Jacek Poniedziałek już nie boi się intymnych sytuacji

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Paweł Gzyl

Jacek Poniedziałek już nie boi się intymnych sytuacji

Paweł Gzyl

Uczył się w krakowskim technikum, ale dzięki znajomości z Korą, wybrał studia aktorskie. W efekcie zrobił dużą karierę teatralną. I nie zaszkodziło mu to, że jako pierwszy polski aktor dokonał gejowskiego coming outu.

Nie ukrywa, że pandemia bardzo uderzyła w jego zawód. Jest bowiem przede wszystkim aktorem teatralnym. Kiedy odwołano wszystkie próby i spektakle, poczuł ogromną pustkę. Nie poddał się jednak pesymizmowi. Mimo, że nie akceptuje poczynań obecnej władzy w Polsce.

- Wbrew temu, co można o mnie pomyśleć, jestem dość twardy i umiem sobie radzić w trudnych sytuacjach. Radziłem sobie za komuny, radziłem w dzikich latach 90., poradzę i teraz. Co oni mogą mi zrobić? Nie, nie boję się o siebie. Boję się o przyszłość tego społeczeństwa – deklaruje w Onecie.

*
Wychował się w Krakowie. Miał ciężkie dzieciństwo. Ojca właściwie nie poznał, bo zmarł bardzo wcześnie. Pamięta tylko, że był lekkoduchem, który skakał z kwiatka na kwiatek. Początkowo wszystko było więc na głowie mamy: zarabianie, gotowanie, sprzątanie. Miał trójkę rodzeństwa: siostrę i dwóch braci. Starszy był alkoholikiem, a młodszy – inwalidą, którego choroba zabrała, gdy miał 20 lat.

- Razem z siostrą, kiedy mieliśmy 12, 13 lat, zaczęliśmy zajmować się domem, pomagać mamie: przynosić węgiel, wodę, stać w kolejkach, rozpalać w piecu. Jako nastolatek pracowałem i zarabiałem. Nasi sąsiedzi mieli pole pod Krakowem, gdzie uprawiali warzywa. I oni dawali mi czasem robotę – wspomina w „Vivie”.

Ojca zastąpił mu sąsiad – pan Aleksander. Zabierał młodego Jacka na grzyby, razem zbierali na polach za Nową Hutą krowie łajno, które potem rozpuszczali w wodzie i podlewali grządki z truskawkami. Ulubionym miejscem chłopaka był warsztat pana Aleksandra w piwnicy kamienicy, gdzie pachniało metalem i drewnem, bo sąsiad sam wyrabiał... skrzypce.

- Mama świetnie gotowała: Uwielbiałem jej paprykarz, czyli gulasz cielęcy z papryką i w pomidorach. A w niedziele zawsze był rosół na kurze z makaronem domowej roboty. Potem na drugie ta kura z ziemniakami i mizerią. I ciasto pieczone w prodiżu, jajeczne, z dziurką w środku, obłędnie pachniało olejkiem waniliowym – podkreśla w „Vivie”.

*
Wiadomo było, że Jacek musi zdobyć solidny zawód: dlatego poszedł do technikum telekomunikacyjnego. Dla delikatnego i wrażliwego chłopaka była to prawdziwa szkoła przetrwania. Nie raz wracał do domu posiniaczony. Ucieczkę znajdował w świecie sztuki. Uwielbiał zespół The Doors – i nawet z kolegami ze szkoły zorganizował przedstawienie oparte na jego muzyce.

Kiedy dowiedział się, że Kora z Maanamu też mieszka w Krakowie, odnalazł jej mieszkanie i koczował z innymi fanami pod jego balkonem. Z czasem zaprzyjaźnił się z wokalistką i jej ówczesnym partnerem – Kamilem Sipowiczem. Pod jego wpływem zaczął nawet pisać wiersze.

- Kiedyś Kora, patrząc na zdjęcie z „Gazety Krakowskiej”, na którym dwóch facetów całowało się z języczkiem, stwierdziła: „Uwielbiam całujących się chłopców”. Wtedy zrobiłem się czerwony, a ona zapytała: „A z tobą jak jest?”. Byłem purpurowy.
Odpowiedziałem zgodnie z prawdą: „Jeszcze nie wiem”. Nie akceptowałem u siebie tego do końca, więc nie miałem pewności – wspomina w „Playboyu”.

