Michał Tusk to przygrywka. Ostatecznym celem jest były premier

Czytaj dalej
Fot. Adam Guz
Dorota Kowalska

Michał Tusk to przygrywka. Ostatecznym celem jest były premier

Dorota Kowalska

Osiem godzin krzyżowych pytań, drobnych złośliwości, kilka szczerych, aczkolwiek nierozważnych uwag, które rzucił Michał Tusk - taki jest efekt środowego przesłuchania syna byłego premiera. Czy przybliżyło nas ono do poznania kulis i mechanizmów afery Amber Gold? Chyba nikt nie ma wątpliwości, że nie.

Cała komisja powstała tylko po to, aby dorwać Donalda Tuska i postawić mu zarzuty karne, ale po dzisiejszych zeznaniach nie zostało im nic - przekonywał w środę wieczorem w „Kropce nad i” mecenas Roman Giertych.

Słowa „dopaść Tuska”, „dorwać Tuska” przez ostatnie godziny padały w mediach dziesiątki razy, ale też nie tylko politycy opozycji nie mają wątpliwości, że młody Tusk to polityczna przygrywka, że ostatecznym celem jest Donald Tusk.

- To nie tylko próba upokorzenia i zohydzenia byłego premiera, tu chodzi o zrobienie przykrości Donaldowi Tuskowi. To ze strony Kaczyńskiego bezgraniczna podłość. Ma całą wiedzę o sprawie Amber Gold i doskonale wie, że nie można w niej nic zarzucić Tuskowi, gdyby było inaczej, nie byłoby sejmowych przesłuchań, ale prokuratorskie - mówi Michał Kamiński, były polityk PiS i PO, dzisiaj Europejscy Demokraci. Podobnego zdania są wszyscy nasi rozmówcy.

- Nie ma innego, równie silnego lidera po stronie opozycji jak Donald Tusk. Biorąc pod uwagę możliwość jego powrotu na polską scenę polityczną w 2019 r., chodzi o to, aby obrzucić go gównem jak najwcześniej, tak aby jak najwięcej się go przylepiło - wtóruje Wiesław Gałązka, konsultant i doradca polityczny.

Michał Tusk stawił się przed sejmową komisją w towarzystwie Romana Giertycha, co też w kontekście ewentualnej winy Michała i Donalda Tusków nie jest bez znaczenia. Jak mówi nam jeden z polityków prawicy, Giertych i Tusk to drapieżnicy, wytrawni politycznie gracze - obaj postawili na siebie, nie bez powodu zresztą.

- Giertych, gdyby sprawa nie była oczywista, nigdy by jej nie brał. Wie, że oskarżenia są dęte, że to czysta polityczna gra. Fakt, że reprezentuje i Donalda Tuska, i Michała Tuska, to dla niego szansa na ponowne zaistnienie, tym bardziej że jest pewien wygranej - tłumaczy nasz rozmówca.

Ale przejdźmy do środowego przesłuchania przed komisją. W OLT Michał Tusk pracował trzy miesiące, zarobił tam w sumie 18 tys. zł. Przestał pracować, gdy linie upadły. Był jednocześnie pracownikiem gdańskiego portu lotniczego. Pytania zadawane przez członków komisji często się powtarzały.

- Był konflikt interesu czy go nie było? - pytał podczas posiedzenia komisji poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński.

- Dla mnie nie było konfliktu interesów - odpowiedział syn byłego premiera.

Jarosław Krajewski z PiS dopytał świadka, kiedy dowiedział się, że szef Amber Gold Marcin P. jest osobą prawomocnie skazaną za przestępstwa gospodarcze.

Polacy nie lubią nękania, ulegają politycznemu współczuciu, to może pomóc byłemu premierowi

- Dokładnej daty oczywiście nie jestem w stanie powiedzieć, nie pamiętam, czy wiedziałem o konkretnym wyroku. Powiedziałbym tak, że taka podejrzana otoczka wokół Amber Gold była mi znana - odpowiedział Michał Tusk. Zaznaczył, że nie pamięta, od kiedy było mu to wiadome. - Na pewno w listopadzie 2011 r. tak - dodał.

