Małgorzata Matuszewska

Czesi mają poczucie humoru? To tylko mit

Fot. Jakub Kolodziej / Polskapresse
Małgorzata Matuszewska

Rozmowa z Petrem Zelenką, czeskim reżyserem, scenarzystą, twórcą filmów: „Rok diabła”, „Guzikowcy”, „Bracia Karamazow” i „Zagubieni”, który wszedł właśnie na ekrany polskich kin.

W Pana filmie padają słowa protektora Czech i Moraw Reinharda Heydricha, który powiedział „Czesi to śmiejące się bestie”. Co to znaczy?

Czesi zabili go w zamachu, a był ulubieńcem Hitlera. Wiedział, jak bardzo trudno było wprowadzić niemieckie prawo w Protektoracie. Na pozór Czesi się podporządkowali, ale po cichu śmiali się z niego.

Czeskie poczucie humoru jest słynne.

To, że mamy szczególne i specyficzne poczucie humoru, to jeden z bardzo popularnych mitów na nasz temat. O naszym poczuciu humoru piszą dziennikarze, pisarze, ten mit tworzą czescy intelektualiści. A to w ogóle nie jest prawda! Jest wręcz przeciwnie. Dobrej jakości dobry humor w Czechach jest coraz rzadszy. Zanika satyra polityczna, w czasach komunizmu będąca ważną częścią humoru. Słowo posmívat znaczy wyśmiewać, a to jest humor pełen nienawiści. I to nie przypadek, że mamy kilka słów określających zły humor. Bo używamy go jako broni. W sławnym czeskim poczuciu humoru jest mnóstwo złośliwości. W Argentynie byłem pod wrażeniem argentyńskiego poczucia humoru. To samo przeżyłem na Filipinach. Oni się śmieją bardzo często z tych samych rzeczy, co my. Jestem ostrożny, jeśli chodzi o „czeski typ” poczucia humoru.

Słowo posmívat znaczy wyśmiewać, a to jest humor pełen nienawiści

Opowiedział Pan historię układu monachijskiego w przewrotny sposób. Ambasador Francji przywozi do Pragi papugę zmarłego premiera Édouarda Daladiera, który za plecami Czechów dogadał się z Hitlerem… Skąd się wzięła ta papuga?

Na początku powstało krótkie opowiadanie o papudze. Prawdziwą miał Winston Churchill, a ja użyłem papugi w opowiadaniu o francuskim premierze Daladierze, by w sposób paradoksalny opisać sytuację wokół układu monachijskiego. Chciałem też zawsze zrobić film o ekipie filmowej. Realizacją „Zagubionych” spełniłem marzenie.

Sportretował Pan w filmie jakiegoś reżysera? Bo Pana bohater jest śmieszny.

Nie ma pierwowzoru reżysera z „Zagubionych”. Trochę jest w nim mnie.

Papuga wygrała casting?

Niezupełnie. Już dwa lata przed zdjęciami kontaktowaliśmy się z parą hodowców papug, okazało się, że są po prostu wariatami. Cały czas chcieli przepisywać scenariusz, żeby pokazać, jakie sztuczki umie papuga. Oczywiście papuga niewiele umiała, ale oni żyli w iluzji, że kręcimy film o papudze. Podczas zdjęć zauważyli, że nie traktujemy papugi z wystarczającym szacunkiem. Byli oburzeni i nie przyjechali na dalszy ciąg zdjęć. W ciągu kilku godzin znaleźliśmy kolejnych dwóch hodowców, mieli dwie papugi i one zostały z nami do końca.

Papugi są inteligentne?

Mają coś na kształt inteligencji trzyletniego dziecka. Ale działają pod wpływem impulsu. Jeśli się do czegoś przyzwyczają, już się tego nie boją i nie potrafią zagrać strachu.

Czy historia interesuje młodych Czechów?

Moje pokolenie niewiele o tym wie, ale mit o tym, że ktoś nas zdradził, jest popularny w Czechach. I nienawiść do Francji jest wciąż żywa. Szkoda, bo Francuzi są niewinni.

Podobno Czesi pamiętający czasy budowy wielkiego pomnika Stalina nie chcą o tym rozmawiać, bo się wstydzą.

