Podręczniki nie oddają cierpienia i bólu. Te trzeba poczuć

Czytaj dalej
Fot. Anna Jarmuż
Anna Jarmuż

Podręczniki nie oddają cierpienia i bólu. Te trzeba poczuć

Anna Jarmuż

Szanując przeszłość, chcą budować przyszłość. Dlatego co roku - w kwietniu - ponad podziałami politycznymi, spotykają się w Katyniu - miejscu, które stało się symbolem najbardziej znanej zbrodni sowieckiej z okresu II wojny światowej.

Trzeba pamiętać o tym, co się wydarzyło - aby historia już się nie powtórzyła - mówi wielkopolska młodzież. Uczniowie z 16 szkół (z Poznania, Kościana i Obornik) pojechali do Katynia, by oddać hołd ofiarom zbrodni stalinowskiej. Jak przyznają, pobyt w tym miejscu wywołał u nich ogromne emocje - od radości, po wzruszenie i smutek. Co do jednego są pewni. To, co czytają w podręcznikach do historii, nie oddaje ogromu zbrodni i bólu, który czuje się na miejscu - w Lesie Katyńskim.

Pamięć i prawda o Katyniu
Wyjazdy do Katynia i Smoleńska to już tradycja. W tym roku wielkopolska młodzież pojechała tam już po raz 11. Pomysłodawcą jest Stowarzyszenie Współpracy ze Wschodem „Memoramus”.

- Pokazujemy kolejnym pokoleniom, czym jest Katyń - tłumaczy Wiesław Banaś, wicedyrektor Wydziału Oświaty Urzędu Miasta, członek stowarzyszenia „Memoramus”. Jak zauważa, słyszeć o tamtych wydarzeniach to nie to samo, co tam być - zobaczyć i poczuć chłód dołów śmierci.

- Szanując przeszłość, powinniśmy budować przyszłość. Pamiętać o wartościach, które są dla Europy ważne. Z jednej strony dajemy do zrozumienia naszej młodzieży, co jest naprawdę istotne. Z drugiej pokazujemy Rosjanom, którzy do nas przyjeżdżają, Polskę i Europę - tłumaczy W. Banaś.

- Najważniejsze, by młodzież „złapała bakcyla”, a następnie kontynuowała nasze działania - mówi Karol Seifert, dyrektor VI LO w Poznaniu, wiceprezes stowarzyszenia. Przyznaje, że zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy, którzy przyjechali do Katynia, zaangażują się w sprawy wschodnie, to niemożliwe. - Jeżeli jednak choć kilka osób będzie o tym pamiętać, to powiem, że cel w 100 procentach został osiągnięty - mówi Karol Seifert.

Jak podkreślają członkowie Stowarzyszenie „Memoramus”, w sprawie samego Katynia też jest jeszcze wiele do zrobienia. Nadal nie mamy dostępu do pełnej dokumentacji dotyczącej zbrodni stalinowskiej. Nieznany jest też los wielu ofiar. Historia wciąż bywa relatywizowana. Do dziś są osoby, które nazwa Katyń uwiera. Nie wszyscy uznają zbrodnie sowieckie. Nawet teraz pojawiają się stwierdzenia, że dokonali jej Niemcy, a nie Rosjanie.

- Czasem strona rosyjska porównuje zbrodnię katyńską z wojną w 1920 r., gdzie zginęli jeńcy radzieccy. Nie możemy się z tym zgodzić, to są dwie różne sprawy. Jeśli chodzi o zbrodnię katyńską, mamy wyraźny rozkaz mordu jeńców wojennych. W przypadku wojny polsko-bolszewickiej ludzie umierali w sposób naturalny, bo panowała epidemia. Nie można tego porównywać. Ta relatywizacja służy pomniejszaniu znaczenia słowa Katyń - tłumaczy Karol Seifert.

Podobne zdanie mają na ten temat sami uczniowie. Licealista z poznańskiej „szóstki” przyznaje, że będąc w Polsce, sądził, że sprawa Katynia jest historycznie rozwiązana i udowodniona. Zmienił jednak zdanie.

