Przedwojenne bale w Lublinie. Zaopatrzony bufet i doborowa orkiestra

Czytaj dalej
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Archiwum Państwowe m.st. Warszawy i Stołeczna Estrada
Małgorzata Szlachetka

Przedwojenne bale w Lublinie. Zaopatrzony bufet i doborowa orkiestra

Małgorzata Szlachetka

Jeśli maskowy, to tylko w Teatrze Miejskim przy Narutowicza. Jeśli z orkiestrą jazzową, to tylko Morski w Klubie Garnizonowym przy Peowiaków. Takich balów, jak przed wojną, już nie ma i pewnie nie będzie. Zdarzył się nawet sylwester transmitowany przez radio, którego uczestnicy dostawali pamiątkowy film ze sobą w roli głównej. Gości z Warszawy dowiózł specjalny pociąg.

Irena Kowalczyk, autorka popularnego przewodnika po Lublinie, jest w stanie opisać przedwojenne suknie balowe bliskich jej kobiet z rodziny. Bordową babci, z długim rękawem, zapinaną pod szyję, z dołem haftowanym w kwiaty. Suknię w kolorze spopielałego różu, w której rozkloszowane rękawy wykończone były falbanką i w której na bale chadzała mama.

- Panowie w butonierce obowiązkowo musieli mieć świeży kwiat. Mój tata bardzo ładnie tańczył, jeszcze nas uczył, jak powinno się „złożyć do walca”. Wiem, że z mamą chodzili na bale jeszcze w czasie narzeczeństwa. Maskowe odbywały się w Teatrze Miejskim, czyli dzisiejszym Teatrze imienia Juliusza Osterwy. To była elegancka zabawa, z wodzirejem i orkiestrą - opowiada Irena Kowalczyk.

Sala balowa przy teatrze mieściła się w części budynku, która obecnie jest zamknięta na cztery spusty. Po wojnie w tym miejscu występowali muzycy filharmonii.

- Na swój pierwszy bal w życiu mama, urodzona w 1914 roku, poszła jeszcze z rodzicami, miała wtedy 15 - 16 lat. Debiutantki zakładały suknie skromne, w pastelowych odcieniach, moje ciotki miały na przykład błękitne i różowe - dodaje Irena Kowalczyk.

Pierwszy bal Marii Mokrzanowskiej, mamy pani Ireny, został zorganizowany w Klubie Garnizonowym przy ulicy Peowiaków - w gmachu powizytkowskim, który obecnie jest siedzibą Centrum Kultury.

„Chodziłam na bale. W kasynie garnizonowym był mój pierwszy bal, bal oficerski. Boże, co to był za bal! Patrzę na to jak w mroki średniowiecza. Panowie w lakierkach, we frakach, białe rękawiczki. (...) I podszedł do mnie taki wodzirej, wysoki, przystojny, do dzisiejszego dnia żałuję, że go tak źle potraktowałam. Boże, jak ja tańczyłam! I tango, i walca, i tak śpiewał: »O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna, kiedy z pączka rozwija się w kwiat? O czym myśli najwięcej, czego chce najgoręcej? Żeby dał jej w prezencie świat? Odrobinę szczęścia w miłości, odrobinę serca czyjegoś, jedną małą chwilkę radości przy boku kochanego«” - tak przedwojenny bal w Lublinie wspominała Anna Berger w relacji nagranej w 2000 roku dla Ośrodka Brama Grodzka-Teatr NN w Lublinie.

Przygotowania zaczynały się kilka tygodni przed balem, a tańce były najważniejszym elementem sylwestrowej i karnawałowej zabawy. Nic dziwnego, że nie brakowało chętnych do nauki w szkołach tańca. Na przykład w latach 30. XX wieku lekcje tańca przy ulicy Staszica w Lublinie prowadziła Zofia Kornacka, w lokalu Stowarzyszenia Urzędników Państwowych. Pod tym samym adresem działała Szkoła Plastyki Rytmicznej Zenobii Janczewskiej. Na szczęście dla tych, którym zbywało poczucia rytmu, polonezy rozpoczynające bal nie trwały i dwóch godzin, jak w okresie staropolskim.

Wieczornica Sylwestrowa transmitowana przez radio

Wydaje się, że najbardziej awangardowy w Polsce sylwester przełomu 1937 i 1938 roku odbył się nie gdzie indziej, jak w Lublinie. Zabawa rozpoczęła się o godzinie 20.

Goście na zaproszeniu dostali jeszcze taką adnotację: „Ze względu na to, że część koncertowo-wokalna transmitowana będzie przez Polskie Radio na wszystkie rozgłośnie Polski począwszy od godziny 21-ej (9-tej wieczorem) - do godziny 2-ej w nocy, uprasza się o łaskawe przybycie przed rozpoczęciem części koncertowo-wokalnej”.

