Masło po 10 zł? To możliwe

Czytaj dalej
Fot. KRZYSZTOF SZYMCZAK
Sławomir Skomra

Masło po 10 zł? To możliwe

Sławomir Skomra

Tak prognozują fachowcy, bo już teraz drożeje ono niemal z dnia na dzień.

- Zdębiałam, kiedy w hipermarkecie w Lublinie zobaczyłam cenę masła. 6,75 zł. I to w promocji - mówi zaskoczona pani Dominika. Co gorsza, zdaniem specjalistów to nie koniec podwyżek.

Masło drożeje w ekspresowym tempie od listopada 2016 roku i cena kostki - nieco ponad 4 zł - jest już tylko wspomnieniem.

- Pracuję w branży mlecznej już od 16 lat, ale tak wysokich cen jeszcze nie było - przyznaje Rafał Stachura, prezes Lubelskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Jego zdaniem, przez lata masło w Polsce było zbyt tanie. Mleczarniom wręcz nie opłacało się go produkować. - Głowiły się, jak na tej produkcji nie stracić. Teraz trend się odwrócił - przyznaje prezes.

Przyczyn wzrostu cen trzeba szukać nie w Polsce, ale głównie w Europie Zachodniej. Tam klienci mocniej postawili na zdrowe odżywianie i naturalne produkty.

Dodatkowo, jak podkreśla Stachura, większość produkowanego w Europie masła wcale nie trafia na półki sklepowe, tylko do producentów żywności.

- Na przykład ciast. Wiele firm, idąc za trendami i oczekiwaniami klientów, przestało używać oleju palmowego i zastąpiło go masłem. To z tego powodu zapotrzebowanie na rynku jest ogromne i ceny też wysokie - tłumaczy.

Eksperci licytują się w przewidywaniach cen tego produktu. Część analityków uważa, że do końca roku kostka będzie kosztowała nawet 10 złotych.

Agencja Rynku Rolnego jest ostrożniejsza w prognozach, ale i tak przewiduje, że do grudnia ceny masła wzrosną jeszcze nawet o 9 procent.

Chińska tajemnica ceny masła

Sprawdzamy, dlaczego masło jest najdroższe w historii, skoro ceny mleka nie wzrosły dramatycznie. Okazało się, że to kwestia mody na Zachodzie, kłopotów w Nowej Zelandii i zapotrzebowania Chin.

Oficjalna, średnia cena masła w Polsce to 6,5 zł. To dużo, ale w sklepie można przeżyć jeszcze większy szok.

- W środę w sklepie na Kalinowszczyźnie widziałam masło po 8,2 zł za kostkę - relacjonuje Czytelniczka.

Mleko w normie

Pani Dominika, robiąc we wtorek zakupy w jednym z lubelskich hipermarketów, zauważyła jeszcze jedną rzecz.

- Cena jogurtu też poszła w górę. Do tej pory wynosiła 1,05 zł, a teraz 1,50 zł. Może to niedużo, ale ja jogurty dla rodziny kupuję w ilościach niemal hurtowych. 50 groszy na sztuce więcej sprawia, że rachunek w sklepie jest kilka złotych wyższy niż do tej pory - narzeka.

Ceny masła rosną od listopada zeszłego roku i kryje się za tym pewna tajemnica, bo mleko wcale tak bardzo nie podrożało.

Równo rok temu rolnicy w całym kraju protestowali przeciwko niskim cenom mleka.

- 14 tysięcy gospodarstw na Lubelszczyźnie stoi na krawędzi upadku - mówili na manifestacji w Lublinie i wyliczali: - Koszt wyprodukowania litra mleka to 1,32 zł, a skupowane jest po 99 groszy.

Wtedy średnio w skupie za hektolitr mleka płacono 104,88 zł, a teraz ponad 133 zł.

- Mleko tak bardzo nie podrożało - przyznaje Robert Stachura, prezes Lubelskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka, który rok temu protestował przed Lubelskim Urzędem Wojewódzkim.

- Ceny faktycznie wzrosły, ale nie nazwałbym tego jeszcze odbiciem. Mówmy raczej o pozytywnym trendzie, który, mam nadzieję, utrzyma się - dodaje.

Chodzi o tłuszcz

Skąd zatem wyższe ceny masła i jogurtów?

Bo na światowych rynkach nie podrożało mleko jako takie, ale zawarty w nim tłuszcz. To on jest wykorzystywany do produkcji masła i jogurtów.

- Jogurt bez tłuszczu jest po prostu niesmaczny, bo to tłuszcz jest nośnikiem smaku - przypomina Stachura.

Na cenę masła złożyło się wiele czynników. Pierwszy to moda na naturalne produkty i zwiększone zapotrzebowanie na europejskim rynku.

Kolejnej przyczyny trzeba szukać daleko od Europy. Znacznie wzrosło spożycie masła w USA i jest jeszcze kwestia Nowej Zelandii.

W 2016 r. anomalie pogodowe sprawiły, że spadła tam produkcja mleka. A właśnie ten kraj zaopatrywał Chiny w mleko, masło i sery.

Skoro Chińczycy nie mogą kupować, tyle ile potrzebują w Nowej Zelandii, to skierowali wzrok na inne rynki, podbijając ceny.

Takie globalne zależności to nic nowego. Kilka lat temu nagle zdrożał lubelski chmiel, bo w USA spłonął wielki magazyn z tym produktem.

Co będzie dalej?

Pytanie tylko, kiedy ceny przestaną rosnąć? W pewnym momencie mogą osiągnąć takie wielkości, że klient w sklepie nie zdecyduje się na kupno kostki.

Rozwój wydarzeń trudno przewidzieć, ale Stachura wyjaśnia:

- Przez lata masło w Polsce było bardzo tanie. Dużo tańsze niż w krajach Europy Zachodniej. Dlatego wzrost cen wydaje się Polakom wręcz dramatyczny, a zachodni klient tego tak nie odbiera, bo tam masło było zawsze droższe. Dziś w Polsce mamy po porostu cenę rynkową, jaka powinna być już dawno - dodaje.

Pani Dominika: - Nie wykluczam, że jeśli masło będzie jeszcze drożeć, to w moim domu nie będzie się go jadać na co dzień. Pieczywo będziemy smarować margaryną.

Sławomir Skomra

Pracuje w mediach już kilkanaście lat. Od kilku w redakcji "Kuriera Lubelskiego". Zajmował się niemal wszystkimi działkami dziennikarskimi - od służby zdrowia do biznesu. Teraz zajmuje się głównie polityką, samorządem i policją.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.