Politycznie zaczęło się od koni, i z każdym dniem było ciekawiej

Czytaj dalej
Fot. Ewa Pajuro
Sławomir Skomra

Politycznie zaczęło się od koni, i z każdym dniem było ciekawiej

Sławomir Skomra

Protesty na ulicach, opóźnienie w wydawaniu milionów złotych z Unii Europejskiej, kontrole CBA, śledztwa prokuratorskie a nawet konie, krowy i świnie. To wszystko w mijającym roku było ściśle związane z polityką.

Jeszcze 12 miesięcy temu ktoś mógł pomyśleć, że w 2016 roku polityka będzie nudna i spokojna. Przynajmniej w porównaniu z wyborczym 2015 rokiem.

Było wiadomo, że po wygranych wyborach parlamentarnych PiS będzie na nowo meblował Polskę, ale żadna z zapowiedzi wyborczych Prawa i Sprawiedliwości nie zwiastowała takich protestów, jakie widzieliśmy w tym roku.

Tymczasem PiS zaczął wprowadzać zmiany, o których w kampanii niewiele mówił. Chodzi głównie o reformę edukacji (powrót do 8-letniej szkoły podstawowej) i zmiany w funkcjonowaniu Trybunału Konstytucyjnego.

Nowe kadry też w koniach

PiS rozpoczął rządy od wymiany kadr w najważniejszych państwowych urzędach, instytucjach i spółkach. Jeszcze pod koniec 2015 r. nowym wojewodą lubelskim został wskazany przez PiS Przemysław Czarnek, a jego zastępcą Robert Gmitruczuk.

Zmiany zaszły też na stanowiskach: kuratora oświaty (Teresa Misiuk), komendantów policji (wojewódzkim został Paweł Dobrodziej), straży pożarnej (Grzegorz Alinowski) czy w skarbówce (Leszek Bielecki w Izbie Skarbowej).

Największa wymiana kadr była jednak w agencjach rolnych, obsadzonych do tej pory przez PSL, gdzie odwoływani byli prezesi, dyrektorzy i kierownicy.

Trzeba przyznać, że funkcjonariusze CBA mieli w Lublinie dużo pracy

Do najbardziej medialnej zmiany doszło jednak nie w Lublinie, a w Janowie Podlaskim i tamtejszej stadninie koni arabskich. Na początku roku ze stanowiska prezesa stadniny został odwołany jej długoletni szef Marek Trela.

Burza, która się wtedy rozpętała, objęła swoim zasięgiem międzynarodowe środowisko hodowców. Ta informacja otrzymała dodatkowy wymiar, gdy nowym prezesem został - niemający wiele wspólnego z końmi - polityk Solidarnej Polski Marek Skomorowski.

Jego rządy były krótkie, bo po padnięciu klaczy należących do żony perkusisty The Rolling Stones, Shirley Watts oddał się dyspozycji zwierzchników.

Miejsce Skomorowskiego zajął prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie Sławomir Pietrzak. To uspokoiło sytuację, ale i tak letnia aukcja koni Pride of Poland była sprawdzianem nie tylko dla stadniny, ale w ogóle dla rządu PiS.

Na aukcji sprzedano tylko 16 z 31 wystawionych koni, a uzyskano za nie 1 mln 271 tys. euro. To najgorszy wynik finansowy od 11 lat. Co więcej, klacz Emirę licytowano dwa razy, bo jej pierwszy kupiec zniknął. Przebieg Pride of Poland nadal bada prokuratura.

O zmianach kadrowych w administracji państwowej można mówić jeszcze długo. Przyczyniła się do tego reforma ustawy o służbie cywilnej (też wcześniej niezapowiadana przez PiS). Na jej mocy rządzący otrzymali pełną dowolność w przyjmowaniu ludzi do pracy i obecnie nie trzeba organizować konkursów na takie stanowiska.

W Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim z dnia na dzień zaczęło przybywać osób związanych z PiS. - Zasięgam porad od różnych osób, rozpytuję. W ten sposób powstaje lista kandydatów na dane stanowisko - tłumaczył wojewoda swoją metodę działania.

Wojewoda na stanowisku

Skoro jesteśmy przy wojewodzie Przemysławie Czarnku, to w mijającym roku był on bardzo aktywny. Na tle poprzedników medialnie wręcz bryluje i nie chodzi tylko o to, że ma swój kanał na YouTube, gdzie komentuje bieżące wydarzenia społeczne i polityczne.

Już w lutym wojewoda zasłynął tym, że polecił zdjąć ze ściany urzędu portrety komunistycznych wojewodów lubelskich. Zaraz potem usunął ze swojego gabinetu flagę Unii Europejskiej. - Dopóki ja tu urzęduję, ja rządzę tym gabinetem - tłumaczył Czarnek.

Z kolei w kwietniu zagroził, że może rozwiązać sejmik województwa. Wszystko dlatego, że radni - głosami koalicji PSL-PO - przyjęli stanowisko, że podejmują uchwały zgodne z orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego. Orzeczeniami, których nie uznaje rząd PiS.

Trybunał Konstytucyjny i KOD

Właśnie spór wokół trybunału rozgrzał politykę nie tylko na arenie międzynarodowej i krajowej, ale również lokalnej. Komitet Obrony Demokracji, mający początkowo na celu społeczną walkę o niezależność TK (a dziś odsunięcie PiS od władzy), powstał pod koniec 2015 r., ale na sile przybrał w tym roku.

