Co w sobie mają araby, że je tak kochamy?

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Maria Mazurek

Co w sobie mają araby, że je tak kochamy?

Maria Mazurek

W zeszłym roku Jerzy Białobok, dyrektor słynnej stadniny koni arabskich w Michałowie, pożegnał się z pracą. Ale z Arabami pożegnać się nie potrafi. W ten weekend współorganizuje ich aukcję pod Krakowem. Pytamy go: co takiego jest w tym koniu, że może kosztować miliony dolarów?

Najdroższy koń arabski, którego pan wyhodował w Michałowie?

Klacz Kwestura. Została sprzedana podczas aukcji w Janowie Podlaskim za milion 125 tysięcy euro. Przez kilka lat była najdroższym koniem polskiej hodowli, ale w 2015 roku jej rekord został pobity: klacz Pepitę, córkę utytułowanego Eksterna, sprzedano za 15 tysięcy euro więcej.

Dobrego konia wierzchowego, nawet szlachetnej krwi, można kupić za kilka tysięcy złotych. Po co więc ludzie płacą po kilkaset tysięcy euro?

Proszę uwzględnić ludzką próżność. Pani również może kupić sobie ładną torebkę za 100 złotych. Ale jak pani zapłaci 10 tysięcy, będzie miała pani torebkę jeszcze ładniejszą, ze szlachetniejszego materiału, luksusowej marki. Są ludzie, dla których to jest ważne. Jeśli ktoś płaci takie sumy za konia arabskiego, liczy na to, że będzie on wygrywał pokazy - takie jak ten, który odbędzie się w ten weekend w Michałowicach pod Krakowem.

Co taka wygrana daje?

Satysfakcję.

Ludzie której narodowości są w stanie za taką satysfakcję najwięcej zapłacić?

Arabskiej. Najlepszymi kupcami koni wyhodowanych w Janowie Podlaskim czy Michałowie byli szejkowie z Półwyspu Arabskiego. Oni wychodzili z założenia: życie jest zbyt krótkie, żeby wyhodować tak wspaniałe konie, ale stać nas na nie, więc my je kupimy.

Oczywiście, zdarzają się też kupcy z innych regionów świata. Choćby Shirley Watts, żona perkusisty The Rolling Stones. Będzie też na pokazie i aukcji teraz, pod Krakowem.

Przy zeszłorocznym zamieszaniu związanym z odwołaniem pana oraz prezesa stadniny w Janowie, Marka Treli, padał ciągle taki argument: polska hodowla koni arabskich jest najlepsza na świecie. Trochę przesadzony?

Krótko mówiąc: nie. W Polsce - konkretniej w Michałowie i Janowie Podlaskim - udało się wyhodować najlepsze konie arabskie na świecie, które wygrywały championaty polskie i światowe. Konie arabskie to była nasza etykieta, jedyna taka nasza marka. Nasze araby były - obok wybitnych wierzchowców sportowych, których nie jest dużo - najdroższymi końmi na świecie. Nasze konie odnosiły wielkie sukcesy.

Pan osobiście też odnosił. Kilka razy został pan na championacie w Paryżu hodowcą roku.

Ostatni raz niedługo przed zwolnieniem. Wie pani, ja w Michałowie spędziłem 40 lat, zaczynając tuż po studiach, jako stażysta. Po kolei piąłem się po wszystkich szczeblach kariery. Poświęciłem całe zawodowe życie koniom arabskim. Polityki unikałem. Wszystko szło dobrze. Aż partia obecnie rządząca stwierdziła, że mnie i Marka Treli nie akceptuje. Uznali, że lepiej stadninami koni arabskich będą zarządzać ludzie, których oni przyprowadzą. Jak to się skończyło, widzieliśmy podczas ostatniej aukcji Pride od Poland. Totalną klapą się skończyło. Sprzedano zaledwie sześć z 26 wystawionych na aukcję koni. Najdroższy koń trafił do Czech. Drugi w kolejności - do Rumunii.

