Piotr Samolewicz

Porozmawiajmy o rzeszowskim dworcu kolejowym. Modernizm czy galicyjski sznyt

Galicyjski dworzec rzeszowski na starej pocztówce. Formą nawiązywał do pałacu miejskiego Fot. Domena publiczna Galicyjski dworzec rzeszowski na starej pocztówce. Formą nawiązywał do pałacu miejskiego
Piotr Samolewicz

Informacja o tym, że w ramach budowy centrum komunikacyjnego w Rzeszowie ma być zmodernizowany budynek dworca głównego PKP obiegła media bez większego echa. Szkoda, bo sprawa jest prestiżowa dla stolicy województwa.

Inwestycja jest obecnie na etapie uzgadniania projektu budowlanego.

- Równolegle wykonawca opracowuje projekt wykonawczy przebudowy dworca Rzeszów Główny. Po zakończeniu prac nad dokumentacją projektową i uzyskaniu wymaganych decyzji i zgód rozpoczną się prace budowlane. Planujemy, że nastąpi to na przełomie roku - informuje Bartłomiej Sarna z Wydziału Współpracy z Mediami PKP SA.

Według zaleceń zastępcy Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Przemyślu, szefa Delegatury w Rzeszowie Bartosza Podubnego, modernizacja obiektu ma być dokonana w duchu polskiego modernizmu lat 20. i 30. Tymczasem pierwotnie rzeszowski dworzec powstał w okresie autonomii galicyjskiej i miał całkiem inny wygląd niż dzisiaj.

O sprawie milczy opinia publiczna, dyskutują jedynie specjaliści, architekci, konserwatorzy i historycy sztuki i ślą pisma do ważnych urzędów, m.in. na biurko generalnego konserwatora zabytków w Warszawie Magdaleny Gawin. Ale nie tylko.

Rzeszowianin Jerzy Granowski, którego nazwisko pojawiało się w latach 90. na liście kandydatów na plastyka miejskiego, wystosował 20 maja pismo do Departamentu Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. W odpowiedzi zastępca dyrektora departamentu dr Katarzyna Pałubska napisała, że „w piśmie z 13 lipca 2021 roku Kierownik Delegatury Podkarpackiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków poinformował, że przedmiotowy budynek w ciągu 160 lat był wielokrotnie przebudowywany. Pismem z 30 marca 2017 r. kierownik Delegatury w Rzeszowie wydał zalecenia konserwatorskie w związku z planowanym przez PKP SA remontem obiektu. Wskazano w nich m.in. na konieczność przywrócenia modernistycznej architektury elewacji zewnętrznych dworca, z rekonstrukcją narożnie umieszczonego zegara oraz symbolu PKP nad wejściem głównym, przywrócenie oryginalnego podziału i profili okien z lat 1961-62 w segmencie restauracyjnym, przywrócenie wystroju wnętrza w hallu sprzed przebudowy w 2008, czy też wykonanie badań na obecność polichromii.”

Czy w jest o co kruszyć kopie? Na pierwszy rzut oka nie. Rzeszowianie przyzwyczaili się do obecnego wyglądu obiektu, na który sumuje się wiele zmian, i w zasadzie nie powinni kręcić nosami na proponowaną przez służby konserwatorskie modernizację. Wybrzydzają jedynie znawcy tematu.

„Najpierw w latach 50. bryłę dworca uzupełniono o modernistyczną dobudowę po stronie zachodniej, co samo w sobie jeszcze nie było tak szkodliwe. Nieszczęśliwie jednak przy okazji pozbawiono główny budynek historycznego detalu chcąc go za pomocą okładzin kamiennych na siłę upodobnić do współczesnego stylu. Najbardziej kontrowersyjna była przebudowa z lat 90., która chyba chcąc nawiązać do historycznej przeszłości, wprowadziła na obu bryłach (modernistycznej i pseudomodernistycznej) historyzujące maski w postaci postmodernistycznych łuków.” - pisał w 2017 r. na portalu twinn.pl radny i architekt Robert Kultys (PiS).

I ma rację, jeśli zważy się, że ubogi pod względem substancji zabytkowej Rzeszów wciąż szuka dla siebie godnego emploi.

Dworzec od początku różnił się od innych powstałych na Linii Kolei Karola Ludwika budowanej w latach 1856 - 1861 (i następnych) z Krakowa do Lwowa pod auspicjami księcia Leona Sapiehy. Jak pisze Marta Rymar w książce „Architektura dworców Koli Karola Ludwika w Galicji w latach 1855-1910” (Warszawa 2009), dworzec z 1860 r. po kilku latach szybko rozbudowano.

„Jego bryłę charakteryzowała stylistyka odmienna od innych obiektów tej linii. Formą wyraźnie nawiązywała do pałacu miejskiego, opartego na rozwiązaniach wczesnorenesansowej architektury florenckiej. Przemawiała przez niego monumentalność, podkreślona dodatkowo spłaszczonym, delikatnym detalem architektonicznym”.