Potem potencjał KOD z miesiąca na miesiąc spadał, żeby znów urosnąć w połowie tego miesiąca. Tyle że niekoniecznie tak było w Lublinie, bo jeszcze wiosną na manifestacje KOD przychodziło nawet więcej niż 500 osób. Później było ich znacznie mniej. Lokalni sympatycy KOD woleli jeździć na manifestacje do Warszawy, niż protestować w Lublinie.

O ile skrót KOD w lokalnej polityce nie namieszał, to zrobił to zupełnie inny skrót - CBA.

Agenci w akcji

Trzeba przyznać, że funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego mieli w Lublinie dużo pracy. Jeszcze na początku roku CBA po otrzymaniu anonimowego donosu rozpoczęło kontrolę w Porcie Lotniczym Lublin. To zaowocowało dwoma zawiadomieniami do prokuratury.

Pierwsze dotyczy podpisania przez prezesa PLL Krzysztofa Wójtowicza niekorzystnych dla lotniska umów z rumuńskim przewoźnikiem Carpatair (krótko latał do Rzymu), na czym port miał stracić w sumie 800 tys. euro. Na tę kwotę składają się zatrzymana przez Rumunów kaucja i opłata za promocję.

Drugie postępowanie prokuratorskie dotyczy czerwcowego wyjazdu 96-osobowej grupy osób do Izraela. Była to misja gospodarczo-kulturalno-promocyjna, za którą port zapłacił 1,5 mln zł. Agenci uznali, że lotnisko znacznie przepłaciło za zamówioną usługę i że w ogóle nie powinno takiej misji organizować.

Potem CBA doniosło na marszałka województwa Sławomira Sosnowskiego i jego zaufanego podwładnego, Sławomira Struskiego, dyrektora departamentu rolnictwa w urzędzie marszałkowskim. Tym razem chodziło o wydanie decyzji powołujących do życia rolnicze grupy producenckie. Dzięki temu zyskały one możliwość ubiegania się o dotacje unijne.

CBA ma zastrzeżenia do kilku decyzji, co miało skutkować otrzymaniem z UE ponad 22 mln złotych. - Nie mam sobie nic do zarzucenia. Zaczęła się walka rządu z samorządem - mówił wówczas Sosnowski.

W końcu CBA wzięło na celownik prezydenta Lublina. Wnioskowało o wygaszenie jego mandatu, bo uznało, że Żuk złamał przepisy (ale nie popełnił przestępstwa) zasiadając do początku tego roku w radzie nadzorczej PZU Życie. Żuk z tymi zarzutami się nie zgadza, a miejscy radni kolicji PO- Wspólny Lublin obronili prezydenta.

Sprawa będzie jednak miała ciąg dalszy, bo teraz wojewoda Przemysław Czarnek ma zdecydować, czy skierować do Rady Miasta wniosek o stwierdzenie wygaszenia mandatu prezydenta Żuka.

Własna droga Żuka

Jeśli już jesteśmy przy prezydencie, to Krzysztof Żuk jasno zadeklarował, że w 2018 r. będzie walczył o trzecią kadencję w ratuszu. Co więcej, doszedł do wniosku, że spłacił już polityczny dług wobec PO i chce startować z własnego komitetu (firmując też listy do Rady Miasta), mając szerokie poparcie PO, Nowoczesnej, SLD, Wspólnego Lublina i być może KOD.

PO w odstawce

To o tyle rozsądne, że Platforma w skali kraju nie ma najlepszych notowań, a i na Lubelszczyźnie praktycznie jej nie widać. W Lublinie partia przechodzi reorganizację (45 kół miejskich PO zostało rozwiązanych, a w ich miejsce powołano 9 nowych). Przez długi czas w marazmie trwali też lubelscy posłowie Platformy.

Sytuacja PO jest tak słaba, że nawet lubelski PiS nie obiera tego ugrupowania za cel ataków politycznych. Nic jednak w przyrodzie nie ginie, bo od roku Prawo i Sprawiedliwość skupia się na walce z PSL.

To właśnie Sławomir Sosnowski (PSL), marszałek województwa, zbiera cięgi od radnych wojewódzkich PiS. Dostaje mu się niemal przy każdej możliwej okazji. A tych było sporo, bo na przykład były problemy techniczne z funkcjonowaniem internetowego systemu przyjmującego wnioski o dofinansowanie unijne (więcej o wykorzystaniu funduszy w podsumowaniu gospodarczym). PiS atakował też za ustalenia kontroli CBA na lotnisku i w urzędzie marszałkowskim.

PSL nie był swoim przeciwnikom dłużny. Ludowcy krytykowali PiS np. za walkę - a raczej jej skąpy wymiar - z Afrykańskim Pomorem Świń czy obwiniali za kiepską sytuację producentów mleka. Z tym że wielkich protestów samych rolników jakoś nie ma.

PiS nadal przoduje

Napięta od roku sytuacja polityczna PiS-owi bardzo nie szkodzi. Od wyborów partia straciła w sondażach, ale nadal cieszy się wysokim poparciem. We-dług naszego, jesiennego badania, na PiS jest gotowych głosować 40,2 proc. mieszkańców Lubelszczyzny. PO cieszyło się 14,4-procentowym poparciem, Kukiz ‘15 - 12,3 proc., Nowoczesna - 9,2 proc., a PSL tylko 8,2 proc.

Sławomir Skomra

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.