Lubelski Lipiec 80. Strajki, o których mówiła Wolna Europa

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Małgorzata Szlachetka

Lubelski Lipiec 80. Strajki, o których mówiła Wolna Europa

Małgorzata Szlachetka

O znaczeniu Lubelskiego Lipca w historii Polski mówi dr Marcin Dąbrowski z lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Jak doszło do wybuchu Lubelskiego Lipca?

Bezpośrednią przyczyną wybuchu pierwszych strajków w Polsce latem 1980 roku były podwyżki cen żywności w stołówkach zakładów pracy. Rozpoczęły się one 1 lipca. Jeden z pierwszych strajków wybuchł wówczas m.in. w pod-warszawskich Robotniczych Zakładach Mechanicznych „Ursus”, miejscu wydarzeń Czerwca 1976 roku. Warto jednak pamiętać, że przed falą lipcowych strajków lubelskich były to pojedyncze protesty, trwające jeden, dwa dni.

W tle były oczywiście także pogarszające się warunki życia końca lat 70., konieczność stania w kolejkach, nawet po podstawowe produkty. Po etapie życia na kredyt za pożyczki zaciągnięte na Zachodzie przez ekipę Gierka, przyszedł czas, w którym zabrakło towarów w sklepach. Nałożyła się na to także pewna liberalizacja polityczna drugiej połowy lat 70. Przejawem tego była zgoda na bardzo ważną dla pobudzenia zbiorowej mentalności pielgrzymkę polskiego papieża w czerwcu 1979 roku.

Czyli poszło o słynnego kotleta ze stołówki w WSK Świdnik?

Rzeczywiście „słynny” kotlet w świdnickiej stołówce wraz z innymi produktami mięsnymi podrożał tam 8 lipca, wywołując czterodniowy protest załogi WSK, będący zarazem pierwszym strajkiem na Lubelszczyźnie. Potem dołączały kolejne zakłady. 10 lipca zastrajkowały Fabryka Maszyn Rolniczych „Agromet” w Lublinie i Lubelskie Zakłady Naprawy Samochodów przy Drodze Męczenników Majdanka. W pobliżu miejsca, w którym były LZNS, obecnie stoi pomnik, który przedstawia robotnika zrywającego łańcuchy, wcześniej drewniany, a obecnie z mosiądzu.

Duże znaczenie miał moment, w którym do strajków przyłączyła się Fabryka Samochodów Ciężarowych w Lublinie, wówczas największy zakład pracy w regionie.

Jak zareagowały władze? Czy były zaskoczone skalą protestów?

Nie ulega wątpliwości, że były kompletnie zaskoczone. Ale trzeba podkreślić, że w chaosie ówczesnych wydarzeń obie strony zachowały spokój i umiar. Jednym z powodów tego, że w lipcu 1980 roku nie doszło do użycia przemocy, jak stało się to kilka lat wcześniej w 1976 roku, było zarówno pozostanie protestujących robotników na terenie swoich zakładów pracy, jak i natychmiastowa gotowość dyrekcji i władz do podejmowania rozmów z załogami przerywającymi pracę. Takiej gotowości władz PRL zabrakło w 1956, 1970 czy w 1976 roku i skończyło się to dramatem.

Można sobie wyobrazić taki oto scenariusz wydarzeń, że pozostawieni sami sobie i zlekceważeni młodzi robotnicy WSK wyszliby w końcu poza bramy zakładu i ruszyli w kierunku miasta, pod siedzibę partii komunistycznej… Na szczęście do Świdnika przyjechali wysocy rangą przedstawiciele aparatu władzy. Był to m.in. minister przemysłu maszynowego Aleksander Kopeć, a także wojewoda lubelski Mieczysław Stępień. Nadało to jednak wysoką rangę wzajemnym relacjom i prowadzonym rozmowom.

Na pewno przełomowym momentem Lubelskiego Lipca był strajk w Lokomotywowni PKP, który skutkował zatrzymaniem pociągów na terenie Lublina.

To był jeden z najbardziej spektakularnych elementów Lubelskiego Lipca. Strajk na kolei rozpoczęty 16 lipca był tym, co ludzie odczuwali wówczas znacznie bardziej namacalnie niż zatrzymanie produkcji w kolejnych zakładach pracy. Znacznie więcej osób, niż jest to obecnie, jeździło wtedy pociągami. Do tego dołączył się strajk komunikacji miejskiej w Lublinie oraz przedsiębiorstwa PTHW dowożącego zaopatrzenie do sklepów. Jeśli do tego dołożymy jeszcze kilkadziesiąt innych zakładów pracy strajkujących tylko na terenie Lublina, to możemy praktycznie mówić o sparaliżowaniu miasta.

