Ochotnicze straże pożarne boją się o niezależność

Czytaj dalej
Fot. Waldemar Wylegalski
Tomasz Chudzyński

Ochotnicze straże pożarne boją się o niezależność

Tomasz Chudzyński

Zmiany zasad w finansowaniu OSP uderzą w dobrze działający system - mówią druhowie. Pieniędzy dla jednostek OSP nie zabraknie, będą wydawane racjonalnie - odpowiada MSWiA.

Przyznam, że nie jest to miły prezent od rządu dla strażaków-ochotników na św. Floriana - tak zmiany w zasadach dotowania Ochotniczych Straży Pożarnych, które wprowadził rząd Prawa i Sprawiedliwości, komentuje Roman Pawłowski, prezes struktur OSP w powiecie nowodworskim.

Ustawa o ochronie przeciwpożarowej z 1991 roku mówiła, że środki finansowe pochodzące od ubezpieczycieli (część pieniędzy z ubezpieczeń od ognia), w części trafiały bezpośrednio do OSP (około 20 milionów zł rocznie).

Dotacja trafiała do Zarządu Głównego Związku OSP RP, który poprzez swoje zarządy wojewódzkie dofinansowywał poszczególne jednostki ochotniczych straży pożarnych w danym województwie. Zasady rozdziału środków na poszczególne jednostki OSP określał Zarząd Główny Związku OSP RP. W znacznej mierze dotowano z nich zakupy sprzętu dla poszczególnych jednostek, w tym pojazdów gaśniczych dla ochotników. Drugą część procenta od ubezpieczeń (także około 20 mln zł) przekazywano na jednostki zawodowe, za pośrednictwem komendy głównej Państwowej Straży Pożarnej.

- To był dobry, sprawdzony przez wiele lat system - mówi Roman Pawłowski, druh OSP Mikoszewo (gm. Stegna), prezes struktur OSP w powiecie nowodworskim. - Każda z jednostek przecież najlepiej wiedziała, jakie ma braki sprzętowe i czego potrzebuje.

Teraz, po zmianach w ustawie bezpośredni dostęp OSP do pieniędzy z „pożarowych ubezpieczeń” został odcięty. Całość otrzyma komenda główna PSP, która ma dzielić pieniądze według potrzeb - na podstawie umowy zawartej pomiędzy komendantem głównym Państwowej Straży Pożarnej a poszczególnymi jednostkami ochotniczymi w regionach.

- Trzeba poczekać, sprawdzić, jak to będzie działało - mówi Roman Pawłowski. - Niestety, mam wiele obaw, że będzie to działało źle. Może być po prostu tak, że każdy dostanie po równo i każda jednostka otrzyma po tysiąc złotych. Za to sprzętu nie kupimy.

- Do jednostek OSP trafią te same pieniądze - zapewniał jednak jesienią ub. roku starszy brygadier Paweł Frątczak, rzecznik prasowy komendanta głównego PSP. - W roku 2016 r. z 36 mln złotych tylko 2 mln zł trafiły do Zarządu Głównego ZOSP RP - m.in. na organizację turniejów wiedzy pożarniczej. Pozostałe środki bezpośrednio, przez komendantów powiatowych i wojewódzkich PSP, przekazywane są do jednostek OSP.

Frątczak przypomina jednak, że obowiązek utrzymania jednostek OSP - zgodnie z prawem - spoczywa na samorządach.

W MSWiA, stojącym za zmianami w dotowaniu OSP, podkreślają z kolei, że nowe zasady mają sprawić, że pieniądze będą bardziej racjonalnie wydawane na sprzęt, który jest rzeczywiście w danym regionie potrzebny. Zakupy mają być także szybciej realizowane, bo nowe zasady skracają procedury przekazywania pieniędzy.

- Ale nadal nie wiadomo, co będzie z pieniędzmi z 1 proc. - zauważa jednak Roman Pawłowski. - Jako stowarzyszenie pozarządowe OSP co roku takie pieniądze otrzymywało i było to powiązane z poziomem dofinansowania poszczególnych jednostek przez Zarządy Wojewódzkie OSP.

Zmian obawiają się tradycyjnie zakorzenieni w OSP politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Nie brakuje głosów, że zmiany mają charakter polityczny, a nowe zasady dofinansowywania jednostek uderzają w strażackie zaplecze partii, osłabią pozycję PSL na wsi. Takiej interpretacji zmian zaprzecza Pawłowski, członek PSL, radny powiatu nowodworskiego z ramienia tej partii.

- To tylko z punktu widzenia Warszawy OSP wygląda jak polityczne zaplecze PSL, a w regionach mamy mnóstwo młodych druhów, których działalność w OSP jest całkowicie apolityczna - zapewnia. - Gdyby było tak, że PSL „trzyma” całe OSP, to Waldemar Pawlak (jest krajowym prezesem OSP) już dawno byłby prezydentem. Niemniej widać, że zmiana zasad dotowania OSP jest próbą jakby podporządkowania OSP rządowi, próbą centralizacji ochotniczego strażactwa. Ja jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek centralizacji, zwłaszcza że mieliśmy doskonale funkcjonujący, sprawdzony system, szanujący pewną niezależność struktur OSP.

Tomasz Chudzyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.