Kupcy arabscy w zasadzie od aukcji Pride od Poland się odwrócili.

Rozumiem, że na hodowli można znać się lepiej lub gorzej, ale to proces wieloletni. A przecież te konie wyhodowane przez pana i Trelę w tych stajniach zostały i nie straciły na wartości. To dlaczego kupcy arabscy nie są już nimi zainteresowani?

Świat hodowców i świat właścicieli koni arabskich jest światem niedużym i dość zamkniętym. Kupcy arabscy tej zmiany nie zaakceptowali.

Czyli stwierdzili, że nie będą kupować polskich koni arabskich w imię solidarności z panem i innymi zwolnionymi specjalistami?

I w imię niezrozumienia tej sytuacji. Konie arabskie to nie jest towar pierwszej potrzeby. Można go mieć albo nie mieć. Kupno i posiadanie konia arabskiego to przyjemność, nie konieczność. Więc jeśli komuś coś w tym nie odpowiada, może z tego zrezygnować.

Jak konie tej rasy, hodowane na Półwyspie Arabskim, trafiły do Polski i jak to się stało, że zaczęliśmy osiągać takie sukcesy w ich hodowli?

Przywieziono je z przeróżnych wojen toczonych przez Rzeczpospolitą na wschodzie i hodowano w dużych stajniach na terenie dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. To były olbrzymie, magnackie stajnie. Niezależnie od tego możni właściciele ziemscy posyłali wyprawy do Arabii po konie - ostatnie z nich odbywały się na początku XX wieku. I jak przyjrzy się pani koniom na obrazach przedstawiających ważne wydarzenia z historii Polski - na przykład na akwarelach Juliusza Kossaka - zobaczy pani, że używaliśmy arabów jako koni bojowych. Bo były wytrzymałe i odważne. Sobieski pod Wiedniem, namalowany przez Jana Matejkę, również triumfuje na koniu arabskim.

Pierwsi jako koni bojowych używali ich oczywiście Arabowie.

Koń arabski, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z Półwyspu Arabskiego, z Bahrajnu. To jedna z najstarszych ras koni na świecie - pojawiła się w Arabii co najmniej 2,5 tysiące lat temu i praktycznie od zawsze był to koń, który towarzyszył człowiekowi. Arabski wojownik bez konia się nie liczył, nie mógł się przemieszczać i toczyć wojen, na których się wzbogacał. A z racji pustynnego klimatu populacja tych koni była ograniczona - one mogły przebywać tylko w towarzystwie ludzi, którzy zapewniali im odpowiednią opiekę i wyżywienie.

I stąd araby uważane są za najwierniejsze, najbardziej posłuszne człowiekowi konie. Każdy koń przywiązuje się do swoich opiekunów - poznaje po głosie, po kroku, ale araby są w tym szczególne.

To ciekawe, bo mój koń, a mam właśnie araba, chyba sprzedałby mnie za kilo marchewek. Nie widzę w koniach takiego przywiązania do człowieka, jakie wykazuje na przykład pies.

Oczywiście, wierności konia i psa porównywać nie można. To są inne zwierzęta. Koń przede wszystkim jest bardzo stadny i zawsze bardziej od człowieka będzie potrzebował towarzystwa innych koni. Te zwierzęta dość szybko tworzą w stadzie hierarchię i mocno się jej trzymają. Wiadomo, kto się kogo w stadzie słucha, kto jest najważniejszy, a kto jest fajtłapą. Natomiast większe przywiązanie do stada wykazują konie prymitywne, trochę dziko żyjące, w dużych tabunach, takie jak hucuły czy koniki polskie. U arabów człowiek tę stadność nieco złagodził - i to właśnie na korzyść kontaktu ze sobą.

Araby cenimy również za odporność i wytrzymałość.