Z relacji składanych przez lublinian wynika, że trudności związane ze strajkami były przyjmowane z wyrozumiałością. Potwierdza to Pan?

Można sobie wyobrazić, jakie to było niecodzienne przeżycie dla mieszkańców miasta. Z jednej strony z pewnością obawa, ale z drugiej na pewno jakaś ekscytacja i duma, że wreszcie i tutaj coś się dzieje.

Co się działo dalej?

18 lipca lokalne władze wydały „Apel do mieszkańców miasta Lublina”, który był drukowany w lokalnej prasie oraz rozwieszany w formie afiszów na terenie miasta. Apel został także odczytany przez radio w Lublinie. To był ten kulminacyjny moment lipcowych wydarzeń. Niezwykły - jak na dotychczasowe tradycje PRL - był język, którym zwracano się do buntujących się obywateli. Nie było już mowy o „chuliganach” czy „warchołach” albo o obcinaniu rąk podniesionych na władzę. „Nie ma takiej sprawy, nawet najtrudniejszej, o której nie można by i nie należało mówić otwarcie i szczerze” - czytamy w „Apelu”. Coś takiego jeszcze kilka tygodni wcześniej byłoby nie do pomyślenia.

Także 18 lipca w Warszawie zebrało się Biuro Polityczne Komitetu Centralnego PZPR, na którym zapadła decyzja o powołaniu Komisji Rządowej mającej zająć się tematem strajków. Na jej czele stanął wicepremier Mieczysław Jagielski. Gdy w sierpniu wybuchły strajki na Wybrzeżu pojechał tam, żeby podpisać porozumienie w Stoczni Gdańskiej. Trudno o bardziej naoczny przykład wpływu Lubelskiego Lipca na to, co stało się w Sierpniu.

Jakie skutki, także polityczne, przyniósł Lubelski Lipiec?

W lipcu na Lubelszczyźnie podpisano pierwsze pisemne porozumienia ze strajkującymi robotnikami. Najpierw 11 lipca w WSK Świdnik, następnie 14 lipca w Fabryce Samochodów Ciężarowych. Kolejarze w Lokomotywowni wywalczyli zgodę na demokratyczne wybory do Rady Zakładowej. Przeprowadzono je 18 sierpnia, gdy trwał już strajk w Stoczni Gdańskiej. Wybory wygrali organizatorzy lipcowego strajku. Kolejarski związek zawodowy znalazł się w rękach tych, którzy za chwilę tworzyć będą „Solidarność”. Negocjacyjne i organizacyjne doświadczenia robotników z Lubelszczyzny przydały się później na Wybrzeżu. Na początku sierpnia do Lublina przyjeżdżali przedstawiciele Komitetu Obrony Robotników dopytywać, jak organizowano tu strajk. Na tej podstawie została stworzona instrukcja strajkowa, którą w sierpniu kolportowano w formie ulotek oraz na łamach „Robotnika” i „Biuletynu Informacyjnego KSS KOR”. Pamiętajmy, że o tym, co działo się na Lubelszczyźnie, mówiono na bieżąco w nadawanych z Zachodu audycjach Radia Wolna Europa, stanowiącego wówczas dla Polaków główne i powszechnie dostępne źródło informacji.

Czy w skali kraju powszechna jest wiedza o znaczeniu Lubelskiego Lipca wśród tzw. polskich miesięcy? W ostatnich latach głośno mówi się o haśle Przed Sierpniem był Lipiec, promowanym m.in. w czasie podróży od Lublina do Gdańska wagonem Pamięci Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN.

Byłoby niesprawiedliwe, gdybyśmy na pierwszym miejscu nie wymienili tutaj przede wszystkim długoletnich wysiłków regionalnej „Solidarności”. Organizowany co roku bieg pod hasłem Lubelskiego Lipca ma ogromne znaczenie zwłaszcza dla młodego pokolenia. Że wiedza o lipcowych wydarzeniach z trudem przebija się do powszechnej świadomości w kraju to inna sprawa. Nie każdy z przywódców sierpniowych strajków z 1980 roku chce przyznać, że już miesiąc wcześniej ktoś przed nim strajkował. A przecież w ciągu niecałych trzech tygodni w naszym regionie protestowało ponad 150 zakładów pracy. To tu w pokojowy sposób przełamano zbiorową barierę strachu i przetestowano elastyczną reakcję władz. Dzięki temu w sierpniu, w dość bezpiecznych warunkach, z poparciem opozycji politycznej, można formułować daleko idące postulaty zmierzające do zmian systemowych w PRL.

Małgorzata Szlachetka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.