Likwidacja nauczania indywidualnego. Rodzice oburzeni

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz

Likwidacja nauczania indywidualnego. Rodzice oburzeni

Rodzice i nauczyciele są oburzeni likwidacją nauczania indywidualnego w szkołach. Od września ma się odbywać wyłącznie w domu ucznia. To pomysł ministerstwa edukacji

18-letni Grześ Piotrowski ma autyzm i niepełnosprawność intelektualną. Do szkoły specjalnej poszedł w wieku 10 lat. Ze względu na zaburzenia, od początku ma zapewnione nauczanie indywidualne. W zaciszu szkolnej biblioteki ma swój specjalny kącik, gdzie są nie tylko odpowiednie książki, ale też wszystkie potrzebne pomoce naukowe. Tu czuje się dobrze i bezpiecznie. Otoczony opieką trójki nauczycieli ma zapewnione nie tylko specyficzne kształcenie, naukę praktycznych czynności, ale też ważną i potrzebną terapię.

- Grześ naprawdę bardzo lubi chodzić do szkoły. W czasie wakacji czy dłużej przerwy bardzo mu brakuje tego miejsca. Oprócz edukacji tu może spotkać się także z rówieśnikami, dzięki temu rozwija się naturalnie. Jest akceptowany i lubiany przez inne dzieci - mówi Agnieszka Piotrowska, mama Grzesia. - Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, syn straci to, czego nauczył się przez te wszystkie lata i cofnie się w rozwoju. Nie wyobrażam sobie tego - mówi zrozpaczona.

Takie zmiany szykuje Ministerstwo Edukacji Narodowej. Zgodnie z projektem, od września nauczanie indywidualne ma być realizowane w domu ucznia. Dla nauczycieli, dyrektorów szkół i rodziców to kompletnie niezrozumiałe. Na swojej stronie MEN tłumaczy, że nauczanie indywidualne organizuje się wyłącznie dla dzieci i młodzieży, którym stan zdrowia uniemożliwia lub znacznie utrudnia uczęszczanie do szkoły. Resort twierdzi, że z takiego kształcenia korzystają uczniowie, którzy np. sprawiają problemy wychowawcze. Nauczyciele szkół specjalnych i integracyjnych obawiają się, że ten przepis może dotknąć także ich podopiecznych.

- To absurd - mówi wprost Barbara Siemionkowicz z Zespołu Szkół Specjalnych w Białymstoku, nauczycielka Grzesia. - Uczniowie z zaburzeniami mają specyficzne potrzeby, także w zakresie integracji z innymi uczniami. Odizolowanie ich od innych oznacza utrudniony dostęp do terapii, a w konsekwencji cofnięcie w rozwoju. W szkole mamy odpowiednie warunki do pracy z takimi dziećmi, wszystkie pomoce naukowe, fachowy sprzęt. Tego wszystkiego nie da się przenieść do domu.

W Białymstoku uczniów, którzy mają nauczanie indywidualne jest 29. W domach kształci się 4, a w szkołach - 25. Dwoje z nich uczy się w Zespole Szkół nr 16, w którym kształcą się osoby z upośledzeniem umysłowym.

- Mamy dowody na to, że to bardzo efektywne kształcenie. - mówi Alicja Geniusz dyrektorka szkoły przy ul. Zwycięstwa 28. - Z jednej strony zapewniamy im pełną opiekę i uwagę nauczyciela. Z drugiej mogą czuć się pełnoprawnymi uczniami. Uczestniczą we wszystkich imprezach i wydarzeniach szkolnych, wyjeżdżają na wycieczki, mają kontakt z innymi uczniami i nauczycielami. Takiej interakcji nie da się nauczyć w domu.

Przestrzega, że na takiej zmianie uczniowie z różnymi zaburzeniami tylko stracą. Ma nadzieje, że te krzywdzące przepisy nie wejdą w życie. Tego życzą sobie także rodzice.

- To cofanie się do czasów stalinowskich, kiedy to osoby chore trzeba było ukrywać przed całym światem - mówi rozgoryczona Agnieszka Piotrowska. - Dla mojego syna to skazywanie go na samotność i niestety pogłębienie autyzmu.

Dziecko musi nauczyć się życia wśród innych

Indywidualnie nauczać niepełnosprawne dzieci w szkole czy w domu?

Dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy: Oczywiście są sytuacje, kiedy nauczanie indywidualne prowadzone w domu jest jedynym możliwym, chociażby ze względów zdrowotnych.

A w pozostałych sytuacjach?

Niezależnie od tego czy dziecko jest genialne, przeciętne czy ma jakieś zaburzenia, należy mu się edukacja jak najbardziej włączająca w społeczeństwo. To jest oczywiście trudniejsze dla szkoły i nauczycieli. Ale nie robimy tego dla wygody, tylko po to, żeby pomóc dziecku.

A może w domu łatwiej będzie mu ukończyć edukację?

Dziecko nie chodzi do szkoły po to, żeby ją skończyć, a po to żeby przygotowała je do dalszego życia. To, że ma kłopoty nie oznacza, że powinno być izolowane i nauczane w pojedynkę tylko dlatego, że tak jest wygodniej. Dzieciństwo jest okresem, w którym uczymy się życia społecznego. Jak mamy zrealizować te cele, jeśli dziecko będzie dla wygody dorosłych, trzymane w izolacji? Dziecko musi doświadczać tego, że jest jednym z wielu, że nie zawsze jest najważniejsze. Takie jest życie. Tego wszystkiego dziecko musi się nauczyć, a nie ograniczać się tylko do nauki rachunków i gramatyki w ciasnych czterech ścianach domu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.