Dodajmy, że pod koniec lat 20. w ówczesnym województwie lubelskim było 4001 radioodbiorników, a w 1938 roku już 6206. Z pewnością nie było więc tak, że transmisja sylwestrowego koncertu dotarła do każdego.

Bal maskowy w Akademii Sztuk Pięknych, Warszawa, 11 stycznia 1936 roku
Okładka tygodnika „Bluszcz” Okładka ilustrowanego tygodnika kobiecego „Bluszcz” z 1923 roku. Zaprojektował ją Stefan Norblin

Wieczornica Sylwestrowa Polskiego Radia na rzecz Pomocy Zimowej z 31 grudnia 1937 roku została zorganizowana w Domu Żołnierza imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego.

- W części artystycznej zagrały Lubelska Orkiestra Symfoniczna i Mała Orkiestra Polskiego Radia pod batutą Zdzisława Górzyńskiego. Gwiazdą wieczoru była śpiewająca sopranem Aniela Szlemińska (1899 - 1964), która często współpracowała z Polskim Radiem - opowiada Marta Denys, autorka albumu „Lublin między wojnami. Opowieść o życiu miasta 1918 - 1939”.

Gości z Warszawy na lubelski sylwester z Polskim Radiem przywiózł specjalny pociąg. Z dworca PKP do centrum Lublina jechali pewnie dorożkami.

Reprezentacyjne pomieszczenia Domu Żołnierza zostały starannie przygotowane na to wydarzenie. Sala górna, na co dzień pełniąca funkcję gimnastycznej, została udekorowana w stylu gotyckim. - Wykorzystane ozdoby kosztowały 2 tysiące złotych, przygotowała je firma pana Gałana - podaje Marta Denys. - Druga sala została rzęsiście oświetlona. Na miejscu był operator kamery filmujący gości. Później mogli oni dostać taki film na pamiątkę - opisuje Marta Denys.

Sylwester z 1937 r., organizowany w Domu Żołnierza, był ważny również z innego powodu. Honorowym gościem zabawy był mianowany w tym samym roku wojewoda lubelski Jerzy Albin de Tramecourt (1889 - 1939). Dwa lata później, gdy wybuchnie II wojna światowa, wojewoda zostanie aresztowany przez Niemców, a następnie rozstrzelany. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane do dziś.

Do morza co prawda daleko,ale Bal Morski być musi

W zbiorach specjalnych Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie mamy zaproszenia na Bale Morskie organizowane 1 lutego w lubelskim Klubie Garnizonowym przy ulicy Peowiaków 12 - program zabawy wkładany był do okładek w srebrnym kolorze. Na wspomnianym balu świetnie musieli się czuć fani jazzu, w 1937 i w kolejnym roku tę muzykę grała Orkiestra Marynarki Wojennej w Gdyni. 1 lutego 1939 roku do tańca grały już dwie orkiestry jazzowe.

Bal maskowy w Akademii Sztuk Pięknych, Warszawa, 11 stycznia 1936 roku
Polona/domena publiczna Afisz reklamujący zabawę maskową przy ulicy Lubartowskiej 24 w Lublinie. Lata 30. XX wieku.

Bale Morskie zaczynały się stosunkowo późno, bo o godzinie 22. Jak w przypadku wielu zabaw tej epoki, część dochodu z biletów trafiała na cel charytatywny: Fundusz Obrony Morskiej i Kolonialny albo nawet na konkretny cel, jakim była budowa ścigacza „Lublin”.

Wiemy, jakie atrakcje czekały gości w czasie edycji Balu Morskiego z 1939 roku, ostatniego przed II wojną światową? Gwoździem programu była „rewia srebrnych lisów”, czyli pokaz mody z futrem w roli głównej. - Jeden z lisów był nagrodą dla uczestniczki balu. Dodatkowo każda z pań mogła sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie w etoli - mówi Marta Denys.

Te portretowe fotografie robił nie byle kto, bo sam Edward Hartwig. Karnawałowej zabawie towarzyszyło otwarcie sklepu z futrami przy Krakowskim Przedmieściu 66.

Ciekawą oprawę miały również Bale Związku Rezerwistów. Impreza z 5 lutego 1938 roku reklamowana była w prasie słowami: „rendez-vous eleganckiego świata Lublina”. W czasie balu rezerwistów z 7 stycznia 1939 roku, we wspominanym już Kasynie Garnizonowym, do tańca przygrywały uczestnikom zabawy aż trzy orkiestry.

Bal w śląskich klimatach, w pałacu i w hotelu

W styczniu 1935 roku Kasyno Oficerskie zapraszało na Bal Polskiego Związku Zachodniego i Polskiego Białego Krzyża. - W trakcie odbywały się tańce śląskie w strojach ludowych, sprowadzonych na tę okazję z Katowic. Ludowe motywy śląskie zostały także użyte na witrażach i innych dekoracjach zdobiących sale - opisuje regionalistka Marta Denys.

