Budowlańcy, drogowcy, kucharze. Ukraińcy zarabiają w Polsce siedem razy więcej niż u siebie

Czytaj dalej
Fot. Marzena Bugała-Azarko
Tomasz Szymczyk

Budowlańcy, drogowcy, kucharze. Ukraińcy zarabiają w Polsce siedem razy więcej niż u siebie

Tomasz Szymczyk

W Polsce oficjalnie pracuje dzisiaj 1,2 mln Ukraińców. Według danych Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach w pierwszym półroczu 2017 zarejestrowano w regionie 75 tys. 981 oświadczeń cudoziemców.

Robota w Polszczi. Napisy o takiej treści w pełni zrozumiałe dla Polaków, napisane oczywiście cyrylicą, na zachodniej Ukrainie spotkać można na każdym kroku. W gazetach, na billboardach, słupach ogłoszeniowych. W Polsce oficjalnie pracuje dzisiaj 1,2 mln Ukraińców. Według danych Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach w pierwszym półroczu 2017 zarejestrowano w regionie 75 tys. 981 oświadczeń cudzoziemców. Wśród nich około 96,5 proc. to obywatele Ukrainy. Ale to nie wszystko, bo są i tacy, którzy pracują na czarno. Głównie w budownictwie, rolnictwie i przy sprzątaniu. Są i tacy, którzy pracują w biurach, ale to bardzo niewielki procent. Na wyjazd decydują się głównie mieszkańcy małych miasteczek i wsi, duże miasto, jak chociażby Lwów, zawsze pewną liczbę miejsc pracy generuje.

Tak jak Polacy jeżdżą do pracy na Zachód, tak oni przyjeżdżają do nas. Od czerwca mają łatwiej, bo obowiązuje ruch bezwizowy. Oficjalnie jest ich w regionie 73 tysiące, nieoficjalnie - dwa razy tyle. Sprawdziliśmy, kto i dlaczego decyduje się na przyjazd do pracy do naszego kraju

Prrzyjeżdżają do Polski do pracy, ale też na studia. Studenci również bardzo często wchodzą na polski rynek pracy. Tak jak Sofija Wetriak i Mariana Popilewycz,

- Gospodarka na Ukrainie pada i najbardziej odczuwają to mieszkańcy wsi. Do tego dochodzi konflikt w Donbasie. Ceny poszły bardzo ostro w górę - mówi Artur Kostiw ze Lwowa, który od ośmiu lat mieszka w Sosnowcu.

Kostiw opiekuje się zagranicznymi studentami z Wyższej Szkoły Humanitas. Jak opowiada, kiedy tu przyjechał, wszystkich Ukraińców w regionie można było policzyć na palcach jednej ręki. Dzisiaj ukraińskie słowa można usłyszeć wszędzie: w tramwaju, w osiedlowym markecie, w pubie.

Zdaniem Arkadiusza Kaczora, rzecznika katowickiego WUP-u, liczby pracujących w naszym regionie Ukraińców w żadnym razie nie należy traktować w kategoriach zagrożenia dla rynku pracy.

- Dla Ukraińców polski rynek pracy jest dość łakomym kąskiem. To taka sytuacja, jak z naszymi wyjazdami do krajów zachodnich - ocenia. - Na rynku pracy zaczyna dzisiaj brakować specjalistów, ale też pracownik do stosunkowo prostych prac. Rynek pewno zareaguje na tę sytuację wzrostem płac i prędzej czy później nas to czeka. Zatrudnianie Ukraińców jest w pewnym sensie sytuacją przejściową, zanim to nastąpi - zaznacza.

O ile w 2013 roku w woj. śląskim wydano Ukraińcom 6087 pozwoleń o pracę, to w 2016 roku było ich już 83 tys. 706. W tym roku - tylko od stycznia do czerwca - aż 73 tys. 324! Dla porównania: 1353 takie dokumenty otrzymali Białorusini, 968 Mołdawianie, 151 Rosjanie, 105 Gruzini, a 80 Ormianie.

Do Polski gna Ukraińców przede wszystkim możliwość lepszego zarobku. Chociaż nad Wisłą Ukraińcy najczęściej pracują za najniższą stawkę godzinową, każdy zarobiony przez nich tysiąc złotych to w przeliczeniu około sześciu tysięcy hrywien. A średnie wynagrodzenie na Ukrainie to jedynie dwa lub trzy tysiące hrywien. Nawet wynajmując w Polsce mieszkanie i wydając pieniądze na jedzenie, jest to opłacalne.

