Historie z ul. Lubartowskiej. Patrzę, a u sąsiada sufit leży na podłodze

Czytaj dalej
Fot. Małgorzata Genca
Gabriela Bogaczyk

Historie z ul. Lubartowskiej. Patrzę, a u sąsiada sufit leży na podłodze

Gabriela Bogaczyk

Ktoś dopijał herbatę, usypiał dziecko, oglądał telewizję. Mama wracała z córeczką ze spaceru, ktoś inny z pracy. Mieszkańcy wyburzonej części kamienicy, w której 24 maja o godz. 13.55 doszło do zawalenia stropu, nie mają dokąd wrócić. A ci z ocalałych budynków po prostu nie chcą.

Pan Tomasz mieszkał na trzecim piętrze kamienicy na rogu ul. Lubartowskiej 45 i Targowej 2. Właśnie wrócił do domu z pracy i postanowił coś zjeść. - Ojciec pojechał na wieś. Szybko zrobiłem sobie kanapki z wędliną i jajkiem. Dopijałem herbatę, była już prawie chłodna. Pomyślałem: zgaszę telewizor i wychodzę, bo miałem jechać do znajomej mojej mamy, by wyprowadzić psa - opowiada pan Tomasz.

Pani Teresa chodziła w tym czasie boso po mieszkaniu przy ul. Targowej, bo przed chwilą wróciła z działki. - Pomyślałam, że zrobię sobie włosy, bo zmokłam po drodze, a muszę iść po wnuczkę do przedszkola. Była godz. 13.30, już miałam suszarkę brać w ręce, ale uznałam, że napiję się najpierw gorącej herbaty z cytryną lub kawy - opowiada 61-letnia Teresa Januszewicz, która mieszka na trzecim piętrze przy Targowej 2. Sąsiadką pani Teresy jest Iwona Kot. W zeszłą środę chciała w domu poprzestawiać meble, bo nie lubi, jak coś długo stoi w tym samym miejscu. Od rana sprzątała, akurat zbierała się, żeby iść po dziecko do szkoły, bo była za piętnaście druga.

Mieszkańcy ocalałej części kamienicy na rogu Lubartowskiej i Targowej czekają na decyzje nadzoru budowlanego
Małgorzata Genca Pozostałości po wyburzonej kamienicy na rogu Lubartowskiej 45 i Targowej 2

30-letnia Sylwia Augustynek mieszka od 20 lat przy ul. Lubartowskiej 45. Niedawno zrobiła remont mieszkania. Pomalowała pokój na szaro, kuchnię na fioletowo. Pokój mamy jest bordowy, a trzecie pomieszczenie stoi jeszcze nieodnowione. Opowiada: - W środę około wpół do drugiej usypiała w pokoju 18-miesięczne dziecko. Syn był jeszcze wtedy w przedszkolu. Nagle mama wpadła do pokoju i powiedziała, że butla gazowa wybuchła na podwórku.

Jej koleżanką z tego samego piętra przy ul. Lubartowskiej jest Edyta Poleszak. Wspomina, że to był zwyczajny dzień, tylko że jej 2,5-letnia córka po wyrwaniu ząbka nie chodziła do żłobka. - Rano jeszcze przyszła do mnie koleżanka na kawę, bo odprowadzała dziecko do przedszkola. Później poszłam z córką na rower. I nagle dostałam telefon od sąsiadki: przyjeżdżaj, bo coś się stało - relacjonuje pani Edyta.

Na drugim piętrze przy Targowej 4 mieszka Sylwia Jakubczak. Wracała z pracy około godz. 14, pod jej bramą stała już policja i nie wpuszczała nikogo do budynku. - Pamiętam, że z bramy wychodził strażak, który krzyczał: „Ewakuacja, ewakuacja”.

Łańcuszek na szyi

Pan Tomasz zauważył, że w mieszkaniu nagle przechyla się ściana. - Panele zaczęły strzelać do góry. Za chwilę podłoga się zawaliła i poleciałem w dół 12 metrów kolejnymi piętrami, bo gruz przebijał nowe dziury. Próbowałem złapać się stropu, który zostawał, ale on też się obrywał. Kamienie pospadały mi na głowę - wspomina mężczyzna.

Gruz i ściany przysypały pana Tomasza tak, że nie mógł się ruszyć. Stracił przytomność. - Jak się obudziłem, to było pełno krwi wokół mnie - mówi.

Znaleźli go strażacy i szybko wydostali na zewnątrz. - Zobaczyłem czerwony kask i zacząłem krzyczeć „pomocy” - relacjonuje mężczyzna.

W nocy z 24 na 25 maja fragment kamienicy, w której mieszkał pan Tomasz, został wyburzony. Mężczyzna obecnie przebywa w szpitalu. - Jakby w tej chwili mnie wypisali ze szpitala, to musiałbym chyba wyjść w samej piżamie - mówi.

- Łańcuszki miałem srebrne. Jeden był dla mnie drogocenny, bo 16 lat temu była żona mi go nałożyła. Miałem go na sobie w momencie wypadku. Zerwał się, nie wiem, gdzie jest - mówi mężczyzna.

