Lublin nie kończy się na Bramie Krakowskiej

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Kaczanowski
Małgorzata Szlachetka

Lublin nie kończy się na Bramie Krakowskiej

Małgorzata Szlachetka

Najdłużej po zakamarkach, krzakach i podwórkach chodziła grupa irlandzkich muzyków - pięć godzin. Reklamacja była tylko raz, gdy student z Włoch w końcu zapytał: - Dlaczego pokazujesz mi brzydkie miasto? - opowiada Magdalena Łuczyn.

Statystyczny turysta rozpoczyna poznawanie Lublina od Starego Miasta i często na Starym Mieście je kończy. Jeśli ma trochę więcej czasu, może pojedzie do Muzeum Wsi Lubelskiej albo Ogrodu Botanicznego UMCS. Coraz częściej jednak na spacerze z przewodnikiem spotkamy mieszkańców Lublina. Nie zawsze chodzących utartymi ścieżkami, bywa że chcą dowiedzieć się więcej o historii małego skrawka miasta, w którym mieszkają od kilkudziesięciu lat. Odkrywają Wieniawę, Probostwo, Żmigród, ale też LSM i Dzielnicę Akademicką UMCS. Albo wybierają spacer tematyczny: śladem dawnego przemysłu, znanych lublinianek, secesyjnych kamienic albo architektury modernizmu. Tematów do wyboru nie brakuje.

Nasz dwugodzinny spacer kończymy na ulicy Farbiarskiej, obok ruin dawnej Łaźni Łabędzkich. Najlepszym komentarzem do historii tego miejsca jest ułożony
Łukasz Kaczanowski Historyczne ogrodzenie dawnej łaźni Łabęckich. Ulica Farbiarska.

Magdalenę Łuczyn często można zobaczyć na Bronowicach, które (bez względu na pogodę) przemierza na stylowej, czarnej holenderce. Mówi, że kręci ją pokazywanie ludziom miejsc, do których sami z siebie by nie poszli, bo nie mieli świadomości, że takie w ogóle istnieją.

Na pierwsze spacery zapraszała znajomych i gości, którzy chcieli zobaczyć Lublin. Teraz wypływa na szersze wody. Wszystkich chętnych zaprasza na cykl bezpłatnych spacerów organizowanych pod hasłem „Tego już tam nie ma”. Pierwszy odbędzie się już w niedzielę, 6 sierpnia (godziny i daty podajemy w ramce obok).

Start na placu Litewskim. W punkcie, w którym przez ponad sto lat rosła topola czarna nazwana przez lublinian baobabem.

- Spacer próbny w maju robiliśmy w tym samym miejscu, ale tydzień przed wycinką. Zaprzyjaźniony artysta nie wierzył wtedy, że pewnie jak spotkamy się tutaj następny raz, to tego drzewa już nie będzie - opowiada Magdalena Łuczyn.

Drugi przystanek: ulica Dolna Panny Marii, zaledwie kilka kroków od Narutowicza i zazwyczaj tłumnego deptaka.

- Lublinianie rzadko tędy chodzą, ale w czasie młodzieżowego EURO ten skrót na stadion odkryli zagraniczni kibice. Dolną Panny Marii przemierzały tłumy Szwedów i Słowaków - komentuje Magdalena Łuczyn.

Przyglądamy się elewacji kamienicy pod numerem 12, którą kiedyś wypalił ogień. Wydaje się, że stoi na słowo honoru, balkon z resztkami drewnianej stolarki okiennej prowadzi donikąd. Na reliktach dachu rosną drzewa. Na ścianie jest żółta tabliczka „Uwaga, budynek do rozbiórki”.

Nasz dwugodzinny spacer kończymy na ulicy Farbiarskiej, obok ruin dawnej Łaźni Łabędzkich. Najlepszym komentarzem do historii tego miejsca jest ułożony
Łukasz Kaczanowski Z tyłu kamienic przy ulicy Dolnej Panny Marii.

Na skrzyżowaniu z ulicą Górną zatrzymujemy się przy parterowym domku krytym papą, z frontonem zasłoniętym już metalowym płotem.