Beskidy. Budowlańcy i kucharze

- Część Ukraińców przyjeżdża na dłuższy czy krótszy czas trochę zarobić i wraca. Inni od razu mają zamiar pozostania tutaj z przyczyn ekonomicznych czy jakichś osobistych - mówi Artur Kostiw.

Spośród nich najwięcej jest osób w przedziale wiekowym 26-40. Tylko 53 osoby mają natomiast więcej niż 65 lat. Liczba pracowników do 25. roku życia i w przedziale 41-65 wygląda podobnie.

Zarabiając w Polsce 8 złotych na godzinę, i tak zarabiamy siedem razy więcej niż na Ukrainie. Minimalna płaca na Ukrainie po przeliczeniu to 250-300 złotych miesięcznie, średnia to mniej więcej 500 zł

Zdecydowana większość ukraińskich pracowników jest u nas zatrudniona na zasadzie umowy zlecenia (43,7 tys.). Oczywiście, pamiętać trzeba, że dane z powiatowych urzędów zebrane przez WUP mówią o osobach pracujących w Polsce legalnie. Nie brakuje również Ukraińców pracujących na czarno. Również turystyce, hotelarstwie, branży rozrywkowej.

- W beskidzkich miejscowościach najwięcej Ukraińców pracuje w Szczyrku, Cieszynie i Bielsku-Białej - wylicza Ula Worobec. Sama pochodzi ze Lwowa, a od dwóch lat mieszka w Bielsku-Białej, gdzie prowadzi portal pracadlaukrainy.pl zajmujący się m.in. pośrednictwem pracy pomiędzy Ukraińcami a polskimi pracodawcami, . Tylko w Bielsku-Białej jest ponad 2 tys. Ukraińców.

- Największym wzięciem cieszą się budowlańcy i kucharze, szukałam też pracy dla manikiurzystki, fryzjerki, a nawet stomatologa, jest duże zapotrzebowanie na osoby sprzątające. Przyjeżdżają wszyscy, którzy potrzebują pieniędzy. Mężczyźni na budowę i do robót drogowych, kobiety do kuchni jako kucharki i pomoc kuchenna, a także do opieki nad osobami starszymi, dziećmi czy do sprzątania. Pod swoją opieką mam bankierów, ekonomistów, muzyków, nauczycieli, lekarzy. Szukają pracy w nie swoich zawodach. Jest na przykład muzyk, który pracuje na budowie - opowiada zwracając uwagę, że przepływ informacji między Ukraińcami poszukującymi pracy a pracodawcami jest niewielki, więc Ukraińcy nie wiedzą, gdzie pracy szukać, a firmy nie wiedzą jak pozyskać Ukraińców.

Bywa, że Ukraińcy przyjeżdżający do pracy w Polsce często trafiają na nieuczciwych pośredników, w efekcie - pracują za darmo.

Polska zastąpiła wyjazdy do Czech

- Obecnie zatrudniam dwóch pracowników z Ukrainy. Przyjechali spod Iwano-Frankowska. Brakowało mi ludzi na sezon - mówi jeden z przedsiębiorców z branży turystycznej z Beskidów. Jak tłumaczy, do tej pory pracownicy z Ukrainy pracują u niego „na czarno”. - Nie mieliśmy czasu, żeby wszystkim się zająć. To bardzo dobrzy pracownicy, sumienni, wyjątkowo pracowici. Wiem już, że za rok zatrudnię ich jeszcze raz, wtedy już oficjalnie - mówi.

Polska jest często wybierana przez Ukraińców nie tylko dlatego, że jest ich sąsiadem, ale również dlatego, że to dla nich kraj bliski w aspekcie kulturowym, obyczajowym, religijnym i językowym, co sprawia, że nie czują się tutaj tak obco. We Lwowie i na dawnych polskich Kresach Wschodnich wiele osób nawet jeśli nie mówi, to dużo rozumie po polsku. Takie osoby bardzo szybko stają się dwujęzyczne, co jest potem ich atutem na rynku pracy. Polska to dla nich również wyjazd na Zachód - ten stereotypowy, mityczny Zachód, na którym zawsze jest lepiej.

