Opłaty w bezpłatnej szkole

Czytaj dalej
Fot. Małgorzata Genca
Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Opłaty w bezpłatnej szkole

Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Rada rodziców, ubezpieczenie, materiały na świetlicę - lista szkolnych wydatków jest długa. - Wszystkie opłaty są dobrowolne - podkreślają dyrektorzy. Ale raczej niewielu się wyłamuje.

Pani Agnieszka (imię zmienione) ma dwóch synów w Szkole Podstawowej nr 4. Chłopcy często spędzają czas w szkolnej świetlicy. Ostatnio pani Agnieszka dowiedziała się, że musi zapłacić po 60 zł za każdego z synów na materiały plastyczne do świetlicy. - Nie ma kredek, temperówek, papieru. Za nasze pieniądze mają być kupione. I jest nacisk, żeby wpłacać te pieniądze. Wydawało mi się, że publiczna szkoła powinna takie materiały zapewniać uczniom - mówi lublinianka.

Alina Broniowska, dyrektor SP nr 4, podkreśla, że wszystkie opłaty są dobrowolne. - Jeśli chodzi o materiały do świetlicy, rodzice często sami proponują, że coś dokupią. Czasami chodzi o rzeczy związane z zainteresowaniami dzieci, np. rękodzielnicze, z których uczniowie przed świętami wykonywali ozdoby - tłumaczy. - Rodzice zwykle sami kupują te materiały i potem między sobą się rozliczają. Ale jeśli któryś z rodziców nie chce lub nie może za nie zapłacić, to nie oznacza, że dziecko z nich nie korzysta - dodaje.

W innych szkołach sytuacja wygląda podobnie. - Ze szkolnych funduszy możemy kupować pomoce dydaktyczne, jak np. gry planszowe. Ale nie materiały typu kredki czy bloki - wyjaśnia Danuta Giletycz, dyrektor SP nr 2. - Dlatego tzw. wyprawkę świetlicową rodzice albo kupują sami i przynoszą, albo się składają - dodaje dyr. Giletycz.

- Niedługo rodzice będą żądali, żebyśmy zapewniali też dzieciom tenisówki i strój na wf. - podkreśla Mariusz Lisek, dyrektor SP nr 7. - Tymczasem obowiązek szkoły to podręczniki, ewentualnie ćwiczenia. Kredek, bloków, ołówków, piórników szkoła nie daje - także do świetlicy. W tym ostatnim przypadku kupuje je rada rodziców.

Nie tylko świetlica

- Komitet rodzicielski - 40 zł rocznie (za pierwsze dziecko, 20 za każde następne), składka klasowa - 70 zł za semestr. Kupowaliśmy z tej puli np. chusteczki higieniczne, wodę do picia dla klasy, ale też magnesy na tablicę, żeby było czym przyczepić literki. Do tego obiady 80 - 90 zł miesięcznie. No i teraz świetlica - pani Agnieszka wylicza szkolne koszty. Większość rodziców wykupuje też ubezpieczenie NW w szkole - to koszt ok. 30 zł rocznie (wielu robi to jednak indywidualnie, poza szkołą). W sumie w podstawówce roczne koszty to blisko 300 zł - nie licząc obiadów. Oczywiście nie wliczając też np. wycieczek czy wyjść do kina lub teatru. - Ale te koszty są bardzo różne, bo np. w innych klasach w naszej szkole opłaty klasowe to 140 zł za semestr - mówi pani Agnieszka.

Kwoty mogą się różnić w zależności od szkoły. Opłaty za radę rodziców w podstawówce to jednak zwykle ok. 35 zł rocznie. Z tych pieniędzy kupowane są m.in. nagrody dla uczniów czy sprzęt sportowy. W liceach nie ma zajęć na świetlicach ani obiadów. Ale opłaty za radę rodziców są zwykle wyższe. Np. w IV LO w Lublinie to 80 zł rocznie.

Nie chcą, ale muszą?

Zdaniem Wojciecha Starzyńskiego, prezesa Fundacji „Rodzice Szkole”, w niektórych placówkach opłat i składek wymaganych od rodziców jest tyle, że można zwątpić w bezpłatność oświaty. - Są szkoły, gdzie rodzice „zrzucają” się na papier toaletowy czy mydło, a nawet kupują sprzęt typu tablice interaktywne - mówi Starzyński. I zaznacza, że nie ma w tym nic złego, o ile wszyscy rodzice tego chcą. A z tym bywa różnie. - Jest mnóstwo szkół, gdzie rodzice kontrolują, kto wpłacił, a kto nie. I oczywiście zachowanie tych drugich nie jest dobrze widziane - mówi Starzyński. - Co więcej, część dyrektorów uważa, że to oni mają arbitralne prawo do dysponowania pieniędzmi rad rodziców.

- W ogóle nie wnikam w te finanse - zapewnia Grzegorz Gębka, dyrektor IV LO.

Dyrektorzy lubelskich szkół podkreślają też, że w ich placówkach wszystkie opłaty i składki są dobrowolne.

- Co więcej, w większości o ich wysokości decydują sami rodzice. W naszej szkole organizowane są teraz zabawy karnawałowe. Część rodziców umawia się i piecze na nie ciasta, a część się składa i kupuje - tłumaczy dyr. Giletycz.

Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.