Latami opiekowała się ojcem. Nagle coś pękło. Uciekła. On umarł z głodu

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Skórka
Artur Drożdżak

Latami opiekowała się ojcem. Nagle coś pękło. Uciekła. On umarł z głodu

Artur Drożdżak

Wyrodna córka, czy ofiara systemu opieki zdrowotnej nad osobami starszymi? Sąd na to nie odpowiedział, ale nie miał wątpliwości, że Elżbieta jest winna zabójstwa ojca. Skazał ją na 4 lata więzienia.

Taki widok pamięta się do końca życia. Ojciec leżał na podłodze z częściowo opuszczonymi spodniami. Wszędzie były odchody, resztki wymiocin. Leżący obok chleb pokryła zielona pleśń. Podobnie jak otwarte pojemniki z jogurtami i pasztetami. Umierający z głodu Kazimierz G. musiał sięgać po gnijące już jedzenie i wszystko zwracał. Konał w męczarniach. Nikt nie zasługuje na taką śmierć.

Trudny charakter

84-latek nie był łatwym człowiekiem. Odkąd choroba zaczęła nim rządzić - córka, 60-letnia Elżbieta J., przejęła nad nim opiekę. Kazimierz G. nie ułatwiał jej życia. Cierpiał na zespół otępienny i miał mankamenty psychiczne.

Sąsiedzi zapamiętali, że potrafił wyrzucić posiłek, na który nie miał ochoty. Widzieli jak przez okno wylatuje schabowy, buraczki i ziemniaki. Córka doświadczała na co dzień, jak ojciec potrafi narozrabiać. Miał ochotę to sikał prosto na dywan, a inne potrzeby fizjologiczne załatwiał do łóżka, na którym spał. Niszczył domowe sprzęty, więc Elżbieta J. zaczęła je usuwać z pokoju. Sąsiadka zapamiętała, że córka zwróciła się raz ostro do ojca.

- Powiedziała: „Do skur..., przecież cały blok wysadzisz”, gdy wyrwał kuchenkę gazową - mówiła potem na policji. To był z jej strony słowny akt rozpaczy. Mimo takiego zachowania ojca, dbała o niego wzorowo. Zawsze był schludnie ubrany, czysty, ogolony. Gdy pojawiały się kłopoty ze zdrowiem wzywała karetkę pogotowia i w szpitalu znajdował fachową opiekę.

Z jej inicjatywy w 2013 r. powiatowy zespół ds. orzekania o niepełnosprawności stwierdził, że Kazimierz G. wymaga stałej lub długotrwałej opieki. Nie był w stanie samodzielnie przygotować sobie posiłków, jeść, ubierać się i opuszczać pokój.

Córka nie składała wniosku w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej o objęcie ojca pomocą i opieką, bo od strony formalnej raczej się do niej nie kwalifikował. Elżbieta J. nie pracowała i mogła się nim zajmować. Takie usługi musiałyby być wtedy odpłatne. Pracownicy MOPS utrzymywali kontakt z Elżbietą J., ale sami jej usług opiekuńczych nie zaproponowali.

Po 5 latach gehenny i samodzielnego zajmowania się ojcem pojawiło się światełko w tunelu. Elżbieta J. otrzymałą zgodę na umieszczenie ojca na oddziale opiekuńczo-leczniczym Szpitala Powiatowego w Bochni. Mieli się zjawić 17 lipca 2014 r.

Nie miała siły czekać. Była po rozwodzie, a jej dorosła córka Patrycja mieszkała już sama w Krakowie. Elżbieta J. w tamtym czasie poznała Bartłomieja K., który się wprowadził do niej i ojca. Kobieta na co dzień pracowała jako sprzątaczka, ale była na zwolnieniu lekarskim. Coraz częściej czuła się zakładnikiem choroby Kazimierza G. Była na skraju wytrzymałości i dlatego postanowiła wyjechać na drugi koniec kraju, do Sopotu.

