Kroplówka na kaca. Pogotowie ratunkowe dla osób, które cierpią katusze z powodu kaca

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Izabela Krzewska

Kroplówka na kaca. Pogotowie ratunkowe dla osób, które cierpią katusze z powodu kaca

Izabela Krzewska

To pogotowie ratunkowe dla osób, które cierpią katusze z powodu przeholowania z alkoholem. Ratownicy przyjeżdżają do domu i pomagają imprezowiczom uporać się z syndromem dnia następnego. - Zdarzają nam się grupowe zgłoszenia i mamy już stałych klientów! - zdradza Adam Jakubowski z pierwszego w Białymstoku Pogotowia Kacowego.

- Przychodzą do was skacowani pacjenci?

- Przychodzą, ale i coraz więcej osób dzwoniło z pytaniem, czy dojeżdżamy do domu. Jest to forma wygodna dla osób z objawami przedawkowania i zatrucia alkoholowego, które potrzebują szybkiego nawodnienia i dostarczenia elektrolitów, żeby jak najszybciej stanąć na nogi.

- Dużo macie takich pacjentów?

- Nasze Pogotowie Kacowe działa od połowy czerwca tego roku. Już mogę jednak powiedzieć, że najwięcej zgłoszeń mamy od piątku do poniedziałku. W miniony poniedziałek, 3 lipca, mieliśmy czterech pacjentów, trzech zamówiło usługę grupową. Wiadomo, po intensywnym weekendzie ciężko otworzyć oczy, zmobilizować się do pracy. Wtedy ludzie korzystają z kroplówek. Zdarzają się też zlecenia po weselach, uroczystościach rodzinnych, wieczorach kawalerskich... Tu także dominują weekendy i poniedziałki. Ostatnio były Dni Białegostoku i sporo imprez. To był owocny czas. Mieliśmy około 10 pacjentów dziennie. W tygodniu raczej sporadycznie zdarzają się prośby o przyjazd. Wtedy pacjenci zgłaszają się do Instytutu (ITW).

- Gdzie dojeżdża Pogotowie Kacowe?

- Raz mieliśmy wyjazd do Sokółki, ale raczej działamy na terenie Białegostoku i powiatu białostockiego. Jeżeli pacjent wymaga dalszego wyjazdu, ustalamy to z nim indywidualnie.

- Kto najczęściej korzysta z waszych usług?

- Panowie. Statystycznie na dziesięciu mężczyzn przypadają dwie panie. Powód? Kobiety dzielnie znoszą trudy dnia następnego. Z racji płciowych predyspozycji oraz ich odpowiedzialność też jest większa...

- A jeśli chodzi o wiek pacjentów?

- Rozpiętość jest bardzo duża. Bawią się ludzie w różnym wieku - wystarczy się przejść po różnych klubach w weekend. To się przekłada na naszych pacjentów. Są więc i osoby w wieku 20-23 lata, jak i 40-50 lat.

- Czy pacjenci zwierzają się, jak nabawili się dolegliwości?

- Nie robimy wywiadów, każdy ma prawo do anonimowości. Czasami jednak w zwykłej rozmowie opowiadają o swoich przeżyciach, upojnych wieczorach kawalerskich, imprezach firmowych czy szkoleniach biznesowych, które skończyły się gdzieś na mieście... Czasem to też proza życia: ktoś poszedł w odwietki, miał spotkanie ze znajomymi i wypił jeden kieliszek za dużo.

- Jak długo trwa zabieg „przywracania do życia” i ile kosztuje?

- Trwa około 40-60 minut, kosztuje 100 złotych za kroplówkę i 20 złotych za dojazd na terenie miasta. Na początku przeprowadzamy wywiad z pacjentem o jego chorobach, ewentualnych przeciwwskazaniach do terapii antykacowej. Następnie mierzymy ciśnienie. Jeżeli nie ma żadnych przeciwwskazań i pacjent jest zainteresowany naszą ofertą, podłączamy kroplówkę poprzez nakłucie wenflonem żyły. To jest bardzo mały wenflon, a igła jest cienka i ostra. Pacjenci się śmieją, że bardziej boli odrywanie plastra od wenflonu.

Potem następuje terapia dożylna. Podajemy większą objętość płynu, żeby nawodnić pacjenta, oraz mieszankę cukrów prostych i elektrolitów, aby zwiększyć u pacjenta diurezę (wydalanie moczu, zwiększenie filtracji nerkowej) oraz wydzielanie alkoholu z organizmu.

- Jakie są zalety takiego detoksu?

