Jesienne kocie smutki. Pomóżmy je rozwiać

Czytaj dalej
Fot. Fot. Piotr Krzyzanowski/Polska Press Grupa
Magda Hejda

Jesienne kocie smutki. Pomóżmy je rozwiać

Magda Hejda

Są ludzie, którzy pomagają przetrwać dzikim kotom. Często działają samotnie, walcząc z wiatrakami. Spróbujmy włączyć się w tę pomoc, zrozumieć i ich wesprzeć. Razem dla dobra zwierząt zrobimy więcej

Zaczął się najtrudniejszy czas dla wolno żyjących kotów. Zamknięte okienko piwniczne, brak zgody na postawienie zimowej budki - to wyrok śmierci dla podwórkowych mruczków. Ich życie zależy od naszej dobrej woli i wrażliwości.

Są ludzie, którzy pomagają im przetrwać, usiłują nie dopuścić do mnożenia się kociego cierpienia. Jest ich mało i mają poczucie, że walczą z wiatrakami, zwłaszcza jeśli działają samotnie, nie są wolontariuszami żadnej organizacji.

Renata w Wieliczce od lat ratuje wolno żyjące koty i te bezdomne porzucone przez ludzi. - Ile ich było, nie wiem, nie zliczyłabym. W tym roku przyniosłam do domu cztery kocięta, potem jeszcze dwa mioty, w sumie jedenaście maluchów. Ich matki udało mi się wysterylizować - mówi opiekunka kotów. Najczęściej o kocich nieszczęściach dowiaduje się od pani listonoszki, która kocha zwierzęta i dzwoni, kiedy widzi, że dzieje im się krzywda.

Ostatnio powiedziała Renacie o trzech miejscach, w których kociaki potrzebują pomocy. Takie sytuacje powtarzają się ciągle. Ludzie dokarmiali bezdomną kotkę, urodziły się młode, zima za pasem. Jeden z mieszkańców powiedział, że samicę będzie dokarmiał, ale kocięta przegania kijem, żeby sobie gdzieś poszły, bo nie chce mieć za chwilę stada kotów.

Renata, uzbrojona w klatkę-łapkę, którą dostała od znajomej, ratuje kocie bidy. Zazwyczaj są chude, zdziczałe, wylęknione. Najtrudniejsze jest oswajanie, zdarza się, że przez kilka dni nie może nawet ręki włożyć do klatki, ale opiekunka dachowców na dzikusy ma swoje sposoby.

- W zeszłym roku miałam takie mioty, że najpierw brałam drewnianą łyżkę i przyzwyczajałam je do dotyku. Były tak bardzo dzikie, że przegryzały na wylot nawet grube skórzane rękawiczki. Po dwóch tygodniach te same koty mruczą i tulą się.

- To jest radość, ale moja praca jest syzyfowa, bo ludzie, dobrzy ludzie, dokarmiają bezdomną kotkę, która przybłąkała się do nich, i uważają, że to wystarczy - mówi Renata i dodaje: - Niewysterylizowana kotka za chwilę ma trzy, cztery kocięta, pół roku później te kocięta dorastają, na świat przychodzą następne mioty, z pięciu kociąt rodzi się piętnaście, potem pięćdziesiąt. To są już prawdziwe nieszczęścia i dopiero wtedy ludzie uświadamiają sobie, że „nie ogarną” tematu, proszą o pomoc.

Wielicki Urząd Miasta od kilku lat pomaga finansowo w sterylizacji wolno żyjących kotów , ale za ich utrzymanie, odrobaczenie, odpchlenie, żwirek, opiekę weterynaryjną Renata płaci z własnej kieszeni, a przecież co chwilę trzeba leczyć koci katar, świerzb w uszach.

- Największy problem jest z tym, że chorych kotów i tych po zabiegach nie ma gdzie przechować. Dzikie po sterylizacji powinny być trzymane w specjalnych klatkach, w ciepłym miejscu, a nie na zimnym strychu czy w piwnicy - mówi Renata. - Pan z Urzędu Gminy mnie już zna i kilka razy bywało, że dzwonił z prośbą: „Czy mogłaby pani pomóc złapać kota, wysterylizować?”. Chyba nie zdarzyło się, żebym odmówiła. Mam klatkę--łapkę, mogę kota złapać, ale zawsze jest ten sam problem: co potem? Teoretycznie mamy możliwość zawiezienia kota do hotelu dla zwierząt, ale to jest hotel głównie dla psów. Zdarza się, że prowadzący życzliwie przyjmują kota, ale to nie jest lecznica ani schronisko, tam nie ma miejsca dla kotów chorych - tłumaczy.

Z tegorocznych kociąt uratowanych i odchowanych przez Renatę została pięciomiesięczna czarna Puma. Na początku w stosunku do obcych zachowuje dystans, ale do swojej opiekunki tuli się, mruczy. Trzeba jej dać trochę czasu, żeby zaufała. Jeśli możecie ją przygarnąć, dzwońcie: tel. 668 202 372.

Domu pilnie potrzebuje wysterylizowana mama kociąt, bura, bardzo młoda kotka. Właściciel posesji, na której okociła się, dokarmia ją, ale nie pozwolił postawić styropianowego domku. Kotka ma niewielkie szanse na przetrwanie zimy. Jest bardzo miła, oswojona, pewnie kiedyś miała dom. Jeśli chcielibyście dać jej ciepły kąt, koniecznie dzwońcie: tel. 668 202 372.

Magda Hejda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.