Wyjazd bez słowa

Spakowała się raz-dwa i już była w pociągu. Kazimierza G. zamknęła na klucz i zostawiła mu na podłodze jedzenie: 20 pierogów, ścinki z wędlin, babkę cytrynową, 5 litrów mleka, jogurty, dwa chleby, pasztet i czekoladę. - Wyjeżdżając ratowałam siebie, nie myślałam, że może się ojcu coś stać, W akcie desperacji myślałam nawet o samobójstwie, rzuceniu się pod pociąg - nie kryła potem na przesłuchaniu.

Nikomu nie powiedziała o wyjeździe, nawet córce, która miała klucze do mieszkania dziadka. Gdy już była kilka dni nad morzem Patrycja do niej zadzwoniła. Na pytanie, co z dziadkiem, Elżbieta J. odparła, że zostawiła mu rzeczy, których potrzebuje. Nie poprosiła córki, by zajrzała do Kazimierza G. Według biegłych, mężczyzna tego dnia umarł z głodu i odwodnienia.

- Wielce wymowne są zdjęcia martwego Kazimierza G. rodzące skojarzenia jakby dotyczyły ofiary przebywającej w jakimś obozie zagłady - stwierdzi potem sąd w uzasadnieniu wyroku. Zanim zapadł, biegli wypowiedzieli się na temat psychiki oskarżonej. Uznali, że była poczytalna, a zostawiając ojca kierowała się motywem emocjonalnym wynikającym z poczucia krzywdy.

Potem w swoje ręce sprawę wzięli prawnicy. Prokuratura oskarżyła Elżbietę J. o pozbawienie wolności ojca i jego zabójstwo. To dlatego, iż z opinii biegłych wynikało, że pozostawienie Kazimierza G. bez opieki na ponad dwa tygodnie niosło z sobą duże prawdopodobieństwo jego śmierci. Okazała obojętność na to, co może wyniknąć z opuszczenia ojca i dopuściła możliwość jego śmierci.

Psychiatra Jerzy Pobocha, biegły z Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej, zauważa, że jest zalecenie, by osoby opiekujące się psychicznie chorymi miały miesięczny urlop w ciągu roku. - Bo ich obciążenie psychiki jest zbyt duże. Rodzi stres, depresję, czasem agresję wobec podopiecznego - opowiada. Dodaje, że pozostawienie ojca na śmierć głodową to było okrucieństwo.

Fachowcy i wyrok sądu

Geriatra dr Alicja Klich-Rączka opowiada, że obciążenie psychiczne opiekuna osoby z zespołem otępiennym jest porównywalne do tego, jakie ma osoba zajmująca się człowiekiem cierpiącym na nowotwór. - A nawet większe, bo ludzie z takim zespołem nie współpracują, nie okazują wdzięczności opiekunowi, nie doceniają tego, co się dla nich robi - mówi lekarka z Krakowa. Przypomina jednak, że dzieci mają prawny i moralny obowiązek zajęcia się rodzicami.

- Tak jak rodzice dbają o swoje małe dzieci, tak na starość te role się odwracają i to dzieci muszą zaopiekować się dorosłym rodzicem - mówi.

Sąd uznał, że Elżbieta J. jest winna zabójstwa ojca. - Była wzorową córka, ale jedna jej decyzja przekreśliła ten wizerunek. Kara 4 lat więzienia jest celowa i sprawiedliwa. Ma uświadomić oskarżonej co uczyniła - mówił sędzia Wojciech Domański w uzasadnieniu wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

***

Zespół otępienny, to zespół objawów wywołany chorobą mózgu, zwykle przewlekłą lub o postępującym przebiegu, charakteryzujący się licznymi zaburzeniami wyższych funkcji korowych, takich jak pamięć, myślenie, orientacja, rozumienie, liczenie, zdolność do uczenia się, język i ocena.

