Byli posłowie: Z polityką nie da się całkowicie zerwać

Czytaj dalej
Tomasz Kapica

Byli posłowie: Z polityką nie da się całkowicie zerwać

Tomasz Kapica

Wzięli się za gastronomię, realizują w samorządach, dbają o rozwój piłki nożnej albo porządek na parkingach. Ale zawsze na wspomnienie atmosfery sejmowych ław serca zaczynają im mocniej bić.

To była jedna z najbardziej spektakularnych karier politycznych na Opolszczyźnie. Robert Węgrzyn, mało znany wcześniej samorządowiec i przedsiębiorca z Kędzierzyna-Koźla dość niespodziewanie stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych parlamentarzystów w Polsce. Złośliwi mówili, że politycznym celebrytą na wyrost został człowiek znikąd i bez żadnego doświadczenia. To akurat nieprawda, bo wpisami w CV były już dziś poseł z Kędzierzyna-Koźla mógłby obdzielić kilka osób. Zaczynał w Instytucie Ciężkiej Syntezy Organicznej w Blachowni, gdzie pracował fizycznie jako mechanik. Potem został mistrzem produkcji w ZZGT Polgaz Gliwice.

Był wiceszefem Solidarności

To tam nabierał politycznych i zawodowych szlifów. Został m.in. wiceprzewodniczącym NSZZ Solidarność. W 1991 r. wyjechał do Szwecji. Wrócił w roku 1994, gdy urodził mu się syn. Założył hurtownię spożywczą w Kędzierzynie-Koźlu, która na tyle ucierpiała w powodzi roku 1997, że Węgrzyn musiał zamknąć działalność i szukać pracy. Został przedstawicielem handlowym niemieckiego koncernu chemii budowlanej Hasit, gdzie szybko awansował na dyrektora handlowego. W roku 2003 zaczął karierę w polsko-łotewskiej spółce z siedzibą w Warszawie. Ci, którzy mniej go lubią dopisują do tej listy fakt, że długo grał także na weselach.

Węgrzyn nigdy się specjalnie krytyką nie przejmował. W samorządzie miejskim najpierw zdobył mandat radnego, potem stanowisko przewodniczącego rady. Następnie po brawurowej kampanii wyborczej w 2007 roku dostał się do Sejmu z list Platformy Obywatelskiej. Brawurowej bo wyborczy billboard woził na przyczepce samochodowej, co dziesięć lat temu było traktowane jako ryzykowny, ale i ciekawy pomysł.

Jednego 
nawyku się 
nie pozbyłem. Każdy dzień zaczynam od telewizji informacyjnej

W parlamencie jego kariera szybko zaczęła nabierać tempa, głównie dzięki dobrej znajomości z Grzegorzem Schetyną, dziś liderem PO, a wówczas człowiekiem nr 2 w partii. Między innymi dzięki niej był członkiem słynnej sejmowej komisji ds. nacisków politycznych na służby specjalne. Bardziej doświadczeni politycy mówili, że jego kariera rozwija się... za szybko. Mieli sporo racji. Węgrzyn szybko zapłacił frycowe.

- Z gejami to dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami, to chętnie bym popatrzył - powiedział dziennikarzowi TVN odpowiadając na pytanie dotyczące legalizacji związków homoseksualnych. Jego słowa jeszcze tego samego dnia były na czołówkach wszystkich portali informacyjnych w Polsce, gdzie oskarżono go o seksizm i brak szacunku dla mniejszości seksualnych.

Został wyrzucony z partii, próbował jeszcze dostać się do senatu w wyborach jednomandatowych, ale przegrał zdobywając tylko 15 tysięcy głosów (aby zdobyć mandat trzeba było zgromadzić dwa razy więcej).

Węgrzyn - to nazwisko 
wciąż wywołuje emocje

Od tego czasu minie za niedługo 6 lat, ale postać Roberta Węgrzyna wciąż wzbudza spore zainteresowanie, nie tylko w Kędzierzynie-Koźlu. O byłym pośle znów zrobiło się głośno, bo niedawno otworzył zajazd na Górze Św. Anny, który przejął i wyremontował.

