Lublin wspierał naszą reprezentację, zapewnił piłkarzom głośny doping

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Bolt/Polskapresse
Krzysztof Nowacki

Lublin wspierał naszą reprezentację, zapewnił piłkarzom głośny doping

Krzysztof Nowacki

Rozmowa z Marcinem Sasalem, trenerem piłkarzy Motoru Lublin, a w przeszłości selekcjonerem reprezentacji Polski U18 i U19.

Po dwóch meczach polskiej reprezentacji do lat 21 na Arenie Lublin trudno chyba oprzeć się wrażeniu, że oczekiwania oraz sama gra naszej drużyny na młodzieżowym Euro przypomina historię sprzed pięciu lat, gdy organizowaliśmy w Polsce „dorosłe” Euro?

Nie wszyscy zawodnicy mnie rozczarowali, ponieważ znam tych chłopaków. Grali u mnie w kadrze U18 i U19, i niektórzy są na bardzo podobnym poziomie, jak byli wcześniej. Nie zrobili postępu. A niektórzy grają coraz lepiej. Ale rzeczywiście wymagania i oczekiwania były ogromne, bo uważamy, że Polska musi tylko wygrywać. A my nie mamy światowego zespołu.

Większość naszych piłkarzy, szczególnie ci grający za granicą, siedzi na ławce rezerwowych. Pytanie więc, dlaczego nie grają ci, którzy występowali w polskiej ekstraklasie. Na przykład Jarek Niezgoda, który miał dobrą rundę w Ruchu Chorzów. Nasz zespół grał chwilami bardzo słabo. Miał dobre momenty w kontrataku, ale w budowaniu akcji, w indywidualnych pojedynkach czy w grze obronnej zdarzały się koszmarne błędy.

Oba mecze Polaków na Arenie Lublin były podobne. Szybko strzelona bramka i powolne oddawanie inicjatywy rywalowi.

Rywale grali w piłkę fajną dla oka, tworzyli akcje kombinacyjne, utrzymywali się przy piłce. Natomiast czasami ją tracili i mieliśmy wtedy bardzo dobre kontry, których nie kończyliśmy jednak strzeleniem bramki.

Gdyby któraś z tych kontr, przy naszym prowadzeniu 1:0, skończyła się drugą bramką, to pewnie inaczej wtedy postrzegalibyśmy reprezentację. Jednak pod względem szkoleniowym nie wygląda to najlepiej.

W Lublinie zabrakło zwycięstw, a już po meczu ze Słowacją zrobiła się burza wokół słów Krystiana Bielika, który skrytykował sposób prowadzenia treningów. Jak Pan, jako trener, ocenia taką postawę zawodnika?

Sytuacja była niezręczna. Myślę, że zawodnicy za dużo sobie pozwalają. Źle jest także, że dziennikarze mają tak szybko dostęp do piłkarzy, którzy po meczu są jeszcze pod wpływem emocji i frustracji.

Zawodnikom brakuje chwili oddechu, żeby rozsądek wrócił do głowy. Zburzyć dobrą atmosferę jest łatwo, a tak naprawdę nie wiemy, co tam się działo. Wypowiedział się jeden niezadowolony, ale myślę, że był przedstawicielem pewnej grupy.

Na boisku liczy się drużyna, ale w naszej zabrakło indywidualności. Zawodnika, który wyróżniałby się na tle kolegów?

Rzeczywiście trudno było kogoś wyróżnić. Raczej dziennikarze i obserwatorzy oceniali negatywnie. Pozytywnie można mówić o Frankowskim i o Monecie, który w drugim meczu dostał swoją szansę i ją wykorzystał. Natomiast więcej spodziewałem się po zawodnikach, którzy od dawna grali w reprezentacjach młodzieżowych, np. po Stępińskim czy po Dawidowiczu.

Nie było u nas kogoś takiego jak w drużynie Słowaków zawodnik z numerem sześć [Stanislav Lobotka -red.]. Wszyscy na stadionie wiedzieli, że to najlepszy piłkarz. Został zawodnikiem meczu i każdy się z tym zgadzał. U nas bardzo ciężko było kogoś wyróżnić.

