Ponad pięć milionów Polaków wybrało życie singla. Dlaczego?

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Bogna Skarul

Ponad pięć milionów Polaków wybrało życie singla. Dlaczego?

Bogna Skarul

Tamara (48 lat) nie lubi, gdy mówią o niej „panna z dzieckiem”. Kasia (51 lat) jest zła, gdy musi w rubryce stan cywilny napisać „rozwódka”. Ewa (32 lata) wścieka się, gdy ciotki mówią o niej „stara panna”...

Na świecie jest ponad 160 milionów singli, czyli osób samotnych, które nie mają swojej drugiej „połówki”. W Irlandii, Danii i Szwecji stanowią nawet połowę ludności. A w Polsce? Jaki jest polski singiel? Zazwyczaj za „pojedynczego” uważa się osobę młodą, samotną, mieszkającą w dużym mieście, bardzo dobrze wykształconą, znającą biegle minimum jeden zachodni język i osiągającą dochód miesięczny w wysokości co najmniej 3 tysięcy złotych. Lecz „singiel” to pojęcie wyjątkowo pojemne, a w Polsce nabiera zupełnie nowego znaczenia. To już nie tylko osoba, która bardzo świadomie wybrała sobie życie w pojedynkę, ale także rozwódka, wdowa, matka z dzieckiem i ta, która nie może znaleźć partnera, ale bardzo się o to stara.

Matka z dzieckiem

Tamara została singielką ponad 22 lata temu. Pamięta to, bo właśnie wtedy urodziła córkę Majkę. Dziś wspomina: – Najlepszą moją decyzją w życiu było wyrzucenie faceta z domu – mówi dziś, choć właśnie parę tygodni temu jej córka Majka wyprowadziła się z ich wspólnego domu i zamieszkała ze swoim facetem. Tamara tylko parę dni cierpiała na syndrom opuszczonego gniazda (gdy dziecko wyprowadza się z domu), właściwie do momentu gdy swoje staniki poukładała w szafkach po Majce. Tamara w swoim statusie singielki ceni sobie przede wszystkim wolność i to jej brak był powodem rozstania się z partnerem.

– Co prawda przez wiele lat nie byłam tak całkiem wolna, bo musiałam być opiekunką Majki, ale to też miało swoje dobre strony – mówi Tamara i opowiada, jak Majka pierwszy raz pojechała na kolonie, to ona zrobiła sobie swoje „święto lasu” i przez dwa tygodnie nie tknęła w domu niczego. – Zaczęło mi tylko brakować czystych łyżek do kawy. Bo kubki kupiłam sobie jednorazowe.

Dziś Tamara na wakacje wyjeżdża, gdzie chce. Była już w Turcji i Chile, odwiedziła Norwegię i cała Azję – od Korei po Wietnam. Do kina chodzi często na seanse o godzinie 22, bo wcześniej nie ma czasu. Pochłania ją praca. Jest dumna z tego, że jest „na bieżąco” z ambitnym repertuarem kinowym.

– Wiesz, jak rozmawiam o kinie z facetem, to widzę, że robi to na nim piorunujące wrażenie – podkreśla. – I mnie właśnie o to chodzi.

Tamara nie ma kłopotów z adoracją męską. – Nasłucham się tych komplementów od facetów na jakiejś imprezie i starcza mi to jako kobiecie na jakiś czas – tłumaczy. – Jak zaczyna brakować i przestaję czuć się kobieco, po prostu idę na imprezę.

Romantyczny polski singiel

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego dziś w Polsce jednoosobowe gospodarstwa domowe stanowią 26 procent wszystkich gospodarstw. W roku 2030 będą już stanowić 34 procent. Istnieje wyraźny trend życia w
pojedynkę. Jak wynika z raportu o polskich singlach te nasze są bardziej skore do wchodzenia w związki niż zagraniczne. Zdarza się, że życie w pojedynkę traktują tylko jak pewien etap w życiu, choć coraz więcej uważa „singlizm” za świadomy i długotrwały wybór. Jak się okazało, Polski singiel jest bardziej romantyczny niż ten z Europy zachodniej czy USA, ale też jest poddawany większej presji społecznej. Zwyczajnie, w Polsce ceni się rodzinę, a nie pojedyncze życie bez trosk.