- Dożylna droga podania suplementów jest bardzo skuteczna i szybka w działaniu. Mikro i makroelementy (szczególnie magnez, sód, czy potas) są podawane bezpośrednio do krwiobiegu. Dożylne podanie płynów powoduje, że pacjent nie jest „rozcieńczany” tak, jak przy nawadnianiu doustnym. Należy pamiętać, że jeżeli spożywamy duże ilości wody, jednocześnie rozcieńczamy naszą krew. Uzupełniamy tylko wodę, nie uzupełniając cukrów prostych ani elektrolitów. Przez to możemy uzyskać efekt odwrotny niż zamierzony.

- Czy faktycznie taka kroplówka stawia od razu na nogi?

- Największym wskaźnikiem skuteczności jest powracający pacjent. Musimy się pochwalić, że pacjenci faktycznie do nas wracają, więc najwyraźniej są zadowoleni. Mamy już grono swoich stałych pacjentów, nie tylko kacowych, ale też tych suplementacyjnych i witaminowych.

Pacjenci faktycznie po przyjęciu kroplówki czują ulgę. Mówią, że lepiej się czują, nie mają drżeń mięśni, nie ma takiego osłabienia. Magnez i inne elektrolity, które podajemy w kroplówce, bardzo fajnie wspierają pracę układu nerwowego. Mózg dostaje porcję cukrów prostych, porcję elektrolitów. Człowiek ma wtedy więcej energii do życia, lepiej funkcjonuje.

- Ile promili miał najbardziej potrzebujący pacjent, który się do was zgłosił?

- Nie badamy tego. Z punktu widzenia naszej terapii nie ma znaczenia, jakie stężenie alkoholu we krwi ma pacjent. Trzeba też pamiętać, że dożylna terapia antykacowa to nie otrzeźwienie. Nie chodzi o to, aby pacjent nie miał alkoholu we krwi. Będzie miał. My chcemy płynami ten alkohol rozcieńczyć, czyli zmniejszyć jego stężenie we krwi, oraz zwiększyć jego wydzielanie poprzez nerki, czyli zwiększyć wydzielanie moczu. Chodzi o to, żeby pacjent szybciej ten alkohol zmetabolizował i pozbył się go z organizmu. W efekcie powinien się poczuć lepiej fizycznie, ale nie ma gwarancji, że po naszej kroplówce wsiądzie za kółko i jest bezpieczny. I tak trzeba realnie ocenić swoje siły i zbadać stężenie alkoholu alkomatem, na przykład na komendzie policji.

- Słowo kac pochodzi od niemieckiego słowa „Katzenjammer”, co po polsku oznacza „kwiczenie kota”. Brzmi zabawnie, ale każdy, kto go doświadczył, wie, że nie ma tu nic do śmiechu. Czym jest kac?

- Kac to zespół objawów u osób, które nadużyły alkoholu. Najczęstszymi dolegliwościami towarzyszącymi kacowi są: ból głowy, pragnienie, światłowstręt, nudności, biegunka, apatia, problemy z koncentracją, osłabienie, brak łaknienia lub nadmierny apetyt, zmęczenie, senność, mdłości. To efekt odwodnienia i wypłukania elektrolitów. Spada nam stężenie pierwiastków takich jak potas, magnez oraz sól, które są odpowiedzialna za prawidłowe funkcjonowanie naszego mięśnia sercowego oraz mięśni. Kiedy te pierwiastki są wypłukane, kolejnym objawem są drżenia mięśni, powiek, drżenie rąk, nawet silne drgawki.

Alkohol jest substancją trującą dla naszego organizmu i powoduje dysfunkcję narządów takich jak wątroba i trzustka. Powoduje zakwaszenie organizmu, obniża poziom cukru. Glukoza jest podstawowym składnikiem służącym do metabolizowania naszego alkoholu we krwi. Jeżeli podczas spożywania alkoholu nie dostarczaliśmy sobie cukrów prostych i następnego dnia, po obudzeniu, też nie, będziemy mieli duży niedobór glukozy w organizmie.

- Czy mieszkańcy wschodniej Polski częściej przeholowują z alkoholem?

- Nie każdy z nas ma takie same predyspozycje do metabolizowania alkoholu. Możemy mieć dwie osoby tej samej płci, w tym samym wieku, tej samej wagi i gdy obie wypiją tą samą ilość alkoholu - jedna nic nie odczuje, a druga następnego dnia będzie, brzydko mówiąc, „umierać”. Wynika to z naszych różnic metabolicznych, tego, ile wody spożywamy w ciągu dnia, jak się żywimy, czy dostarczamy odpowiednią ilość witamin i pierwiastków, czy dbamy o naszą suplementację, czy nie. Słowem - o objawach dnia następnego świadczy styl życia jaki prowadzimy. Jeżeli ktoś z pozycji wyjściowej nie suplementuje sobie pierwiastków w organizmie (czyli będzie miał z założenia tę ilość pierwiastków mniejszą bądź bliższą dolnej granicy), po czym dodatkowo zafunduje sobie dwu-trzydniową, czy nawet jednodniową mocniejszą imprezę, wtedy na pewno o wiele bardziej odczuje skutki tego spożycia alkoholu niż na przykład osoba, która wypija znacznie większą ilość płynów i dba o suplementację witaminową oraz pierwiastkową. Jest dużo czynników zewnętrznych wpływających na to, jak metabolizujemy alkohol.

