Kres pomorskiej Rospudy?

Czytaj dalej
Fot. Stowarzyszenie Wieś Nad Rozlewiskiem
D. Abramowicz, Ł. Kłos

Kres pomorskiej Rospudy?

D. Abramowicz, Ł. Kłos

Urzędy zwlekają z wydaniem decyzji, prokurator przedłuża śledztwo, a unikatowe rozlewisko niknie w oczach.

Urzędy mają czas. Prokuratorzy decydują o przedłużeniu śledztwa i czekają na dosłanie dokumentów, urzędnicy w Warszawie wydłużają o kolejne miesiące rozpatrzenie terminu rozpoznania odwołań od decyzji Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku.

O walce o uratowanie rozlewiska w Szczerbięcinie piszemy regularnie od początku tego roku.

Kiedy urzędy zwlekają, człowiek robi swoje.

Przyroda jest w tej sytuacji bezradna. Na obszarze unikatowego przyrodniczo rozlewiska w Szczerbięcinie, w pobliżu Tczewa, stale obniża się poziom wody. Z działki, na której gdański RDOŚ nakazał jesienią ub. roku „przeprowadzenie działań naprawczych” w celu przywrócenia wyjątkowego ekosystemu, właściciel, korzystając z „prawa Szyszki”, wyciął stuletnie dęby i łęgi. Działkę zaorano.

Rozlewisko, które powstało ponad trzy dekady temu, stało się lokalną atrakcją
Stowarzyszenie Wieś Nad Rozlewiskiem Właściciel tego terenu jesienią ubiegłego roku, korzystając z „lex Szyszki”, wyciął stuletnie dęby

-

W tej gminie zwycięża bezprawie

- mówi Krzysztof Augustyniak, przewodniczący Rady Gminy Tczew.

- Stosowana jest metoda faktów dokonanych - dodaje Lidia Dziubińska, prezes Stowarzyszenia „Wieś nad rozlewiskiem”. - Każdy obywatel ma prawo i obowiązek dbania o przyrodę, szczególnie zaś powinni to robić gospodarze samorządowi, czyli wójt i starosta. Zastanawia więc fakt, dlaczego nic nie robią, by tak piękny teren, jakim jest rozlewisko w Szczerbięcinie, ocalić przed zniszczeniem. A jeszcze niedawno można tu było napotkać chronione ryby oraz zagrożone małże szczeżui wielkiej, wilgi, rybitwy czarne i rzeczne, perkozy oraz mewy czarnogłowe. Dziś to prawdziwy dramat.

Nic tu się nie dzieje

Niedawno fragment (mniej więcej hektar) osuszonej części rozlewiska został zaorany. Wygląda na przygotowany pod zasiew. Kiedy dzwonimy do Stanisława Litawy, w słuchawce odzywa się syn Karol. Tłumaczy, że ojciec „jest na długim urlopie”. Musiał odpocząć. Pod nieobecność gospodarza to on, wspólnie z bratem Krzysztofem, prowadzi gospodarkę.

- Nie wiemy, dlaczego woda z rozlewiska ucieka - mówi Karol Litawa. - Nic nowego nie robimy. Żadna melioracja nie jest naprawiana. Nic tu się nie dzieje - zapewnia. Jedyne, co według młodego Litawy się zmieniło, to trzy nowe grodzie na rowie melioracyjnym. A przecież, jak zastrzega Litawa, wszelkie prace miały zostać wstrzymane.

- A tu ktoś ciężki sprzęt wysłał, ślady koparki widziałem. Ostatnie z przegrodzeń zrobiono jakoś w tym roku, na początku - twierdzi syn gospodarza. Dopytujemy o zaorany obszar. - Chodzi o ten mały kawałek? Przecież uprawialiśmy go już rok temu. W tym roku też obsialiśmy go mieszanką zbożową - mówi. O tym, że na obsianej części również miały być odtworzone warunki sprzyjające dla cennych gatunków zwierząt, młody rolnik nie wie. Tłumaczy, że „tymi sprawami” zajmował się tata. Kontaktu z nim jednak nie ma, póki nie wróci z urlopu.

Górnicza inwestycja

Przed sześcioma laty Stanisław Litawa, rolnik z gminy Subkowy, który wykupił wraz z rodziną kilka działek w Szczerbięcinie, rozpoczął systematyczne osuszanie rozlewiska. Jak się później okazało, mogło mieć to związek z planowaną wielką inwestycją... górniczą na tym terenie. W Szczerbięcinie i sąsiedniej wsi Turze planowana jest 17-hektarowa żwirownia, która wraz z przylegającą do niej inną żwirownią utworzyłaby największy zakład górniczy w Polsce północnej.

