Marzenna Gintsio: Oprawcy zwierząt często bezkarni

Czytaj dalej
Fot. Schronisko w Koninie
Monika Kaczyńska

Marzenna Gintsio: Oprawcy zwierząt często bezkarni

Monika Kaczyńska

Marzenna Gintsio, prezes konińskiego oddziału Towarzystwa nad Zwierzętami opowiada o sytuacji zwierząt i karach dla ich oprawców. I apeluje: odpowiednie traktowanie i zrozumienie psich przekazów to podstawa dobrych relacji człowieka ze zwierzęciem.

Wyrok bezwzględnego więzienia dla mężczyzny, który doprowadził do śmierci swojego pasa, wystawiając go na parapet i zamykając okno, to dowód na zmianę w podejściu sądów, które dotąd orzekały na ogół wyroki w zawieszeniu?

Fakt, że taka kara została orzeczona z całą pewnością jest powodem do satysfakcji. Ale wciąż to wyjątek, nie reguła. Sprawy z interwencji Towarzystwa nad Zwierzętami trafiają do sądów bardzo często. Jednak jeśli na 100 takich spraw zapada 20 wyroków, to większość sprawców znęcania się nad zwierzętami pozostaje bezkarnych.

Ostatnio mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której odebraliśmy właścicielom labradora zżeranego żywcem przez larwy much. Zwierzę było całe w ranach.

Sąd umorzył postępowanie z braku dowodów, mimo że mieliśmy nagrany film z interwencji, psa oglądał weterynarz itd.

To nie poprawia sytuacji zwierząt. Wiele osób, które je źle traktują, ma przekonanie, że ostatecznie i tak sąd im nic nie zrobi.

Czy Pani zdaniem kary za znęcanie się nad zwierzętami - maksymalnie 3 lata więzienia za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem - są odpowiednio wysokie czy raczej powinny być zaostrzone?

Zdecydowanie powinny być zaostrzone, a przede wszystkim orzekane znacznie konsekwentniej niż dzieje się to obecnie.

Jaka górna granica kary byłaby Pani zdaniem adekwatna?

Pięć lat na pewno. Ale tu chodzi o to, żeby sprawę wyważyć. Przecież i ktoś, kto zamorduje człowieka, może wyjść na wolność po pięciu czy ośmiu latach. My też nie jesteśmy takimi ludźmi, którzy koncentrują się na wtrącaniu innych do więzień. Często zdarza się, że możemy nawet nieco wybronić osobę, na którą policja chce nałożyć wysoki mandat. Jeśli na przykład 200 zł kary miałoby sprawić, że właściciel nie kupi koniowi karmy, staramy się przekonać, że niższa kara będzie wystarczająca.

Ludzie potrafią być okropni i strasznie zwierzęta traktować, ale też zdarza się, że nasza tego typu interwencja pomaga.

Nie chodzi o to, żeby za każdym razem kary były drakońskie, ale żeby podobnie jak w przypadku innych przestępstw, uwzględniały całość sytuacji oraz były nieuchronne.

Od dawna pokutuje pogląd, że stosunek do zwierząt na wsi i w mieście się różni i że generalnie w mieście zwierzęta są lepiej traktowane. Fakty się zdają temu zaprzeczać. O przypadkach znęcania się nad zwierzętami w miastach jest coraz głośniej.

Sprawa nie jest taka prosta. Z jednej strony podział na miasto i wieś jest wyraźny. Posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że ma tu znaczenie także wykształcenie.

Na wsiach pokutuje pogląd, że skoro dziesięciolecia temu było dobrze, gdy utopiło się lub zakopało żywcem szczeniaki, to nie ma powodu by dziś to zmieniać.

Z trudem przebija się argumentacja dotycząca sterylizacji. Jakoś nie przyjmują do wiadomości, że można takim sytuacjom zapobiegać. Ale też trudno uogólniać. Niekiedy bardzo zaniedbane zwierzęta znajdujemy tam, gdzie trudno byłoby się ich spodziewać. Zdarzyło się, że interweniowaliśmy w sprawie psa, który mieszkał w porządnym boksie przy pięknym domu. Podłoga boksu była cała w odchodach, sierść psa była w opłakanym stanie. Sądzę, że motywacją właścicieli do kupienia zwierzaka była chęć naśladowania sąsiadów - oni mają to i ja kupię.

