Pomóżmy uratować zabytkowe nagrobki. Rozmowa ze Stanisławem Santarkiem, przewodniczącym Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Lublin

Czytaj dalej
Fot. Małgorzata Genca
Gabriela Bogaczyk

Pomóżmy uratować zabytkowe nagrobki. Rozmowa ze Stanisławem Santarkiem, przewodniczącym Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Lublin

Gabriela Bogaczyk

Zbliża się 1 listopada, a tym samym tradycyjna kwesta na odnowę zabytkowych nagrobków przy ul. Lipowej. Mimo pandemii, zbiórka się odbędzie, ale w formie internetowej. Każdy może wesprzeć akcję, dokonując wpłaty na konto. O historii kwesty, jak i historii życia rozmawiamy ze Stanisławem Santarkiem, przewodniczącym Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Lublina, który w maju będzie obchodzić 90 lat.

- Urodziłem się w Krasnystawie. Ojciec i dziadek byli kolejarzami. Kiedyś kolej była jednostką zmilitaryzowaną, tak jak wojsko. I tak się złożyło, że ojciec dostał polecenie wyjazdu do pracy do Równego na Wołyniu. Niestety zmarł tam w 1937 roku. Mama została z czwórką dzieci i ze swoją staruszką matką, bez warunków do życia, bo ojcu zabrakło trzech miesięcy pracy do pełnego ubezpieczenia emerytalnego. Mama dostała więc tylko jednorazową odprawę. Zdecydowała, że pojedziemy do jej siostry do Lublina – wspomina Stanisław Santarek.


Matka zaczęła prowadzić sklep spożywczy w dzielnicy Dziesiąta. - Nie miała wykształcenia, umiała tylko czytać i pisać, nauczyła się tego na tajnych kompletach. Rezultat był jednak taki, że po prawie dwóch latach zbankrutowała, ale w międzyczasie ukończyła kurs kroju i szycia i za resztę pieniędzy kupiła maszynę do szycia – opowiada Santarek.

W 1938 roku przenieśli się na wieś koła Radzynia Podlaskiego do zaprzyjaźnionej rodziny. Rodzina przeżyła tam okupację. Nasz rozmówca skończył siódmą klasę szkoły podstawowej oraz gimnazjum w Radzyniu Podlaskim.

Codziennie chodził do szkoły 7 km w jedną i drugą stronę. W 1948 roku wyjechał do Zamościa, gdzie znalazł pracę na kolei.

- Żeby tradycji rodzinnej stało się zadość. Po kilku latach zostałem przeniesiony służbowo do Lublina do dyrekcji kolei. Byłem pracownikiem biurowym w jednostce kadrowo-finansowej. Tutaj przepracowałem do emerytury – opowiada Stanisław Santarek.

I poskreśla, że wywodzi się z harcerstwa, gdzie uczono, że należy służyć społeczeństwu.

Dlatego chętnie włączał się w pracę w związkach zawodowych, gdzie organizował różne wycieczki. Później większość działaczy starego harcerstwa znalazła swój azyl w PTTK. Nasz rozmówca zrobił uprawnienia przewodnika turystycznego na Lublin i całe województwo. Chętnie wychodził w góry i spędzał czas na kajakach. Jak zaangażował się w kwestę na rzecz ratowania zabytkowych nagrobków przy ul. Lipowej?

- Społeczny komitet był tak naprawdę organizacją powołaną odgórnie przez Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W ramach komitetu powstała m.in. komisja ochrony zabytków cmentarnych, której inicjatorem był red. Leszek Mazurek z Kuriera Lubelskiego. W pierwszej kweście uczestniczyło 24 osób, sami dziennikarze: prasy, radia, telewizji. Redaktor Mazurek zaprosił do współpracy mojego znajomego z PTTK Marka Wyszkowskiego, stąd od 2 czy 3 kwesty zbieraliśmy pieniądze na cmentarzu z żoną. Ze względu na dużo obowiązków, Marek poprosił mnie, żebym przejął tę kwestę. I tak już z 30 lat – opowiada przewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Lublina.

Jak lublinianie są hojni w pierwszych dniach listopada na cmentarzu przy ul. Lipowej? Organizator odpowiada, że Lublin wypada lepiej niż zbiórka na warszawskich Powązkach. – Z 15 lat temu policzyłem, że w Warszawie przypada 14 groszy na osobę, a w Lublinie przypadało 24 groszy w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Zazwyczaj lublinianie tzw. wdowie złotówki. Dużo jest 2 i 5 zł, ale są też banknoty. Raz zdarzyło się, że w puszcze znalazł się banknot 500 zł, który jest w obiegu co prawda, ale rzadko się go widzi – dodaje Santarek.

Nie byłoby to wszystko możliwe, gdyby nie wolontariusze, którzy co roku w pierwszych dniach listopada kwestują na cmentarzu. Wśród nich są uczniowie, nauczyciele, zwykli mieszkańcy Lublina, ale też znane osoby: muzycy, artyści, sportowcy, politycy. Od samego początku zbiórki na cmentarzu kwestuje Piotr Wysocki, aktor Teatru Osterwy. - Od kilku lat podupadł na zdrowiu, a mimo to na kwesty przyjeżdża. Nie może już stać tak długo, nogi go bolą, ale przyjeżdża ze swoim krzesełkiem, ma stałe miejsce, gdzie siada, ludzie wiedzą, gdzie go szukać. Takich osób mamy więcej. Jest moja koleżanka przewodniczka prof. Barbara Kuśmiderska, przez wiele lat kwestował też polonista Konstanty Frączek. Nie można również pominąć radnego miejskiego Zbigniewa Jurkowskiego, który bije rekordy co roku – mówi organizator kwesty.

