Miejskie Biuro Rzeczy Znalezionych. Może tam jest Twoja zguba

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Sławomir Skomra

Miejskie Biuro Rzeczy Znalezionych. Może tam jest Twoja zguba

Sławomir Skomra

Zawieruszamy najczęściej to, co jest pod ręką: parasolki, klucze, telefony, rękawiczki... Ale zdarzają się i zguby bardziej oryginalne, jak torba z kiszoną kapustą, proteza zębowa albo toga.

Stan na koniec marca: kluczyk do samochodu: sztuk 3, telefon komórkowy Iphone: szt. 1, klucze: szt. 17, banknot (w złotówkach): szt. 1... I dużo więcej.

Miejskie Biuro Rzeczy Znalezionych to piwniczne pomieszczenie w budynku przy pl. Litewskim. Zapełnione jest głównie rowerami, bo drobniejsze rzeczy - jak telefony czy aparaty fotograficzne - są trzymane w sejfie. Urzędnicy nie chcą ich pokazywać i robić im zdjęć, bo za łatwo byłoby je rozpoznać, a potem ktoś przypadkowy mógłby się zgłosić po fanty. Znalezione pieniądze wpłacane są na rachunek bankowy depozytowy, a kosztowności, np. biżuteria, przechowywane są w depozycie bankowym.

Od 100 zł w górę

Jak można zgubić rower?

- Sami się nad tym zastanawiamy. Tak samo zastanawiamy się, jak można zgubić wózek dziecięcy? Bo przecież stoi tam pod ścianą - mówi Ryszard Tatarczak z Urzędu Miasta. - I nikt się po to nie zgłasza. W ciągu lat może kilka osób odebrało rowery. Podejrzewamy, że pochodzące z kradzieży, bo przywozi nam je głównie policja. Ktoś rower najpierw ukradł, potem porzucił - dodaje.

Ale nie tylko mundurowi odwiedzają piwniczkę przy pl. Litewskim. - Rzeczy znalezione dostarczane są do Biura Rzeczy Znalezionych przez Straż Miejską, osoby prywatne oraz różne instytucje, np. MPK. Rzeczy przekazane do Biura Rzeczy Znalezionych przyjmowane są na podstawie sporządzonego protokołu przyjęcia zawiadomienia o znalezieniu rzeczy - wyjaśnia procedurę Olga Mazurek-Podleśna z biura prasowego ratusza.

Do niedawna swoją „kanciapę” na zguby miało też lubelskie MPK. Jej ściany były zapełnione kluczami i parasolkami i trzeba było lawirować pomiędzy zgubami ułożonymi na ziemi. Jednak dziś przewozowa spółka przechowuje fanty tylko przez krótki czas.

- Od 21 czerwca 2015 r. zmieniły się przepisy, na podstawie których przechowywane są przedmioty w biurach rzeczy znalezionych. Dotyczy to także punktu mieszczącego się w siedzibie MPK Lublin. Do tej pory wszystkie przedmioty, które trafiły do nas, były przechowywane przez dwa lata. Po upływie tego czasu rzeczy były komisyjnie utylizowane. Teraz punkt dalej istnieje, ale zgodnie z nową ustawą, rzeczy znalezione w pojazdach MPK Lublin po upływie trzech dni od dnia wpływu, przekazujemy do Biura Rzeczy Znalezionych Urzędu Miasta Lublin. Przy czym, np. dokumenty niezwłocznie przekazywane są policji - mówi Weronika Opasiak, rzeczniczka przewozowej spółki.

Miasto nie przyjmuje wszystkiego. Nie warto w piwniczce szukać produktów żywnościowych czy ubrań. Co więcej, przyjmowane są tylko zguby, których wartość przekracza 100 zł. Zdarza się, że policja przywozi inne przedmioty, już zniszczone, bez wartości. Wtedy mundurowi muszą je zabrać z powrotem.

Zima, czyli rękawiczki

Niechaj podniesie do góry rękę ten, kto nigdy w życiu nie zgubił rękawiczki. Chyba nie ma takiej osoby. A to właśnie jedna z rzeczy, którą masowo zostawiamy w pojazdach komunikacji miejskiej.

Wydaje się, że to właśnie autobusy i trolejbusy są miejscem, gdzie gubimy najwięcej rzeczy. - Do biura zguby przynoszą nasi kierowcy. Właściwie nie ma dnia, by ktoś nie dzwonił i nie pytał o swoją zgubę. Lublinianie mają świadomość, że takie biuro istnieje. Często odzyskują swoje rzeczy - dodaje Opasiak.

Pasażerowie zazwyczaj gubią klucze, dokumenty, parasolki, telefony. Czyli to, co wypadło z kieszeni albo torebki, lub w natłoku zajęć zostawiliśmy na siedzeniu w autobusie. - Ale, na przykład w przeszłości, w okresie Bożego Narodzenia ktoś zostawił torbę z kiszoną kapustą. Z nietypowych rzeczy była też farba do malowania ścian, kule inwalidzkie, proteza zębowa oraz skrzypce. Kiedy pada deszcz, zostawiamy parasole. Zimą królują rękawiczki - przyznaje Opasiak.

Choć trzeba przyznać, że zdarzają się fanty, które zgubić jest teoretycznie trudno. W biurze MPK w przeszłości był np. sedes, ostrze do kosy, a nawet toga prokuratorska. Ktoś kiedyś zostawił dwie reklamówki kaset wideo z filmami porno. Ich właściciel chyba nigdy nie zgłosił się np. po produkcję „Prawiczek Scotty w tarapatach”.