W najcięższych przypadkach osoba z otępieniem nie jest w stanie wykonywać czynności dnia codziennego, może mieć spore trudności z komunikacją i nawiązywaniem kontaktu z innymi, jak i z aktywnością zapewniającą zaspokajanie potrzeb fizjologicznych, a tym samym być całkowicie zależną od osób trzecich, wymagając ciągłej opieki pielęgnacyjnej.

Artur Drożdżak

Dziennikarz zajmujący się sprawami sądowymi i prawnymi

Komentarze

4
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

alex60

5 lat. 5 długich lat samotnej opieki nad człowiekiem sikającym i srającym gdzie popadnie, ciskającym jedzeniem, niszczącym wszystko co wpadło mu w ręce. Potraficie to sobie wyobrazić? Samotnie non-stop, ze świadomością ,że nadchodzące jutro niczego nie zmieni, że wszystko będzie wyglądało i przebiegało tak samo, jeśli nie gorzej, dzień do dnia podobny ,że reszta życia, która jej została przecieka jej między palcami, znikąd pomocy, żadnej nadziei. macie rację ,że nikt nie powinien tak umierać, jak umierał Kazimierz. Ale nikt nie powinien też tak żyć! Mówicie, że rodzice opiekuja się nami gdy jesteśmy mali, a potem role się odwracają. Prawda i nie do końca prawda. Młodzi rodzice, majacy wiele sił sprawują opiekę nad dziećmi, która z roku na rok staje się coraz lżejsza, bo dzieci z dnia na dzień robia się mądrzejsze i uczą nowych umiejętności. Inaczej rzecz ma się ze starymi rodzicami cierpiącymi na zespół otępienny. Tu możesz być pewien, że nie tylko nic się nie poprawi, ale z dnia na dzień będzie tylko gorzej. Dopiero śmierć cię z tego wybawi. Gdy to sobie uświadamiasz, psychicznie czujesz się fatalnie: to tak jakbyś życzył śmierci własnemu rodzicowi. Więc zaciskasz zęby i opiekujesz się dalej. Masz 50, 60 czy 70 lat i coraz mniej sił. Dobrze jak jesteś zdrowy, gorzej jak nie. Nawet poskarżyć się nie masz komu , bo słyszysz:"Ale przecież to jest twoja mamusia, Twój tatuś" A ty patrzysz jak mamusi i tatusia dawno już nie ma, zostało ciało , pusta skorupa, w której zamieszkał ktoś całkiem nieznany- tak osobowość rodzica zmieniła się pod wpływem psychicznej choroby! I trzeba naprawdę nie lada odporności i samozapamiętania , by na siłę przypominać sobie każdego dnia wszystkie te dobre rzeczy, które ten rodzic- dziś niedołężny- dla nie zrobił. Gorzej jak zrobił niewiele. i to nieprawda ,że opieka nad chorymi psychicznie przypomina opiekę nad chorymi z chorobami nowotworowymi.. Te pierwsze- ciągną się latami i wykańczają opiekuna psychicznie i fizycznie w sposób jakiego - śmiem twierdzić- nigdy nie doświadczyliście. Nie bez powodu powiedziano ,że choroba psychiczna zabiera choremu godność, a opiekunowi- życie. Bo całe jego życie staje się podporzadkowane tylko jednemu: temu choremu. Dodać jeszcze należy ,że nasze państwo kompletnie zepchnęło opiekę nad starymi ludźmi na barki rodziny. I jeśli ktoś jest samotny i biedny, to staje pod ścianą. Zostaje z problemem kompletnie sam.

mirka

A Opieka Spoleczna nie uciekla ? Jakos ich nie widac na lawie oskarzonych????

edoo

A gdzie panie z Opieki Spolecznej byly w tym przypadku?? Przeciez znany im jest kazdy przypadek i do tego nadzoruja opiekunow?

krakus

polowa opiekunów ludzi chorych na Alzhaimera i otępienie starcze umiera przed chorym proszę sprawdzić statystyki ,gdzie są ośrodki do opieki nad ludźmi chorymi psychicznie ? zapomniałem mamy setki autostrad ,kasty urzędnicze i policję łapiącą pieszych

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.