Marcin Koziestański

Powyborczy remanent w Zwierzyńcu trwał aż dwa lata

Po wyborach w 2014 r. w trybie wyborczym wpłynęły do nas dwie sprawy. Nie były to jednak spektakularne sprawy - wyjaśnia Dariusz Abramowicz, rzecznik Fot. archiwum Po wyborach w 2014 r. w trybie wyborczym wpłynęły do nas dwie sprawy. Nie były to jednak spektakularne sprawy - wyjaśnia Dariusz Abramowicz, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie.
Marcin Koziestański

Niektórym wydaje się, że na wynik wyborów wpływ mogło mieć wszystko, nawet zły długopis.

Prokuratura Okręgowa w Zamościu umorzyła właśnie śledztwo przeciwko burmistrzowi Zwierzyńca. Jan S. podejrzany był o popełnienie przestępstwa w czasie kampanii wyborczej.

- Zarzuciliśmy podejrzanemu, że w listopadzie 2014 r., jako urzędujący burmistrz miasta Zwierzyniec, będąc zobowiązanym do zachowania tajemnicy skarbowej, przekroczył swoje uprawnienia - informuje Bartosz Wójcik, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zamościu.

Sztab Jana S. przed drugą turą wyborów samorządowych przygotował specjalne ulotki. - W nich znalazły się informacje, z którymi podejrzany zapoznał się dzięki temu, że pełnił wówczas funkcję burmistrza. Te informacje wykorzystał przeciwko swojemu kontrkandydatowi - wyjaśnia Wójcik.

W delegaturze KBW w Lublinie usłyszeliśmy, że z okręgu lubelskiego takich protestów w ostatnich wyborach samorządowych było 38.

W ulotce było napisane, że córka drugiego kandydata do burmistrzowskiego fotela... nie zapłaciła opłaty za wywóz śmieci. - Jan S. działał w ten sposób na szkodę interesu prywatnego Patrycji K. - tłumaczy rzecznik prokuratury.

Jan S. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. Wskazał jednak, iż rzeczywiście zawarł w ulotce wyborczej określenie, że Patrycja K. nie zapłaciła za wywóz śmieci, ale dowiedział się o tym nie z dokumentacji podatkowej, do której mógł mieć dostęp, a której ujawnianie jest niezgodne z prawem, a jedynie słyszał o tym od mieszkańców miasta.

- Czyn Jana S. nie był społecznie szkodliwy w stopniu znacznym, a wina podejrzanego nie była duża. Trzeba też pamiętać, że do popełnienia przestępstwa doszło w specyficznym okresie walki wyborczej przed drugą turą wyborów samorządowych - tłumaczy Wójcik powody umorzenia postępowania wobec burmistrza. Ma on jedynie zapłacić tysiąc złotych na cele społeczne.

Okazuje się, że o tej sprawie śledczych zawiadomił kontrkandytat burmistrza. - Nie dostaliśmy bowiem żadnego wniosku z Krajowego Biura Wyborczego - precyzuje Wójcik.

Po proteście nowe wybory

Po zauważeniu nieprawidłowości w trakcie kampanii, ciszy wyborczej czy samych wyborów, zarówno wyborcy, jak i kandydaci mogą wnosić protesty. To właśnie w krajowych biurach wyborczych odnotowywane są protesty, które wpływają po wyborach samorządowych. - Po ostatnich z 2014 r. mieliśmy 17 takich spraw - podkreśla Maciej Nowak z delegatury KBW w Zamościu. - Nie było żadnego protestu, jeśli chodzi o wybory burmistrza Zwierzyńca - dodaje.

W delegaturze KBW w Lublinie usłyszeliśmy z kolei, że z okręgu lubelskiego takich protestów w ostatnich wyborach samorządowych było 38.

- Z nich aż 23 pozostawione były bez biegu ze względów formalnych. Tak naprawdę pozytywnie rozpatrzyliśmy dwa protesty z gm. Michów i Wólki Lubelskiej. Chodziło tam o wydawanie złych kart podczas głosowania do Rady Gminy. W obu przypadkach potrzebne były powtórki wyborów, które jednak nie zmieniły pierwotnych wyników - relacjonuje Teresa Bichta, dyrektor KBW w Lublinie.

Jakie protesty były składane w okręgu lubelskim? - Przeważnie chodziło o karty do głosowania, czasem o wadliwy sposób unieważniania głosów. Ale pojawił się też protest o to, że głosy oddawane były za pomocą długopisu ze słabym wkładem - przypomina sobie Bichta.

Jak nie protest, to sąd

Inną drogą do kwestionowania wyników wyborów czy wskazywania nieprawidłowości są sprawy w sądach.

- Po wyborach w 2014 r. w trybie wyborczym wpłynęły do nas dwie sprawy. Nie były to jednak spektakularne sprawy - wyjaśnia Dariusz Abramowicz, rzecznik Sądu Okręgowego w Lublinie. I dodaje, że w trybie zwykłym, gdy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, tak jak w przypadku sprawy ze Zwierzyńca, decyduje prokuratura, nie było przed lubelskim sądem po wyborach z 2014 roku żadnego procesu.

Protesty wyborcze przed Sądem Najwyższym

Protestami wyborczymi, po wyborach prezydenckich i parlamentarnych, zajmuje się Sąd Najwyższy w Warszawie.

Jeśli chodzi o ostatnie wybory parlamentarne z 2016 roku, do Sądu Najwyższego wpłynęło w sumie 77 protestów. Sąd postanowił 44 protesty pozostawić bez dalszego biegu. Z woj. lubelskiego pochodził jeden taki protest. - Mieszkaniec Kraśnika skarżył się, że spis wyborców został podpisany przez sekretarza miasta, a nie burmistrza. Jednak sąd ustalił, że nie miało to żadnego wpływu na wyniki wyborów - mówi Agata Raczkowska z biura prasowego SN. Natomiast jeśli chodzi o wybory prezydenckie z 2015 r., spośród 58 protestów sąd merytorycznie rozpoznał jedynie 8 z nich. - Z Lubelszczyzny wpłynęły 3 skargi, jednak nie spełniły one wymogów formalnych - dodaje Raczkowska.

Marcin Koziestański

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.