- Pamiętam, jak w tej chatce mieszkali jeszcze ludzie. Teraz coraz bardziej zapada się, komina już nie ma. Może wpadł do środka - zastanawia się nasza przewodniczka. I dodaje: - Dobrze jest tutaj przyjść zimą, jak spadnie śnieg. Na pochyłym dachu widać wtedy ślady kocich łapek i ścieżki wydeptane przez ptaki.

Na ulicy Górnej 4 przez klatkę schodową kamienicy wchodzimy na wewnętrzne podwórko. W części jest obrośnięte pokrzywami, momentami pod stopami chrzęści szkło. Patrzymy na opuszczoną willę z szerokimi schodami. W środku widać gołe, ceglane mury.

- Kiedyś była tutaj poradnia przeciwgruźlicza, w której pracowała doktor Helena Mysakowska. W czasie II wojny ratowała ludzi wystawiając im fikcyjne zaświadczenia o gruźlicy, bo Niemcy panicznie bali się tej choroby - mówi Magdalena Łuczyn.

Zaraz podkreśla, że na swoim spacerze nie opowiada o historii i stylach w architekturze. - Jest to raczej subiektywna, czasami melancholijna, opowieść. O miejscach, do których często wracam, ale także o tym, jak szybko znikają one z mapy miasta. Na przykład boczne wejście w dawnej poradni przeciwgruźliczej przy Górnej teraz jest zabite dyktą, a jeszcze miesiąc temu tak nie było - podkreśla.

Wracamy na ulicę Dolną Panny Marii, żeby wejść na tyły tamtejszych kamienic. Ich mieszkańcy ze swoich okien widzą łąki. Wzrok przyciągają malownicze, drewniane komórki, czyli dawne toalety. Jest też stolik z zadaszeniem, chronimy się pod nim, gdy zacznie przelotnie padać. To dobre miejsce na rozmowę o tym, jak tutaj się mieszka.

- To jest takie miejsce, jak wieś w środku miasta, z podwórkiem i łąką - mówi pani Edyta, która przy ulicy Dolnej Panny Marii mieszka od 20 lat. - Gorzej jest w zimie, kiedy trzeba palić w piecach - dodaje pani Renata, która pod tym adresem żyje o siedem lat dłużej.

Sąsiedzi się zmieniają. Obecnie zostały cztery rodziny, które kiedyś przyszły tu z kwaterunku. Coraz częściej na swojej ulicy widzą osoby z aparatem fotograficznym. - Przyjeżdżają nawet z zagranicy - podkreślają moi rozmówcy.

Nasz dwugodzinny spacer kończymy na ulicy Farbiarskiej, obok ruin dawnej Łaźni Łabędzkich. Najlepszym komentarzem do historii tego miejsca jest ułożony
Łukasz Kaczanowski Ulica Farbiarska.

Na wysokości ulicy Wesołej nurkujemy w zieloność, żeby wyjść obok spalonego domu. Wygląda jak składanka z różnych, niepasujących do siebie elementów. Mury i drewniane ściany pochłania bluszcz, przez otwór okienny widać rozrośnięte kępy paproci. W środku leży stary materac i siedzisko zrobione z opony. - Jeszcze w ubiegłym roku można było wejść na piętro, a w środku pomieszkiwał sobie bezdomny. Z kolei tego dzikiego wysypiska, które widać obok, jeszcze nie było - opisuje Magdalena Łuczyn.

Nasz dwugodzinny spacer kończymy na ulicy Farbiarskiej, obok ruin dawnej Łaźni Łabędzkich. Najlepszym komentarzem do historii tego miejsca jest ułożony z cegieł napis „Game Over”, instalacja artystyczna Pawła Korbusa.

- Dzisiaj widziałam tutaj wystylizowane dziewczyny, które na tym tle robiły sobie zdjęcia. To dowód na to, że ruina też może stać się gwiazdą Instagrama - podkreśla Magdalena Łuczyn.

Nieoczywisty Lublin razy 700

Spacerami tematycznymi obrodziło szczególnie w tym roku. Nieprzypadkowo, bo właśnie teraz hucznie obchodzimy 700-lecie lokacji Lublina na prawie niemieckim, pojawiły się więc okazja i pieniądze na organizację projektów związanych z historią miasta. Ale jest jeszcze jeden powód.

