Koszmarna podróż w jedną stronę

Czytaj dalej
Fot. materiały CIWF
Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Koszmarna podróż w jedną stronę

Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Wyobraź sobie, że wyruszasz do Włoch zatłoczonym tirem. Cały czas stoisz, nie możesz usiąść ani się obrócić. Choć panuje mordercza temperatura, nie dostaniesz kropli wody. Jedziesz w ten sposób nawet dwadzieścia godzin. Tortura?

Tylko w tym roku z województwa lubelskiego wyeksportowano ponad 3,5 tysiąca jagniąt przeznaczonych na rzeź. Rocznie z Polski wyjeżdża około 22 tysięcy tych zwierząt. Odbiorcami są głównie Włosi.

Zdaniem organizacji prozwierzęcych firmy transportowe naruszają unijne przepisy w zakresie przewozu zwierząt na długie dystanse.

- W efekcie jagnięta cierpią z powodu głodu, pragnienia, ciasnoty, dochodzi do urazów, a nawet śmierci - wylicza Marta Gregorczyk z CIWF Polska.

Organizacja w czasie ostatniej kontroli przyjrzała się trzem transportom jagniąt z Polski do Włoch. Aktywiści jechali za ciężarówkami przez Europę. Zauważyli, że do nieprawidłowości dochodziło w każdym przypadku.

- Żaden ze skontrolowanych przewoźników nie posiadał odpowiednich urządzeń do pojenia młodych zwierząt ani właściwego pokarmu dla jagniąt. Zwierzęta były stłoczone i ładowane na kilka kondygnacji, miały zbyt mało miejsca nad głowami, z tego powodu nie były w stanie stać w naturalnej pozycji. Kończyny klinowały im się między częściami samochodu. Wycieńczone zwierzęta nie miały możliwości położenia się z powodu zatłoczenia - wymienia grzechy przewoźników Gregorczyk.

- W takich transportach jedzie jeden kierowca, nawet nie ma możliwości sprawdzić, co się dzieje z tymi zwierzętami, a co dopiero im pomóc, kiedy zajdzie taka potrzeba - dodaje.

Miliard kur i 37 milionów cieląt, świń, owiec, kóz i koni każdego roku jest transportowanych wewnątrz Unii Europejskiej i poza jej granice (dane Stowarzyszenia Otwarte Klatki)

Z danych organizacji wynika również, że nie jest przestrzegany czas przewozu - zwierzęta były transportowane dłużej niż pozwalają na to unijne przepisy bo nawet blisko 30 godzin, podczas gdy maksymalny czas podróży nie powinien przekraczać 19 godzin. Dodatkowo pobyt zwierząt w samochodach jest przedłużany m.in. podczas oczekiwania na rozpoczęcie podróży lub rozładunek.

- Co więcej nie zapewniano obowiązkowych przerw po dziewięciu godzinach podróży, w trakcie których zwierzęta powinny zostać wypuszczone z samochodu, nakarmione i napojone. Kierowcy mijali punkt rozładunku, bo nie był przystosowany do jagniąt (powinny być na nich specjalne rampy, żeby zwierzęta nie zrobiły sobie krzywdy wychodząc) - relacjonuje Grzgorczyk.

- Ale też najwyraźniej te przerwy w ogóle nie były planowane. Jeśli przewoźnik wysyła w takim transporcie jednego kierowcę, to wiadomo, że on sam nie jest w stanie zająć się taką ilością zwierząt na ewentualnym postoju - dodaje działaczka CIWF.

Problem dotyczy nie tylko jagniąt, ale też m.in. cieląt, świń, kur. - Co ciekawe niektóre świnie przeżywają koszmar transportu dwa razy: malutkie prosiaki przyjeżdżają na tucz do Polski z Danii, a potem na ubój są wysyłane np. na południe Europy. Ich dobrostan mało kogo interesuje - mówi Paweł Rawicki ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

W internecie można znaleźć filmy dokumentujące kontrole transportów zwierząt prowadzonych przez CIWF, ale także inne organizacje, nie tylko z Polski. Widać na nich stłoczone w ciężarówkach zwierzęta, które depczą jedne po drugich. Widać poidła, z których woda nie leci, ale kapie, i zwierzęta, które rozpaczliwie je liżą. Widać głowy i kopyta uwięzione pomiędzy częściami samochodów. Widać złamane nogi, poranione głowy, poobdzierane tułowie.

- W październiku ubiegłego roku przyjrzeliśmy się kilkunastu transportom, głównie cieląt. W każdym odnotowaliśmy nieprawidłowości, m.in. pomijano obowiązkowy przystanek - tłumaczy Marta Grzegorczyk.

Przewozy zwierząt kontrolują też Inspekcje Transportu Drogowego. Lubelska w tym roku sprawdziła 117 z nich (1 proc. wszystkich kontroli) i nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości. ITD w Katowicach przyjrzała się 157 ciężarówkom, dopatrzyła się pięciu naruszeń przepisów (m.in. w zakresie nie zapewnienia zwierzętom odpowiednich warunków w samochodach).

- Kontroli jest niewiele w skali ilości transportów zwierząt, a szczegółowe wymagania techniczne nie są bardzo wyśrubowane - ocenia przyczynę niewielkiej ilości stwierdzonych nieprawidłowości Paweł Rawicki.

- Problemem jest też fakt, że przedstawiciele ITD nie są specjalistami od wszystkiego i nie zawsze wiedzą np. że dane poidła zamontowane w ciężarówce są odpowiednie dla świń a nie dla jagniąt i te ostatnie nie mogą z nich korzystać- dodaje Marta Grzegorczyk.