Kierunek polski nie jest jednak jedynym, który obierają szukający lepszych zarobków Ukraińców. Kilkanaście lat temu popularne były wyjazdy do Czech. Teraz mimo napiętych stosunków na linii Kijów-Moskwa, konfliktu o Krym i wojny w Donbasie, wielu z nich wyjeżdża również do Rosji, gdzie też da się zarobić. Wyjeżdżają też do Niemiec, Francji czy Belgii, niekoniecznie znając języki. Jak oceniają nasi rozmówcy, na Ukrainie nie ma jeszcze problemu tzw. eurosierot. Ukraińcy wyjeżdżają zwykle na krótkie okresy. Rodzice ponadto często wyjeżdżają wymiennie, więc zawsze jedno z nich może opiekować się dzieckiem.

Nikt na Ukrainie nie ukrywa, że dla części mężczyzn wyjazd do pracy za granicę jest też ucieczką przed służbą wojskową na froncie w Donbasie. Wielu z nich, po otrzymaniu wezwania do armii, niewiele się zastanawia tylko pakuje walizki i wyjeżdża nim do pograniczników dotrze informacja, że nie stawili się w wyznaczonej jednostce. Ale na wyjazd decydują się również kobiety. - Moja praca i wypłata wygląda tak samo jak i u Polaków: robimy to samo, zarobki są odpowiednie do naszych obowiązków. Wiem, że dużo znajomych spotykało się z kłamstwem i brakiem wypłaty pieniędzy. Ale myślę, że to spotyka nie tylko cudzoziemców. Jedyne, z czym mamy problem, to z pracą na umowę. Często pracodawcy nie chcą podpisywać umowy (o pracę - red.), ponieważ mają bardziej skomplikowany proces rejestracji takiego pracownika. Dlatego pracujemy na czarno i spotykamy się z oszustwem - przyznaje młoda Ukrainka, która do Katowic przyjechała na studia z miasteczka Maniewicze koło Równego i pracuje w jednej z katowickich pizzerii.

- Szczerze mówiąc, zarabiając w Polsce 8 złotych na godzinę, i tak zarabiamy siedem razy więcej niż na Ukrainie. Minimalna płaca na Ukrainie po przeliczeniu to 250-300 złotych miesięcznie, średnia to mniej więcej 500 zł, a ceny nie odpowiadają takim płacom. Dlatego wolimy wyjechać za granicę, ciężko pracować, ale przynajmniej zarabiać coś na życie. Polacy wyjeżdżają do Niemiec, Ukraińcy do Polski - kwituje. Z Tarnopola do Żor przyjechała z kolei Alina Strebko. Dołączyła do swojej matki, która przyjechała do Polski już siedem lat temu. Dziś pracuje w jednym z żorskich zakładów produkcyjnych. Sama Alina długo pracowała w zakładach mięsnych w Pszczynie.

- Na Ukrainie ciężko z pracą. Dlatego tak wiele osób wyjeżdża do Polski pracować. Znalezienie pracy nie jest tutaj trudne, tylko trzeba chcieć. Czasami myślę nad tym, żeby zostać tu na stałe, ale z drugiej strony, jak by tu nie było dobrze, to i tak się chce do domu - opowiada dziewczyna.

Ukraińcom w podjęciu pracy na terenie Polski pomagają zazwyczaj pośrednicy. Bardzo często zatrudniają ich agencje pracy tymczasowej. Nie brakuje przypadków oszustw. Bywa, że wysiadający w Polsce z pociągu czy autobusu Ukrainiec wcale nie ma załatwionej pracy, a biuro, z którym współpracował i któremu zapłacił pieniądze, rozpłynęło się w powietrzu.

Jak mówi Ula Worobec, coraz więcej Ukraińców pracuje w Polsce legalnie, bo nasiliły się kontrole. - Odkąd możemy wjechać bez wiz - precyzuje. Od czerwca tego roku Ukraińcy mogą wjechać na teren UE bez wizy na 90 dni w ciągu roku. - A kontrole straży granicznej są bardzo mocne. Na przykład ostatnio autokar jadący z Pragi do Kijowa został zatrzymany przez straż graniczną w czasie podróży, przy bielskim centrum Gemini Park. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie było - opowiada.