- Słuchając przemówień można było odnieść wrażenie, że nie wszyscy Rosjanie zdają sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką ponoszą lub przyjmują z góry narzuconą narrację. Słyszeliśmy z ich ust, że coś się tam wydarzyło. Nie do końca wiadomo co, ale zginęło wielu Rosjan, także Polaków. Trzeba więc o nich pamiętać - stwierdza Jan Minksztym z VI LO. Jego zdaniem stosunki polsko-rosyjskie niewątpliwie będą miały wpływ na sprawę Katynia w przyszłości.

Poczuć chłód dołów śmierci
Tegoroczna podróż do Rosji wiodła przez Łotwę. W Dyneburgu młodzież zapaliła znicze przed pomnikiem Legionów Polskich wyzwalających miasto. W Smoleńsku uczniowie nie tylko zobaczyli najważniejsze zabytki i poznali historię tego miejsca, ale też spotkali się z lokalną Polonią. Na lotnisku Siewiernyj pomodlili się za osoby, które 10 kwietnia 2010 r. zginęły w katastrofie prezydenckiego samolotu. Największe emocje wzbudziło w młodzieży zwiedzanie „Golgoty Wschodu”, czyli Memoriału Katyńskiego.

To właśnie w Lesie Katyńskim, oddalonym kilkanaście kilometrów od Smoleńska, na uroczysku „Kozie Góry” wiosną 1940 roku NKWD rozstrzelało ponad cztery tysiące polskich jeńców wojennych, przewiezionych tam z obozu w Kozielsku. To niejedyne ofiary zbrodni stalinowskiej. Już w latach 30. Sowieci chowali w Lesie Katyńskim zwłoki ofiar czystek politycznych. W przeciwieństwie do polskich pomordowanych, do dziś są one anonimowe.

Jak tłumaczy wiceprezes Stowarzyszenia „Memoramus”, komuniści mieli pewną obsesję na punkcie grzebania własnych ofiar w miejscach rekreacyjnych. Trudno wyjaśnić dlaczego. To, że dziś mówimy o zbrodni katyńskiej, też nie jest bez znaczenia.

- Niemcy chcieli wykorzystać propagandowo zbrodnię sowiecką. Smoleńsk był w tym okresie znany z bitwy pod Smoleńskiem (do której doszło w 1941 r. przyp. red.). Używanie po raz drugi tej nazwy mogło nie dać efektu, na którym Niemcom zależało. Po analizie uznano, że wieś Katyń, oddalona od Smoleńska o kilkanaście kilometrów, nadaje się świetnie - jest krótka i łatwa do wymówienia, szczególnie dla ludzi z Zachodu. W ten sposób „niewinna” miejscowość, która z mordem nie ma nic wspólnego, do dziś jest kojarzona z najbardziej znaną zbrodnią sowiecką okresu II wojny światowej - wyjaśnia Karol Seifert.

Jedną z cech charakterystycznych mordu katyńskiego jest również to, że przez długi czas pomordowanym nie dawano spokoju, nawet po śmierci. Ofiary były trzykrotnie ekshumowane. Po raz pierwszy w 1943 r. dokonali tego Niemcy, rok później Sowieci. W latach 90. po upadku związku sowieckiego, ówczesne władze wydały zgodę na ponowne prace ekshumacyjne. Kilka lat później zadbano też o godne miejsce pamięci.

- Pomnik i nasz cmentarz wojenny ma charakter kurhanu. Tabliczki są umieszczone pod poziomem ziemi. Jest to związane z historią tego miejsca, w którym mordowano oficerów, stojących nad dołami śmierci. Sam pomnik w postaci ołtarza nawiązuje do wizji Grobu Pańskiego, łączącego żywych i umarłych. Barwa pomnika i tablic epitafijnych, która wydaje się rdzą, to złudzenie. Ma ona symbolizować zakrzepłą krew - tłumaczy Karol Seifert.

Katyń? Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć i poczuć
Uczniowie przyznają, że pobyt w Katyniu zapamiętają do końca życia. Jak mówią, co innego czytać o czymś w książce, a co innego poczuć to na własnej skórze.