Hodowcy: Nam zależy najbardziej

Henryk Szczerbicki, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz z Lublina opisuje, jak wygląda droga jagniąt z lubelskiego gospodarstwa do położonej pod Rzymem ubojni.

- Na terenie województwa są dwie bazy, do których zwozimy zwierzęta. Jedna w Krupem koło Krasnegostawu, druga w Lacku koło Włodawy. Tam jagnięta są przeładowywane do dużych transportów. Jeśli muszą czekać na załadunek, to mają zapewnione w bazie takie same warunki, jak w gospodarstwie - zapewnia. - Ciężarówki są trzy - czteropiętrowe. Średnio przypada 0,2 metra kwadratowego na jagnię. Mówienie o ciasnocie to więc pomyłka. Obrońcy zwierząt dużo krzyczą, ale niewiele w tym prawdy. Tak samo z brakiem przystanków - najczęściej na Węgrzech jest organizowana przerwa, jagnięta wychodzą z samochodów. Nie dzieje im się krzywda - mówi.

Dyrektor Szczerbicki podkreśla, że hodowcom najbardziej zależy, żeby zwierzęta nie cierpiały i dotarły do celu w dobrej kondycji.

- Przecież od tego, w jakim stanie dojadą, czy nie będzie ubytków na wadze, zależy nasz zarobek. Za padłe zwierzę klient też nie płaci, bo ono idzie do utylizacji. Jesteśmy więc bardziej zainteresowani jak najlepszymi warunkami podczas transportu, niż ktokolwiek inny - argumentuje Szczerbicki.

Także Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego podkreśla, że organizacja nie dostaje żadnych sygnałów, żeby naruszane były europejskie przepisy w zakresie przewozu zwierząt.

- Zwierzęta mają w czasie podróży zapewnioną wodę, pożywienie. W czasie dłuższych podróży są planowane przerwy na odpoczynek, w czasie których cielęta, krowy czy byki są wyprowadzane z ciężarówek - zaznacza.

Maksymalnie osiem godzin

Przedstawiciele organizacji prozwierzęcych uważają jednak, że takie zapewnienia to tylko teoria. Apelują więc o zmianę europejskich przepisów. Powołują się na artykuł trzeci rozporządzenia Rady UE nr 1/2005, który mówi, że „nikt nie może przewozić zwierząt lub zlecać transportu zwierząt w sposób powodujący ich okaleczenie lub przyczyniający się do zadawanie im cierpienia”.

- Dlatego postulujemy, żeby maksymalny czas transportu żywych zwierząt wynosił osiem godzin, a w przypadku drobiu - cztery godziny. Jeśli to niemożliwe w takim czasie, eksport żywych zwierząt powinno się zastąpić eksportem mięsa. To jedyne rozwiązanie, które może zakończyć koszmar zwierząt podkreśla Paweł Rawicki z Otwartych Klatek.

- W tym roku złożono w Komisji Europejskiej już milion podpisów poparcia dla tej idei, zebranych w ramach kampanii #StopTheTrucks, prowadzonej przez koalicję Eurogroup for Animals. Kilkadziesiąt tysięcy z nich zgromadziliśmy w Polsce - dodaje.

Dodatkowy postulat dotyczy wprowadzenia zakazu wywożenia żywych zwierząt poza Unię Europejską.

- Zwierzęta z Polski są transportowane m.in. do Turcji czy na Bliski Wschód, przez wiele godzin ponad obowiązujące w UE przepisy, w upale, w nieodpowiednich warunkach. Trzeba z tym skończyć - zaznacza Marta Grzegorczyk.

Hodowcy są przeciwni zmianom regulacji. - Skrócenie okresu przewozu oznaczałoby w zasadzie koniec eksportu żywych zwierząt - zaznacza Tadeusz Lotczyk, dyrektor Polskiego Związku Owczarskiego. - A na tusze np. we Włoszech zbytu nie ma - dodaje.

Zdaniem Jerzego Wierzbickiego obecnie obowiązujące w Unii Europejskiej przepisy są wystarczająco wymagające dla zapewnienia dobrostanu zwierząt w transporcie, a ich przestrzeganie jest monitorowane.

- Uważam, że próby ortodoksyjnego określania, że maksymalny czas transportu to osiem godzin to dobrze, a dziesięć to już nie, jest nie na miejscu. Tym bardziej, że nie znam naukowych dowodów dla akurat takich ograniczeń. Może niedługo wprowadzimy też limity dla ludzi, np. że do Frankfurtu można jechać samochodem, ale do Paryża to już nie? - ironizuje. - Jeśli już, trzeba rozmawiać o tym, jak lepiej egzekwować obowiązujące prawo, zamiast podejmować próby tworzenia nowego. Jeśli ktoś nie płaci podatków to czy lepszy efekt osiągniemy podwyższając je, zamiast egzekwować te niezapłacone? Na pewno nie.

Petycje do ministra

Stowarzyszenie Otwarte Klatki, a także CIWF zachęcają, żeby podpisywać petycję do ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela w sprawie ograniczenia dopuszczalnej długości transportu zwierząt. Można ją znaleźć na stronach organizacji.

- 13 września w całej Polsce przeprowadzimy zaś akcję przeciwko transportowi żywych zwierząt poza UE - zapowiada Marta Grzegorczyk.

Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.