Pojawiały się oczywiście pytania o Donalda Tuska. Marek Suski, wiceszef komisji i chyba jej najbarwniejsza, z różnych zresztą powodów, postać, chciał się czegoś dowiedzieć o rozmowach młodego Tuska z ojcem na temat OLT Express.

- Przed chwilą mówił pan o tym, że tata był niezadowolony, że zrezygnował pan z pracy w „Gazecie Wyborczej”, natomiast w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wspomniał pan o swojej rozmowie z ojcem, która miała miejsce w czerwcu (2012 r. - red.) i w tym wywiadzie stwierdził pan, że pana tacie Donaldowi Tuskowi współpraca z OLT Express nie podobała i było to niemądre - powiedział poseł PiS.

Młody Tusk odparł, że dokładnej daty rozmowy z ojcem nie pamięta, chyba odbyła się latem. Jak dodał, nie jest w stanie też powiedzieć, czy przed spotkaniem ówczesny premier wiedział, że jego syn pracuje dla OLT Express, czy dowiedział się już w czasie spotkania.

- To spotkanie miało charakter taki, jaki jest opisany w tym wywiadzie, to znaczy on powiedział, że to jest niemądre - opowiadał Michał Tusk.

Suski dopytywał dalej o reakcję Michała Tuska na argumenty ojca. Syn szefa Rady Europejskiej odpowiedział, że był świadom „atmosfery podejrzliwości wokół Amber Gold”, spółka ta była właścicielem linii OLT Express.

- Podejrzewam, że dokładnie tych samych argumentów użył mój ojciec. Razem wiedzieliśmy, że to jest, mówiąc tak kolokwialnie, lipa (...), czyli że są pewne podejrzenia wokół Marcina P., że KNF wydała swoje ostrzeżenie wcześniej dotyczące produktów finansowych Amber Gold - relacjonował Michał Tusk.

I właśnie sformułowanie „lipa” podchwycili politycy Prawa i Sprawiedliwości, zresztą nie tylko oni. Bo jeśli obaj, Michał i Donald Tuskowie, wiedzieli, że tanie linie lotnicze Marcina P., to „lipa”, to dlaczego młody Tusk poszedł tam do pracy, dlaczego wreszcie nie ostrzeżono ludzi przed lokowaniem pieniędzy w Amber Gold.

- Takie sformułowanie było błędem. Bo skoro razem z ojcem wiedzieli, że to nic ciekawego, nasuwa się pytanie, czemu nie reagowały instytucje państwa, czemu nie uruchomiono mechanizmów, które uniemożliwiłyby oszukanie ludzi na tak gigantyczną skalę - zauważa jeden z byłych ministrów w rządzie Prawa i Sprawiedliwości.

Prof. Kazimierz Kik, politolog, podkreśla, że prace tej komisji to oczywiście próba rzucenia cienia na Donalda Tuska, ale też były premier sam jest trochę winny tej sytuacji.

- Pozwolił na to, aby taki cień na siebie rzucić. Bo ta komisja ma pokazać także ułamek rzeczywistości, odpowiedzieć na pytanie, jak mogło dojść do takiej sytuacji. Premierzy, nie tylko Donald Tusk, przez lata dopuszczali bylejakość prawa, bylejakość kontroli i efekt jest, jaki jest - wzrusza ramionami prof. Kik.

Roman Giertych wieczorem u Moniki Olejnik próbował tłumaczyć, co miał na myśli Michał Tusk.

- Jeżeli już w 2011 roku było ostrzeżenie Komisji Nadzoru Finansowego w odniesieniu do Amber Gold, to każdy rozsądny człowiek wiedział, że firma, która znajduje się na liście ostrzeżeń, jest lipną firmą - mówił w „Kropce nad i”.

Przekonywał też, że Michał Tusk „mówił to w kontekście ostrzeżenia KNF”. Zapytany, czy jego zdaniem przeciętny człowiek wiedział, że KNF ma zastrzeżenia do Amber Gold, mecenas Giertych odparł: - Jeżeli ktoś inwestuje 100 czy 200 tys. złotych i nie stać go na to, żeby wbić w Google „firma Amber Gold”, gdzie mu wyskoczy na pierwszym miejscu ostrzeżenie KNF, to znaczy, że nie powinien inwestować żadnych pieniędzy.

