Dzieje Matki Boskiej o skośnych oczach

Czytaj dalej
Fot. Dorota Hałasa
Piotr Nowak

Dzieje Matki Boskiej o skośnych oczach

Piotr Nowak

Z Dorotą Hałasą, autorką książki pt. „Chrystus w kraju samurajów” rozmawiamy m.in. o dwóch „ja“ Japończyków, kulturze Kraju Kwitnącej Wiśni, a także o wymyślnych torturach, jakim poddawano chrześcijan.

Trzeba mieć dużo odwagi, żeby wyjechać do pracy na drugi koniec świata?

Zawsze bardzo mnie ciągnęło do świata, dlatego uczyłam się języków niemieckiego, rosyjskiego, angielskiego i japońskiego. Wiele osób z mojej klasy wybierało się na anglistykę, a mnie ciągnęło dalej. Chciałam zobaczyć więcej.

Mieszka Pani w Tokio, ale pochodzi z Lublina. Jak to się stało, że zawędrowała Pani do Japonii?

Skończyłam liceum im. Stanisława Staszica, gdzie chodziłam do klasy z językiem angielskim. Miałam koleżankę, która chciała studiować japonistykę. Dużo o tym mówiła. Początkowo traktowałam to jako dziwny pomysł na życie, ale z czasem i ja zaczęłam się interesować tą kulturą. Skończyło się na tym, że to ja wylądowałam na japonistyce, a koleżanka na stomatologii.

W 1988 r., jeszcze w trakcie studiów na Uniwersytecie Warszawskim, moja znajoma przedstawiła mnie pracownikowi japońskiej gazety Asahi. To były bardzo burzliwe czasy i potrzebowali osoby, która znałaby język japoński. Zgodzili się mnie zatrudnić jako asystentkę.

W tym czasie na UW przebywała delegacja japońskich biznesmenów. Ponieważ miałam dobre referencje, to jeden z nich zdecydował się zatrudnić mnie do pracy w korporacji. W styczniu 1989 r., tuż po obronie pracy magisterskiej, wyjechałam do Tokio.

Dzieje Matki Boskiej o skośnych oczach

Czy w czasie prawie 30-letniego życia w Japonii nadal w tamtejszej kulturze jest coś, co Panią zaskakuje?

Różnice są ogromne i im dłużej tutaj jestem tym więcej ich zauważam. Równocześnie z większą aprobatą je przyjmuję. Jestem tutaj gościem i muszę to zaakceptować. Podstawowym założeniem, które tutaj wpaja się dzieciom od najmłodszych lat, jest poświęcenie indywidualizmu, swojego zdania, dla dobra grupy i wypracowania konsensusu. Dyscyplina w szkołach jest bardzo duża.

W Europie i Ameryce stawia się na indywidualizm. Tutaj stawia się na funkcjonowanie w grupie. Druga rzecz to dwupłaszczyznowość. Japończycy uczeni są rozdziału na moje prawdziwe ja i to, co prezentuję na zewnątrz.

Nazywają to honne i tatemae. Honne to prawdziwa natura, którą zachowuję tylko dla siebie i dla najbliższych w domu.

To wszystkie moje wady i humory. Natomiast tatemae to moje drugie ja, które prezentuję przed grupą, żeby nie wchodzić w konflikty. Przebywając, na przykład w pracy, przybieram pewną maskę. Zwykle jest to uśmiech na twarzy. To podwójne oblicze jest dla Europejczyków bardzo trudne do naśladowania.

Z wielkimi różnicami spotkał się też św. Franciszek Ksawery, hiszpański jezuita, który jako pierwszy misjonarz dotarł do Japonii w 1549 r. Sześć lat po odkryciu tego kraju przez Portugalczyków.

