Grzegorz Kończewski

Oko w oko z sokołem. Kto chce zajrzeć do gniazda?

Obrączkowanie młodych sokołów wędrownych na kominie elektrociepłowni PGE Toruń. Na zdjęciu: Krzysztof Bykowski i Sławomir Sielicki Fot. Archiwum stowarzyszenia "Sokół" Obrączkowanie młodych sokołów wędrownych na kominie elektrociepłowni PGE Toruń. Na zdjęciu: Krzysztof Bykowski i Sławomir Sielicki
Grzegorz Kończewski

To już prawie pewne. Za kilka-kilkanaście dni w trzech zawieszonych wysoko nad ziemią budkach lęgowych w Toruniu, Włocławku i Inowrocławiu przyjdzie na świat kolejne pokolenie sokołów wędrownych. - Wciąż liczymy, że młode wyklują się też na kominie w Kruszwicy - mówi Sławomir Sielicki, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Dzikich Zwierząt „Sokół”, które od lat zabiega o to, by odbudować populację tych ptaków nie tylko w Kujawsko-Pomorskiem, ale w całej Polsce.

Szczęśliwcy, którzy obserwowali polowanie sokoła wędrownego (Falco peregrinus), mówią o niesamowitym wręcz wrażeniu. Ten pięknie wybarwiony drapieżnik poluje wyłącznie na ptaki i tylko w powietrzu. Zdobyczy wypatruje z dużej wysokości, a gdy już swym sokolim wzrokiem dostrzeże przelatującą gdzieś poniżej ofiarę, błyskawicznie składa się do ataku. Sokół nie przez przypadek wymieniany jest jako najszybsze zwierzę na świecie - w tym momencie pikuje z prędkością przekraczającą 300 kilometrów na godzinę. Ofiarę uderza szponami, a właściwie jedynie ją trąca, co przy takim pędzie najczęściej okazuje się śmiertelnym ciosem. Następnie szybko wytraca prędkość, zawraca, przechwytuje upolowanego ptaka i odlatuje w spokojne miejsce.

Jaja z prywatnych hodowli

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu o takich obserwacjach można było w Polsce jedynie pomarzyć. Dlaczego? Ano dlatego, że populacja sokoła wędrownego w naszym kraju wyginęła całkowicie (ostatnie gniazdo udokumentowano w roku 1964) wskutek powszechnego stosowania bardzo silnych środków ochrony roślin, głównie DDT. Od 1990 roku w całym kraju prowadzony jest program reintrodukcji, czyli przywracania środowisku tego pięknego ptaka.

- Próbujemy naprawić ten wielki błąd, popełniony niegdyś przez ludzi, już od 28 lat - przyznaje Sławomir Sielicki. - A to, że w ogóle można było podjąć taką próbę, wynika z faktu, iż ptaki dziś pozostające pod ścisłą ochroną gatunkową, przez lata były wykorzystywane w sokolnictwie. To dzięki tym prywatnym hodowlom był dostęp do jaj, a wyklute z nich młode można było umieszczać w naturalnym środowisku. Od 1990 roku wypuszczono w ten sposób w Polsce ponad tysiąc sokołów i efekty tego działania są widoczne. Obecnie mamy w Polsce około 30 par lęgowych, w warunkach naturalnych wykluło się już pięćset sokolich piskląt.

Pozostało jeszcze 69% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 3,69 zł dziennie.

    już od
    3,69
    /dzień
Grzegorz Kończewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.