała do liceum plastycznego. Potem trafiłam na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, co było kolejnym sukcesem, przy dwunastu osobach na miejsce. Tam zachłysnęłam się artystycznym nastrojem, ludzie śpiewali na ulicach, tańczyli, sprzedawali obrazy. Poznałam wielu artystów - wspomina.

Gdy urodziła dziecko i została samotną matką, ta sytuacja zmusiła ją do rzucenia studiów, szukania pracy i dachu nad głową. - Problem z mieszkaniem rozwiązał się, gdy poznałam właściciela stadniny, który zgodził się, abym za czynsz płaciła obrazami przedstawiającymi konie. Pracę znalazłam w przedszkolu, szczęśliwie zwalniała mnie z gotowania w domu, gdzie była tylko kuchnia opalana węglem - opowiada.

W pewnym momencie zdecydowała, że wraca do Lublina. Podejmowała różne prace, często niemające ze sztuką niczego wspólnego. Kiedy trzeba utrzymać siebie i dziecko, nie ma mowy o zaspokajaniu własnych ambicji. Przypadkiem trafiła do pracy jako plastyk w hipermarkecie. Spędziła tam kolejnych kilkanaście lat. Wypisywała ręcznie plakaty promocyjne markerami z końcówką szeroką na 10 - 15 cm. Dbała o ekspozycje produktów, nocami wykonywała dekoracje świąteczne. Po pracy goniła do zleceń (aranżacja mieszkań, malowanie, florystyka, projektowanie grafiki i logotypów). Poznała także męża. Opowiada o tamtych czasach: - Od siódmej do dziewiątej musiałam wypisać ok. dwustu plakatów, co samo w sobie było niezłym szkoleniem. Któregoś dnia wypisywałam plakat „9.99 - kiełbasa zwyczajna”. Do dekoratorni wszedł mój mąż i zaczął mnie nagrywać, a gdy się zorientowałam, że robi to dla żartu, postanowiłam dopisać „nawet bardzo zwyczajna”. Później nagranie trafiło na Facebook i wiele osób było zaskoczonych, jak szybko można pisać tak szerokim markerem. Zaczęły napływać oferty od znajomych, a koleżanka zamówiła u mnie krótki filmik promujący restaurację. I tak się zaczęła moja firma: Lubelskie Studio Grafiki Manualnej Renata Pisze.

„Bój się i rób”. O tym, jak Renata postanowiła pisać
Adrian Tomczyk Za progiem biura „Renata Pisze” wkraczamy w zupełnie inny świat. Królują w nim kartki, markery, kredki, flamastry

Myśl o tym, żeby rzucić etat i coś zmienić w życiu towarzyszyły Renacie od dawna, dlatego też, mimo obaw i lęków, postawiła wszystko na jedną kartę. - Mąż powiedział „no nareszcie”, a dorosłe już dzieci obserwowały z pewnym niepokojem moje „wyczyny” - śmieje się. Radzi innym: - Często nie da się realizować na etacie, bo pracuje się schematycznie, nie ma miejsca na kreatywność. Nie była to jednak pochopna decyzja, nie rzuciłam pracy z dnia na dzień, odeszłam, gdy miałam odpowiednie zabezpieczenie finansowe, stałych klientów oraz pewność, że działalność na własną rękę zapewni mi lepsze dochody i da dużo swobody. Trzeba mieć plan, bo sama złość na szefa to kiepska motywacja. Odejdziesz i zostaniesz ze złością i bez perspektyw. Może moje „zbieranie” się do odejścia zajęło mi za dużo czasu, ale najważniejsze, że w końcu się udało. Ważne było wsparcie rodziny.

Renata prowadzi coraz więcej szkoleń z myślenia wizualnego i liternictwa, również za granicą, a zamówienia na filmy rysunkowe ma na kilka najbliższych miesięcy. Ostatnio dostała też propozycję wykonania ilustracji dla pewnego wydawnictwa. - Moje motto to „Bój się i rób”. Jeżeli będziesz się tylko zastanawiać „co by było gdyby...”, to nigdy się nie dowiesz, czy warto było zaryzykować, by coś zmienić. Strach istnieje tylko w głowie.

Adrian Tomczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.