Każdy ją widzi i słyszy, ale nic nie mówi

Czytaj dalej
Fot. 123 RF
Gabriela Bogaczyk

Każdy ją widzi i słyszy, ale nic nie mówi

Gabriela Bogaczyk

Przemoc karmi się milczeniem. Sprawca wybiera słabszych, by móc nimi manipulować. A osoba pokrzywdzona bierze całą winę na siebie - mówi Ewa Kalińska-Grądziel, psychoterapeutka.

Niektórzy utrzymują, że przemoc wobec kobiet to wymysł.

Zapewniam, że istnieje. Potwierdzają to choćby wyroki sądowe. Jednak nie odzwierciedlają one prawdziwej skali tego zjawiska. Zasięg i zakres przemocy jest o wiele szerszy niż ten potwierdzony wyrokami, zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa czy też procedurami Niebieskiej Karty. W 2016 r. zgłosiło się do nas 775 osób, które zostały dotknięte przemocą w rodzinie.

Dlaczego większość kobiet nie zgłasza nigdzie przemocy?

Głównym powodem jest wstyd przed tym, co się dzieje naprawdę w domu i lęk, co się stanie po zgłoszeniu. Istnieje również obawa przed nieskutecznością instytucji pomocowych. Na przykład przemoc psychiczną bardzo trudno w Polsce udowodnić. Dopiero użycie przemocy fizycznej jest często tą granicą, kiedy kobiety decydują się poprosić o pomoc. Część z nich decyduje się szukać wsparcia dopiero w sytuacji, kiedy sprawca skrzywdzi dziecko.

Każdy ją widzi i słyszy, ale nic nie mówi
archiwum prywatne Ewa Kalińska-Grądziel, psycholog i psychoterapeuta z Centrum Pomocy Interdyscyplinarnej prowadzonego przez Stowarzyszenie Wspierania Aktywności „Bona Fides”

W jaki sposób sprawcy tłumaczą swoje agresywne zachowanie?

Najczęściej nikomu się nie tłumaczą, bo nie widzą w sobie problemu. Oni są przekonani, że nie stosują przemocy. Uważają, że wina leży po stronie kobiety.

Sprawca zrzuca winę, mówiąc np. „nikt nie wytrzymałby z taką kobietą; jesteś wariatką; nikt ci i tak nie uwierzy; ciesz się, że w ogóle ja jestem z tobą”.

Kiedy osobie pokrzywdzonej wpajane są takie treści, to trudno iść i prosić kogoś o pomoc. Osoba pokrzywdzona zastanawia się, czy może to ona rzeczywiście coś niewłaściwego zrobiła. To odbiera siły i ofiary zaczynają wierzyć, że to one są winne. Jednocześnie łudzą się, że jeśli poprawią swoje zachowanie, to ten mężczyzna być może jej już nie uderzy po raz kolejny. Dlatego kobiety potrafią długo tkwić w takich schematach.

Jakie kobiety zgłaszają się do Was o pomoc?

Wiele z nich bardzo sprawnie funkcjonuje w innych rolach życiowych, np. jako pracownik, matka, studentka, szefowa. Mówią, że ten pierwszy krok jest bardzo trudny, bo wstydzą się opowiedzieć o tym problemie. Zanim zdecydują się wejść do naszego budynku, to często przyznają, że krążą po okolicy lub stoją pod drzwiami.

Na początku naszych rozmów wiele kobiet zaznacza, że nie doznaje przemocy ze strony partnera. Jednak, słuchając ich opowieści, nie ma wątpliwości, że mówią o znęcaniu się psychicznym, fizycznym, ekonomicznym. Czasami kobieta mówi, że mąż krzyczy, poniża i bije, ale to nie jest przecież przestępstwem. Widać, że te osoby żyją w bardzo dużym zaprzeczeniu. Bardzo trudno przyznać im się do tego, że jest się osobą doświadczającą przemocy.

To dlatego tak późno zgłaszają się po pomoc?