- Zawsze miałem marzenie, żeby poprowadzić restaurację i hotel - mówi . - Już wcześniej chciałem kupić zajazd na Górze Św. Anny, ale musiałem poczekać aż cena stanie się bardziej przystępna.
Przyznaje, że jego rozpoznawalne nazwisko pomaga trochę w prowadzeni u tego biznesu, bo część klientów przyjeżdża żeby zobaczyć „co ten Węgrzyn tam fajnego zrobił”.

Sęk jednak w tym, że oficjalne statystyki dotyczące powodzenia w prowadzeniu tego typu biznesów pokazują, iż jest to wyjątkowo trudne. Aż 80 procent przedsiębiorców, którzy po raz pierwszy inwestują w otwarcie restauracji w ciągu pięciu lat zamyka je z powodu nieopłacalności. Najczęściej ze sporymi długami do spłaty.

- Wszędzie trzeba zapłacić frycowe. Zarówno w polityce, jak i w branży gastronomicznej - mówi. - Staram się jednak bardzo dokładnie analizować, jakie są oczekiwania klientów i wychodzić im naprzeciw.

A oczekiwania są takie, że klienci chcą smacznej kuchni śląskiej i są gotowi zapłacić za obiad troszkę więcej, jeśli będzie naprawdę smaczny, a porcja mile zaskoczy swoim rozmiarem.

Ale gastronomia to nie jedyna rzecz jaką zawodowo zajmuje się były kędzierzyński poseł. Jest także dyrektorem do spraw rozwoju w jednej z firm zajmującej się energetyką i chemią z siedzibą w Warszawie. - Pracuję w niej dwa dni, najczęściej w poniedziałek i wtorek - mówi Węgrzyn. Pobyt w Warszawie pozwala mu utrzymywać kontakt z polityką. Był na galerii sali sejmowej gdy Jarosław Kaczyński wykrzyczał niedawno słynne słowa o „zdradzieckich mordach”.

- Był zdenerwowany, bo miał już przecieki z pałacu, że prezydent Duda zawetuje ustawy o Krajowej Radzie Sądowniczej i Sądzie Najwyższym - podkreśla Węgrzyn, który mówi, że ta informacja to „pewniak”.

Gdybym powiedział, że kończę z polityką, znaczy, że nie traktowałem jej poważnie

Czy jego samego zobaczymy jeszcze na jakichś listach wyborczych, a jeśli tak, to gdzie?

- Gdybym powiedział, że kończę z polityką, to znaczyłoby, że nigdy nie traktowałem jej bardzo poważnie - odpowiada dość enigmatycznie sugerując, że od polityki na pewno się nie odcina.

Podobnie jak całkowicie nie odciął się od niej Tadeusz Jarmuziewicz, który przez wiele lat był jednym z najbardziej rozpoznawalnych i jednocześnie najbardziej wpływowych opolskich posłów. W sumie w Sejmie spędził aż pięć kadencji. Doszedł nawet do stanowiska wiceministra infrastruktury w rządzie Platformy Obywatelskiej, zajmował się przede wszystkim budową dróg w całej Polsce. Polityk zrezygnował z ubiegania się o mandat posła w ostatnich wyborach w 2015 roku.

Czuł się wypalony

Przyznał, że decyzja o rezygnacji dojrzewała w nim od jesieni 2014 roku. - Bez cienia ironii dziękuję wszystkim tym, którzy pięć razy wybierali mnie do Sejmu. To niemałe osiągnięcie, szczególnie że nigdy nie byłem jedynką. Ale po 18 latach pracy w parlamencie może dojść do tak zwanego „zmęczenia materiału”. A ja czuję się wypalony - mówił dwa lata temu gdy oznajmiał, że jednak do sejmu startować już nie będzie.

