Jakub Zyskowski: chcę opowiadać historię blokowiska na Czechowie

Czytaj dalej
Karol Kurzępa

Jakub Zyskowski: chcę opowiadać historię blokowiska na Czechowie

Karol Kurzępa

34-letni Jakub Zyskowski na co dzień współprowadzi rodzinną firmę. Prawdziwą pasją lublinianina jest rapowanie, którym zajmuje się przez pół życia. W marcu ukazała się jego pierwsza legalna płyta - „Ptaki drapieżne”.

Swoje pierwsze utwory zaczął nagrywać w 2000 roku. Razem z kolegami, na jednym z osiedli lubelskiego Czechowa, stworzył zespół o nazwie Galeria.

- Moja przygoda z polskim rapem zaczęła się od kawałka „Jedźmy gdzieś” Tedego - wspomina Jakub Zyskowski, który przybrał pseudonim „Qba”.

- Miałem 16 lat i zostawiła mnie wtedy dziewczyna, w której byłem zakochany. Musiałem wyjechać z Lublina, więc pisałem do niej listy. Znajomi puścili mi ten numer i zdałem sobie sprawę, że swoje uczucia i cały ten krzyk, który wydaję z siebie w listach, mogę połączyć z muzyką. Od małego kochałem wiersze i muzykę. Z połączenia tych dwóch czynników powstał mój rap. W tekstach zawsze było dużo emocji - dodaje.

Przez kolejne cztery lata powstały cztery płyty: „Kilku marzeń spełnienie”, „Prostota wykonania”, „Próba” oraz „Chwila”. Krążki były nagrywane na domowym sprzęcie i dystrybuowane głównie w raczkującym dopiero internecie oraz w skate-shopach w niskim nakładzie.

Jakub Zyskowski: chcę opowiadać historię blokowiska na Czechowie

Zespół nie czuł potrzeby wysyłania płyt do wytwórni i był wobec siebie krytyczny. Materiał został jednak dobrze przyjęty przez lubelskich sympatyków rapu. Grupa zagrała kilka koncertów, przeważnie jako support przed głównym wykonawcą. W 2004 roku pojawiły się komplikacje.

- Czułem wówczas, że się wypisałem. Opowiedziałem wszystko, co do tej pory przeżyłem. Musiałem zaczerpnąć nieco powietrza i potrzebowałem świeżej treści. Dlatego wyjechałem za granicę - wspomina.

Emigracja

Do Anglii wyjechał także po to, aby kupić nowy mikrofon. Po prawie roku Qba wrócił do Lublina, ale wtedy okazało się, że jego koledzy odpuścili nagrywanie i z następnego albumu nic nie wyszło. W dodatku miał problemy z prawem, co wpłynęło na to, że ponownie opuścił kraj.

Początkowo chciał wrócić do Polski jak najszybciej, ale różne sytuacje życiowe wpłynęły na to, że żył na emigracji dziesięć lat.

Większość tego czasu spędził w Wielkiej Brytanii, ale mieszkał także w Holandii i we Włoszech. Zawsze miał ze sobą swój mikrofon i nagrywał kolejne utwory, ale ich nie publikował.

- Szczerze mówiąc, kiedy wyjeżdżałem, to nie wiedziałem, że nasz zespół był popularny w Lublinie - przyznaje Qba. Strony takie, jak Facebook i YouTube zostały założone i stały się popularne, kiedy był już na emigracji.

W 2008 roku pewnego razu zobaczył, że jeden z bardziej znanych utworów Galerii „Wyrwany z kontekstu” miał 150 tysięcy wyświetleń.

- Gdybym wtedy wiedział, że nasza muzyka leciała na wielu osiedlach, to może bym został w kraju? Na pewno wiele rzeczy wyglądałoby inaczej - podkreśla.

Raper od początku planował powrót do Lublina. Za granicą czuł się tylko turystą. Przyzwyczaił się do dobrych zarobków, więc powrót odkładał w czasie. Popadł także w problemy z alkoholem.

- Zapijałem smutki i tęsknotę. To była jazda po bandzie. Mieszkałem wtedy w Londynie i bałem się, że zostanę tam na zawsze. Byłem załamany tym, że nie będę mógł nagrywać. Ale zamiast robić wszystko, żeby wrócić do kraju, szedłem w zupełnie inną stronę - mówi.

Jednak w końcu w 2014 roku uznał, że ma dość życia na obczyźnie. To była spontaniczna decyzja. Rodzina pomogła zorganizować mu busa, w którego wpakował wszystkie swoje rzeczy zbierane przez dziesięć lat i obrał kurs na Lublin.

Mógł się starać o brytyjskie obywatelstwo i zapuszczać korzenie w Anglii, ale wybrał powrót do domu i walkę o spełnianie marzeń. Tym największym marzeniem były kolejne płyty Galerii.

Od nowa

Od tej pory Qba nagrywał solo, ale nadal pod szyldem Galerii. Album „Lubelski styl” ukazał się w 2016 roku. Raper stworzył go we własnym studiu, które powstało w wynajmowanym przez niego mieszkaniu. Poza nagrywaniem, Zyskowski od poniedziałku do piątku współprowadził rodzinną firmę, co robi do dziś.

