Odkrywamy Lublin. Za murem bluszcz, historia i paprocie

Czytaj dalej
Fot. Małgorzata Genca
Anna Pawelczyk

Odkrywamy Lublin. Za murem bluszcz, historia i paprocie

Anna Pawelczyk

Co dzień przechodzimy obok. Przy ul. Lipowej znajduje się jeden z najcenniejszych polskich cmentarzy. Odnajdziemy tam zabytkowe nagrobki i historie ludzi, którzy tworzyli Lublin

U krańca Lublina czworokąt czarny, szumem poemat wiatrów skanduje. Klony, brzeziny, kasztany, tuje obsiadły wyspę umarłych - pisał o cmentarzu przy ul. Lipowej Józef Czechowicz, którego mogiłę znajdziemy w wojskowej części nekropolii.

Zajmuje powierzchnię prawie trzynastu hektarów, dzieli się na części prawosławną, ewangelicką, katolicką i wojskową. Jak mówił Piotr Kurek z lubelskiego PTTK: - Cmentarz jest jednym z najbardziej niedocenianych zabytków Lublina. Mam wrażenie, że mieszkańcy omijają takie miejsca i nie poświęcają mu tyle uwagi, ile powinni. To miejsce świadczące o historii miasta, ma swoje tajemnice, jest wyjątkowe. Nawet na skalę kraju.

Swoją pierwszą tajemnicę lubelska nekropolia odkrywa już po przekroczeniu głównej bramy. Odwiedzającym ją rzuca się w oczy jeden z kilku murów wewnętrznych, dzielących go na części wyznaniowe. Ten pierwszy jest jednak szczególny. Grodzi od siebie część ewangelicką i katolicką, ale jednocześnie jednoczy też rodziny różnych wyznań.

- Jeśli jedno z małżonków wyznawało dane wyznanie, a drugie było innego wyznania, to w niektórych przypadkach ta miłość, która łączyła osoby tutaj, na ziemi, była tak silna, że chcieli oni spoczywać koło siebie. W takiej sytuacji część ogrodzenia była wyburzana. Po jednej stronie była chowana jedna z osób, a po drugiej stronie - druga ze współmałżonków. Cały czas byli jednak w jednym grobie, razem. Taka sytuacja jest unikatowa, trudno znaleźć przykłady takiej praktyki na innych cmentarzach. To coś charakterystycznego dla cmentarza przy Lipowej - wyjaśnia Piotr Kurek, który oprowadza nas po cmentarzu.

Nekropolia skrywa więcej historii, nie tylko tych miłosnych. Na jej obszarze spoczywa między innymi rodzina Vetterów, która wykupując tereny po dawnym klasztorze na Bernardyńskiej, stworzyła notujący sukcesy gospodarcze browar. Vetterowie w geście dobroczynności wybudowali również szpital i szkołę handlową, jedyną na terenie Lubelszczyzny, która w 1902 roku nauczała w języku polskim.

Stare cmentarne nagrobki w niczym nie przypominają tych współczesnych. Najczęściej są w formie obelisków. W ich gąszczu można jednak dostrzec typowe dla Lipowej formy ówczesnej sztuki kamieniarskiej. Złamane konary drzew to nie tylko pozostałości po burzach nawiedzających cmentarz. Ich kamienne odpowiedniki to pomniki stawiane zmarłym lublinianom. Złamany konar drzewa symbolizował przerwane życie.

Jedną z najpiękniejszych rzeźb jest nagrobek rodziny Bobrowskich. Figura autorstwa Bolesława Syrewicza przedstawia żałobnicę z twarzą ukrytą za woalem, która trzyma wieniec, będący symbolem śmierci. Nad kobietą stoi postać anioła, który patrzy spokojnie próbując ukoić jej żal. Mijamy także grób byłego prezydenta Lublina, któremu zawdzięczamy dworzec PKP. Henryk Woliński wpłynął na rozwój i wygląd ówczesnego miasta rozświetlając ulice gazowymi latarniami. Po katolickiej stronie cmentarza nie sposób nie zauważyć kolejnego typu zabytkowych nagrobków, przypominających stos kamieni. Dawniej była to metafora trwałości wiary chrześcijańskiej. Między skałkami można odnaleźć rzeźby węży czy kwiatów, dobieranych odpowiednio do pory roku odejścia zmarłego.

Cmentarz to nie tylko piękne monumentalne grobowce, czasem skromne mogiły zbiorowe. Wśród nich spoczywają szczątki zmarłych, przeniesione z najstarszego, dziś już będącego tylko wspomnieniem, kościoła farnego.

Z daleka widać cerkiew pw. Świętych Niewiast Niosących Wonności, która góruje nad prawosławną częścią nekropolii. Świątynia z czerwonej cegły zachwyca wyglądem, jak i wnętrzem, pełnym malowideł i złota.

Obok części prawosławnej leżą zmarli żołnierze, również radzieccy. Największą uwagę przykuwa jednak pole białych krzyży, pod którymi spoczywają walczący o Lublin w 1939 roku. Wśród wielu bez-imiennych leży ten, który pisał kiedyś o cmentarzu - Józef Czechowicz. Poeta rok przed swoją śmiercią podobno wybrał się na spacer po nekropolii i miał powiedzieć do swoich znajomych: „Tam niedługo mnie znajdziecie...”

Anna Pawelczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.