- To, co zobaczyliśmy, przechodzi wszelkie wyobrażenia. Właściwie żadne liczby i statystyki nie są w stanie pokazać tego, co wydarzyło się w Lesie Katyńskim. To trzeba zobaczyć na własne oczy - stwierdza Grzegorz Jaskóła, uczeń poznańskiego Zespołu Szkół Komunikacji. Podobne przemyślenia mają inni uczniowie.

- Na lekcji historii poruszaliśmy temat Katynia, ale to nie oddawało ogromu bólu, z którego można było zdać sobie sprawę dopiero na miejscu. Tam czuło się powagę, cierpienie oraz duchy osób, które zginęły. To było przeżycie, które dotykało każdej komórki mojego ciała i budziło skrajne emocje. Z jednej strony czułam radość, że mogę tam być, pamiętać o osobach pomordowanych. Z drugiej była rozpacz. Żal, że ci ludzie musieli zginąć przez założenia „chorego” systemu - mówi Katarzyna Chmielewska, uczennica II LO w Poznaniu.

- To była dla nas żywa lekcja historii. To, że mogliśmy być w tym miejscu, to dla nas doświadczenie przede wszystkim emocjonalne. Większość ludzi poznaje Katyń z podręczników. Wydaje mi się, że tym, co tak naprawdę może nas dotknąć to emocje. To dzięki nim możemy się nauczyć najwięcej - przyznaje Jan Minksztym.

Na Polskim Cmentarzu Wojennym młodzież zapaliła znicze pod epitafiami zamordowanych wielkopolskich oficerów i wzięła udział w mszy świętej.

- Była Niedziela Palmowa. Ksiądz mówił o cierpieniu, śmierci i nadziei. W lesie panowała cisza. Było czuć cierpienie, strach, niepewność. To wszystko ze sobą współgrało. Bardzo wzruszające doświadczenie - przyznaje Kinga Wojtkowiak z Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Wyspiańskiego w Obornikach. - Widok tabliczek z nazwiskami pomordowanych oficerów był przerażający. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, ilu ludzi tak naprawdę zginęło w Lesie Katyńskim. W takich sytuacjach oczy się otwierają - dodaje Magdalena Mazur z tej samej szkoły.

Młodzi Wielkopolanie, wspólnie z młodzieżą rosyjską uczestniczyli w Marszu Pamięci. To tradycja i jeden z punktów kulminacyjnych wyjazdu. Trasa marszu na Cmentarz Wojenny wiedzie zawsze ze stacji kolejowej w Gniezdowie, gdzie w 1940 roku trafił transport z czekającymi na egzekucje więźniami.

- Gdy tam staliśmy, na stację wjechał pociąg z czerwoną gwiazdką na przodzie. To było bardzo emocjonujące przeżycie. Mogliśmy przenieść się w czasie i poczuć to, co czuli czekający na egzekucję jeńcy - wspomina Daniel Dobiegała z liceum w Obornikach.

Młodzież jest zgodna w tym, że dziś pamięć o dawnych wydarzeniach jest niewystarczająca. - Liczby, które widzimy na stronach podręcznika, nie obrazują tego, ile osób zginęło w Lesie Katyńskim. Wiedza na ten temat jest zbyt mała - przyznaje Andrzej Kędracki z VIII LO. - Pamiętamy o zbrodni katyńskiej od święta. A przecież to, co się tam wydarzyło, to część naszej historii. Powinniśmy o tym pamiętać zawsze - każdego dnia, o każdej godzinie, nie tylko raz do roku - uważa Marta Gajowska, uczennica II LO.

- Myślę, że wśród wielu młodych ludzi, uczących się także o zbrodni katyńskiej, panuje przekonanie: zakuć, zdać, zapomnieć. Uważają, że to ich nie dotyczy, a przecież to tworzy naszą historię - dodaje jej koleżanka Katarzyna Chmielewska.

Podobnie jak w latach ubiegłych wielkopolscy uczniowie uczestniczyli w oficjalnych uroczystościach ku pamięci pomordowanych Polaków i Rosjan - także z uczniami rosyjskich szkół.

- Ważne jest, by pokazać młodzieży możliwość działania ponad podziałami politycznymi. Chcemy, aby wiedzieli, że z Rosjanami można rozmawiać, a nie tylko słuchać polityków mówiących o wzajemnych zagrożeniach - mówi Karol Seifert.