Był pierwszym Europejczykiem, który zamieszkał w Japonii i ją opisywał. Dlatego jego listy są bardzo cennym źródłem informacji o ówczesnej Japonii. Opisywał Japończyków jako osoby niesamowicie ciekawe świata. Moim zdaniem, tej ciekawości im dzisiaj brakuje. Szczególnie u młodego pokolenia.

Franciszek pisał też, że są przekonani o swojej wyższości, że gardzą cudzoziemcami. Że nie uprawiają hazardu i nie kradną. Skarżył się na niemoralne prowadzenie się mnichów buddyjskich, na ich kontakty z młodymi chłopcami, których otrzymali na wychowanie.

To go bardzo gorszyło i powodowało, że wchodził z nimi w dyskusję i nawoływał do poprawy. To też powodowało narastającą niechęć mnichów buddyjskich do chrześcijaństwa.

Dzieje Matki Boskiej o skośnych oczach

Św. Franciszek Ksawery przybył do Japonii w czasie kryzysu. Pisze Pani o tym w książce pt. „Chrystus w kraju samurajów”.

To był przede wszystkim okres ciągnącej się od XV w. wojny domowej. Kraj był targany wewnętrznymi konfliktami. Nie było silnej władzy centralnej. Cesarz był tylko figurantem, bardziej utożsamianym z najwyższym kapłanem rodzimych wierzeń sinto, niż władzą polityczną. W jego imieniu, od X w., władzę sprawowali wojskowi, czyli klasa szlachetnie urodzonych wojowników.

Myślę, że brak silnej władzy centralnej, konflikty, niepewność życia, sprawiły, że chrześcijaństwo trafiło na podatny grunt. Z drugiej strony były to czasy bezwzględne. Pan feudalny miał całkowitą władzę nad swoimi poddanymi, ale panowała duża swoboda myślenia i poszukiwania. W swoich listach pisał o tym św. Franciszek Ksawery.

Chrześcijaństwo niosło ze sobą moralność i nadzieję na lepsze życie. Natomiast później, ze względu na konsolidację władzy w rękach przywódców wojskowych, zaczęły być tworzone coraz bardziej totalitarne rządy, które miały sprawować władzę nad wszystkimi aspektami życia poddanych.

Powróćmy na chwilę do XVI wieku, kiedy chrześcijaństwo w Japonii gwałtownie się rozwija. Jednym z nowo ochrzczonych jest Hidanokami Takayama, który przyjmuje imię Dariusz oraz jego syn, Justyn Ukon Takayama.

Postać Justyna, japońskiego męczennika, jest dobrze znana wśród tutejszych chrześcijan. W lutym tego roku został beatyfikowany przez papieża Franciszka. Ostatnio, 29 kwietnia w mieście Haibara, tam gdzie Justyn przyjął chrzest, został odsłonięty jego pomnik. Justyn jest najlepszym przykładem, że ówcześni Japończycy świetnie rozumieli wartości chrześcijańskie i one były bardzo im bliskie.

Co ciekawe, Dariusz Takayama, przed chrztem, był zawziętym przeciwnikiem chrześcijaństwa. Był jednym z trzech szlachetnie urodzonych, którzy chcieli ośmieszyć misjonarzy i doprowadzić do ich wyrzucenia z Japonii. Jednak kilka dni po wysłuchaniu nauki brata Lorenco, który był nawróconym mnichem buddyjskim, wyraził chęć przyjęcia chrztu.

Później poprosił o to samo dla całej rodziny, w tym Justyna. Justyn w wieku 11-lat wyjechał na naukę do klasztoru buddyjskiego. Kiedy wrócił, w wieku 20 lat, walcząc w obronie życia, otarł się o śmierć.

Cierpiał i dopiero wtedy zaczął lepiej rozumieć bliskość Boga. Od tego czasu zaczyna się wielka przemiana Justyna Ukona.

Po kilku latach przychodzi kolejna ciężka próba.

