Paweł Żurek

Był grad, nie ma plonów

Pani Maria Kozak przy szkółkarskiej plantacji katalpy. Podobnie jak i u innych rolników z gm. Końskowola, straty będą tu bardzo wysokie. Wstępne szacunki Fot. Janusz Próchniak Pani Maria Kozak przy szkółkarskiej plantacji katalpy. Podobnie jak i u innych rolników z gm. Końskowola, straty będą tu bardzo wysokie. Wstępne szacunki mówią o 100 tys. złotych
Paweł Żurek

Do 100 proc. zbiorów tytoniu i rzepaku zniszczył grad, który przeszedł przez gminę Końskowola. Rolnicy szacują straty. W wielu gospodarstwach sięgają one nawet kilkuset tysięcy złotych.

- Zniszczenia są ogromne. Wciąż szacujemy straty, ale już widać, że niemal zupełnie zniszczony jest tytoń i rzepak. To czas przed zbiorami, więc wielu rolników z naszego terenu jest na granicy załamania nerwowego - mówi Janusz Próchniak, radny gminy Końskowola.

Wszystko przez grad, który spadł na pola sadowników i rolników z gm. Końskowola. Ulewa trwała kilkanaście minut. - Pas chmur miał szerokość ok. dwóch kilometrów i przeszedł głównie nad polami z tytoniem i nad szkółkami roślin ozdobnych. Kule lodu były wielkości śliwek. Takiej burzy nie widzieliśmy tu nigdy - twierdzi Stanisław Gołębiowski, wójt Koń-skowoli.

Grad zniszczył całe plony. Ludzie są na granicy załamania - mówi Janusz Próchniak

Najstraszniejszy był jednak krajobraz, który na swoich polach zobaczyli rolnicy z tamtego regionu.

- Liście są zupełnie zniszczone. Został suchy kij, więc nie ma czego zbierać. Komisja ma u nas szacować straty, ale nie wiem, co dalej zrobimy - mówi pani Marzena, na której polach rósł tytoń.

Wkrótce ma się okazać, jakie wsparcie rolnicy otrzymają od Ministerstwa Rolnictwa. - Pomoc rządowa jest uruchamiana w przypadkach skrajnych, gdy wielu rolników traci co najmniej 70 proc. danej uprawy. Na bieżąco otrzymujemy informacje od komisji gminnych, które szacują straty na miejscu - tłumaczy Radosław Brzózka, rzecznik wojewody lubelskiego.

Dla wielu rolników pieniądze od ministerstwa to jedyne źródło pomocy po katastrofie. Z prostego powodu - większość pokrzywdzonych nie ubezpieczyła swoich pól.

- Przypominamy o obowiązku ubezpieczeń, zwłaszcza jeśli korzysta się z dopłat bezpośrednich. Rolnicy mają wtedy obowiązek ubezpieczenia 50 proc. upraw i zwierząt - mówi Brzózka.

Jednak tylko kilku rolników z tego terenu posiada ubezpieczeni - z powodu wysokich kosztów. - Przy kilku hektarach pola to kilka tysięcy złotych, zwłaszcza tytoń jest bardzo drogi - tłumaczy Próchniak.

Pomoc może nadejść, ale dopiero w następnym sezonie. Rolnicy i sadownicy, dzięki nowym przepisom, będą mogli ubiegać się nawet o 75 proc. dofinansowania do ubezpieczenia.

Rolnicy na sejmiku

Na poniedziałkowej sesji Sejmiku Województwa Lubelskiego radni przyjęli apel w sprawie sytuacji rolników. - Mieliśmy trzy fale mrozów, nawet po 8-9 st. Celsjusza - mówił Krzysztof Cybulak ze Związku Sadowników RP.

Jak twierdził Cybulak, na plantacjach czereśni, wiśni czy śliwek straty sięgały 90 procent owoców, a zbiory malin będą w tym roku mniejsze o ok. 30 procent. - To się nie zdarza, ale ludzie muszą brać kredyty „kryzysowe” na przeżycie. Oczekujemy przyspieszenia działań pomocowych. Ludzie mają naprawdę nóż na gardle - podkreślał sadownik z gminy Łaziska. Na sali pokrzywdzonych przez mrozy było jednak więcej. - Z 70 hektarów czereśni zebrałem dwie łubianki. Jak mam za to przeżyć? - pytał Tomasz Solik, sadownik i radny z klubu PiS.

Paweł Żurek

Piszę do Kuriera Lubelskiego i na portal pulawy.naszemiasto.pl o Puławach, Kazimierzu Dolnym, Nałęczowie, Opolu Lubelskim, Dęblinie i Rykach.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.