Domy przemocy społecznej?

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Gabriela Bogaczyk

Domy przemocy społecznej?

Gabriela Bogaczyk

Zimny prysznic, unieruchomienie pasami na 11 godzin, ograniczenie zakupów, za dobre sprawowanie: kawa lub kolczyki. Rzecznik praw obywatelskich interweniuje w sprawie traktowania niesamodzielnych mieszkańców domów pomocy społecznej.

Miejsca, w których osoby są pozbawione wolności, to nie tylko zakłady karne czy areszty, ale również policyjne izby dziecka, izby wytrzeźwień, szpitale psychiatryczne, ale także niektóre domy pomocy społecznej.

- Takich miejsc w Polsce jest ponad 2600. Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur dąży do tego, aby w miejscach zatrzymań osób w różny sposób pozbawionych wolności nie dochodziło do tortur, okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania lub karania. Wszystkie te miejsca muszą być regularnie wizytowane, bo to czasami jedyna szansa na poznanie prawdy o tym, co się tam dzieje i dowiedzenie się, w jaki sposób można pomóc ludziom, którzy zostali doświadczeni przez los - tłumaczy Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich.

Dlatego od 2008 roku eksperci KMPT przeprowadzili 146 kontroli w domach pomocy społecznej dla osób niesamodzielnych (niepełnosprawnych intelektualnie, fizycznie i ubezwłasnowolnionych). Kilka z nich dotyczyło również ośrodków w województwie lubelskim. To m.in. Krasnystaw, Szczebrzeszyn, Zamość.

Na co zwrócili uwagę kontrolerzy? Na przykład wśród mieszkańców DPS w Krasnymstawie znajdują się osoby całkowicie ubezwłasnowolnione, dla których opiekunami prawnymi są pracownicy tego samego ośrodka, a skutkuje to tym, że mogą być nieobiektywni w ocenie opieki nad mieszkańcem.

Kontrola wykazała przypadki, w których zastosowanie unieruchomienia podopiecznych trwało dłużej niż osiem godzin, co jest niezgodne z prawem. Chodzi o około dziewięcio-, a nawet jedenastogodzinne unieruchomienie za pomocą pasów. W DPS w Krasnymstawie obowiązuje zakaz samodzielnych wyjść osób ubezwłasnowolnionych, wyjścia mieszkańców odbywają się w sposób zorganizowany, w asyście pracownika. - Wprowadzony on został po tragedii, do której doszło w innym domu pomocy społecznej, w wyniku której podopieczna DPS zmarła na skutek wychłodzenia organizmu po tym, jak spędziła mroźną noc na zewnątrz - informuje raport.

Plusem dla Krasnegostawu jest bardzo sprawnie działający samorząd mieszkańców. W DPS utworzono również fundusz rekreacyjny. Odsetki uzyskane z kont depozytowych mieszkańców DPS przeznaczone są na wydatki związane z organizacją imprez okolicznościowych i sportowych, zakup sprzętu muzycznego czy sportowego.

Z kolei atmosfera panująca w DPS w Szczebrzeszynie oceniona została jako bardzo dobra, pełna wzajemnej sympatii i szacunku. - Mieszkanki podczas rozmów z wizytującymi pozytywnie wypowiadały się na temat personelu, podkreślały dobre traktowanie, życzliwość oraz zaangażowanie i profesjonalizm w opiece - czytamy w raporcie.

Jeden z przedstawicieli KMPT zauważył jednak niepokojący wpis, świadczący o tym, że w stosunku do jednej pani „ze względu na jej autoagresywne zachowanie zastosowano chłodny prysznic, ale bez skutku”.

W DPS w Szczebrzeszynie funkcjonuje system karania i nagradzania mieszkanek. Za odpowiednie zachowanie nagradzane są np. kolczykmi lub kawą. Z kolei osoby sprawiające problemy są dyscyplinowane np. poprzez odroczenie wydania im papierosów, zakupu karty do telefonu albo odroczenie zakupów w sklepiku.

Natomiast w Zamościu nie są stosowane środki bezpośredniego przymusu. W przypadku agresywnego zachowania mieszkanki wzywane jest pogotowie ratunkowe, a personel stara się ją uspokoić i odizolować od innych osób.

Kontrolerów zaniepokoiła sytuacja z 2014 roku, gdy jedna z podopiecznych nie chciała spożywać posiłków, zjadła je pod przymusem, gdyż była karmiona przy użyciu siły. Pracownicy unieruchomili jej również ręce, bo nie chciała przyjąć leków, a leki w końcu zostały podane podstępem, tzn. ukryto je w pokarmie.

Wina systemu i braku kadry

Lubelscy eksperci starają się wyjaśnić powody takich praktyk i zwracają uwagę na specyfikę tego miejsca, czyli dom pomocy społecznej dla osób niesamodzielnych.

- Osób, które pracują w DPS, jest stanowczo za mało w stosunku do potrzeb. W DPS mamy często po 30 osób w grupie, zwykle na dwóch wychowawców. Mimo szczerej chęci, ogromnej troski nie da się zaspokoić wszystkich potrzeb. Pracownicy muszą zmierzyć się z nadmiarem obowiązków i oczekiwań. Co ważne, w tej kadrze nie zawsze są też osoby przygotowane do swojej pracy, bo nie znają się na specyfice różnych niepełnosprawności - zauważa dr Anna Prokopiak z Zakładu Psychopedagogiki Specjalnej UMCS.