- Ludzie coraz częściej pytają o zwiedzanie nietypowymi trasami. My na przykład robiliśmy spacer śladami historii drobnego przemysłu - od Dworca Głównego PKP do Bernardyńskiej, albo dziejów Probostwa - mówi Maria Wiśnioch, szefowa Koła Przewodników PTTK.

Lubelskie Stowarzyszenie Pilotów i Przewodników Turystycznych „Pogranicze” zaprasza na cykl spacerów „Lublin nieodkryty”. Za nami są takie tematy, jak: „Granda, ferajna i ciocia Borowska”, „Lublin bardów i poetów”, „Knajpiane życie Józefa Cz.” albo „Vetterowie - piwowarska rodzina”. A 12 sierpnia odbędzie się spacer śladem lubelskich cerkwi, także tych, które dziś już nie istnieją. Początek o godzinie 10 przy cerkwi na ulicy Ruskiej.

- Jeśli chodzi o zwiedzanie, lublinianom Stare Miasto już się przejadło. Problem polega też na tym, że często nie znają historii dzielnic, w których mieszkają. Wydaje im się, że nic ciekawego tam nie ma - podkreśla Łukasz Fiuta, znany lubelski przewodnik związany z Lubelskim Stowarzyszeniem Pilotów i Przewodników Turystycznych „Pogranicze”. Dodaje, że działa tu zasada: „Sam bym tutaj nie poszedł, ale z grupą mogę”.

- Przyczyn zainteresowania takimi spacerami jest więcej, ale dużo zmieniła popularność książek o komisarzu Maciejewskim, bo pisarz Marcin Wroński potraktował w nich Lublin jako jednego ze swoich bohaterów - podkreśla Łukasz Fiuta.

LSM robi furorę

Niekwestionowaną gwiazdą nieoczywistych spacerów po Lublinie jest Lubelska Spółdzielnia Mieszkaniowa, a dokładniej jej najstarsze osiedla, czyli Mickiewicza i Słowackiego.

Odbywało się tam już zwiedzanie śladem modernistycznej architektury, herstoryczne, a w czasie pierwszej edycji Lubelskich Dni Modernizmu także spacer ornitologiczny, w czasie którego można było nauczyć się rozpoznawania głosów ptaków żyjących na LSM. W tym roku fani modernizmu oglądali plenerową wystawę archiwalnych fotografii LSM (zdjęcia ją tworzące były wcześniej zbierane w lokalnych bibliotekach). Nie odmówili też sobie zrobienia wspólnego, pamiątkowego zdjęcia na kultowym placu zabaw „z rakietą”.

Odkrywanie tajemnic Lublina to też docenienie tego, co drobne, jak opowieść o półeczkach przy oknach bloków na hansenowskim osiedlu Słowackiego, które podobno miały służyć do... szybkiego studzenia kubka z kisielem w środku.

Historii do opowiedzenia nie brakuje. Obecnie trwa cykl spacerów przypominających historię wyjątkowego pleneru z lat 1976 - 1979, czyli Lubelskich Spotkań Plastycznych. Na pierwszym uczestnicy dokładnie przyglądali się mozaikom zdobiącym prześwity bloków z osiedla Słowackiego. Uczestnicy spaceru z 12 sierpnia będą chodzić po osiedlu Mickiewicza. Start o godz. 13, a potem o godzinie 16 przy Domu Kultury LSM, ul. Konrada Wallenroda 4a. Drugi spacer będzie tłumaczony na język migowy. Organizatorem spacerów „To, co zostało/LSP” jest Europejska Fundacja Kultury Miejskiej.

Żmigród magiczny

Moda na poznawanie zapomnianych części Lublina rozkwita na naszych oczach. Zaczyna się od spacerów. Tak było z odkryciem magii Żmigrodu, które to zadanie za punkt honoru postawiła sobie ekipa Domu Słów Ośrodka Brama Grodzka-Teatr NN. Pierwsze z serii spacerów po tym miejscu odbyły się rok temu w czasie niemiłosiernych upałów. Żar lejący się z nieba nie zniechęcił jednak lublinian do przyjścia.

- Spacery nadal cieszą się zainteresowaniem. Na pewno powstanie też Muzeum Żmigrodu, opowiadające jego historię przez wieki do współczesności - mówi Alina Bąk, szefowa Domu Słów.

Małgorzata Szlachetka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.