W Japonii trwa okres nazywany „obalaniem większych przez mniejszych”. Nie ma silnej władzy zwierzchniej i wasale uderzają wówczas w swoich panów feudalnych. W połowie XVI w. zaczyna się wyłaniać silniejszy wódz, którym jest Nobunaga Oda. Podbija ówczesną stolicę i coraz większe części zachodniej Japonii. Znajduje się na szczycie ówczesnej drabiny feudalnej.

Nobunaga jest seniorem Arakiego, którego wasalem jest z kolei Justyn Ukon Takayama. Araki zamierza przejąć ziemie podbite przez Nobunagę i knuje spisek. Wie, że Justyn, jako chrześcijanin, nie zgodzi się zdradzić seniora. Jednak jego zamek, silnie ufortyfikowany, ma duże znaczenie strategiczne.

Araki bierze jako zakładników najstarszego syna i siostrę Justyna, żeby zabezpieczyć się przed jego przejściem na stronę Nobunagi. Justyn prosi o radę swojego ojca, Dariusza, który został wychowany według zasad etyki rycerskiej busi i ojca Organtino, misjonarza jezuickiego.

Dariusz mówi synowi, że nie ma wyboru i musi wesprzeć spisek swojego bezpośredniego pana feudalnego. Misjonarz radzi mu, żeby nie stawał przeciwko Nobunadze, bo jest jego wyższym panem feudalnym.

W międzyczasie, Nobunaga dowiaduje się o spisku i rozpoczyna oblężenie zamku Justyna. Szantażuje go, że jeśli nie podda fortecy, to ukrzyżuje wszystkich misjonarzy i zabroni wyznawania chrześcijaństwa na zajmowanych przez siebie terenach.

Justyn staje przed tragicznym wyborem. Musi wybrać pomiędzy życiem syna i siostry, Kościoła w Japonii i ojca, który grozi samobójstwem w wypadku oddania zamku. Justyn zamyka się w pokoju do ceremonii parzenia herbaty, która pełni rolę jego kaplicy i oddaje się gorliwej modlitwie. Prosi o wsparcie Ducha Świętego i poddaje się woli bożej.

Jaką decyzję podejmuje Justyn?

Postanawia, że wstąpi do zakonu. Goli swój kucyk, symbol przynależności do klasy busi, czyli samurajów. Wymyka się z własnego zamku i udaje się do obozu Nobunagi. Idzie w kimonie z papieru, na znak, że jest bezbronny, a jego zamiary są czyste. Tam oznajmia swoją decyzję, że nie jest już panem zamku.

Nobunaga obiecuje Justynowi, że zrobi wszystko, żeby ocalić jego siostrę i syna. Wtedy Justyn decyduje się stanąć po stronie seniora. Nobunaga odbija zamek, w którym przebywają zakładnicy. Do dziś, nie wiadomo do końca, jak to się stało, że zakładnicy nie zostali zabici.

Udało się też ocalić życie Dariusza, który zdecydował się wesprzeć Arakiego. Jednocześnie Justyn zostaje nagrodzony nadaniami ziemskimi. Zostaje dowódcą i szanowanym człowiekiem. To otwiera nowy rozdział w jego karierze politycznej i nowy etap jego działalności ewangelizacyjnej.

Otwiera się też nowy rozdział, Kościół w Japonii przechodzi swój najlepszy okres. To zmienia się na początku XVII w., kiedy rozpoczynają się prześladowania. W 1614 r. Ieyasu Tokugawa, pełniący faktycznie funkcję sioguna, zabrania wyznawania chrześcijaństwa w całym kraju. Także Justyn Ukon Takayama i jego rodzina są wypędzeni. Następują czasy okrutnych represji, które opisał Shūsaku Endō w książce pt. „Milczenie”. Ostatnio Martin Scorsese nakręcił film, pod tym samym tytułem. Czy te historie są prawdziwe?