Matko Boska, uratuj mnie

Pani Teresa z sąsiedniego budynku miała właśnie zapalać gaz w kuchence. - Jestem w kuchni i nagle słyszę łup, łup - opowiada 61-latka. Lustro z komody spadło na ziemię i rozbiło się. Kawałki szkła weszły jej w stopy. Zdążyła wziąć torebkę i szybko wybiec na balkon. - Patrzę, że wszyscy stoją pod kamienicą. Nie wiedziałam, jak się wydostać. Pocałowałam szybko medalik, który mam od ruskich za 50 złotych i mówię: Matko Boska, proszę, uratuj mnie.

Na balkonie do dzisiaj zostały rzeczy wnuczki z basenu: ręcznik z Myszką Miki, czepek, buty.

Gdy Iwona Kot zbierała się do wyjścia po dziecko do szkoły, usłyszała huk. - Na początku myślałam, że to wybuch. Wyskoczyłam na balkon od strony bazaru. Na klatce schodowej zobaczyłam gruz i pobiegłam na dół. Patrzę, a u sąsiada sufit leży na podłodze. Pędem wróciłam do domu i krzyczałam, że musimy szybko uciekać - relacjonuje pani Iwona. A w mieszkaniu byli babcia, ojciec i wujek, któremu telewizor w domu akurat nie działał.

Sylwia Poleszak usypiająca dziecko, szybko wyjrzała przez okno od kuchni. - A tam zupełnie biało od pyłu. Myślałam, że się pali. Widziałam, jak kamienica odchodziła od drugiego budynku, jakby przechylała się w naszą stronę. I za chwilę straż pożarna zapukała, nakazując opuścić lokale. Nie zdążyłam nawet wziąć pampersów dla dziecka. Od momentu tego wyjścia nie wróciłam jeszcze do mieszkania - mówi pani Sylwia.

Edyta Poleszak, która pojechała z córką na rower, nie zdążyła już wejść do mieszkania. Tak jak wtedy stały ubrane, tak zostały. Ona miała na sobie dres i koszulkę na ramiączkach, dziecko zostało w krótkich spodenkach, sandałach i bluzce z krótkim rękawkiem.

Wracająca z pracy Sylwia Jakubczak dobiegła do bramy i zaczęła krzyczeć: „Na górze jest moje dziecko”. - Dosłownie 15 minut wcześniej wróciło ze szkoły. Wpadłam do domu, zabrałam tylko córkę i psa - relacjonuje kobieta.

Nikt nie chce tu wracać

- Ładny mam balkon, prawda? - pyta pani Teresa. - Mam tam kolorowe pelargonie i pachnący oleander, a w środku dwie piękne tuje. Będę musiała te kwiaty pooddawać rodzinie - mówiła nam pani Teresa, gdy przyszła w środę na kontrolę stanu mieszkania. W torebce miała wtedy perfumy Pani Walewska. - Kobieta musi być zadbana w każdej sytuacji - żartowała.

Obecnie przebywa u rodziny. Mówi, że nie ma opcji, by wróciła do tego mieszkania przy Lubartowskiej. Woli iść pod most albo na działkę, byle nie tutaj. - Budynek ma 117 lat. Ze starego nie zrobią nowego. To jest tak, jak z kobietą. Nie da się w tym wieku zrobić zastrzyku i znowu stać się nastolatką - puentuje pani Teresa.

Chciałaby dostać inne lokum, najlepiej gdzieś w pobliżu, bo tu wszystkich zna.

Natomiast Sylwia Augustynek przebywa teraz w hotelu przy hospicjum Małego Księcia. Przyznaje, że zawsze starała się mało czasu spędzać w mieszkaniu i na podwórku, bo kamienice przy Lubartowskiej są w bardzo złym stanie. - Mój syn boi się chodzić po klatce schodowej, bo u nas są szczury - mówi pani Sylwia, chociaż przyznaje, że ma sporo wspomnień z tym miejscem, w końcu się tu wychowała.

- Ale nie wiem, czy wrócimy do tego mieszkania. Boję się, bo jak trajtki jeżdżą, to ściany pękają. Nie wiadomo, kiedy zawali się coś po raz kolejny - mówi kobieta.

Sylwia Jakubczak, która mogła już wrócić do mieszkania przy Towarowej 4, przyznaje, że od momentu zawalenia się części kamienicy nie może spać. To ze strachu.

- W nocy, kiedy trwały rozbiórki budynku, z okna kuchni dokładnie widziałam wszystkie łopaty, które odgarniały gruz. Miałam wrażenie, że ta łopata zaraz mnie dosięgnie i strzeli w nos - wspomina pani Sylwia.

Zdecydowała się przekazać siatki z ubraniami dla poszkodowanych, którzy nie mają już dokąd wrócić. - Wszyscy jesteśmy na dzień dobry. Przecież mieszkańcy wyburzonej części uciekali tak jak stali. Ja mam jeszcze dach nad głową. Jest jaki jest, ale jeszcze go mam - przyznaje.

Pani Iwona Kot mieszka teraz u koleżanki. - Mój lokal przylega bezpośrednio do wyburzonej kamienicy. Dzieli nas zaledwie 20 centymetrów muru - mówi. Czy czeka na powrót do kamienicy? - Broń Boże, ja na bombie zegarowej nie będę żyła.

W zawalonej części kamienicy znajdowało się 7 mieszkań. Dwa należały do miasta (które miało 38 proc. własności w całym budynku), a pięć do prywatnych właścicieli. Łącznie zamieszkiwało w nich 13 osób.

Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.