Karol Litawa przekonuje, że to twierdzenia przesadzone i media przeinaczyły słowa ojca. - Nie ma żadnego związku między żwirownią a rozlewiskiem. Nikt tego nie brał pod uwagę - przekonuje syn gospodarza. Ale na pytanie, gdzie mijano się z prawdą, wzrusza ramionami. - Tyle tego napisano w różnych tytułach, ale już trudno. Nie ma sensu prostować.

Prokurator w papierach

W celu ochrony przyrody kilkudziesięciu mieszkańców Szczerbięcina założyło Stowarzyszenie „Wieś nad rozlewiskiem”. Stowarzyszenie zawiadomiło o działaniach rolnika m.in. Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, która w listopadzie ub. roku wydała rolnikowi nakaz rekultywacji terenu. Prawnicy, reprezentujący rolnika i jego rodzinę, odwołali się od decyzji RDOŚ do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

W tym samym czasie jednak - mimo pisemnych protestów 132 mieszkańców wsi Turze i Szczerbięcin - Rada Gminy Tczew uchwaliła zmiany w Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Gminy, umieszczając w nim złoża w Szczerbięcinie. Co zastanawiające, gmina, wysyłając wcześniej do RDOŚ prośbę o wydanie opinii w sprawie zmian w studium, „zapomniała” o planach dotyczących Szczerbięcina. Pozostałe instytucje państwowe taką informację otrzymały. Ponadto państwowy inspektor sanitarny w Tczewie odebrał nieco skorygowane pismo z gminy, na którym nie zaznaczono pobliskich ujęć wody, zaś dołączone do pism mapy, na które naniesiono projekt zmian, pochodziły z lat 70., gdy rozlewiska jeszcze nie było.

Jeszcze nie jest za późno

Urzędnicze młyny mielą powoli. Na rozpatrzenie złożonego przez rolnika zażalenia Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska dała sobie czas do 20 maja. Gdy zapytaliśmy wczoraj, na jakim etapie jest postępowanie, padła odpowiedź: „na ukończeniu”. Projekt decyzji nie został jeszcze zatwierdzony przez dyrekcję. Jakie postanowienia zawiera, pozostaje tajemnicą.

Nie wiadomo też, kiedy zakończy się postępowanie Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku. Do tego urzędu, już po raz drugi, trafiło odwołanie od decyzji starosty tczewskiego, który zgodził się na odtworzenie sieci melioracyjnej w Szczerbięcinie. Stowarzyszenie „Wieś nad rozlewiskiem” tłumaczy, że nie ma co odtwarzać - dawne rowy melioracyjne nie pełnią już swojej funkcji, a to, co robi Stanisław Litawa, polega na budowaniu nowych studni i rurociągów. A na to trzeba mieć już pozwolenie, którego nikt nie wydał.

Odwołanie do RZGW trafiło w marcu. Co od tego czasu zrobiono dla wyjaśnienia sprawy?

- Postępowanie jest skomplikowane. Trwają analizy - odpowiada rzecznik prasowy Bogusław Pinkiewicz. - Mamy 90 dni na rozstrzygnięcie. Trudno w tej chwili określić, czy będzie potrzeba przedłużenia terminu.

Jakie działania zamierza podjąć starosta, skoro rozlewisko zanika? - Do dzisiaj nie wpłynęła żadna oficjalna informacja dotycząca tego, aby działania pana Litawy były sprzeczne z wydaną przez organ starosty decyzją. Dalsze działania naszego urzędu będą uzależnione od decyzji RZGW w Gdańsku - odpowiada z kolei Marcin Stolarski, rzecznik starosty tczewskiego. I podkreśla, że działania starosty dotyczą tylko rowu melioracyjnego, a nie całego rozlewiska, które jest poza jego kompetencjami.

- Żwirownia to interes kilku osób, interes publiczny mieszkańców się nie liczy - mówi z goryczą Lidia Dziubińska. - Zakład górniczy zdepresjonuje wodę z pobliskich bagien, zginie woda ze studni i ekosystem.

Czy spełni się więc czarny scenariusz? - Naszym zdaniem, restytucja omawianego obszaru nadal jest możliwa. Należy zamknąć odpływy wody i wymienić podłoże na gliniaste. Spełnienie tych warunków pozwoli na odtworzenie tego cennego siedliska przyrodniczego - mówi Danuta Makowska, regionalny dyrektor ochrony środowiska w Gdańsku.

D. Abramowicz, Ł. Kłos

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.