Zgadzają się z tym wielkopolscy uczniowie. Wielu z nich miało już kontakt z rosyjskimi rówieśnikami w czasie międzyszkolnych wymian. To była dla nich kolejna okazja do integracji.

- To spotkanie pokazało, że - choć historia była, jaka była - jesteśmy w stanie się zjednoczyć, pojednać i z uśmiechem podać sobie ręce. Pokazaliśmy w ten sposób, że choć to, co było, jest ważne, trzeba pomyśleć o teraźniejszości i przyszłości - mówi Mikołaj Wejnert XIV LO w Poznaniu.

Podobne zdanie uczniowie mają na temat dzisiejszych wydarzeń. - Trzeba budować mosty, a nie je palić - uważa Jakub Jankowski z V LO w Poznaniu. - Powinniśmy dochodzić do prawdy, a nie odbijać piłeczkę i wyznawać swoją prawdę. Pewnych rzeczy nie dowiemy się dzisiaj, ale dopiero za jakiś czas. Kłótnie nie działają jednak dobrze. Trzeba rozmawiać i wspólnie dochodzić do porozumienia. Przykład? To, że jesteśmy z różnych liceów, nie oznacza, że powinniśmy być do siebie nastawieni wrogo.

Polska pamięć i wsparcie
Integracja z rosyjską młodzieżą to jedno. Młodzi Wielkopolanie pamiętają też o Polakach na Wschodzie. Przed każdym wyjazdem zbierają w szkołach dary, które zawożą później do polskich szkół i katolickich kościołów. Te nie mogą zwykle liczyć na państwowe dofinansowanie.

W Smoleńsku wielkopolska młodzież spotkała się z przedstawicielami Domu Polskiego, który w tym roku obchodzi swoje 25-lecie. Odwiedziła też w kościele rzymskokatolickim, pochodzącego z Polski, ojca Ptolemeusza. W drodze powrotnej do Polski uczniowie zatrzymali się w Nowogródku, gdzie poznali nie tylko historię miasta i Adama Mickiewicza (który tam dorastał), ale też Błogosławionych Męczenniczek - sióstr zakonnych Zgromadzenia Najświętszej Rodziny z Nazaretu (rozstrzelanych w 1943 r. przez gestapo). Młodzież spotkała się też z białoruską Polonią.

- Samo zwiedzanie nie było rzeczą najważniejszą. Dzięki temu, że pojawiliśmy się w Smoleńsku i Nowogródku, miejscowi Polacy mogli poczuć polskość. Świadomość, że o nich pamiętamy to dla nich duże wsparcie. Przy tym wszystkim wartość darów, które przywieźliśmy, mają wartość wtórną - tłumaczy Karol Seifert.

Stowarzyszenie „Memoramus”
Inicjatorem powstania stowarzyszenia był Wincenty Dowojna (dziś jego prezes, którego bliscy zginęli w Katyniu). Zaczęło się od współpracy dwóch poznańskich szkół. Z czasem okazało się jednak, że osób, które chcą zachować pamięć i prawdę o Katyniu oraz pomagać Polakom na Wschodzie, jest więcej. Aby usprawnić organizację wyjazdów i pozyskać dofinansowanie na ten cel w 2006 r., zarejestrowano stowarzyszenie. Dziś zrzesza ono ponad 20 szkół, które już w czasie roku szkolnego realizują program edukacyjny „Trwała Pamięć Pokoleń”. Przez 11 lat do Katynia wyjechało już ponad 1600 uczniów i ich opiekunów. Jak mówią członkowie stowarzyszenia, misja będzie kontynuowana - do końca świata i jeden dzień dłużej.

Młodzież w Katyniu
W tym roku do Smoleńska i Katynia pojechali uczniowie z 16 szkół poznańskich - Gimnazjum nr 50, I LO, II LO, IV LO, V LO, VI LO, VIII LO, XI LO, XIV LO, ZSB nr 1, ZSK, ZSE nr 1, ZSB-D oraz LO w Kościanie, LO w Obornikach i Gimnazjum w Murowanej Goślinie.

Anna Jarmuż

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.