Przed meczem ze Szwecją wrócił temat Pawła Cibickiego, który ma polskie korzenie i Pan go w przeszłości powołał do kadry narodowej.

Był u mnie na konsultacji w Gdańsku. Przyjechał z drobną kontuzją, o której nam nie powiedział, bo chciał zagrać i się pokazać. Myślę, że trochę za mało zrobiliśmy, żeby go ściągnąć do naszej reprezentacji.

To jest wina moja i innych trenerów, że zaniedbaliśmy trochę ten temat. On bardzo chciał grać dla Polski. Wielokrotnie rozmawiałem z jego matką, której też na tym zależało. Dzisiaj gra dla Szwecji i na Euro pokazał się z bardzo dobrej strony.

Mówiliśmy o stronie sportowej, a czy w ogóle czuł trener, że w Lublinie odbywa się duża piłkarska impreza?

Tak, również z powodów negatywnych. Stadion jest obwarowany różnymi ściankami i zasłonami. Pełno ochroniarzy, praktycznie nigdzie nie jesteśmy wpuszczani. Czuje się, że za chwilę na stadionie będzie gościł przynajmniej prezydent. Ale z drugiej strony na mieście jest bardzo fajna atmosfera. Mnóstwo kibiców, nikt nikogo nie zaczepia, tylko wszyscy się bawią do późnych godzin nocnych. Na mecz ze Szwecją szliśmy całą rodziną, ubrani w koszulki Polski, i Szwedzi nas szanowali, przybijali z nami piątki. Naprawdę fajnie to wyglądało.

Należy podkreślić, że na trybunach Areny również była rewelacyjna atmosfera.

Widownia w Lublinie była trochę inna, niż przychodzi na Stadion Narodowy. W Warszawie jest wielu tzw. januszy, którzy przychodzą na mecze, żeby po prostu być i tylko od czasu do czasu wstają bić brawo. A na Arenie większość ludzi praktycznie przez cały mecz kibicowała. Trybuna kibiców Motoru naprawdę żyła i było ją słychać. Ale na innych trybunach także kibicowano, a oprócz Polaków było jeszcze wielu Słowaków, a przede wszystkim Szwedów.

Pod tym względem Lublin naprawdę się wykazał, zapewnił piłkarzom głośny doping, chociaż wyniki nie były najlepsze. Jedynie po straconych bramkach, ale tylko przez chwilę, była cisza. Chwilę później doping wracał. To świadczyło o tym, że byliśmy z tymi chłopakami. Cały Lublin i kibice przyjezdni wspierali naszą reprezentację. Jako miasto pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony. Wielu moich kolegów, którzy pierwszy raz przyjechali do Lublina, dziwiło się, że mamy taki świetny stadion. Marzy mi się, żeby po Euro także go zapełnić kibicami na meczu Motoru. A po mistrzostwach było widać, że zainteresowanie piłką nożną jest bardzo duże.

Arena jest idealnym stadionem dla reprezentacji młodzieżowych?

Ważny jest stadion, ale również organizacja. Nawet tak proste rzeczy jak np. autobusy komunikacji miejskiej, które przyjechały na parking pod stadionem. Ulica była zamknięta i po meczu wszyscy kibice mogli szybko przemieścić się do domów darmową komunikacją. Nie było korków, blokowania wyjazdu.

Wszystko odbyło się sprawnie. Jedynie biletów na mecze było za mało i wiele osób z Lublina chciało jeszcze wejść na stadion. Pewnie i 20 tysięcy wejściówek udałoby się sprzedać. To nie jest więc tylko sam obiekt, ale i klimat dla piłki nożnej. W Lublinie jest on przyjazny i pokazuje, że w tym regionie jest niedosyt, jeśli chodzi o imprezy sportowe na bardzo wysokim poziomie.

Krzysztof Nowacki

Dziennikarz działu sportowego Kuriera Lubelskiego

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.