Osoby, które chciały odpocząć od zgiełku miasta, mogły się wybrać na zabawę karnawałową do Nałęczowa, organizowaną we wnętrzach pałacu Małachowskich. Zaproszenia można było dostać w redakcji „Głosu Lubelskiego” oraz Automobilklubie przy ulicy Peowiaków 6.

„Specjalne autobusy w obie strony. Budżet pierwszorzędny, sale ogrzane, doborowe towarzystwo” - to fragment ogłoszenia dotyczącego balu w pałacu Małachowskich. W dniu imprezy „Głos Lubelski” pisał, że „dancing ma zapewnione powodzenie”, bo „cała elita towarzyska Lublina wybiera się do Nałęczowa, by przy świetnej orkiestrze, w miłym, beztroskim nastroju spędzić kilka godzin”.

Karnawałowe zabawy odbywały się również w hotelach Lublina, na czele z tymi najelegantszymi: nieistniejącą obecnie Victorią przy Krakowskim Przedmieściu i Europejskim (dziś Europa). Spędzenie nocy w takim miejscu nie było oczywiście na kieszeń wszystkich, dlatego zabawić można się było również w restauracji czy w salach różnych organizacji. Przykłady? W dniu 29 stycznia 1938 roku S.U.P. przy ulicy Staszica 6 zapraszał na dancing z udziałem „salonowej orkiestry”, a 1 stycznia 1938 roku lublinianie mogli się wybrać do Dancing Bar „Lido” na „występy artystyczne z udziałem wybitnych sił”. Dwa lata wcześniej noc sylwestrową można było spędzić w restauracji „Strzecha Polska”, mieszczącej się przy Krakowskim Przedmieściu 32. Zapowiedź oczywiście kusząca, szczególnie dla tych, którzy nie lubią wylewać za kołnierz. W lokalu czekał na gości „Bufet obficie zaopatrzony w trunki krajowe i zagraniczne. Kuchnia wyborowa. Poleca się łaskawej uwadze stałych bywalców”.

Zatańczyć Schimmy, One-Step, Two-Step i Marokko

Nieocenionym źródłem informacji o zabawach sprzed lat są przedwojenne afisze reklamowe. Niektórych z bali karnawałowych odbywały się w największym kinie Lublina, czyli w Corso przy ulicy Radziwiłłowskiej 3. W środku było aż tysiąc foteli, a budynek pierwotnie został przeznaczony na wrotkowisko. Na przykład w dniu 1 lutego 1927 roku sala kino-teatru Corso była przystrojona balonikami i serpentynami. Nie zabrakło też confetti. Salę w ten sposób przystroił wówczas Związek Strzelecki. Bal maskowy musiał być adresowany do nocnych marków, bo zabawa zaczynała się dopiero o godzinie 23.30. Gościom przygrywała orkiestra 8 Pułk Piechoty Legionów.

Bal maskowy w Akademii Sztuk Pięknych, Warszawa, 11 stycznia 1936 roku
Polona/domena publiczna Afisz reklamujący bal maskowy w Corso, największym kinie Lublina przed wojną.

Dawne plakaty to najlepszy dowód na to, że lublinianie uwielbiali bale maskowe. 7 lutego 1922 roku w Lublinie odbył się bal zapowiadany w następujący sposób: „Kostjumy, fryzjer i charakteryzator na miejscu. Dla masek miłe niespodzianki". Członkowie Związku Zawodowego Pracowników Handlowych, którzy w latach 30. wybrali się na Maskaradę o charakterze społecznym, przy ulicy Lubartowskiej 24, mogli liczyć przy bufecie na rabat wysokości 25 proc., pod jednym warunkiem - musieli być w maskach. Gościom grała „wykwintna orkiestra smyczkowa", przy której można było tańczyć „Schimmy, One-Step, Two-Step, Boston, Fox-trot i Marokko".

Na koniec cofnijmy się o dekadę, do 12 stycznia 1929 roku, gdy w Kasynie Garnizonowym (wtedy przy ulicy Szpitalnej 4, a nie Peowiaków) odbywał się bal maskowy-kostiumowy z ogólnym „demaskowaniem” o godzinie 3. w nocy. Właściciele najoryginalniejszych kostiumów mogli liczyć na nagrody. Bawiącym się przygrywały dwie orkiestry.

„Za oknami bielił się już pierwszy świt - zaś orkiestra ciągle w kółko: O Katarzyno! O Katarzyno! Tak to bawiliśmy się tego roku na sylwestra - wprawdzie w Lublinie, ale zawsze w Europie!” (Cytat za: AL.OL., Sylwester, Przegląd Lubelsko-Kresowy, 1925 rok).

Małgorzata Szlachetka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.kurierlubelski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.