Tłumaczył, że teraz będzie miał trochę czasu żeby odpocząć. Ale potwierdza słowa Węgrzyna, że ludzie będący długo w polityce nigdy do końca z nią nie zrywają. Jarmuziewicz został w zeszłym roku szefem Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Opolu. O tym , kto piastuje takie stanowisko decydują rządzący województwem opolskim politycy Platformy Obywatelskiej. Nie bez znaczenia było także doświadczenie zawodowe byłego wiceministra, ale powiedzmy sobie wprost: ekspertem od melioracji Jarmuziewicz raczej nie był. I gdyby województwie rządziła inna opcja, to na pewno nie byłoby go w tym miejscu. Sam mówi, że byłby tam gdzie, mu się podoba.

- Jednego nawyku z czasów bycia posłem i ministrem nie wyzbyłem się do dziś. Zawsze zaczynam dzień od włączenia tvn24 żeby być na bieżąco z wszystkimi ważnymi wydarzeniami w kraju - uśmiecha się dyrektor WZMiUW.

Tłumaczy, że budowanie dróg i wałów przeciwpowodziowych to tak naprawdę dwie bardzo podobne rzeczy i szybko wszedł w nową branżę. Ale przyznaje, że przestawienie się z polityki krajowej na samorząd wcale łatwe być nie musi.

Niech młodzi uważają, bo się poobijają jak papierówki

- Ja do wszystkiego dochodziłem powoli, szczebelek po szczebelku. Dlatego teraz nie towarzyszy mi poczucie ogólnego zagubienia - przekonuje. Zastrzega jednak, że muszą o tym pamiętać wszyscy młodzi posłowie, którzy robią teraz oszałamiające kariery w sejmie czy w rządzie.Bo w polityce nagłe zwroty karier to coś naturalnego. - Będą poobijani jak papierówki - żartuje były minister z rządu Donalda Tuska.

Wrażenie bycia poobijanym jak papierówka mógł mieć Łukasz Tusk, inny z byłych posłów PO. To też była jedna z bardziej spektakularnych karier na Opolszczyźnie. W 2007 roku nikomu nieznany 22-letni tapicer, wstawiony przez partyjnych liderów na 22. miejsce listy, co rokowało raczej beznadziejnie, nie wydając na kampanię złotówki, zdobył poparcie prawie 23 tysięcy wyborców. Miał tylko zebrać trochę głosów na swoje nazwisko i tym sposobem pomóc całej liście. W rzeczywistości był trzeci pośród opolskich posłów PO, w tyle zostawił nawet takiego wyjadacza jak Tadeusz Jarmuziewicz.

W pracy sejmowej jakoś specjalnie się jednak nie wyróżnił. A przynajmniej nie na tyle, by szczególnie zapaść w głowach opinii publicznej i wyborców. W wyborach w 2011 roku nie udało mu się uzyskać reelekcji. Co prawda wrócił do Sejmu w 2013 roku, ale tylko dlatego że poseł Andrzej Buła zdecydował się zrezygnować w pracy w parlamencie na rzecz opolskiego samorządu i zwolniło się miejsce dla kolejnego z listy.

Odpowiada za pracę kontrolerów

Buła objął stanowiska marszałka województwa a Łukasz Tusk na dwa lata znów zasiadł w poselskich ławach. W 2015 roku bez powodzenia ubiegał się jednak o kolejny mandat. Po zakończeniu pracy posła otrzymał pracę w gminnej spółce w Namysłowie, która zajmuje się... strefą płatnego parkowania. Łukasz Tusk jest w niej kierownikiem, odpowiada za pracę kontrolerów.

Bierze udział w interwencjach, rozstrzyga wątpliwości dotyczące słuszności bądź jej braku przy wystawianiu mandatów za brak biletu parkingowego. Jak mówił w rozmowie z dziennikarzami chciałby jeszcze kiedyś znów zasiąść w sali obrad na Wiejskiej w Warszawie. Aby tak się stało, musi jednak przekonać wyborców, że ma do zaoferowania dużo więcej, niż tylko nośne nazwisko.

