Maria Przełomiec: Mit Polaka-rusofoba jest szerzony przez rosyjską władzę i media

Czytaj dalej
Anita Czupryn

Maria Przełomiec: Mit Polaka-rusofoba jest szerzony przez rosyjską władzę i media

Anita Czupryn

- Polacy nie są rusofobami, ale zarówno rosyjskie władze jak i rosyjskie media starają się szerzyć na zachodzie mit Polaka-rusofoba, który z absolutnie niepojętych powodów nienawidzi Rosjan - mówi Maria Przełomiec ze „Studia Wschód”.

To już pewne - polska reprezentacja pojedzie w 2018 roku do Rosji na Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Można się spodziewać, że wybierze się tam też sporo naszych kibiców. Do jakiej Rosji wjadą?
Wszystko wskazuje na to, że wjadą do Rosji Putina, czyli do autorytarnego kraju, po którym wszystkiego można się spodziewać. Z drugiej strony warto podkreślić, że sami Rosjanie są niesłychanie gościnni, więc najprawdopodobniej Polacy zostaną przyjęci przez moskwiczan naprawdę serdecznie.

W grę wchodzi być może i Kaliningrad, tam również mają być rozgrywane mecze.
Istotnie. Jeśli chodzi o mieszkańców Kaliningradu, to powiedziałabym - tym bardziej. Kaliningrad jest najbardziej na zachód wysuniętą częścią Rosji. Swego czasu, dawno temu, były plany, aby stał się rosyjskim Hongkongiem, ale niestety, Władimir Putin znowu zamienia ten obwód w bazę wojskową.

Czy Polacy, którzy pojadą do Rosji na rozgrywki piłkarskie, mają się czego obawiać?
Jeżeli miałabym coś radzić kibicom, którzy będą udawali się do Rosji, to żeby bardzo uważali na to, co robią i nie nadużywali napojów alkoholowych. To, co kochają rosyjskie służby Władimira Putina, to prowokacje. Nie wykluczyłabym, jeżeli stosunki będą równie słabe, jak są w tej chwili, że rosyjskie władze mogą chcieć przygotować jakąś prowokację z udziałem polskich kibiców. Taka okazja, jak mistrzostwa, świetnie się nadaje.

W Polsce panuje rusofobia?
Nie. Mówię to zdecydowanie i z pełną odpowiedzialnością. Najlepszym dla mnie dowodem tego jest stosunek zwykłych Polaków do zwykłych Rosjan. W tej chwili Rosjan w Polsce jest mniej, ale pamiętam lata 90., kiedy do Polski przyjeżdżało ich naprawdę sporo. Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej, ruch osobowy przez granicę był łatwiejszy i proszę zwrócić uwagę, że nie doszło do żadnych, najmniejszych incydentów. Podobnie było na Euro 2012 - jednak do poważniejszych incydentów nie doszło.

Widać było, że Rosjanie na Euro przyjechali dobrze zorganizowani.
Myślę, że obecne rosyjskie władze wypuszczają za granicę sprawdzonych i pewnych ludzi, zwłaszcza na takie masowe imprezy, jak zawody sportowe, które wszystkie rządy autorytarne traktują bardzo poważnie. Ale wracając do pani pytania o rusofobię - Polacy nie są rusofobami, ale oczywiście zarówno rosyjskie władze jak i rosyjskie media bardzo chętnie starają się szerzyć na zachodzie mit Polaka-rusofoba, który z absolutnie niepojętych powodów nienawidzi Rosjan.

Imprezy sportowe zawsze pokazują, że mamy ochotę złoić Rosjan, wygrać z nimi. Skąd się bierze ta chęć?
Mało przyglądam się zawodom sportowym, ale mam nieodparte wrażenie, że kiedy stoją naprzeciwko sobie dwie drużyny z różnych państw, to jedna ma ochotę złoić drugą i nie ma to nic wspólnego z sympatiami czy antypatiami; to normalna gra sportowa. Jeśli chodzi o Rosjan, a pewnie i tak samo o Niemców, to pewną rolę gra historia. Zawsze przyjemnie zwyciężyć tych, którzy w historii zwyciężali Polaków. Można tu przywołać słynny gest Kozakiewicza…

… właśnie chciałam to zrobić.
Przypomnijmy więc, w jakich okolicznościach to się stało. Rozmawiałam ze sportowcami, którzy uprawiali sport w PRL-u. Jeden z nich, dziś już starszy pan, w latach 50. był młodym sportowcem i mówił, że to był nakaz: oni musieli przegrywać z Rosjanami. Koniec, kropka, amen. Nie mogliśmy wygrać z drużyną Związku Sowieckiego. Myślę, że ów gest Kozakiewicza był związany z takimi doświadczeniami. I znów - niewiele ma to wspólnego z rusofobią, a dużo z historią.

Jeździłam do Rosji w latach 90. i na początku lat 2000, i kiedy już wydreptałam sobie reporterskie ścieżki, wypiłam z Rosjanami morze alkoholu, to świetnie się z nimi rozumiałam, a z niektórymi zaprzyjaźniłam. Muszę jednak przyznać, że kiedy byłam dzieckiem, w moim domu pokutował stereotyp Rosjanina - „Kacapa”, „bolszewika”. I właściwie wtedy, w tej komunie, wszystkiemu winni byli bolszewicy. Nawet kiedy wyłączano prąd, to ojciec wołał, że bolszewicy za tym stoją.
Do pewnego stopnia miał rację, bo jeśli spojrzymy do tyłu, to rzeczywiście bolszewicy są winni bardzo wielu niezbyt szczęśliwych wydarzeń. Tak jest choćby z moją historią. To, że spotykamy się dzisiaj w Warszawie, jest absolutnie zasługą bolszewików. Gdyby nie rewolucja, a potem II wojna światowa, i agresja Rosji, bo nie zapominajmy o tym, że Polskę dobiła agresja z 17 września, to być może siedziałybyśmy dziś na Litwie, w dworze i popijały nalewki zrobione przez służbę, a nie przeze mnie.

Pozostało jeszcze 76% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 3,69 zł dziennie.

    już od
    3,69
    /dzień
Anita Czupryn

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.