Przemoc karmi się milczeniem. Im dłużej problem jest rozwiązywany w czterech ścianach, tym kobieta się bardziej wstydzi i obawia. Zdarza się i tak, że kiedy nawet opowie o tym np. po 10 latach, to może spotkać się z takimi reakcjami bliskich czy funkcjonariuszy: „jak może to być prawdą, skoro przez 10 lat nic nie mówiłaś; to tak naprawdę twoja wina, bo trzeba było coś zrobić wcześniej; skoro pani potrafiła wytrzymać dziesięć lat, to nie mogło być tak źle”. Znajomi próbują też czasem usprawiedliwić takie zachowanie, mówiąc kobiecie: „on teraz ma trudny moment, pocierpisz trochę i będzie lepiej; on się na pewno zmieni, bo teraz ma problemy w pracy, przejdzie mu, to chwilowe”. Po takich reakcjach otoczenia, kobieta jeszcze bardziej się utwierdza w przekonaniu, że nic z tym nie może zrobić. Poza tym Polacy przecież deklarują, że nie dają przyzwolenia na przemoc, ale są to tylko deklaracje. Kiedy jesteśmy świadkami przemocy, raczej nie reagujemy. Mamy takie przekonanie, że nie należy się wtrącać w sprawy innej rodziny. To powoduje zmowę milczenia. Każdy widzi i słyszy, ale nic nie mówi. A sprawca nadal czuje się bezkarny.

Czym sprawca się charakteryzuje?

Wielu z nich bardzo dobrze funkcjonuje w swoich rolach życiowych: są dobrymi pracownikami, mają wysokie stanowiska, wywiązują się z obowiązków względem dzieci i rodziny. Często tylko żona czy partnerka widzi jego inną twarz. Zaznaczmy, że przemoc związana jest z nieradzeniem sobie ze złością. Poza tym sprawcy nie do końca wierzą, że poniosą konsekwencję swojego zachowania. I to daje im pole do powiększenia repertuaru przemocy. Kiedy kobiety są konsekwentne i postawią granice np. prawne, to zmniejsza się skala zachowań agresywnych. Wtedy lęk przed poniesieniem kary staje się silniejszy niż agresja, sprawcy starają się kontrolować swoje zachowania. Jednak jeśli nie rozwiążemy przyczyny, niestety zdarza się również, że po jakimś czasie agresja wybucha ze zwielokrotnioną siłą.

Co zrobić w takiej krytycznej sytuacji?

Jeśli sytuacja zagraża bezpieczeństwu jej lub dzieci, to ofiara powinna powiadomić policję. Najważniejsze, aby udała się do instytucji zajmujących się pomocą osobom pokrzywdzonym przemocą. Otrzyma wtedy wsparcie zespołu specjalistów: prawnika, psychologa, pracownika socjalnego, doradcy zawodowego. Prędzej czy później, jeśli przemoc trwa nadal, trzeba jednak podjąć jakieś kroki prawne, by sprawca poniósł konsekwencje swojego działania, bo to jest przestępstwo.

Mężczyźni bywają ofiarami kobiet?

W 2016 roku zgłosiło się do nas 51 mężczyzn. Kobiety znęcają się przeważnie psychicznie. Formy znęcania używane przez nie to najczęściej: wyzywanie, poniżanie, deprecjonowanie partnera w oczach jego i dzieci.

Jakie sygnały powinny nas zaniepokoić?

Każde agresywne zachowanie powinno nas niepokoić, czy to w stosunku do zwierząt, do ekspedientki w sklepie, czy do rodziców. Nieważne, czy jest to przemoc werbalna, czy fizyczna. Takie drobne sygnały pokazują, że druga osoba ma pewne tendencje do zachowania impulsywnego i nieopanowanego. Zdarza się, że ktoś np. przed ślubem ma niepokojące odczucia, ale nie ma odwagi się wycofać. Należy wierzyć intuicji. Kiedy podejrzewamy, że coś jest nie tak, powinniśmy dać sobie czas albo z kimś to skonsultować. Takie przeczucia nie biorą się znikąd.

Gabriela Bogaczyk

Zajmuje się ochroną zdrowia i sprawami społecznymi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.