Kraków. Zabiła kochanka. Napisała książkę o tej zbrodni

Czytaj dalej
Fot. fot. Piotr Odorczuk
Artur Drożdżak

Kraków. Zabiła kochanka. Napisała książkę o tej zbrodni

Artur Drożdżak

Trzy kobiety uśmierciły radcę prawnego z Chrzanowa i poćwiartowane ciało przewiozły 50 km autobusem do Krakowa. Główna pomysłodawczyni odsiaduje wyrok dożywocia, dwie pozostałe są na wolności po odbyciu części kary. Jedna z nich napisała teraz książkę o tej zbrodni pt. „Zabiłam”.

Zmieniona tożsamość

48-letnia Anna G. jako autorka występuje pod pseudonimem Weronika K. Zmieniła także inicjały wspólniczek. Katarzyna K., córka zabitego radcy, 70-letniego Antoniego K., w jej książce figuruje jako Joanna G., a trzecia zabójczyni kryje się pod męską postacią o inicjałach Marcin B. Faktycznie to Aleksandra C.-M., która usłyszała prawomocny wyrok dożywocia.

Akcja książki została przeniesiona do fikcyjnej miejscowości Brudnowo. W rzeczywistości to Chrzanów. Autorka zmieniła też nazwę policyjnego zespołu, który rozwikłał zagadkę zabójstwa z 2000 r., określając go formułką: Wydział Spraw Beznadziejnych. Faktycznie to funkcjonariusze Archiwum X Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Nakładem krakowskiego wydawnictwa na 312 stronach Anna G. opisała moment zatrzymania, śledztwa, przebieg procesu i swój pobyt w różnych zakładach karnych.

Wydana w ub.r. książka ma dedykację poświęconą „niezwykłym ludziom, którzy towarzysząc mi w drodze przez piekło, zmienili moje życie”. Z kontekstu wynika, że chodzi o jej adwokata, policjantów zaangażowanych w śledztwo, funkcjonariuszy służby więziennej, kapelana więziennego, ale i inne osadzone, które spotkała za kratkami.

Była wśród nich m.in. dzieciobójczyni, oszustka, członkini zorganizowanej grupy przestępczej handlującej paliwami oraz inne zabójczynie.

Motyw majątkowy

Sprawa odbiła się szerokim echem, gdy w 2005 r. zbrodnia wyszła na jaw. Zatrzymano wtedy córkę radcy Katarzynę K. oraz jego sekretarkę z kancelarii i jednocześnie kochankę Annę G. Obie niezależnie od siebie przyznały się do dokonania zabójstwa i pozbycia się zwłok.

Obie kobiety znały się ze szkoły średniej w Chrzanowie. Miały też koleżankę Aleksandrę C.-M., z którą Anna G. przyjaźniła się od czasów studiów na UJ. Były pod jej olbrzymim wpływem. Zazdrościły jej opowieści o zagranicznych wyjazdach, podróżach do egzotycznych krajów i wystawnym życiu. Aleksandra C.-M. większość czasu spędzała w Tunezji, gdzie miała dom i męża Syryjczyka. Chwaliła się znajomościami wśród arabskich szejków, ale i wśród ludzi z Afganistanu. Wychwalała postać Osamy bin Ladena i ceniła jego dokonania.

Była majętna i kusiła znajome obietnicami pomnożenia ich stanu posiadania. Twierdziła, że najlepiej trzymać lokaty w szwajcarskich bankach lub zainwestować w stadninę koni. Namawiała Katarzynę K. do wycofania wkładu pieniężnego na mieszkanie w Krakowie, ale sprzeciwiał się temu Antoni K., który co miesiąc przelewał pieniądze na ten cel.