Następnie zainwestował z własnej kieszeni kilkanaście tysięcy złotych w dystrybucję nowej płyty.

- Zrobiłem 500 sztuk nakładu. Sprzedałem około połowy. Wracając, wiedziałem, że nie będzie łatwo się wybić - mówi.

Powrót lublinianina na rapową scenę miasta został zauważony. Dzięki nowej płycie udało się odnowić kilka kontaktów. Zyskowski nawiązał współpracę z 1/2 duetu producenckiego „Złote twarze”, Goldenem. Tak powstał projekt „Ptaki drapieżne”.

- Kiedy mieliśmy już gotowy materiał, zaczęliśmy szukać wydawcy. Ludzie z wytwórni sami się do nas odezwali. Jak do mnie zadzwonili, to nogi mi się ugięły. To było coś niesamowitego. Po siedemnastu latach rymowania! - nie kryje radości Qba.

Tym samym artyści nawiązali współpracę z District Area. Podkreślają, że znalezienie wydawcy to dla nich wyjątkowe uczucie.

„Ptaki drapieżne” wypuszczono na rynek fonograficzny 25 marca. Na płycie nie brakuje wielu metafor, a także nawiązań m.in. do twórczości Zdzisława Beksińskiego. Są też odwołania do religii, alkoholizmu, ludzkich zachowań i przemian duchowych. Album można nabyć na stronie internetowej http://districtarea.pl/.

- Robię coś zupełnie innego niż wszyscy w Polsce. Posłuchasz mojej muzyki i będziesz o mnie pamiętał. Mam charakterystyczny głos i teksty. Na nikim się nie wzoruje. Mój rap zawsze taki będzie, bo to opowieść mojego życia. Nie będę go zmieniał, tylko dlatego, żeby coś sprzedać lub by to było bardziej popularne. Dla mnie liczy się przekaz. Chcę opowiadać historię blokowiska na Czechowie - tłumaczy Zyskowski.

Szansa na sukces

Jak przyznaje Qba, „legalna” płyta otwiera wiele drzwi. Już pracuje nad kolejnymi materiałami i wie, że jego artystyczne CV znaczy coraz więcej w środowisku. Jednak podkreśla, że będzie nagrywać nawet w przypadku braku sukcesu komercyjnego. Tworzy z pasji.

- Strasznie zależy mi na tym, żeby popchnąć do przodu lubelską scenę. Większość dużych miast w Polsce widnieje na mapie rodzimego rapu, mając po kilku swoich reprezentantów w dużych wytwórniach. Lublin jest białą plamą i to widzą w całej Polsce - twierdzi.

Zyskowskiemu marzy się droga podobna do radomskiego artysty KęKę. Gdy osiągnął on sukces, inni raperzy z Radomia zostali dostrzeżeni.

- Zainteresowanie działa lawinowo. Może dzięki naszej płycie coś się ruszy. Szczerze bym się cieszył, gdyby z naszego miasta wyszła taka płyta, która „pozamiata” cały kraj. Chciałbym, żeby w niedalekiej przyszłości jakiś lubelski zespół zapełniał cały klub na koncercie. Moim zdaniem, w Lublinie nic takiego się dotychczas nie wydarzyło - ocenia.

Za największe „rapowe” ośrodki w Polsce można uznać Warszawę, Poznań, Katowice czy Szczecin. Od połowy lat 90., gdy rosła popularność kultury hip-hop, z Koziego Grodu „wyszło” zaledwie kilkanaście albumów, które nie odbiły się w środowisku ogólnopolskim większym echem.

Najbardziej znanym raperem z Lubelszczyzny jest pochodzący z Zamościa Arkadiusz Sitarz, posługujący się ksywką Ras. Wspólnie z muzycznym producentem o pseudonimie Ment tworzą popularną grupę Rasmentalism. Obecnie obaj mieszkają i tworzą w Warszawie.

W Polsce rapu słucha się coraz więcej. Według oficjalnej listy sprzedaży detalicznej polskiego Związku Producentów Audio-Video, w 2016 roku najchętniej kupowaną płytą w Polsce był album łódzkiego rapera O.S.T.R „Życie po śmierci”. Wedle wytwórni Asfalt Records, krążek znalazł 100 tysięcy nabywców. W pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się płyt ubiegłego roku był również wspomniany wcześniej KęKę z albumem „Trzecie Rzeczy", który zajął szóstą lokatę. Radomianin sprzedał ponad 40 tysięcy krążków, osiągając status podwójnej platyny.

- Rap to nie jest miła muzyka i najczęściej nie opowiada o fajnych rzeczach. Ma jednak rzeszę oddanych słuchaczy. To muzyka miejska. To rytmy betonu, szkła i przemocy, często z patologicznych środowisk. Wierzę, że na przykładzie małej społeczności można przedstawić większy obraz. Niezależnie od tego, czy to moja historia z bloków na ulicy Paganiniego, czy ziomka z zupełnie innego rejonu, to większość z nas dorastała w zbliżonych warunkach. Dlatego ta muzyka trafia do ludzi - kończy Qba.

Karol Kurzępa

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.