Manewry rosyjsko-białoruskie to coś normalnego [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. SPUTNIK/EAST NEWS
Tomasz Modzelewski

Manewry rosyjsko-białoruskie to coś normalnego [rozmowa]

Tomasz Modzelewski

Z Piotrem Makarewiczem, gen. dywizji w st. spocz. o rozpoczynających się niebawem rosyjsko-białoruskich manewrach Zapad 2017 rozmawia Tomasz Modzelewski

Czy ćwiczenia Zapad 2017 są, jak mówi minister obrony, wyjątkowo agresywne? Groźne dla Polski? Coś je wyróżnia?
Te ćwiczenia niewiele się różnią od tych wszystkich, które się odbywały do tej pory, i są powtarzane cyklicznie. Jedyna, moim zdaniem, odmienność polega na tym, że są przeprowadzane w atmosferze szczególnie napiętych stosunków między Rosją a NATO. Cała otoczka polityczna jest bardzo niesprzyjająca i właśnie dlatego, moim zdaniem, dobudowywane są jakieś absurdalne legendy odnośnie rozmachu ćwiczeń i wielkości zaangażowanych sił oraz środków.

Manewry rosyjsko-białoruskie to coś normalnego [rozmowa]

NATO, zgodnie z aktualnymi założeniami polityki zagranicznej Rosji, jest głównym przeciwnikiem. Gdzie w tej układance jest Polska?
Trzeba mówić o wzajemnych stosunkach. Jeśli według polityki zagranicznej Rosji NATO jest głównym przeciwnikiem, to pamiętajmy, że Sojusz również ogłosił, że Rosja jest głównym przeciwnikiem. Ten nieprzyjazny układ jest wzajemny. Polska jako członek NATO w tej układance jest jednym z elementów systemu, ale nasz udział jest proporcjonalny do wielkości sił zbrojnych i kraju, ze wszelkimi konsekwencjami z tego wynikającymi. Dlatego też nie widzę szczególnej roli Polski. Zawsze podkreślałem, że jeśli Rosja uważa NATO za swojego przeciwnika, nie oznacza to, że właśnie Polska jest głównym przeciwnikiem w Sojuszu ani że Rosja ma jakieś szczególnie wrogie zamiary wobec nas. Nie obserwuję żadnych konkretnych wrogich kroków Rosji wobec naszego kraju. Ani roszczeń terytorialnych nie wysuwa, ani nie mówi, że chce bronić jakiejś mniejszości narodowej, która zresztą na naszym terenie nie funkcjonuje, ani nie mamy bogactw naturalnych, które mogłyby Rosję kusić. Polska jest więc jakimś elementem Sojuszu, i to tyle.

Trzymając się tego, co ktoś ogłosił, to jakiś czas temu padło stwierdzenie, że istnieje newralgiczny Przesmyk Suwalski, w którym mogłaby rozpocząć się wojna. Podtrzymuje Pan zdanie, że to wymysł?
Tak. Jeśli Rosji faktycznie zależałoby na siłowym połączeniu macierzy z obwodem kaliningradzkim, to jest inny kierunek, z którego mogłaby w sposób bardziej zamaskowany i z większego zaskoczenia dokonać takiego manewru, a nie z terytorium Białorusi, a więc w sumie obcego dla Rosji państwa. Tam trzeba byłoby zgromadzić określone siły, zbudować zgrupowanie. To nie uszłoby niczyjej uwadze.

I tutaj wracamy do ćwiczeń Zapad. Manewry będą się odbywać także właśnie na terenie Białorusi, więc mogą być formą sprawdzenia, jak by takie zgrupowanie wyglądało?

Jeżeli Białoruś i Rosja są w jakimś sojuszu wojskowym, a są, to normalne, że ćwiczenia takich armii odbywają się na terytorium jednego lub obydwu krajów i nie jest to jakieś szczególne zjawisko. Gdy Polska była jeszcze w Układzie Warszawskim, to nasz pułk też ćwiczył na terytorium Białorusi i nie oznaczało to, że się szykujemy się do jakiejś agresji na terytorium na przykład Litwy czy Rosji. Białoruś dysponuje dużymi i bardzo dogodnymi poligonami. Nie dziwię się, że w związku z tym wybrano ten teren na przeprowadzenie sporych ćwiczeń. Mówię - sporych, ponieważ rozmach, według oficjalnych danych, nie jest tak wielki, jak niektórzy przewidują. Oficjalnie się podaje, że to ma być niecałe 13 tysięcy żołnierzy, około 700 sztuk sprzętu. Przypomnę, że w ubiegłym roku na terytorium Polski odbyły się ćwiczenia Anakonda 16, w których według oficjalnych danych brało udział 31 tysięcy żołnierzy, w tym 12 tysięcy polskich. Było też około 3 tysięcy egzemplarzy różnego sprzętu. Rozmach był, porównując oficjalne dane, znacznie większy. Poza tym Zapad 2017 będzie się odbywać od 14 do 20 września, a pod koniec września planowane są w Polsce nasze ćwiczenia - Dragon 17, w których weźmie udział kilkanaście tysięcy żołnierzy z 14 państw. Odpowiedź na rosyjsko-białoruskie manewry będzie prawie natychmiastowa. Jeśli armia istnieje, to musi ćwiczyć. Nie może siedzieć w koszarach i zbijać bąki, tylko się szkolić. A im większa jest armia, tym większe ćwiczenia i ich rozmiar.

Tomasz Modzelewski

dziennikarz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.