Rymar pisze następnie, że nie zachowała się dokumentacja, jak wyglądał dworzec od strony północnej, czyli od peronów. „Z pewnością znajdowała się tam wiata, najprawdopodobniej elementy konstrukcyjne były odlane z żeliwa”. Dodaje też, że nie są znane żadne materiały archiwalne, na podstawie których można byłoby dokonać analizy wyposażenia restauracji czy poczekalni. Na dworcu działał też hotel.

W związku z rozwojem Kolei Karola Ludwika w 1889 r. rozpoczęto kolejną przebudowę dworca i dotyczyła ona głównie wschodniej części dopasowanej do starego założenia. Rzeszów miał się stać ważnym węzłem kolejowym dla ruchu pasażerskiego i towarowego. „Całość poprzez rozbudowę nie straciła swojego dawnego charakteru, natomiast wyróżnienie środkowej części elewacji za pomocą dwukondygnacyjnego portalu podkreśliło jeszcze mocniej jego styl pałacowy”.

Portal przypominał bramę wjazdową, flankowaną przed dwie pseudowieże. „Jego głównym elementem był otwór przepruwający poziom dwóch kondygnacji, nawiązujący do arkady, lecz przykryty łukiem niepełnym. Na wysokości piętra został podzielony na trzy otwory okienne wsparte na gzymsie międzykondygnacyjnym. Nad nimi umieszczono płaskorzeźbiony emblemat kolejowy przedstawiający uskrzydlone koło w koronie.” Hol główny został przykryty dachem namiotowym. Hol zdobiły dużej wielkości płótna z kolejowym scenami rodzajowymi.

Zdobnictwo na elewacji było tak finezyjne, że trudno opisać je w kilku zdaniach. Tak wyglądający dworzec przetrwał do czasów II RP. Na fasadzie głównej oprócz godła kolejowego widniały herby Galicji i tradycyjny Rzeszowa z kaduceuszem oraz data przyjazdu pierwszego pociągu. W portalu były trzy kolorowe witraże.

Wśród osób krytycznie patrzących na zaproponowaną przez służby konserwatorskie formę modernizacji dworca jest m.in. emerytowany wicedyrektor Zespołu Szkół Plastycznych w Rzeszowie Jacek Kawałek. Mówi on, że określenie „modernizm” w przypadku dworca jest używane na wyrost, gdyż przebudowany na początku lat 60. dworzec nie otrzymał modernistycznej architektury, tylko stał się stylizowaną „budowlą” w duchu „socmodernizmu”. Kolejne liftingi dworca jedynie utrwaliły przypadkowy charakter tego obiektu. Kawałek opowiada, że dworzec zmodernizowano na początku lat 60. z okazji zbliżających się mistrzostw piłki nożnej w ZSRR (ostatecznie nie doszły do skutku) w duchu panującej wówczas ideologii konwergencji, czyli nowoczesnego ujednolicania i zacierania regionalnych różnic. Konserwator, zabytkoznawca i historyk sztuki nie ma wątpliwości, że stary dworzec był wybitnym przykładem architektury kolejowej z okresu monarchii austriackiej, a za najcenniejszy element uznaje główny korpus utrzymany w pałacowej konwencji z monumentalnym westybulem. Według niego autorzy projektu modernizacji powinni odtworzyć historyczną fasadę starego dworca zachowując w miarę możliwości nowoczesny charakter jego wnętrz.

Dlaczego w ogóle rzeszowski dworzec ma być wyremontowany w modernistycznym stylu?

- Budynek dworca w Rzeszowie znalazł się w Gminnej Ewidencji Zabytków w swojej modernistycznej formie i w takiej Urząd Ochrony Zabytków ma zadanie go chronić - odpowiada Wojewódzki Konserwator Zabytków Beata Kot.

Panią konserwator nie przekonuje to, że Przemyśl szczyci się swoim neobarokowym odrestaurowanym dworcem z okresu galicyjskiego.

- Modernizm jak każda epoka stylowa ma ważne znaczenie w sztuce i historii także w ochronie zabytków. Ostatnie lata to bardziej szczegółowe rozpoznanie tego zasobu i działania edukacyjne mające na celu dowartościowanie tego okresu w architekturze. (…) Dworzec w Przemyślu nie był odbudowywany, zachował się w formie z czasów budowy i poddano go pracom konserwatorskim, zachowując jak najwięcej z oryginału - odpowiada Beata Kot.

Ale przecież w Rzeszowie jest przykład obiektu, który podobnie jak dworzec PKP został przebudowany w latach 60., by po kilkudziesięciu latach wrócić do pierwotnej formy Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Chodzi o Teatr im. Wandy Siemaszkowej, który po ogołoceniu z XIX-wiecznych detali zyskał wśród starych rzeszowian miano „stodoły”. Mimo tego, że teatr po tych przeróbkach był wpisany do ewidencji zabytków, podobnie jak dworzec został poddany przez ówczesnego dyrektora teatru, Zbigniewa Rybkę, renowacji w duchu historycznym i dziś cieszy oko rzeszowian i przyjezdnych.

Piotr Samolewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.