Ważna jest też gospodarka węglowodanowa w naszym organizmie. Do metabolizowania alkoholu niezbędne są węglowodany. Chorobą cywilizacyjną jest cukrzyca, która predysponuje do silniejszych objawów kaca. Jeśli ktoś choruje na cukrzycę i przeholuje troszeczkę z alkoholem, na pewno będzie miał większe objawy kaca.

- Wracając do pytania: jak piją białostoczanie?

- Na ścianie wschodniej pije się tak samo, jak na ścianie zachodniej, czy w innych częściach Europy. Nie można powiedzieć, że pijemy dużo. Pijemy całkiem normalnie, w zdrowych ilościach. Jednak u nas, niestety, wielu ludzi miesza alkohole. Wypijemy alkohol niskoprocentowy i wysokoprocentowy - to idealna recepta na kaca.

Powiedzmy sobie szczerze - nie bez znaczenia jest też tradycja biesiadowania i picia przy różnych okazjach: na smutki, z radości, z nudy... W tej kwestii Polacy bez problemu dogadali by się z Rosjanami. Japończycy zaś nie mieliby z nami szans. Ponoć około 40 procent Azjatów reaguje na alkohol znacznie silniej niż Słowianie. Gdy piją alkohol, reagują podobnie jak alkoholicy, którym wszyto esperal.

Wynika to z różnic genetycznych i skłonności do wolniejszego metabolizowania alkoholu. Azjaci mają obniżoną tolerancję na alkohol, więc są bardziej narażeni na skutki przeholowania trunków.

- Czy białostockiej Pogotowie Kacowe jest czynne całodobowo?

- Staramy się być jak najbardziej elastyczni. Nawet jeśli Instytut Terapii Witaminowej otwarty jest od godziny 10 do 18, a dzwoni do nas pacjent, który chciałby się przebadać, bardzo często przyjeżdżamy na przykład na 7 rano... W obie obecnych technologii, każdy ma przy sobie telefon. Na przykład w minioną niedzielę pacjent napisał do nas już o godz. 23, bo chyba widział, co się święci... I od razu umówiliśmy się na poniedziałek rano.

- Panowie częściej niż panie leczą u was kaca. Jednak wśród klientek macie też kobiety, które za pomocą kroplówki poprawiają sobie urodę...

- Panie bardzo często korzystają z pakietów antyoksydacyjnych, Health & Beauty. Większość z nas ma niedobory witamin, szczególnie witaminy D3, którą my podajemy w drodze dożylnej. Na co dzień wiele osób, aby uzupełnić wszelkie niezbędne mikro i markoelementy plus witaminy, łyka suplementy diety w tabletkach: magnez, wapń, do tego witaminy z grupy B i D3, dodatkowo witamina A+E, która odpowiada za skórę, włosy i paznokcie. I to już stanowi co najmniej pięć pigułek. My jesteśmy w stanie wszystko to suplementować jedną kroplówką, i to nie codziennie, a raz w tygodniu (kiedy pacjent ma niedobory) lub dwa razy w miesiącu, jeśli chcemy to potraktować jako suplementację. Jest to dla pacjenta przede wszystkim dużo wygodniejsze i o wiele bezpieczniejsze dla śluzówki żołądka, która nie jest obciążona masą tabletkową. Bo trzeba pamiętać, że preparaty suplementacyjne w tabletkach to nie jest tylko czysta witamina czy czysty pierwiastek. To jest też przecież cała gama substancji tworzących tabletkę.

- Skąd pomysł na otworzenie Instytutu Terpaii Witaminowej w Białymstoku?

- Pomysł na dożylną terapię regeneracyjną to nic nowego. Na Zachodzie jest znana od dawna i bardzo popularna jest wśród gwiazd Hollywood, polityków, sportowców. Powstała jako alternatywa do suplementacji doustnej. Tabletki obciążają układ pokarmowy, śluzówkę żołądka, a wchłanialność suplementów wynosi zaledwie 30-40 procent. W naszym Instytucie Terapii Witaminowej pacjentom podajemy niezbędne mikro i makroelementy (włącznie z witaminami) bezpośrednio do krwiobiegu, gdzie wchłanialność sięga od 90 do nawet 100 procent. Mamy pacjentów przewlekle chorych, osoby uprawiające czynnie sport i takie, które chcą wspomóc swoje odchudzanie poprzez zwiększenie metabolizmu komórkowego. Natomiast Pogotowie Kacowe to odpowiedź na potrzeby rynku.

Izabela Krzewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.