Brakuje pielęgniarek. Niektóre pracują nawet w 12 miejscach

Czytaj dalej
Fot. WOJCIECH WOJTKIELEWICZ
Gabriela Bogaczyk

Brakuje pielęgniarek. Niektóre pracują nawet w 12 miejscach

Gabriela Bogaczyk

W województwie lubelskim brakuje około 3,5 tysiąca pielęgniarek. Wiele z nich pracuje w kilku albo nawet kilkunastu miejscach.

Zmęczone i przepracowane. Mowa o pielęgniarkach, które żeby zarobić więcej, muszą pracować w wielu miejscach. Obecnie w naszym regionie jest około 9,2 tysiąca pielęgniarek.

Z badania lubelskiego Związku Pielęgniarek i Położnych wynika, że 2,5 tys. z nich pracuje w dwóch miejscach. Na trzech kontraktach - 646, a na czterech - 171.

Rekordzistkami są trzy panie, które pracują aż w 12 miejscach.

- To oznacza, że brakuje u nas 3,5 tys. pielęgniarek, dlatego muszą pracować w wielu miejscach, by zapewnić opiekę wszystkim potrzebującym pacjentom w regionie - wyjaśnia Maria Olszak-Winiarska, szefowa lubelskiego związku pielęgniarek.

To z kolei powoduje, że pielęgniarki są przeciążone pracą, bo mają kilka kontraktów w różnych miejscach, np. w szpitalu, poradni, laboratorium, hospicjum, opiece długoterminowej itd.

- W związku z tym jesteśmy pełni obaw o bezpieczeństwo pacjentów, a także o bezpieczne warunki pracy. Nasza wydolność jest ograniczona, a oczekiwania odnośnie naszej pracy ogromne, to chyba największy problem w szpitalach - dodaje Olszak-Wianiarska.

I zapowiada, że już za trzy lata na Lubelszczyźnie będziemy mieli poważne problemy z zapewnieniem wystarczającej obsady pielęgniarskiej.

- Oddziały będą zamykane, szczególnie w szpitalach powiatowych, gdzie większość pielęgniarek będzie odchodzić na emerytury. Nie ma kolejnego pokolenia pielęgniarek, które by wypełniło te braki - tłumaczy przewodnicząca pielęgniarek w Lublinie.

I zaznacza, że pielęgniarki od wielu lat informują o tym wszystkie władze, organizują debaty z politykami.

- Mimo to problem jest bagatelizowany przez kolejne ekipy rządzące - dodaje Olszak-Winiarska.

Dyżur za dyżurem

Na kilku etatach pracują również lubelscy lekarze.

- Myślę, że 2 - 3 kontrakty naraz to standard - mówi Marek Stankiewicz, rzecznik Lubelskiej Izby Lekarskiej. I podkreśla, że doktorzy mogą pracować tyle, bo pozwala na to prawo.

- Pracują w kilku miejscach, żeby godziwie zarobić. Pensje lekarzy nie są wysokie. Z reguły pracują na etacie w szpitalu, a dorabiają w przychodniach lub własnych gabinetach. Często dojeżdżają również do Kraśnika, Poniatowej, Lubartowa, bo tam brakuje specjalistów - mówi Stankiewicz.

Przypomina, że czasem taka praca na okrągło zgodnie z prawem kończy się tragicznie.

- Ostatnio w Białogardzie zmarła anestezjolog, która pracowała czwarty dzień pod rząd na dyżurze - przypomina rzecznik.

Na wielu kontraktach pracują również ratownicy medyczni. - Zdarza się w Polsce, że w tej samej karetce pracuje osoba, która ma podpisaną umowę na ratownika, a drugą na kierowcę ambulansu - mówi Marian Zepchła z NSZZ „Solidarność’.

I podkreśla, że zna wielu ratowników na kontraktach, którzy pracują jednocześnie w karetce, na oddziale ratunkowym lub w firmie transportowej.

- Nie wiem, jak oni to robią, że o godz. 7 rano kończą pracę w jednym miejscu i o 7 zaczynają w kolejnym - dodaje Zepchła.

Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.