Malarz ucieka i zostawia obrazy

- Dzwonią, dzwonią. Poszukują swoich zgub - przyznaje Ryszard Tatarczak. - To na przykład studenci, którzy poszukują swoich indeksów czy notatek. Zgłaszają się też obcokrajowcy, którzy zgubili paszporty. Ale my takich dokumentów nie przyjmujemy. Policja odsyła je do ambasad lub konsulatów - mówi.

Kilka lat temu biuro miało całą kolekcję obrazów ulicznego artysty ze Starego Miasta. Swoje prace nielegalnie wystawiał na ulicy, ale gdy zobaczył nadchodzący patrol Straży Miejskiej uciekł, zostawiając swoje dzieła. Strażnicy nie chcieli ich zostawić na pastwę rabusiów i przewieźli do biura. Na drugi dzień malarz stawił się na miejscu, oskarżając urzędników o kradzież.

Jeśli do biura trafi portfel z dokumentami, to urzędnicy razem z policją starają się dotrzeć do właściciela. Jeśli w portfelu nie ma dokumentów, to czasami jest np. wizytówka, co też ułatwia sprawę.

Teoretycznie można podobnie zrobić z telefonem komórkowym. Wystarczyłoby, żeby urzędnik wybrał w nim np. „mama” i przekazał informację o tym, gdzie znajduje się telefon. - Tyle że z reguły są rozładowane. A już w przypadku Iphonów nie jesteśmy w stanie obejść zabezpieczeń. Czasami udaje się to zrobić policji i wówczas taki telefon udaje się zwrócić - mówi Tatarczak.

Co z tym zrobić?

Do niedawna los zgub, po które nikt się nie zgłosił, był jasny. Po dwóch latach przechowywania, decyzją sądu takie rzeczy przechodziły na własność Skarbu Państwa, a ten je spieniężał.

Takie czyszczenia piwniczki odbywały się regularnie. Ostatnio w 2014 roku. Lecz w 2015 r. zmieniono odpowiednią ustawę. - Zgodnie z prawem, rzecz znaleziona, która nie zostanie przez osobę uprawnioną odebrana w ciągu roku od dnia doręczenia jej wezwania do odbioru, a w przypadku niemożności wezwania - w ciągu dwóch lat od dnia jej znalezienia, staje się własnością znalazcy - mówi Mazurek-Podleśna.

Ale więcej szczegółów w ustawie nie ma, i nie ma też ani słowa o tym, jak i czy w ogóle można zlikwidować rzecz, do której nikt się nie przyznaje. - W związku z czym czekamy na ustalenia prawne dotyczące trybu likwidacji niepodjętych depozytów - dodaje urzędniczka.

Szukaj na Facebooku

Wydaje się też, że coraz popularniejsze jest, że znalazca zguby nie zanosi jej do biura. Za to ogłasza w internecie, że znalazł np. dokumenty, telefon, klucze. Takie ogłoszenia można znaleźć np. na facebookowym profilu Spotted Lublin.

Wpis ze środy: - Spotterka: Wczoraj około 23 zgubiłam portfel koło szpitala dziecięcego niedaleko izby przyjęć. Różowy nike - może ktoś znalazł? Proszę o informacje. Pozdrawiam.

Wpis z czwartku: - Witam. Rano, około godziny 8, jadąc autobusem linii 32 w stronę Daszyńskiego, z kieszeni torebki wypadły mi klucze. Komplet 5 szt., jeden duży, komplet z płaskim brelokiem z napisem Protektor. Jeśli ktoś znalazł bardzo proszę o kontakt przez Spotted.

I znów środa, ale zupełnie odwrotna sytuacja: - Spotterka: Witam, 26.04 ok. godz. 14 przy ul. Wojciechowskiej 9A znaleziono klucz z charakterystycznym breloczkiem (zdj.;)) osobę zainteresowaną odbiorem proszę o kontakt przez Spotted. Pozdrawiam:)

***

Znaleźne i nagroda

Jeśli ktoś znalazł rzecz i zgłosił się po nią właściciel, to według prawa można oczekiwać pieniędzy. Znaleźne to jedna dziesiąta wartości rzeczy. Znalazca może zgłosić roszczenie najpóźniej w chwili wydania rzeczy. W przypadku, gdy rzecz jest zabytkiem lub materiałem archiwalnym i stała się własnością Skarbu Państwa, znalazcy przysługuje nagroda, którą określa minister kultury.

Biuro Rzeczy Znalezionych

Mieści się ono przy ul. Dolna 3 Maja. Nr tel.: 81 466 1245. Jeśli ktoś podejrzewa, że mógł zostawić własność w autobusie lub trolejbusie, to powinien o nią zapytać z MPK. Biuro Rzeczy Znalezionych MPK Lublin czynne od pon. do pt. w godz. 6 - 14 przy ul. Grygowej 56. Nr tel.: 81 75 04 128.

Sławomir Skomra

Pracuje w mediach już kilkanaście lat. Od kilku w redakcji "Kuriera Lubelskiego". Zajmował się niemal wszystkimi działkami dziennikarskimi - od służby zdrowia do biznesu. Teraz zajmuje się głównie polityką, samorządem i policją.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.