I dodaje, że osoby z niepełnosprawnoś-cią intelektualną nie potrafią zadbać o swoje prawa, więc z góry są narażone na łamanie standardów etycznych czy postępowania. - Idąc do DPS, jesteśmy czasem zbulwersowani tym, co tam zastajemy. Wiem, że dyrektorzy ośrodków pomocy szukają jakichś rozwiązań. Mogę zapewnić, że procedury przymusu bezpośredniego w DPS nie są stosowane jako rodzaj kary, a tylko wyłącznie wtedy, kiedy pracownicy wyczerpią już wszelkie możliwe środki zapobiegawcze, aby uchronić tę osobę i innych mieszkańców - mówi pedagog.

Zwraca uwagę, że szwankuje również komunikacja alternatywna z osobami starszymi i schorowanymi, bo opiekunowie ich nie rozumieją. - Chodzi o to, że jak człowiek jest agresywny, rzuca się, krzyczy to znaczy, że ma jakiś kłopot i trzeba się pochylić nad nim oraz poszukać przyczyny, dlaczego tak się dzieje - dodaje dr Anna Prokopiak.

Psychiatra dr n. med. Artur Kochański przyznaje, że sytuacje opisane w raporcie RPO wynikają z jednej strony z zaniedbań ludzkich, a drugiej z niedofinansowania systemu opieki społecznej.

- Pracownicy starają się radzić sobie z podopiecznymi jak tylko mogą. Pod swoją opieką mają naprawdę ciężkie przypadki. Są dni, kiedy nic się nie dzieje i dni, kiedy wiele osób jest pobudzonych - wyjaśnia lubelski psychiatra.

Jednak uważa, że terapia nie powinna być zastępowana unieruchomieniem np. pasami. - Im więcej metod przymusu, tym więcej będzie zaburzeń zachowań u pacjentów - dodaje dr n. med. Kochański.

Dyrektorzy DPS-ów skontrolowanych przez rzecznika praw obywatelskich odpowiadają, że działają zgodnie z prawem, a stosowanie środków przymusu bezpośredniego jest bardzo sporadyczne. - Rzeczywiście, mieliśmy wtedy pacjentkę, która miała zachowania autoagresywne. Ze względu na jej dobro, musieliśmy skorzystać chociażby z tego chłodnego prysznica czy unieruchomienia pasami. Teraz nie mamy już takich mieszkanek i nie stosujemy tych metod. Poza tym działamy zgodnie z ustawą i wszystko jest udokumentowane. W takich sytuacjach pielęgniarka informuje mnie i lekarza psychiatrę, który decyduje o formie przymusu. Zaznaczam, że nie są to żadne tortury - mówi Zbigniew Paprocha, dyrektor DPS w Szczebrzeszynie. Obecnie w tamtejszym ośrodku przebywa 70 kobiet z niepełnosprawnościami intelektualnymi. - Są to osoby od lekkiego do bardzo ciężkiego upośledzenia. Część z nich może sama decydować o sobie, a część jest ubezwłasnowolniona. Decyzja o umieszczeniu w DPS jest na czas nieokreślony. Mamy osoby mieszkające u nas kilkadziesiąt lat i takie, które doszły dopiero w tym roku - dodaje dyrektor DPS.

W Krasnymstawie Dom Pomocy Społecznej im. Jana Pawła II ma pod opieką w sumie 295 osób: dzieci, młodzież i dorosłych z różnymi niepełnosprawnościami, od intelektualnej, przez ruchową, do psychicznej. To największy tego typu ośrodek na Lubelszczyźnie. - Jeśli chodzi o przyznanie opieki nad pacjentami pracownikom DPS, to taką decyzję podejmuje sąd, który wcześniej zwraca się do nas z takim pytaniem. Z kolei przypadki przekroczenia czasu unieruchomienia na pewno były incydentalne i wynikały z nieustających zaburzeń zachowania u mieszkańców - wyjasnia Aneta Mróz, dyrektor DPS w Krasnymstawie.

Kolejki będą się wydłużać

W województwie lubelskim funkcjonują 44 domy pomocy społecznej, w których może przebywać 4,4 tys. osób. - Zazwyczaj dłużej czeka się na miejsce w jednostkach przeznaczonych dla osób przewlekle chorych psychicznie (liczba tych domów w woj. lubelskim jest niewystarczająca w stosunku do potrzeb) oraz zlokalizowanych na terenie Lublina - tłumaczy Radosław Brzózka, rzecznik wojewody.

W stolicy województwa istnieje 7 domów pomocy społecznej, dysponujących 625 miejscami. - Łączna liczba osób oczekujących na miejsce w DPS na koniec czerwca 2017 r. wyniosła 180 - informuje Magdalena Suduł, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie. I dodaje, że najwięcej osób oczekuje na umieszczenie w DPS „Kalina” (54 osoby), a najmniejsza kolejka jest do Domu Pomocy Społecznej dla Osób Niepełnosprawnych Fizycznie (11 osób).

W zeszłym roku Urząd Wojewódzki przeprowadził 17 kontroli w lubelskich DPS-ach. - Stwierdzone nieprawidłowości nie miały istotnego wpływu na funkcjonowanie domów pomocy społecznej i dotyczyły m.in. braku procedury w sprawie stosowania przymusu bezpośredniego, niepodejmowania działań w celu likwidacji zgromadzonych znacznych kwot po zmarłych mieszkankach, przekroczenia limitu miejsc w jednostce, nieprawidłowego składu zespołu terapeutyczno-opiekuńczego - dodaje Brzózka.

Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.