Plecaki, skarpetki, cuda-wianki. Nasz region ubiera całą Polskę

Czytaj dalej
Fot. Ewa Mickiewicz-Kwiecińska
Piotr Nowak

Plecaki, skarpetki, cuda-wianki. Nasz region ubiera całą Polskę

Piotr Nowak

Świeże spojrzenie, fach w rękach i dużo samozaparcia. Przedsiębiorcy z Lubelszczyzny znają przepis na sukces w modzie. Część uciekła z miasta na wieś. Inni, garściami czerpią z tradycji. - Mieszkańcy naszego regionu mają olbrzymi potencjał - przekonuje ekspert.

Modne plecaki z Lubelszczyzny powstają w pracowni pod Krasnymstawem, w rodzinnej miejscowości Karoliny Wiórko.

- Tutaj zaczęły się moje pierwsze kroki z szyciem. Babcia była krawcową i jako dziecko uwielbiałam spędzać z nią czas. Pomagać przy robieniu wykrojów, zszywaniu pewnych elementów - opowiada, ale dodaje, że początkowo nie wiązała swojej przyszłości z krawiectwem.

Plecaki, skarpetki, cuda-wianki. Nasz region ubiera całą Polskę
Anna Kurkiewicz Swoją własną niszę na rynku kolorowych skarpet zagospodarowali Karol Łokaj, Karolina Nucia i Paweł Młynarski ze świdnickiej firmy Pink Birds

Po ukończeniu liceum Karolina wyjechała do Łodzi, gdzie studiowała projektowanie graficzne. Tam poznała Szymona Jasiona, który uczył się wzornictwa. Dziś oboje przyznają, że połączyły ich właśnie wspólne zainteresowania. Po obronie rozpoczęli pracę w łódzkim start-upie, gdzie projektowali aplikacje i gry.

- Dużo czasu spędzaliśmy przed komputerami. Szukaliśmy alternatywy, żeby popracować manualnie i zróżnicować swoje zajęcia - przyznaje Karolina Wiórko.

- Stwierdziliśmy, że praca przy komputerze nie do końca nas satysfakcjonuje. Brakowało nam fizycznego aspektu naszej pracy, końcowego fizycznego produktu. W tym czasie stwierdziliśmy, że chcemy coś zrobić na własną rękę - mówi Szymon Jasion.

Kiedy narodził się pomysł na ich pierwszy plecak? - Szymek zapytał mnie, czy byłabym w stanie uszyć mu plecak. Pierwsze próby były nieudane. Po roku podeszliśmy do tematu na nowo. Po drodze wiele się nauczyliśmy. Pierwszy wspólny model, po wielu próbach i poprawkach, nadal jest u nas dostępny - opowiada Karolina.

Firmę PAK.IN założyli w 2014 roku. Początkowo działali w Łodzi. W 2016 roku Karolina i Szymon przeprowadzili się z Łodzi do Siennicy Nadolnej pod Krasnymstawem. Pracownię założyli w byłym przydomowym warsztacie taty Karoliny.

- Otwieramy okno i mamy staw i widok na las. Czasami obok przebiegają sarny i bażanty. W mieście na pewno nie moglibyśmy sobie pozwolić na taki komfort pracy - przyznaje Szymon.

Obecnie PAK.IN ma w sprzedaży sześć modeli plecaków, każdy szyty własnymi rękami przez Karolinę i Szymona. Charakteryzują się nowoczesnym krojem, ale też trwałymi, certyfikowanymi materiałami. Twórcy zapewniają, że ich produkty nadają się zarówno do wędrówek po górach, jak i do pracy.

- Większość naszych klientów mieszka w dużych polskich miastach, ale mamy też zamówienia m.in. z Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA - wylicza Karolina. Dodaje, że na brak zamówień nie narzekają.