Odnoszę wrażenie, że w mieście ludzie kupując psa bardziej zdają sobie sprawę, że trzeba go zaszczepić, wyprowadzać na spacery, w razie czego iść do weterynarza. Na wsi ze szczepieniami bywa problem, o leczeniu weterynaryjnym nie wspominając.

Ale oczywiście także w mieście okrutne traktowanie zwierząt się zdarza. Trudno uogólniać i generalizować.

Jest Pani także psychologiem zwierzęcym. Skąd Pani zdaniem biorą się sytuacje, w których ludzie dbający o swoje psy i kochające je skarżą się na problemy z nimi - od niszczenia rzeczy począwszy na agresji skończywszy?

Niestety, za takie zachowania jest odpowiedzialny zawsze właściciel. Pies, który się nudzi, nie ma co ze sobą zrobić, jest zestresowany potrafi zdemolować całe mieszkanie. Gdy przejawia agresję, mamy do czynienia z sytuacją naprawdę skrajną. Wielu właścicieli popełnia ogromny błąd karcąc psa już wtedy, gdy warknie.

Tłumaczę dzieciom w szkołach, które odwiedzam, że warknięcie to komunikat „nie podoba mi się to, co robisz”. Dzieci doskonale rozumieją, że pies reaguje właściwie tak jak one.

Gdy kolega trąca w ramię, najpierw się skrzywią, potem powiedzą „nie rób tego”, kolejny raz powtórzą głośniej ,a w końcu przyłożą. Ludzie po prostu często psiego języka nie rozumieją i nie próbują się go nauczyć. A z wychowaniem psa jest bardzo podobnie jak z wychowaniem dzieci - pies od początku musi mieć określone jasno granice i nauczyć się ich przestrzegać.

Najbardziej zaskakujące wydają się sytuacje, kiedy pies zachowuje się agresywnie wobec ludzi i zwierząt na spacerze. Ni stąd ni zowąd, nie sprowokowany, atakuje przechodniów.

To skutek niewłaściwej relacji między psem a właścicielem. Są psy przewodzące, które w naturze pełniłyby rolę przewodników stada. One umieją się zachować, ich reakcje na innych ludzi i zwierzęta są na ogół prawidłowe, nie sprawiają właścicielom problemów. Ale większość to psy pracujące, które muszą mieć przewodnika. Jeśli właściciel z ich punktu widzenia nie wywiązuje się z tej roli, czują się zmuszone, by przejąć te obowiązki na siebie. Nie nadają się do tego, są bardzo zestresowane taką koniecznością i robią to co im się wydaje słuszne - szczekają, gryzą, bronią przed postronnymi.

Bywa, że taki pies traci życie z powodu swojej agresji, choć gdyby właściciel zmienił zachowanie lub zwierzak trafił w ręce bardziej świadomej osoby, wszystko mogłoby się dobrze ułożyć.

Można odnieść wrażenie, że najbardziej agresywne są małe pieski.

Często faktycznie tak jest. Właściciele dużych psów wiedzą, że mają do czynienia z siłą, nad którą muszą zapanować. Chodzą więc na szkolenia, starają się objąć przewodnictwo w stadzie. Yorki czy pekińczyki są maleńkie i słodkie. Wszyscy im matkują, rozpieszczają je, a one z jednej strony z tego korzystają, z drugiej są zagubione i niepewne, więc zachowują się agresywnie. Trzeba mieć świadomość, że pies mały czy duży to pies i tak należy go traktować. On odpłaci się za to bezgraniczną miłością, zaufaniem i będzie się zachowywał poprawnie.

Co jest najważniejsze w relacji między człowiekiem a zwierzęciem?

Przede wszystkim odpowiedzialność, a także wiedza szacunek dla czworonożnego przyjaciela. To wystarczy.

Monika Kaczyńska

Dziennikarka, redaktorka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.