Michał Tusk zeznania przed komisją składał prawie osiem godzin. W pewnym momencie stwierdził: „Od początku mojego życia jestem przeczulony na punkcie wyrzucania mi, szukania koneksji czy poparcia ojca, czy jakiegoś załatwiactwa: ani w pracę w „Gazecie Wyborczej”, ani na lotnisku, ani tym bardziej dla OLT Express mój ojciec nie był zaangażowany i w żaden sposób mi w tym nie pomógł”.

Zaznaczył, że próbuje „iść własną ścieżką”. - Mogę tylko przyznać, że nie zawsze efekty tego są takie, jak bym sobie tego życzył - dodał Michał Tusk.

21.06.2017 warszawa komisja amber gold przesluchanie michal tusk nz roman giertych  michal tusk adam guz/polska press
Przemysław Świderski Marcin P., szef Amber Gold oszukał tysiące ludzi na grube miliony. Od wielu miesięcy siedzi w areszcie

O samodzielności swojego klienta i niejako zawodowym odcięciu się od ojca mówił także Roman Giertych.

- Wie pani jaki jest problem Michała Tuska? - pytał w „Kropce nad i”. - Problem jest taki, że nie poszedł w ślady pani Małgorzaty Wassermann, Jarosława Wałęsy i nie spróbował wykorzystać nazwiska do robienia kariery politycznej - przekonywał Giertych. - Próbował swoimi siłami uzyskać pieniądze na życie swojej rodziny, pracując tam, gdzie znalazł pracę. Robił to na własne ryzyko, na własny rachunek, pracował tam, gdzie chciał pracować - podkreślał były polityk, dziś wzięty mecenas reprezentujący Michała i Donalda Tusków.

Młody Tusk rzeczywiście zawsze trzymał się z boku: odmawiał udziału w programach telewizyjnych, nie pojawiał się w plotkarskich gazetach, wyraźnie wybijał się na niezależność. W dzieciństwie, a konkretnie przez pierwszych sześć lat życia, Michał mieszkał wraz z rodzicami w studenckim akademiku. Potem były podstawówka, II LO w Sopocie, wreszcie Instytut Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego. Zaraz na początku studiów wyprowadził się od rodziców i zaczął pracę w trójmiejskim oddziale „Gazety Wyborczej”.

Jego znajomi z tamtych czasów mówią: - Spokojny, przyzwoity. Praktycznie cały czas postrzegany jako syn „tego Tuska”. Nie wypierał się ojca, ale to osoba, której nie można oskarżyć o nepotyzm. Wręcz odwrotnie, robił wszystko, by nie podejrzewano go, że ojciec polityk pomaga mu w karierze.

W gazecie zajął się działką: transport, ponoć sam chciał. Był dobrym dziennikarzem: dociekliwy, konkretny, a przy tym naprawdę znał się na tym, o czym pisał.

A pisał przede wszystkim o drogowych i kolejowych problemach Trójmiasta. Lubiany wśród kolegów. Kilka lat temu młody Tusk ożenił się z Anną Lew, studentką medycyny, dziś lekarką. Mają dwóch synów. Ale próżno szukać w sieci zdjęć rodziny młodego Tuska, trzymają się z boku, nie pchają się przed kamery.

Jak zapowiada Roman Giertych, wystąpienie Donalda Tuska przed komisją nie ograniczy się do odpowiedzi na pytania posłów

Po siedmiu latach pisania Michał Tusk zrezygnował z pracy w dziennikarstwie i trafił do Działu Analiz i Marketingu Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku. Tłumaczył, że się wypalił, że więcej już w zawodzie dziennikarza nie osiągnie. Kiedy OLT Express zwróciło się do Portu Lotniczego w Gdańsku z prośbą o pomoc w znalezieniu specjalisty ds. lotnictwa cywilnego, Michał Tusk postanowił spróbować sił w nowym miejscu, w środę tłumaczył, że chciał nabrać nowych doświadczeń, realizować się także poza portem lotniczym. Jak okazało się później, szef byłego dziennikarza oszukał tysiące osób na grube miliony.