Rękodzieło dla wymagających

Tradycję z nowoczesnością łączy Magdalena Majsiej, właścicielka firmy Ptaszarnia z Lublina. W swojej pracowni projektuje wianki dla kobiet z całej Polski.

- Wianki tradycyjnie kojarzą się z dziewictwem i są mocno związane z kulturą słowiańską. Wiele panien młodych zamawia kwiatowe ozdoby na swoje śluby, mam także zlecenia na wieczory panieńskie, imprezy tematyczne, sesje zdjęciowe czy kampanie promocyjne - przyznaje projektantka.

Plecaki, skarpetki, cuda-wianki. Nasz region ubiera całą Polskę
pak.in Plecaki do miasta i na górskie spacery szyją Karolina Wiórko i Szymon Jasion z PAK.IN

Ptaszarnia powstała w 2012 r. Absolwentka socjologii zdecydowała się wykorzystać tradycje rodzinne (jej babcia była krawcową) oraz własne talenty i postawiła na rękodzieło. Otworzyła pracownię i zaczęła sprzedawać pierwsze wianki.

- Wtedy to była egzotyka na polskim rynku, dziś klientki mają naprawdę duży wybór. Wianki i inne dekoracje wykonywane ręcznie to odpowiedź na masową tanią produkcję. W Ptaszarni każdy jest wykonywany od podstaw. Poświęcamy im bardzo dużo uwagi, żeby efekt był taki, jak to sobie klientka wymarzyła - zapewnia Magda.

Większość zamówień przychodzi z Polski, ale są też zlecenia z zagranicy. Te ostatnie zazwyczaj od Polek, które na stałe żyją w różnych europejskich krajach. Projektantka tłumaczy, że kobiety lubią wyglądać nietypowo, oryginalnie i niepowtarzalnie, a trwały wianek im na to pozwala.

- W tym sezonie modne są delikatne wzory z różowymi kwiatami, kryształkami i drobnymi liśćmi. Upodobania klientek zmieniają się średnio trzy razy do roku - wyjaśnia Magda.

W prowadzeniu firmy wspiera ją mąż. Pracę łączy z wychowywaniem dwójki dzieci. Kiedy tylko najdzie ją taka ochota, w pracowni pomaga jej 2,5-letnia córeczka. - A przynajmniej nie przeszkadza - żartuje Magda.

Zegarki, skarpetki i origami

Małych firm, które produkują modne rzeczy, na Lubelszczyźnie jest więcej. Dobrym przykładem jest Plantwear z Radzynia Podlaskiego. Twórcy powiedzieli nie gadżetom z tworzyw sztucznych i produkują m.in. zegarki, okulary przeciwsłoneczne, pierścionki i futerały na telefon. Wszystko z drewna.

Skarpetki jako sposób na biznes? Na taki pomysł wpadli twórcy firmy Pink Birds. Świdniczanie doskonale wyczuli modę na obciach i wypuścili na rynek skarpety Janusza, czyli ze wzorem sandałów oraz z nadrukiem słynnych klapek Kubota.

- Może się wydawać, że naszym targetem są wyłącznie młodzi ludzie z dużym poczuciem humoru, ale jest inaczej. Kupują u nas pracownicy korporacji, którzy zakładają takie skarpety do garnituru czy starsi, którzy z jakimś sentymentem wspominają sandały zakładane do białych skarpet - tłumaczy Paweł Młynarski, współzałożyciel firmy.

Efekt? Nawet 50 zamówień dziennie. W kolekcji znajdują się m.in. skarpety w banany, rozbite jajka, uszminkowane usta i znaki radioaktywności. Wkrótce oferta Pink Birds ma się powiększyć o bluzy i czapki zimowe.

Z mody na minimalistyczny i ekologiczny styl życia korzysta Dobrze się składa z Lublina. Założycielka, Magdalena Rukasz, inspiruje się skandynawskimi tradycjami i ręcznie wykonuje dekoracje z papieru.