Żona marynarza

Kaśka twierdzi, że właściwie całe swoje dorosłe życie jest singielką. Miała męża. Był marynarzem, więc widywali się rzadko. Bywała nawet, że tylko raz w roku i to przez trzy tygodnie.

– Musiałam nauczyć się sama ze wszystkim sobie radzić – opowiada o swoim życiu. – Teraz jak jestem po rozwodzie, to niewiele się zmieniło. Przyzwyczaiłam się, że w domu jestem sama.

Jej syn Marcin pięć lat temu wyprowadził się ze Szczecina do Warszawy. Kaśka, w stolicy, odwiedza go rzadko. Najczęściej gdy stwierdza, że w jej szafie przydałyby się jakieś nowe ciuchy.

– Wolę na zakupy jechać do stolicy, bo mam większą pewność, że wybranej przeze mnie sukienki nie zobaczę na koleżance – twierdzi.

Kaśka zaangażowała się w działalność charytatywną i opiekę nad zwierzętami. W domu ma dwa koty i psa, więc jak bardzo potrzebuje, to ma się do kogo przytulić. Koleżanki z klubu dobroczynnego odwiedzają ją chętnie, bo przecież Kaśka ma cały czas „wolną chatę”. Na brak towarzystwa Kaśka więc nie narzeka.

– Za to zupełnie swobodnie mogę sobie kupić, co chcę – podkreśla, bo jeszcze dobrze pamięta, że były mąż przywoził jej całe szafy nowych ciuchów z rejsów, a ona zawsze marzyła, aby samej pójść do sklepu i sobie coś wybrać. Było jej głupio wydawać pieniądze na sukienki, gdy szafy pękały w szwach.

– No, ale nie rozwiodłam się przez te sukienki – zaznacza. – Po prostu doszłam do
wniosku, że takie życie z facetem, którego się widzi raz do roku, to jakaś fikcja. Wolę wiązać się z kimś nawet na krótko, ale intensywnie – dodaje i opowiada, że za dwa dni jedzie nad morze, bo tam pół roku temu poznała fantasty-cznego żeglarza. – Chyba ciągnie mnie nadal do facetów, którzy mają coś wspólnego z wodą – śmieje się, ale podkreśla, że nie szuka partnera na życie, ale partnera na chwilę. – Tak jest lepiej i wygodniej.

Jak o nich dbają

Jak ważna jest rola singla w różnych społeczeństwach, niech świadczy fakt, że w Szwecji już jakiś czas temu rozgorzała dyskusja na temat powołania ministra, który miałby się zajmować ich sprawami.

We Francji zaś, gdzie żyje osiem milionów singli, działa stowarzyszenie UNAGRAPS, zwalczające przejawy ekonomicznej, podatkowej i prawnej dyskryminacji osób „pojedynczych”.

W całej Europie funkcjonują przeznaczone dla singli puby, dyskoteki i kluby fitness. Organizuje się również specjalne kursy i koncerty, a także walentynki, wspólne święta czy zabawy sylwestrowe. W Szwecji odbywają się też tzw. speed dating, czyli szybkie randki. W Nowym Jorku single mogą się zapisać na warsztaty przytulania, dzięki którym zyskują potrzebną dawkę. Polscy zwolennicy życia w pojedynkę nie są aż tak rozpieszczani.

Nie umie mało gotować

Ewa jest jedynaczką. Zawsze dobrze się uczyła. Z rodzinnego domu wyprowadziła się 10 lat temu, kiedy ojciec kupił jej kawalerkę.

– Pamiętam pierwszą noc w swoim mieszkaniu. Byłam sama, tylko ze swoimi myślami i poczułam się jakoś głupio, że tak już mi zostanie. Ale szybko mi przeszło. Po pół roku tak się przyzwyczaiłam, że denerwowało mnie nawet jak rodzice przychodzili do mnie na parę godzin w odwiedziny – opowiada.