Koń arabski jest odporny na niedobory pożywienia czy wody oraz trudne warunki klimatyczne. Żyje zarówno na pustyni, jak w i mroźnej oraz śnieżnej Skandynawii. Najlepiej ze wszystkich ras sprawdza się na rajdach długodystansowych - jednego dnia potrafi pokonać dystans mistrzowski, czyli 160 km, często ze średnią prędkością przekraczającą 30 km/h. Czyli bardzo dużo. Najszybciej regeneruje się po takim wysiłku, co jest oparte na szeregu kontroli weterynaryjnych. Świetnie sprawdza się również pod siodłem.

Niektórzy twierdzą, że araby są zbyt dzikie i nieokiełznane, żeby na nich jeździć.

Araby nie są dzikie. Są po prostu obdarzone dużym temperamentem - w końcu to konie gorącej krwi. Więc to prawda, są żywiołowe, bardzo reagują na otoczenie, ale jednocześnie są odważne. One, owszem, reagują na to wszystko, co dzieje się wokół nich - nadstawiają uszu, rozglądają się, ale to nie powoduje u nich panicznego strachu. Wystarczy spojrzeć, w jakich warunkach występują na pokazach - w oparach dymu, przy zmieniających się światłach. One błyskawicznie się przyzwyczajają. No i są piękne. Wiele osób uważa je za kwintesencję piękna konia.

Na czym to piękno polega?

Arab ma niedużą, kształtną głowę z charakterystycznym, „szczupakowatym” wcięciem, szerokim czołem i uwypuklonym, ciemnym okiem. Do tego nieduże, ale bardzo ruchliwe uszy, których końcówki powinny być skierowane do środka. To koń o bardzo delikatnym pysku i delikatnych chrapach. Poza tym Araby mają cienką skórę, która nadaje sylwetce elegancki wyraz: bardzo dobrze widać pod nią wszystkie ścięgna, kości. Dodatkowo koń arabski powinien być proporcjonalny i mieć długą, łabędzią szyję.

Hodowaliśmy w Polsce najlepsze konie arabskie na świecie. Miną lata, zanim odbudujemy naszą dawną markę

To właśnie te cechy decydują o kwotach, które płacą za nie bogaci kupcy?

Decydują o tym dwie rzeczy: uroda i rodowód. Jak koń miał utytułowanych rodziców i dziadków, którzy wiele osiągnęli, będzie odpowiednio droższy. A ewidencja koni arabskich jest prowadzona bardzo długo i skrupulatnie; my możemy wyprowadzić pochodzenie każdego żyjącego dzisiaj, w Polsce czy na świecie, konia arabskiego do początków XIX wieku.

Tyle że lata pracy polskich hodowców zostały teraz bardzo szybko skompromitowane. Cała marka, którą tworzyliśmy, runęła. Powrót będzie długi i żmudny.

Jak długi, według pana?

Wieloletni. Z tymi końmi trzeba będzie znów zacząć jeździć po świecie, od małych pokazów i od nowa wspinać się powoli do góry, skoro już spadło się z tej drabiny. Odzyskanie pozycji na rynku jest bardzo trudne - i dotyczy to tak samo hodowli konia, jak produkcji masła czy szynki. Jeśli marka się zachwieje i wszystko, co wokół niej zostaje skomrpomitowane, odbudowanie dawnej pozycji jest niezwykle trudne.

Co pan teraz robi?

Otworzyłem prywatną firmę konsultingową. Jeżdżę po świecie i doradzam tym, którzy chcą założyć stadninę.

A ta aukcja w Michałowicach ma szansę konkurować z dobrymi czasami aukcji Pride of Poland w Janowie Podlaskim?

Odpowiem szczerze: nie. Na tej aukcji wystawiane są konie prywatnych hodowców - my organizując to wydarzenie raczej staraliśmy się pomóc skontaktować i zebrać ze sobą hodowców i potencjalnych kupców.

Jeśli zmienią się wiatry polityczne, będzie pan chciał wrócić do Michałowa?

Już nie bardzo mam ochotę.

Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.