Otruć muchomorami

Kobiety postanowiły wtedy, że trzeba się pozbyć radcy. Córka bez aprobaty ojca wypłaciła z konta bankowego kilkadziesiąt tysięcy złotych i przekazała je Aleksandrze C.-M. Antoni K. wściekał się, bo gotówki nie odzyskał. Kobiety zaczęły konkretyzować plan zabójstwa. Najpierw chciały otruć mężczyznę pierogami z muchomorów, ale ten pomysł upadł. Potem jedna z nich uderzyła go młotkiem w głowę, gdy spał. Odniósł niegroźne obrażenia.

W styczniu 2000 r. uderzyły go łomem w głowę, ale i to przeżył. Wtedy podały mu środki nasenne w napoju, związały, dusiły, topiły w wiadrze z wodą, a na końcu poćwiartowały w piwnicy. Potem przez dwa dni wywoziły części ciała autobusem do Krakowa. Tam, wrzucając do Wisły, pozbywały się worków z fragmentami zwłok. Katarzyna K. przekazała dodatkowe pieniądze Aleksandrze C.-M., która zamieniła polską walutę na dolary i z nimi zniknęła. Wróciła z zagranicy do Polski, gdy jej wspólniczki już siedziały w areszcie.

Była niedziela. Wyciągnęłyśmy plan miasta i zdjęcia z wycieczki statkiem po rzece. Na ich podstawie Marcin z Joanną ustalili miejsca, gdzie najlepiej pozbyć się zwłok. Fragmenty ciała zapakowałyśmy do worków i plecaków

W przeciwieństwie do nich nigdy nie przyznała się do winy. Anna G. i Katarzyna K. potwierdziły, że Aleksandra C.-M. miała też plan pozbycia się syna radcy (nazywała to „operacją Bielsko”) i dalszej jego rodziny („operacja Wybrzeże”). Samo zabicie i pokrojenie Antoniego K. określiła formułką „operacja Puzzle”. Wszystko zapisywała w swoim notesie i to był potem jeden z ważnych dowodów w śledztwie.

Cytaty z książki

Anna G. na str. 27 w swojej książce: „Kilka lat temu z Joanną [w rzeczywistości Katarzyną K. - przyp. red.] podałyśmy jej ojcu środki nasenne. Gdy zasnął, weszłyśmy do sypialni. Marcin B. [czyli Aleksandra C.-M.] stanął w drzwiach z łomem, Joanna najpierw związała ojcu ręce, potem usiadła mu na klatce piersiowej i przyłożyła do twarzy poduszkę, zaczęła dusić. Ocknął się i usiłował ją zrzucić. Wtedy Marcin powiedział do mnie: Pomóż jej. Położyłam się na nogach radcy. Potem mnie pochwaliła: Byłyście wspaniałe!”

I dalej z książki: „Ciało przeniosłyśmy z Joanną do piwnicy na prześcieradle, a Marcin odjechał. Pojawił się następnego dnia przed południem. Poszedł z Joanną do piwnicy zająć się ciałem, a ja w kotłowni obok paliłam rzeczy. Wieczorem poszłam kupić martini i zaniosłam kieliszek Joannie do piwnicy. Stanęła w progu i zasłoniła sobą widok. Miała straszną twarz, straszną”.

Faktycznie korpus Antoniego K. wyłowiono z Wisły po kilku miesiącach od zabójstwa, ale nikt nie skojarzył, że to zwłoki poszukiwanego radcy.

I znowu z książki: „Była niedziela. Wyciągnęłyśmy plan miasta i zdjęcia z wycieczki statkiem po rzece. Na ich podstawie Marcin z Joanną ustalili miejsca, gdzie najlepiej pozbyć się zwłok. Fragmenty ciała zapakowałyśmy do worków i plecaków.

W poniedziałek pojechałyśmy autobusem PKS. Ja niosłam w plecaku głowę i ręce, a Joanna nogi. Dwa dni później przebyłyśmy identyczną drogę, w torbie podróżnej na kółkach miałyśmy korpus. Pod mostem wyrzuciłyśmy ciało do wody. Kilka dni później zgłosiłyśmy zaginięcie radcy”.