Paradoks pomnika polega na tym, że powstał pod koniec życia Stalina, kiedy jego władza była słabsza, a on sam umierał. Potem pomnik stał długo, co wiele mówi o nas, Czechach - robimy wszystko z opóźnieniem. Sławne umocnienia, bunkry w Sudetach, zaczęliśmy budować dopiero w 1936 roku, zdecydowanie za późno.Próbowaliśmy udowodnić, że mamy świetne umocnienia i to są świetne bunkry, choć nawet nie powstały do końca.

Macie coś w historii, co zamiatacie pod dywan?

My na takie działanie mówimy „chowanie szkieletów w szafie”. Czasami o niektórych „szkieletach w szafie” część społeczeństwa nie wie nic. To ludobójstwo Romów podczas II wojny światowej, albo pomoc w ludobójstwie Żydów. Część ludzi zamiata to pod dywan. Ale są też sprawy, jak układ monachijski, o którym chyba większość społeczeństwa wie. Samą mitologizację też „chowa się pod dywan”.

Będzie Pan teraz demitologizował historię?

Nie. Interesują mnie paradoksy. W „Guzikowcach” zła pogoda uratowała bohaterowi życie, kiedy zagroził mu grzyb atomowy. To jeden z tych typów paradoksów - to, co najlepsze zdarzyło się w historii Czech jest postrzegane jako największa porażka.

Realny problem uchodźców w Czechach nie istnieje, ale populizm zwycięża

Ma Pan mistrzów?

Mam. Andrzeja Wajdę. Nie znam innej osoby, która zrobiła tyle filmów na tak wysokim poziomie. W swojej twórczości miał kilka perełek, a wszystkie filmy są na wysokim poziomie. Przed zdjęciami do „Zagubionych” oglądałem „Człowieka z marmuru”, „Człowieka z żelaza” nawet po pięć razy. Sposób, w jaki Wajda pokazuje, jak działała tamta rzeczywistość, jest niezwykły. Uwielbiam też Woody’ego Allena, przede wszystkim dialogi i strukturę - budowę jego filmów. Jego film „Annie Hall” wpłynął na moje budowanie obrazów. Zawsze uwielbiałem wczesne filmy Olivera Stone’a. Bardzo mi się podobało jego zaangażowanie w tematy, które opowiada.

Część Europy skręciła w prawo. Czesi też?

W Czechach w ogóle już nie działa rozróżnienie na prawicę i lewicę. Straciliśmy też podział na główny nurt i opozycję. Zwyciężył populizm w najczystszej postaci. Jedyne, co ma wartość, to konstytucyjność państwa. Od ostatnich dziesięciu lat toczy się walka o niezawisłość sądownictwa i o Trybunał Konstytucyjny. Już kilka razy rząd czy prezydent próbował napadać na Trybunał Konstytucyjny i na razie udaje się Trybunałowi obronić. To jest walka między populistyczną demokracją a demokracją konstytucyjną. Na razie utrzymuje się konstytucyjna.

Jak przyjmujecie kryzys uchodźczy?

Wszystko rozgrywa się na poziomie populizmu, czyli retoryki. Realny problem uchodźców w Czechach nie istnieje. Jest ich może 300, nigdy nie widziałem ani jednego. Politycy wzmagają nienawiść wobec nieistniejących uchodźców. To paradoks, mieszkam w Pradze, która jest pełna turystów. Pochodzą z całego świata, są ich setki tysięcy, cały czas. Politycy mówią, że mamy się bać jakichś 300 uchodźców pochodzących z tych samych krajów, z których przyjeżdżają turyści. A turystów jest 3 miliony. Kontrast jest po prostu śmieszny, a cała ta dyskusja bardzo niebezpieczna. Migracja z Bliskiego Wschodu jest ważna, szkoda, że nie potrafimy jej wykorzystać. Bardzo mało ludzi przypomina, że w 1968 roku, po wejściu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji, wielu ówczesnych Czechosłowaków uciekło i szukało schronienia w Szwajcarii lub w Niemczech Zachodnich.

Małgorzata Matuszewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.