Tyle Michał Tusk. Gdzie w tym wszystkim były premier? Nie od dziś mówi się, że Donald Tusk wróci na polską scenę polityczną i wystartuje w wyborach prezydenckich w 2020 r.

- Oczywiście, istnieje taka możliwość. Polscy wyborcy mają krótką pamięć - to po pierwsze. Po drugie - ulegają współczuciu politycznemu. Nie lubią nękania. Dlatego, paradoksalnie, w dłuższej perspektywie przesłuchanie Michała Tuska może zadziałać na korzyść ojca. Wszyscy przecież widzieli maglowanie młodego chłopaka, może trochę naiwnego, ale nie przestępcy. Te krzyżowe pytania, te drobne złośliwości - mówi prof. Kik. - To był spektakl, który przez wielu wyborców mógł zostać odebrany, jak nagonka na byłego premiera, a to, jak już powiedziałem, nie podoba się wszystkim - dodaje politolog.

Z kolei Wiesław Gałązka zauważa, że wielu Polaków liczy na to powrót Donalda Tuska, bo widzi w nim jedynego, który może wygrać z Andrzejem Dudą i zatrzymać dobrą zamianę. - Ludzie widzą Donalda Tuska jako takiego rycerza na białym koniu, który wróci i przegoni Prawo i Sprawiedliwość. Tyle tylko, że mimo iż prezydenta Dudę uważam za postać groteskową, zachowującą się jak kabotyn, to taka wygrana nie przyjdzie łatwo. Do tego potrzeba silnej, zjednoczonej opozycji, a takiej nie mamy - tłumaczy Gałązka.

Sam zainteresowany, czyli obecny szef Rady Europejskiej, ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył chęci powrotu do polskiej polityki. Na tak stawiane pytanie zazwyczaj odpowiada, że na taką decyzję zostało jeszcze sporo czasu. Tyle tylko, że politycy jakby sami podjęli już za byłego premiera tę decyzję - są pewni, że Tusk wróci na rodzimą scenę polityczną. Podkreślają zresztą, że ostatnie pojawienie się Tuska na przesłuchaniu w prokuraturze było początkiem jego kampanii wyborczej. W każdym razie Paweł Kukiz, jest pewien takiego finału.

- (...) prędzej czy później tutaj przyjedzie. Petru z Kijowskim nie dadzą rady w utrzymaniu starych porządków - powiedział w jednym z wywiadów.

Dopytywany, że Tusk najpierw musiałby stoczyć bratobójczy pojedynek z szefem PO Grzegorzem Schetyną, ocenił, że „w interesie Grzegorza Schetyny, PO i Donalda Tuska jest powrót do dawnych reguł”. - Oczywiście nie twierdzę, że to jest dobre dla Polski, wręcz przeciwnie, ale z perspektywy interesów partyjnych powrót Tuska jest na pewno najbardziej wskazany - stwierdził lider Kukiz’15.

Do wyborów zostało trochę czasu, wcześniej Donald Tusk pojawi się przed sejmową komisją, która ma wyjaśnić kulisy afery Amber Gold. Małgorzata Wassermann, jej przewodnicząca, przyznała niedawno, że chcieliby zakończyć prace do wczesnej wiosny przyszłego roku. Ostatnim rozdziałem będzie przesłuchanie Donalda Tuska. Co na komisji powie były premier?

- Na końcu przyjdzie Donald Tusk na tę komisję. Myślę, że będzie jeszcze większe zainteresowanie mediów niż dzisiaj i z takim poziomem pytań, jakie dzisiaj padały, pan przewodniczący Rady Europejskiej, myślę, że w taki sposób wszystko wyjaśni, że członkowie komisji poczują się tacy malutcy - skomentował w „Kropce nad i” Giertych.

Jak dodał, wystąpienie Donalda Tuska nie będzie ograniczało się tylko do odpowiedzi na pytania. - Również będzie zawierało przekaz. Każdy świadek ma prawo złożyć oświadczenie, które będzie na pewno ciekawe - podkreślił Giertych.

Zapowiada się bardzo ciekawie.

współpraca: Dorota Abramowicz

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.