List po latach

Faktycznie korpus Antoniego K. wyłowiono z Wisły po kilku miesiącach od zabójstwa, ale nikt nie skojarzył, że to zwłoki poszukiwanego radcy. Zabójczynie, by przejąć jego majątek, musiały doprowadzić do uznania go za zmarłego. Dlatego pod koniec 2004 r., po czterech latach od zniknięcia Antoniego K., jego córka zjawiła się na policji, by przedstawić anonim, jaki dostała pocztą. Do niego dołączona była niewielka paczka.

- Ktoś widział, że mojego ojca zamordowano. Wszystko opisał w tym liście - pokazała kopertę i wyciągnęła napisany na maszynie krótki list. Nieznany nadawca stwierdził, że kilka lat wcześniej widział, jak dwaj mężczyźni wrzucili wypakowane worki do Wisły. Był przekonany, że chodziło o mafijne porachunki i dlatego milczał długo, nie chcąc się w nie wplątać.

Na miejscu odnalazł portfel Antoniego K. Teraz jednak - jak zaznaczył - nie chciał żyć dłużej z taką sprawą na sumieniu i dlatego odnalazł rodzinę radcy i przekazał jej wiedzę o śmierci mężczyzny. W paczce była wizytówka, zdjęcia i portfel radcy. Tak naprawdę to trzy panie wspólnie napisały ten list i zaczęły starania o przejęcie majątku. Katarzyna K. dostarczyła do sądu korzystny dla siebie testament.

- Przypadkowo się odnalazł - panie zapewniały zgodnie. Funkcjonariuszom z Archiwum X takie zachowanie kobiet wydało się podejrzane. I było początkiem ich zguby.

Autorka książki Anna G. (z lewej) i Katarzyna K. (z prawej) na procesie przed krakowskim sądem. Odsiedziały sześć lat z wyroku i już są wolne
fot. Piotr Odorczuk Autorka książki Anna G. (z lewej) i Katarzyna K. (z prawej) na procesie przed krakowskim sądem. Odsiedziały sześć lat z wyroku i już są wolne

Sąd skazuje

Najpierw wszystkie trzy usłyszały wyrok 25 lat więzienia, ale proces przed Sądem Okręgowym w Krakowie musiał zostać powtórzony. Po polejnym rozpoznaniu Anna G. i Katarzyna K. usłyszały prawomocny wyrok 7 lat i 11 miesięcy więzienia, bo skorzystały z nadzwyczajnego złagodzenia kary.

Za słuszną uznał sąd karę dożywocia dla Aleksandry C.-M., bo ułożyła precyzyjny plan zabicia człowieka dla zagarnięcia jego majątku, sama będąc osobą zamożną, opracowała plany uniknięcia odpowiedzialności, wciągnęła inne osoby do zbrodni, w tym dziecko ofiary. Przejawiała pogardę dla życia i wyjątkową demoralizację.

- Postawiła się poza społeczeństwem, zagraża mu, zasługuje więc na eliminację ze społeczeństwa. Kara dożywocia jest dla niej zasłużona i celowa - orzekł sąd.

Sąd Apelacyjny w Krakowie w przypadku Anny G. stwierdził, że doszło do zabójstwa jej życiowego partnera, który, nawet jeśli bywał przykry w obejściu, dobrze jej życzył.

- Zabiła go zatem dla wygody, dla uwolnienia się od człowieka, który jej nie krzywdził, tak jak pojmuje się krzywdę w stosunkach międzyludzkich, i od którego mogła odejść, jeśli uważała się za krzywdzoną - dostrzegł sąd. Teraz Anna G. w książce po swojemu rozlicza się ze swoją zbrodnią.

