Chcieli zbudować w Lublinie skocznię narciarską, ponieważ marzyli, żeby latać jak Adam Małysz

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Matusik / Polskapresse Gazeta Krakowska
Krzysztof Nowacki

Chcieli zbudować w Lublinie skocznię narciarską, ponieważ marzyli, żeby latać jak Adam Małysz

Krzysztof Nowacki

W czwartek w Lahti polscy skoczkowie powalczą o medale na dużej skoczni. Nie tak dawno również w Lublinie próbowano sił w tej dyscyplinie.

W najlepszych latach Adama Małysza, trzech przyjaciół z Lublina zapragnęło poczuć emocje, które towarzyszą skoczkom narciarskim i własnymi siłami zbudowało skocznię. Obiekt powstał w jednym z wąwozów na Węglinie i służył im oraz kolegom przez cztery lata. Potem pojawił się pomysł, a za nim konkretny projekt, budowy małej, ale już profesjonalnej skoczni obok hali Globus. Entuzjastów tego planu i szumu medialnego wokół przedsięwzięcia było naprawdę dużo. Wszystko rozbiło się jednak o to, co najbardziej przyziemne, czyli o pieniądze.

Chcieli zbudować w Lublinie skocznię narciarską, ponieważ marzyli, żeby latać jak Adam Małysz
Łukasz Kaczanowski/archiwum Przez kilka lat Lublin miał swoją skocznię narciarską, zbudowaną własnymi siłami przez trzech przyjaciół.

Prace budowlane nigdy nie ruszyły, a Maksymilian Furtak, jego brat Aleksander oraz Damian Widomski, główni sprawcy całego zamieszania, pięć lat później żyją już innymi sprawami, a do skoków narciarskich wracają tylko śledząc występy Polaków przy okazji dużych imprez.

Plany były ambitne

Prowizoryczna skocznia na Węglinie, zbudowana rękami młodych ludzi, powstała na przełomie 2006 i 2007 roku. Z czasem była udoskonalana, m.in. obudowano ją deskami. Pomysł spodobał się mieszkańcom Lublina. Młodzi próbowali swoich sił, zakładając narty, jakimi akurat dysponowali. Starsi natomiast przychodzili dopingować skoczków amatorów (organizowane były mistrzostwa Polski wschodniej), a o inicjatywie młodych lublinian chętnie informowały media, także ogólnopolskie.

Przygoda z Krokiewką (tak nazwali swoją skocznię) zakończyła się w 2011 roku, gdy jeden z właścicieli terenu, na którym była zbudowana, postanowił sprzedać działkę. Obiekt trzeba więc było rozebrać. Chłopcy nie stracili jednak wiary, że to nie koniec skoków narciarskich w Lublinie.

Pojawił się wtedy pomysł budowy Krokiewki 2, skoczni już profesjonalnej. Miasto i MOSiR Bystrzyca zgodziły się, aby konstrukcja stanęła między halą Globus a stokiem narciarskim. Powstał projekt, pierwsze wizualizacje, znalazł się nawet chętny wykonawca. Pozostało jedynie… zebrać pieniądze.

Dużo czasu zajęło nam zgromadzenie dokumentacji. Teraz brakuje tylko pozwolenia na budowę. Myślę, że na plac budowy uda nam się wejść w marcu, a w lecie będzie można już korzystać z obiektu

- informował w listopadzie 2012 roku Maksymilian Furtak.

Budowa skoczni miała kosztować od 100 do 150 tysięcy złotych. I tej przeszkody młodym ludziom nie udało się pokonać.

- Właściwie projekt jeszcze na dobre nie wystartował, a temat już upadł. Nie znaleźliśmy wystarczającej liczby sponsorów i uznaliśmy, że nie ma sensu na siłę walczyć o skocznię. Nie chcieliśmy pieniędzy od miasta, liczyliśmy, że zbierzemy środki od prywatnych firm - przyznaje Maksymilian Furtak.

Chcieli zbudować w Lublinie skocznię narciarską, ponieważ marzyli, żeby latać jak Adam Małysz
Wojciech Matusik / Polskapresse Gazeta Krakowska W czwartek w Lahti polscy skoczkowie powalczą o medale na dużej skoczni. Na zdjęciu Kamil Stoch.

Chociaż znalazły się firmy zainteresowane pomocą, to cała suma była nieosiągalna. Zrozumieli, że tego marzenia już nie zrealizują. A z upływem lat młodzieńczy romantyzm zastąpił pragmatyzm.

Dzisiaj Maksymilian Furtak prowadzi własną firmę i plany budowy skoczni w Lublinie ocenia już bardziej realistycznie. - Patrząc na lubelskie warunki myślę, że był to nieco wariacki pomysł. Nie wiem, czy po wybudowaniu skoczni cokolwiek by się na niej działo. Chętni do amatorskich, rekreacyjnych skoków pewnie by się znaleźli, ale nie sądzę, żeby w Lublinie ktoś rozpoczął poważne treningi - twierdzi.

Trójka przyjaciół nadal często się spotyka, ale skoki narciarskie nie zaprzątają im już głowy. Nadal jednak interesują się startami Polaków i kibicują następcom Adama Małysza, którzy obecnie walczą o medale mistrzostw świata w Lahti.

Krzysztof Nowacki

Dziennikarz działu sportowego Kuriera Lubelskiego

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.