O tym, że polityka od czasu do czasu upomina się o swoich były parlamentarzystów możemy się przekonać patrząc co się dzieje także po prawej scenie opolskiej sceny.

Chodzi o Bohdana Tomaszka, byłego senatora AWS z Kędzierzyna-Koźla. To bardziej naukowiec, niż typowe polityczne zwierzę. Przez lata związany z Instytutem Ciężkiej Syntezy Organicznej w Blachowni. W parlamencie zasiadał w latach 1997-2001.

Potem wrócił do pracy zawodowej, by w 2005 roku, po pierwszych wygranych przez PiS wyborach zostać wojewodą. PiS nie miał wówczas szerokiej ławki kadr. W partii uznano, że sumienny naukowiec, który nigdy nie krył swoich konserwatywnych poglądów, sprawdzi się jako reprezentant rządu w regionie.

Jego dwuletnią kadencję trudno dziś ocenić, niczym wielkim się nie wyróżnił, ale też nie notował jakiś spektakularnych wpadek. No może poza tym, że nie zawsze umiejętnie dobierał współpracowników. Jego asystent okazał się karierowiczem, który próbował piąć się po szczeblach kariery oferując stanowiska w spółkach Skarbu Państwa. Wszystko wyszło na jaw, bo podsłuchiwała go Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Kiedy PiS wygrał wybory w 2015 roku pewnym było, że zaraz gdzieś znów pojawi się Tomaszek. Wypłynął na stanowisku szefa rady nadzorczej Grupy Azoty ZAK. S.A. W PiS uznano, że kontrolę nad największymi zakładami w województwie warto powierzyć właśnie jemu. Sprawdza się, „Azoty” działają sprawnie, przynoszą zyski. Wielu pracodawców na Opolszczyźnie ma problemy z zatrudnianiem pracowników. W Grupie Azoty ZAK SA na jedno wolne stanowisko jest nawet 50 chętnych...

Na razie wolę piłkę

Jednym z tych byłych opolskich parlamentarzystów który dziś najbardziej odżegnuje się od polityki, jest Tomasz Garbowskim, były lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej. - 10 lat w ławach poselskich - podkreśla Garbowski, co jak na jego młody wiek (rocznik 1979) jest całkiem dobrym wynikiem. Poza polityką, inną wielką pasją pana Tomasza zawsze była piłka nożna. Był sędzią piłkarskim, gwizdał nawet w meczach ekstraklasy. Po rozstaniu się z parlamentem postanowił skupić się na sporcie. Wystartował w wyborach na prezesa Opolskiego Związku Piłki Nożnej. Pokonał dwóch mocnych kandydatów po trudnej kampanii i od roku sprawuje funkcję prezesa OZPN.

- Dziś lewica jest w kryzysie, spora część społeczeństwa ma poglądy prawicowe i konserwatywne. Ale przyjdzie czas, że wahadło się odchyli w drugą stronę, na lewicę znów będzie chciało głosować kilkadziesiąt procent Polaków. Wtedy tacy jak pan będą potrzebni. Wróci pan? - zapytaliśmy Tomasza Garbowskiego.

- Część moich znajomych chciałaby abym wrócił do polityki, ale mi jest dobrze w tym co robię - podkreśla. Dodaje, że gdyby za niedługo odbywały się wybory parlamentarne i złożono mu ofertę startu w wyborach z dużym prawdopodobieństwiem na wyborczy sukces to... by odmówił.

- Ale co będzie kiedyś? Trudno dziś powiedzieć - zaznacza.

Tomasz Kapica

Staram się być wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Zajmują się sprawami, które są istotne dla mieszkańców, a także regionalną i ogólnopolską polityką. Patrzę władzy na ręce. Jeśli jest coś, o czym powinienem widzieć, to dzwoń lub pisz.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.