Zarówno książka, jak i film są przekłamaniem. Owszem, ojcowie Cristóvão Ferreira i Giuseppe Chiara, ten ostatni w książce otrzymał nazwisko Rodriguesa, rzeczywiście wyrzekli się wiary. Ale złamali się pod wpływem tortur. W tym czasie duchowni żyli wśród wiernych w Japonii w atmosferze terroru. Za zadenuncjowanie księdza wyznaczono wysoką nagrodę. Urządzano pokazowe egzekucje, w których ginęło wielu katolików.

Część z nich gotowano żywcem w gejzerach niedaleko Nagasaki. Gubernator Nagasaki wymyślił długotrwałe tortury, które zmuszą do upadku księży.

„Tortura jamy“ polegała na nacięciu w okolicy ucha kawałka skóry, tak żeby krew powoli wyciekała. Następnie całe ciało związywano bardzo ciasno i wieszano, głową w dół, w jamie z pomyjami. Całość zakrywano, żeby człowiek w ciemności, zamroczony odorem, umierał w męczarniach.

Oprawcy zostawiali tylko mały otwór na palec, żeby ofiara mogła dać znać, że wyrzeka się wiary. I wielu duchownych całymi dniami umierało podczas takich straszliwych tortur. Także ojciec Ferreira został im poddany.

Po pięciu godzinach w jamie poprosił o odcięcie, później znowu zmienił zdanie i po pewnym czasie znów się poddał. Został takim pokazowym upadłym księdzem. Kazano mu chodzić w kimonie, nadano mu japońskie imię, nazwisko oraz żonę, wdowę po skazanym przestępcy. Złamał się i był później wykorzystywany przez władze.

Co wydarzyło się później?

Kiedy po dwóch latach dowiedziano się w Europie, że Ferreira wyparł się wiary, wybuchł skandal. Jezuici zaczęli się zgłaszać do misji, żeby w ramach zadośćuczynienia udać się do Japonii, służyć prześladowanym i oddać życie.

W pierwszej grupie był ojciec Wojciech Męciński, herbu Poraj. Jezuita pochodził z województwa lubelskiego, z Osmolic. Skończył szkołę jezuicką w Lublinie, gdzie regularnie czytał raporty z Japonii. Był nimi zafascynowany i, mimo sprzeciwu rodziny, wstąpił do zakonu jezuitów.

Jego życie było pełne niesamowitych wydarzeń. Na jego podstawie można by nakręcić świetny film. W 1642 r., po wielu przygodach dotarł, razem z grupą misjonarzy, do Japonii. Zostali pochwyceni, torturowani przez 200 dni, a w końcu straceni.

Trzy miesiące później przybyła kolejna część misji, w skład której wchodzi Giuseppe Chiara. Pięciu jezuitów było poddanych torturze jamy, której nie wytrzymali. Książka i film koncentrują się tylko na tej drugiej grupie.

W rzeczywistości, na kilkudziesięciu tysięcy japońskich męczenników, w tym duchownych, przypada kilku lub kilkunastu księży, którzy pod wpływem tortur odstąpili od wiary.

Mimo tych prześladowań chrześcijaństwo w Japonii przetrwało kilkaset lat. Jak dziś wygląda Kościół w Japonii?

Chrześcijanie różnych wyznań, wśród nich są katolicy i protestanci, stanowią mniej niż 0,5 proc. populacji. W tej chwili Kościół jest zżerany przez tę samą chorobę, która trawi też inne bogate kraje, czyli konsumpcjonizm.

Średnia wieku na mszach to 60 lat. Japończycy obchodzą święta Bożego Narodzenia, są choinki.

Firmy organizujące wesela budują nawet atrapy kościołów, gdzie można zorganizować taki ślub z niby księdzem. Czasami nowożeńcy proszą, żeby im pobłogosławił. Jest to rodzaj ewangelizacji, ale to wszystko jest bardzo powierzchowne.

Piotr Nowak

Zajmuje się gospodarką regionu, sprawami sądowymi i prokuratorskimi oraz religią.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.