Praca na budowie czy przy sprzątaniu, choć najczęstsza, nie jest jedynym zajęciem Ukraińców w Polsce. Coraz częściej zajmują stanowiska w firmach handlowych. Pracodawcy doceniają też to, że prawie każdy Ukrainiec mówi dodatkowo po rosyjsku. Tacy pracownicy, oczywiście, muszą się też wykazać odpowiednimi kwalifikacjami. Polska generalnie uznaje dyplomy ukraińskich uczelni wyższych, ale nie we wszystkich przypadkach.

Ukraiński rock w komórce

- Kierunki prawnicze czy medyczne są nieco specyficzne. Kwestia uznania takiego dyplomu wymaga zgody ze strony ministerstwa. W przypadku bodajże chirurgii, wymagane jest powtórne zdawanie egzaminów i przechodzenie praktyk. Nawet lekarz, który tam pracował już tam kilkanaście lat, musi w Polsce zdać dodatkowy egzamin i przejść staż. Z drugiej strony bardzo wielu Polaków studiuje przecież na uczelniach medycznych we Lwowie czy Iwano-Frankowsku - opowiada Artur Kostiw.

Ula Worobec podkreśla, że na Ukrainie walutą jest hrywna, ale samochody czy domy kupuje się w dolarach lub euro, produkty przywożone są z Europy także w cenach w euro lub dolarach, więc kiedy się to przeliczy na hrywny, oznacza drożyznę.

- Truskawki w Polsce i na Ukrainie kosztują tyle samo, ale zarobki są nieporównywalne. Niektórzy polscy pracodawcy zapewniają mieszkanie za darmo, więc jeśli Ukrainiec wyda w Polsce na życie 300-400 złotych, to 1500 zł wysyła na Ukrainę. To duża kwota - mówi pani Ula. I dodaje, że Ukraińcy chętnie pojechaliby do innych krajów UE, ale tylko Polska wydała zgodę na pracę na podstawie paszportu biometrycznego. Żadne inne państwo Unii Europejskiej takiej zgody nie wydało, więc jej zdaniem Ukraińcy pewnie jeszcze jakiś czas w Polsce popracują.

Nie bez wpływu na liczbę Ukraińców pracujących w Polsce pozostanie fakt zniesienie obowiązku posiadania wiz dla przybywających na teren UE obywateli tego kraju.

- Dużo osób było chętnych do przyjazdu do pracy, ale nie mogły sobie pozwolić na wyrobienie wizy, również dlatego, że nie było ich na to stać. Ciekaw jestem, czy zmienią się w Polsce przepisy dotyczące zatrudniania pracowników z Ukrainy - zastanawia się Artur Kostiw.

Póki co, coraz większa liczba Ukraińców w Polsce uruchamia też inne branże niż ta związana z poszukiwaniem pracy. Jedna z sieci komórkowych do reklamy swojej oferty skierowanej do Ukraińców zaangażowała Okean Elzy, najbardziej dziś chyba znaną ukraińską grupę rockową. Jest też dużo więcej połączeń na Ukrainę niż chociażby dziesięć lat temu. Wówczas pociągi i autobus z Katowic odchodził raz na tydzień. Dzisiaj osoby jadące na wschód wybierają nie tylko dzień tygodnia, ale też godzinę i formę podróży. Trudno dostać bilety na uruchomione przez Ukraińską Zaliznycię szerokotorowe połączenia Kijów-Lwów-Przemyśl czy Kowel-Chełm. Medialną odpowiedzią na pracę Ukraińców w Polsce był też telewizyjny serial „Dziewczyny ze Lwowa”, z ukraińskiego punktu widzenia - dość koloryzujący całą sytuację.

A Ukraińcy? Z reguły są zadowoleni. - W ciągu roku nigdy nie spotkałam się z agresją. Raczej na odwrót - ludzie zawsze są ciekawi, chętni do rozmowy i kontaktu, zawsze otwarci na pomóc, gdy tego potrzebuje. Młodzi mają raczej pozytywne podejście do cudzoziemców - opowiada Sofia Wetriak. - W ciągu ośmiu lat nigdy nie spotkałem się z niechęcią - mówi Artur Kostiw. - Rozmawiałem z Polakami chociażby o Banderze, ale dla młodych to historia. Bardziej interesuje ich, jak sobie radzi nasz rząd, czy wojna w Donbasie - mówi i dodaje, że dzięki obecności Ukraińców w Polsce Polacy częściej zauważają ten kraj nie mówiąc już, że na wschodzie jest tylko Rosja.

Tomasz Szymczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.