Być może te artystyczne znajomości sprawiły, że po technikum postanowił zdawać do szkoły teatralnej. Musiał jednak z czegoś żyć. Dlatego najpierw zajmował się malowaniem mieszkań, a potem jeździł na zagraniczne wycieczki i handlował czym się dało. Nawet jeszcze po studiach dorabiał jak mógł, choćby jako akwizytor otwartych funduszy emerytalnych.

*
Szybko dostrzeżono jego aktorski talent. Dlatego niemal z roku na rok zaczął wspinać się po kolejnych szczeblach teatralnej kariery. Najpierw były krakowskie sceny – Słowacki i Stary – a potem już warszawskie – Rozmaitości i Nowy. O jego talent upomnieli się najlepsi polscy reżyserzy, widząc w nim odbicie własnych emocji, kompleksów i pragnień. Za „spalanie” się na scenie zapłacił jednak wysoką cenę.

- Piłem coraz więcej, co w naszym środowisku jest dosyć częste. Nie mówię tego, aby się usprawiedliwiać. Chcę po prostu wyjaśnić ten mechanizm. To jest głód, który pojawia się po spektaklach. Które są długie, wymagające, które potrafią cię przeorać. Po tym oczekuje się pewnego rodzaju nagrody. Kończyło się to piciem i nie ukrywam, że też ćpaniem – wyznał w „Rozmowach w kuchni”.

Nałóg nie raz rykoszetem uderzał w jego pracę. Kiedy pojechał z teatrem na gościnne występy do Holandii, postanowił przed spektaklem poeksperymentować z halucynogennymi grzybkami. Skończyło się to tak, że ze względu na jego „niedyspozycję” trzeba było odwołać spektakl. Musiał za to zapłacić 11 tysięcy euro. „To był, jak dotąd, najdroższy grzyb w moim życiu” – śmiał się potem.

– Tego było tak dużo, że zmotywowało mnie to do tego, aby z tym skończyć. Choć to niewłaściwe słowo, bo to się nigdy nie kończy. Bardziej, żeby się zatrzymać w drodze ku przepaści – dodaje.

*
W 2005 roku w wywiadzie z „Faktem” wyznał, że jest gejem. Opinia publiczna była zaszokowana, ale nikt nie potępił aktora. Nie miało to też większego przełożenia na jego karierę: może zaczął rzadziej grać w serialach, ale za to ciągle świetnie sobie radził w teatrze, upomniało się o niego kino, gdzie dostał kilka ciekawych i dużych ról.

- Nie żałuję. Dziś mogę szczerze powiedzieć, że moje życie się przez to nie zawaliło, a kariera nie załamała. Oczywiście, trudno mi powiedzieć, jak wyglądałoby moje życie, gdybym tego nie zrobił. Pewnie żyłbym w strachu, że na jakiejś imprezie sfotografują mnie w intymnej sytuacji. Teraz się nie boję – deklaruje w „Fakcie”.

Dzisiaj aktor przyznaje się do kilku mniej lub bardziej udanych związków z mężczyznami. Wyjątkowe miejsce w jego życiu uczuciowym przez osiemnaście lat zajmował reżyser teatralny Krzysztof Warlikowski, który jednocześnie miał żonę Małgorzatę. „Nigdy nie miałem go tylko dla siebie. Ona też pewnie płakała, bo musiała go dzielić ze mną” – podsumował Poniedziałek.

- Nie żyję w izolacji, chodzę po ulicach, jeżdżę rowerem. Panuje takie przekonanie, że ludzi publicznych się nie rusza. Ale pewnie do czasu. Jest przecież mnóstwo nienawiści wobec nas, gejów. Boję się, że w końcu w jakiejś głowie zrodzi się pomysł, żeby zrobić porządek z takim bezczelnym, zarozumiałym Jackiem Poniedziałkiem – mówi w „Vivie”.

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.