Marianna Radzewicz - liliputka, która nie ma zamiaru płakać (zdjęcia)

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Urszula Śleszyńska

Marianna Radzewicz - liliputka, która nie ma zamiaru płakać (zdjęcia)

Urszula Śleszyńska

O sobie mówi, że ma metr z kapeluszem. Z tyłu wygląda jak pierwszoklasistka, więc gdy się odwróci, zazwyczaj wywołuje wielkie zdziwienie. Bo Marianna Radzewicz z Białegostoku ma 71 lat i jest liliputką.

Kiedy Marianna przyszła na świat 20 sierpnia 1949 r. w Rogajnach (woj. warmińsko-mazurskie), nic nie wskazywało na to, że pewnego dnia przestanie rosnąć. Że swoim wzrostem dorówna najwyżej uczniom pierwszych klas podstawówki.

- I nawet dzisiaj dzieciaki potrafią mnie zapytać, czemu jestem taką małą babcią. Te z sąsiedztwa mówią o mnie: „mała pani” i zagadują, czy ja kiedykolwiek byłam duża? - uśmiecha się pani Marianna. - Czasami żartuję i odpowiadam im: „tak, kiedyś byłam taka duża jak twoja mama, tylko bardzo dużo chodziłam i na starość się zdeptałam” - śmieje się 71-latka.

Jednak niewielki wzrost nie przeszkadza jej w byciu wielkim człowiekiem. Człowiekiem, który kocha zwierzęta i ludzi. Mimo że przez te kilkadziesiąt lat usłyszała od innych setki niemiłych komentarzy i uszczypliwych uwag.

- No, dogadywali mi te ludzie czasem, nie powiem. I dzisiaj zdarzają się niemiłe słowa... - przyznaje. - Aż się człowiekowi przykro robi i idzie wtedy taki smutny do domu... Nic nie cieszy i tylko płakać się chce...

Ale dziś już nie płacze. Bo wszystkie łzy wypłakała, kiedy była nastolatką. Nie dość bowiem, że musiała znosić „dogadywanki” innych dzieci, to jeszcze bardzo przeżyła śmierć chorującej na raka matki.

- Bardzo długo wtedy płakałam i obiecałam sobie, że to był ostatni raz. Że już więcej w życiu płakać nie będę, nawet jak będą mi strasznie dogryzać - wyznaje.

Troje małych ludzików

- Jak byłam małą dziewczynką, nic nie wskazywało, że pewnego dnia po prostu przestanę rosnąć - wspomina. - Nikt nie przypuszczał, że będę liliputką. Bo i skąd miałby kto przypuszczać? Tata był wysoki - ze 175 cm. Mama też była wysoka, tylko odrobinę niższa od ojca.

Dopiero kiedy Marianka była w połowie podstawówki, rodzice zorientowali się, że coś z jej wzrostem jest nie tak.

- Mama bardzo mocno to przeżywała. Gryzła się w sobie. Nie pokazywała wprawdzie tego, ale ja wiedziałam, że po cichu popłakuje - wspomina kobieta. - Potem okazało się, że przestał rosnąć również mój nieżyjący już dzisiaj brat Franek i siostra Danusia, na którą wszyscy mówimy Żaklina. I tak trójka dzieci w naszej rodzinie okazała się liliputami. Ale mam też rodzeństwo normalnego wzrostu - zastrzega. - My, lilipuci, żyliśmy sobie w tej rodzinie jak troje małych ludzików - uśmiecha się.

Akrobatka w cyrku

Po szkole podstawowej trafiła do... cyrku. Wymyśliła sobie bowiem, że z takim wzrostem bez problemu znajdzie tam pracę. I miała rację! Co więcej, nie zatrudniła się jako klaun, tylko próbowała swoich sił w akrobatyce i szło jej zupełnie nieźle. Nawet dziś doskonale pamięta akrobatyczne układy, które wykonywała i opowiada o nich z pasją. Niestety, kiedy z rodzinnej wsi przyszły złe wieści o pogarszającym się stanie zdrowia ukochanej mamy, musiała przerwać swoją przygodę z cyrkiem. Wróciła do domu, by pomagać ojcu, gotować i zajmować się młodszym rodzeństwem. Potem, gdy przestała być niezbędna, postanowiła sama zarabiać na własne utrzymanie i przeprowadziła się do Hrubieszowa (woj. lubelskie), gdzie znalazła pracę jako szwaczka.

- Szyłam wszystko: robocze ubrania do stoczni w Gdańsku, pościele, prześcieradła, pieluchy - wymienia. - Mieliśmy takiego kierowcę, który rozwoził nasz towar po całej Polsce. Był zabawny i bardzo wysoki. Często więc zadzierałam głowę i pytałam: „co tam u ciebie na górze?”. A on patrzył na mnie z wysoka i odpowiadał: „to samo, co na dole”. Zawsze nas to śmieszyło.

Pozostało jeszcze 56% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 3,69 zł dziennie.

    już od
    3,69
    /dzień
Urszula Śleszyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.