Stanisław Santarek wspomina, że o ile 30 lat temu niektórzy z przymrużeniem oka patrzyli na cmentarną kwestę, to teraz wiele ludzi zwraca uwagę na nagrobki zabytkowe. – Pilnują, reagują, dbają. Kiedyś wytypowaliśmy do konserwacji na następny rok nagrobek w formie gotyckiej kapliczki wewnątrz z figurą Matki Boskiej. Dlatego jesienią trafiła ona do pracowni, aby przez zimę się spokojnie zakonserwowała. Dosłownie następnego dnia było kilkanaście telefonów do księdza rektora, że ukradziona została figurka z nagrobka – mówi Santarek.

Kilka lat temu przez cmentarz przeszedł huragan, który uszkodził ponad 20 nagrobków. W sekcji 15 był nagrobek z dużym aniołem, którego głowa prawdopodobnie przez wichurę została odtrącona. Jednak nikt nie potrafił jej znaleźć w pobliżu. - Kilka miesięcy później na wiosnę, pracownicy zajmujący się konserwacją odwiedzili w pomieszczeniu gospodarza cmentarza, gdzie przypadkiem zobaczyli tę zagubioną głowę. Ksiądz powiedział, że policjanci przynieśli mu ją, bo ktoś z mieszkańców Lublina zadzwonił i powiedział, że na cmentarzu leży oderwana głowa. No to policja przyjechała. Na szczęście po kilku miesiącach głowa ponownie znalazła się na swoim miejscu – wyjaśnia Santarek.

Podkreśla, że warto przejść się na spokojnie po cmentarzu, zatrzymać się na chwilę, zadumać, a nie biec tylko do konkretnego grobu, bowiem z tych nagrobków możemy się dowiedzieć sporo o historii miasta i kraju. Mamy na przykład skromny nagrobek w kształcie pnia drzewa, gdzie pochowany jest adiutant księcia Józefa Poniatowskiego, kawałek dalej leży uczestnik insurekcji kościuszkowskiej. Jest też grób uczestnika wojny 1920 roku, który zginął niedaleko Lublina, gdy szedł na pomoc oblężonej przez bolszewików Warszawie. - Może nie mamy na Lipowej tak bardzo spektakularnych rzeźb jak Kraków czy Warszawa, nie mniej jednak mamy piękne rzeźby i nagrobek np. dłuta krakowskiego rzeźbiarza Antoniego Kurzawy, czy innych profesorów ASP z Warszawy. Trzeba powiedzieć, że kiedy nasilił się terror naszego zaborcy, mam na myśli rusyfikację w XIX wieku, to artyści nie mieli możliwości publicznego pokazywania swoich dzieł. Wtedy artyści znaleźli sobie azyl na cmentarzach i w kościołach. I mamy tego odzwierciedlenie właśnie u nas – tłumaczy nasz rozmówca.

Kwesta na rzecz ratowania zabytkowych nagrobków odbędzie się po raz 34. Przez tyle lat udało się uratować ponad 300 zabytkowych nagrobków. Przypomnijmy, że w zeszłym roku udało się zebrać 105 tys. złotych. Dzięki czemu renowację przeszło sześć nagrobków. Wiosną ruszyły prace, a dzisiaj można już podziwiać zabytkowe groby na cmentarzu przy ul. Lipowej.

W związku z pandemią tegoroczna kwesta na rzecz ratowania zabytkowych nagrobków nie odbędzie się w tradycyjnej formie na cmentarzu przy ul. Lipowej. Nie będzie wolontariuszy i puszek. Jednak kwesta przenosi się do internetu. Jakie nagrobki dzięki temu przejdą renowację?

- Mam w tej chwili taki nagrobek, który trochę leży mi na sercu. To grób Ewuni Rutkowskiej, 12-letniej dziewczynki, która zginęła dziewiątego września 1939 roku w czasie bombardowania Lublina. Widzę, że jej nagrobek jest opuszczony, czasem ktoś obcy może coś postawi. Znajduje się w samym rogu na styku cmentarza wojskowego i katolickiego. Jest to bardzo ładny i ciekawy nagrobek. Jeśli go nie odnowimy, to za parę lat ulegnie zupełnie zniszczeniu. Na pewno trzeba będzie go zabrać do pracowni i uzupełnić ubytki, będzie z tym sporo roboty, ale myślę, że warto, bo należy do jednej z pierwszych ofiar II wojny światowej w Lublinie - wyjaśnia Stanisław Santarek.

Jak wesprzeć tradycyjną kwestę w tym roku? Organizatorzy proszą o wpłacanie pieniędzy na konto Komitetu Odnowy Zabytków Lublina: 04 1240 5497 1111 0000 5001 4129.

Gabriela Bogaczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.