Artur Drożdżak

Dziennikarz zajmujący się sprawami sądowymi i prawnymi

Komentarze

12
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

aga

Pomijając te makabryczne okoliczności teraz zostać pisarzem może zostać każdy, moda na self publishing dotarła jakiś czas temu i do nas, a własną książkę można wydać łatwo dzięki rozpisani.pl , nie jest to teraz tylko marzenie które rzadko się spełnia.

wspolosadzona

A najgorsze jest to ze Anna i Katarzyna były pod ciągłą ochroną policji z która utworzyły tak dziwny kontakt bo nie tylko w swoich sprawach były one ciągle przesluchiwane,by wyjść z zk mieszały się a głównie Anna w sprawy innych osadzonych wymyslala kłamstwa jakie policja chciala słyszeć. Spędziłam z nią sporo czasu najpierw Areszt Śledczy później oddział Karny ona świadomie spowodowała ze to Aleksandra jest uznana za pimyslodawczynie ale to Anna kroila to ona nie miala sumienia opowiadać jak bawiła się częściami odcietego ciała nikt kto tego nie słyszał nie wie jak wielkiego oszustwa dokonała Anna a nasze prawo w zamian za zeznania do innych ważnych spraw zapewnił jej wolność

wspolosadzona

Przebywalam w ZK z każda z trzech kobiet które zostały oskarżone o tę zbrodnie. Jednak tylko opowieści Anny G wypowiedziami mrozacymi krew. Anna była zafascynowana tym co zrobiły,szczegóły były tak dokładnie opisane ze do dzisiejszego dnia mnie mdli na samą myśl. Była ona swiatna aktorką i bez przerwy symulowala. Jednocześnie była bezwzgledna dla córki ofiary Katarzyny,która widać było tańczy do muzyki Anny i robiła wszystko pod jej dyktando.... Nie jeden raz przypadkiem powiedziała ze trzecia z oskarżonych Aleksandra C.M z zabójstwem nie ma nic wspólnego. Znam również Aleksandre i argumentacja ze zrobiła to dla pieniędzy jest absurdem,bo 30 tys dolarów to Aleksandra rocznie wydaje na obrońców i utrzymanie w Zk większą sumę. Anna skorzystała z nadzwyczajnego złagodzenia kary co jest możliwe tylko po ujawnieniu swojego i innych udziału w czynie karalnym. Anna brała pod uwagę ze mogą zostać zatrzymane i była świetnie przygotowana do złożenia wyjaśnień i dokladnie poinstruowala Katarzynę co ma mówić. Popełniły mnóstwo potyczek w swoich wyjaśnieniach ciągle zmieniały wersję a jednak dano im wiarę a to dlatego ze korzystając z nadzwyczajnego złagodzenia kary człowiek umywa ręce ale musi wskazać ofiarę i świadka który to potwierdzi czyli to akurat jest Katarzyna. Znam tę sprawę bardzo dobrze i wiem jedno PAN SEREMET BEDZIE SMAZYL SIE W PIEKLE wyrok i jego uzasadnienie był i jest Śmieszny a powinni skazać Annę to jej pomysły sama się przyznawała pod cela

oczko

lepsze od Poznańskiego

oczywiscie

czerwone nasienia, jeszcze ksiazke bandziorzyce pisza, zadyndac powinny nieroby. To najlepszy przyklad do czego prowadzi ideologia nierobstwa , lenistwa i zerowania na dorobku innych, komunistyczny wynalazek , caly czas kontynuowany i broniony pod nazwa walki o demokracje.

Współczująca

Postarzały się nie mogły korzystać z życia i odziedziczonych pieniędzy po zmarłym.
Co innego mężczyźni, którzy w podobnych przypadkach otrzymują minimum 15 lat (choć zwykle 25 lat lub dożywocie), a odsiadują co najmniej 12 (zwykle 20-25 lat).

krakowianin

Takie jest życie bez Boga !!

abcd

Wyszukaj w sieci:

"Brak kary śmierci w kodeksie karnym jest pogardą dla ofiar"

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.