Zajęła się najpierw nauką. Postanowiła, że w indeksie będzie miała same piątki.

– I uczyłam się nawet przez całe noce. Nikt mi już nie stał nad głową i nie kazał iść na kolację albo po zakupy do
sklepu – wspomina.

Po studiach rozpoczęła pracę w banku. Szybko awansowała, bo była dyspozycyjna.

– A nie tak jak moje koleżanki wiecznie śpieszące się do małych dzieci, męża i teściowej – mówi z sarkazmem w głosie. A jej bardziej odpowiada zamiast ślęczenia nad pieluchami spędzanie nocy nad słupkami długich liczb.
– Dzięki tym liczbom czuję się ważna, doceniona. Lubię rano na odprawie w pracy zaskakiwać facetów nowymi pomysłami podpartymi głęboką analizą – twierdzi.

Ewę rozpręża gotowanie. Lubi wymyślać nowe przepisy i zapraszać gości na degustację. Znajomi chwalą jej rybę gotowaną w warzywach z ziemniakami i sałatką z kapusty kiszonej. Już kilka razy wręcz zmuszali Ewę, aby ugotowała dla nich golonkę w piwie i upiekła sernik.

– Jak już coś gotuję dla siebie, to przeważnie mi zostają resztki. Chyba nie umiem gotować mało, stąd ta opinia wśród znajomych o mojej dobrej kuchni – tłumaczy się.

Specjalna książka i podróże

Barbara Adamczewska w „Kuchni dla singli”, pisze, że najważniejszą cechą singielskiej kuchni to jej rozmiar. Tu wszystko występuje w miniaturze. Dlatego zainteresowani powinni starannie omijać sklepowe półki z dużymi opakowaniami. Coraz więcej producentów żywności dostrzega tę potrzebę i wprowadza opakowania mini. Na Zachodzie wręcz powstały specjalne sklepy spożywcze przeznaczone przede wszystkim dla singli. W Polsce taką funkcję spełniają sklepy sieci „Żabka”.

Ale jedną z największych niedogodności dla singli był ich sposób traktowania w podróżach. Polski singiel musiał płacić za wypad tyle samo lub więcej niż kilkuosobowa rodzina. Ale od jakiegoś czasu działa biuro podróży Singiel Tour, które organizuje wyjazdy wyłącznie dla samotnych. Zapewnia zakwaterowanie w domach wypoczynkowych, w których nie trzeba ponosić finansowych konsekwencji pobytu w pojedynkę, a poza tym gwarantuje swojskie, singielskie towarzystwo.

Na singli zwróciły też uwagę agencje nieruchomości i proponują im coraz częściej specjalne, dostosowane do potrzeb, apartamenty. Mają one maleńkie pomieszczenie do przyrządzania posiłków, za to wielki pokój „bankietowy” z barem.

Polskie single

Z raportu o singlach opracowanym przez MB SMG/KRC wynika, że 55 procent z nich lubi życie pełne zmian, nowości i wyzwań, aż 41 procent pracuje dla kariery i dlatego nie zamierza wiązać się z nikim, 35 procent lubi jeździć za granicę, a 30 procent ma słabość do wyjazdów weekendowych.

Ponad 50 procent singli przywiązuje wagę do produktów markowych, a aż 42 procent lubi wyróżniać się z tłumu. Wbrew pozorom tylko 62 procent korzysta z Internetu i wcale nie tylko po to, aby szukać tam dla siebie drugiej połowy.

Co to znaczy „singiel”

„Singiel” to pojęcie zaczerpnięte z języka angielskiego i oznacza po prostu „pojedynczy”, „jednoosobowy”.

Wyraz ten zaczął funkcjonować w języku mówionym, potocznym dosyć już dawno. Początkowo w żargonie młodzieży studenckiej, później zaczął funkcjonować w slangu nastolatków, a w końcu podstępnie wkradł się i zadomowił w języku ogólnopolskim.

Bogna Skarul

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.