„Dobrze się składa to przede wszystkim minimalizm i czystość projektów. Dekoracje, lampy, lampiony, girlandy, wazony i trójwymiarowe obrazy pomogą stworzyć niezwykłą atmosferę w każdym wnętrzu” - czytamy na stronie internetowej firmy.

Magdalena Rukasz zastrzega, że aż 80 proc. surowców wykorzystywanych do produkcji pochodzi z recyklingu. Dekoracje wykonuje na zamówienie, ale też zachęca lublinian do samodzielnej zabawy z papierem. Prowadzi warsztaty.

Najbliższy odbędzie się 17 sierpnia w IKEA Po Sąsiedzku przy Krakowskim Przedmieściu 55. Na zajęcia trzeba się zapisać za pośrednictwem Facebooka.

Największym problemem rodzimych producentów jest cena. Pod tym względem, ręcznie wykonane przedmioty nie mogą rywalizować z chińszczyzną. I tak, modne plecaki spod Krasnegostawu kosztują od 199 do 469 zł, a drewniane okulary od 249 do 419 zł. Na zupełnie innej półce cenowej znajdują się meble projektowane i wykonywane na zamówienie.

- Wszystko rozbija się o ceny. Indywidualnie zaprojektowane meble, z dobrej jakości materiałów, nie mogą być tanie. Okazuje się, że nasze portfele są jeszcze za chude na meble designerskie - przyznaje Katarzyna Cebulak, założycielka firmy Mudo Design.

Firma istnieje w Lublinie od 2009 roku. Wykonuje meble na zlecenie architektów. Realizacja jednego zamówienia trwa od trzech tygodni do nawet pół roku. Każde wymaga wyjątkowych umiejętności, precyzji i sprowadzania elementów z całego świata. Do najbardziej nietypowych zleceń należało łóżko z pergaminu czy meble obite skórą płaszczki.

Większość mebli z lubelskiej pracowni trafia do Stanów Zjednoczonych, Kanady i Wielkiej Brytanii. Polaków, na podobne ekstrawagancje, zwyczajnie nie stać.

- Nasze społeczeństwo jest jeszcze za ubogie. Jak ma do wyboru produkt tańszy i gorszej jakości oraz droższy, ale lepszej jakości, to wybierze ten tańszy - potwierdza dr Joanna Hołda, dyrektor Lubelskiego Instytutu Designu.

Przyznaje, że coraz częściej słyszy się o ciekawych firmach z naszego regionu.

- Byłoby super, gdyby to była tendencja, ale Lubelszczyzna to trudny region dla projektantów. Pracują zwykle na własny rachunek lub w małych manufakturach. Duże przedsiębiorstwa rzadko korzystają z ich pracy - mówi Hołda.

Firm, takich jak PAK.IN, Plantwear i Mudo Design mogłoby być więcej, ale przeszkodę stanowi system szkolnictwa.

- To fajne przykłady, które pokazują bardzo duży potencjał mieszkańców naszego regionu, ale większość projektantów nie zdobyła wykształcenia na Lubelszczyźnie. Nie ma u nas studiów z wzornictwa. Żeby się kształcić w tym kierunku i realizować swoje pasje, trzeba wyjechać. Oczywiście, część później wraca i, jak widać, potrafi się przebić, ale czy to przełoży się na powstawanie kolejnych ambitnych firm. Za wcześnie, żeby o tym mówić, ale mam nadzieję, że to się zmieni - twierdzi Hołda.

Czy warto było sprowadzić się na Lubelszczyznę? - Nie żałuję. Zostałem tu bardzo ciepło przyjęty i planuję tutaj zostać - zapowiada Szymon Jasion. Po czym wraca do swojej pracowni, gdzie za oknem można czasem dostrzec sarnę.

Piotr Nowak

Zajmuje się gospodarką regionu, sprawami sądowymi i prokuratorskimi oraz religią.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.